Cóż mam czynić?…

C

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Pani Doktor Marzena Pazik – Wolska, moja Dentystka, ale przede wszystkim Osoba, z którą świetnie się dogaduję w sprawach wiary i zasad, jakimi powinniśmy się kierować w życiu. Dziękując Pani Doktor za ten nasz dobry kontakt, życzę nieustannej opieki Bożej i wszelkich dobrych natchnień we wszystkim, co Solenizantka każdego dnia podejmuje. Zapewniam o modlitwie!

A ja dzisiaj – wyruszam do Parafii w Poizdowie, gdzie będę pomagał duszpastersko, po czym wracam do Siedlec, gdzie spodziewam się wizyty Janka Kondeja, Autora rozważań czwartkowych na naszym forum. Spodziewam się bardzo głębokiej i dobrej rozmowy. Razem też przeżyjemy Mszę Świętą o godzinie 20:00, w naszym Duszpasterstwie.

Tymczasem, znowu wpadł mi w oko ciekawy artykuł:

https://www.fronda.pl/a/Dr-B-Wroblewski-dla-Frondy-Kaczynski-ma-dylemat-Czarnek-daje-nadzieje,254160.html

Co o tym myślicie?

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim konkretnym przesłaniem właśnie do mnie zwraca się osobiście? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

4 Niedziela Wielkanocna, A,

26 kwietnia 2026., 

do czytań: Dz 2,14a.36–41; 1 P 2,20b–25; J 10,1–10

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

W dzień Pięćdziesiątnicy stanął Piotr z Jedenastoma i przemówił donośnym głosem:

Niech cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem”.

Gdy to usłyszeli, przejęli się do głębi serca i zapytali Piotra i pozostałych Apostołów: „Cóż mamy czynić, bracia?” Powiedział do nich Piotr: „Nawróćcie się i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego. Bo dla was obietnica i dla dzieci waszych, i dla wszystkich, którzy są daleko, a których powoła Pan Bóg nasz”.

W wielu też innych słowach dawał świadectwo i napominał: „Ratujcie się z tego przewrotnego pokolenia”.

Ci więc, którzy przyjęli jego naukę, zostali ochrzczeni. I przyłączyło się owego dnia około trzech tysięcy dusz.

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PIOTRA APOSTOŁA:

Najdrożsi: To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia. Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami.

On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądził sprawiedliwie. On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo, abyśmy przestali być uczestnikami grzechów, a żyli dla sprawiedliwości – Krwią Jego ran zostaliście uzdrowieni.

Błądziliście bowiem jak owce, ale teraz nawróciliście się do Pasterza i Stróża dusz waszych.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych”.

Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił.

Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości”.

Było to w Dzień Pięćdziesiątnicy – jak słyszymy w pierwszym czytaniu – a więc w tym Dniu, w którym Kościół został tak bardzo wzmocniony i natchniony darem Ducha Świętego. Wiemy, że był to dzień szczególny, w jakimś sensie: punkt kulminacyjny, moment zwrotny w historii Kościoła. A tak szczerze mówiąc, to można by się nawet zastanawiać, co było wydarzeniem większym, a na pewno – bardziej doniosłym: Zmartwychwstanie Jezusa czy Zesłanie Ducha Świętego? Zbyt odważne pytanie? Brzmi jak herezja?

Niekoniecznie. Wszak sam Jezus powiedział kiedyś, że kiedy On wstąpi do Nieba, Jego uczniowie dokonają dzieł większych, niż On dokonał. Dlaczego większych? Czy bardziej skutecznie będą uzdrawiali albo wyrzucali złe duchy? Nie. Ale na pewno – w szerszym zakresie. Bo będzie to nie tylko ten maleńki w sumie obszar, na jakim działał Jezus Chrystus, ale cały świat!

I to się właśnie dokonało w Dniu Pięćdziesiątnicy. Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, które – samo w sobie, obiektywnie rzecz ujmując – było wydarzeniem największym, w tym dniu zajaśniało i wybrzmiało najmocniej! Jeśli tak można powiedzieć: Zmartwychwstanie Jezusa wyszło na świat! Przecież pamiętamy z czytań ewangelicznych oraz z Księgi Dziejów Apostolskich – z liturgii poprzednich niedziel i innych dni – jak bardzo ciężko, wręcz opornie prawda o Zmartwychwstaniu docierała do świadomości młodego Kościoła. Z jakim niedowierzaniem, a często wręcz strachem na nią reagowano – pomimo tego, że przekonywał do niej sam Zmartwychwstały Jezus!

Tak, to On sam stał przed nimi, mówił do nich, jadł z nimi lub w ich obecności, a nawet pozwalał dotykać swoich ran! I pomimo tego wszystkiego – drzwi w Wieczerniku były szczelnie zamknięte! Według oficjalnego wytłumaczenia: z obawy przed Żydami. Ale tak naprawdę, to oni bali się wszystkich i wszystkiego, co jakoś tak mocno wybrzmiało w rozmowie, jaką z Jezusem (chociaż bez świadomości, że to był On) prowadziło dwóch uczniów, uciekających z Jerozolimy do Emaus. Im wszystkim „świat się zawalił”, stracili wszelką nadzieję!

Wymownym tego wyrazem była scena, w której to Piotr wziął swoje stare sieci – gdzieś tam odłożone na bok – i postanowił, że idzie łowić ryby. Kilku powiedziało, że idzie z nim. A to wszystko było wypowiedziane z taką totalną rezygnacją, z takim wielkim przygnębieniem! Bo oni naprawdę jakoś już sobie zaczęli to życie z tym Jezusem układać – a przynajmniej: wyobrażać – dlatego też odeszli od dotychczasowego życia, zostawili za sobą to wszystko, co stanowiło treść ich rodzinnej i zawodowej codzienności do tego czasu, aby zacząć nowy czas – właśnie z Jezusem!

Ale ten nowy czas, jak pasjonująco się zaczął – tak i szybko się skończył. No to co? Trzeba wracać do twardej rzeczywistości, skończyć z tymi baśniami, bo z czegoś w końcu trzeba żyć, coś do garnka włożyć. Pomysł na to nowe życie z Jezusem może był i dobry, ale wszystko w jednym momencie prysnęło – jak mydlana bańka!

Drodzy moi, im takie właśnie myśli i skojarzenia chodziły po głowie – pomimo tego, że jednak coraz częściej słyszało się i mówiło, że Jezus naprawdę zmartwychwstał! I że już temu i owemu się pokazał! I nawet posiłek gdzieś tam z niektórymi jadł! Pomimo tego wszystkiego – oni nadal żyli w strachu, a chociaż co i raz słyszymy stwierdzenie, że bardzo się uradowali, widząc Zmartwychwstałego, to jednak na długo tej radości nie starczało. To był jednak czas strachu, niedowierzania, ukrywania się przed światem.

Bo ten świat właśnie dopiero co Jezusa ze swoich granic i ze swojej rzeczywistości wyrzucił! I to z pełnym rozmachem! W sposób nie budzący wątpliwości. A oni się teraz dowiadują, że On do tego świata próbuje wrócić. No, dobrze… On może i próbuje – może naprawdę zmartwychwstał! Ale czy świat o tym wie? A jeśli wie – to czy to zaakceptuje? Czy zgodzi się na to, żeby On wrócił, skoro dopiero co został odrzucony?

Tyle pytań… tyle dylematów… I jak tu żyć normalnie?… Jak tu się ucieszyć tym przecież ewidentnym cudem, jakim jest Zmartwychwstanie? Zobaczmy, Drodzy, jaki to musiał być wielki strach! W jakiś sposób przyćmił – w sercach tych ludzi – radość ze Zmartwychwstania! Dlatego tak wielkie znaczenie przypisujemy Zesłaniu Ducha Świętego, bo ono ten fakt Zmartwychwstania i prawdę o nim nagłośniło, dało jej należne pierwsze miejsce w sercach ludzi, w sercu Kościoła; nadało jej zasadniczy, fundamentalny, konstytutywny charakter w życiu Kościoła. Jeśli tak można powiedzieć, pozwoliło tejże prawdzie wyjść zza zamkniętych szczelnie drzwi Wieczernika, a przede wszystkim – z tych szczelnie zamkniętych ze strachu serc!

Tak, serca uczniów Chrystusa otworzyły się na nowo na Jezusa i na Jego Zmartwychwstanie – już nikt nie miał wątpliwości, że ono się w ogóle dokonało i jak wiele znaczyło. Już nikt nie zamierzał się z tą Nowiną chować za jakimikolwiek drzwiami. Wszelkie drzwi zostały otwarte – trzeba było wyruszyć na świat i jednak zacząć nowe życie! Tak, nowe życie – czyli nie wracać do owego łowienia ryb, do którego chciał wrócić Piotr i Apostołowie – przekonani, że Jezus „skutecznie” zmarł. Teraz trzeba było wyjść na inne łowy – na łowy ludzkich serc. Ale jak? W którą stronę wyruszyć, w jakim kierunku?

Skoro zaistniała tak totalnie nowa rzeczywistość, to zupełnie celowym i sensownym było to pytanie, jakie dzisiaj Piotrowi postawili słuchacze jego nauki: Cóż mamy czynić, bracia? Była to reakcja nas słowa Apostoła: Niech cały dom Izraela wie z niewzruszoną pewnością, że tego Jezusa, którego wyście ukrzyżowali, uczynił Bóg i Panem, i Mesjaszem. Skoro tak – i skoro już w to wierzymy, i nie boimy się o tym świadczyć – to teraz trzeba zapytać: To co z tym robimy? Jak na to zareagujemy?

Pytanie to, postawione dziś przez słuchaczy Piotra, jawi się nam jako główna myśl dzisiejszej liturgii Słowa. Skoro bowiem prawda o Zmartwychwstaniu już niejako przebiła się do świadomości ludzi i zajęła należne sobie miejsce, to teraz trzeba ją przekuć na konkrety. Dlatego nie da się chyba postawić bardziej adekwatnego, sensownego i trafionego pytania; nie da się chyba lepiej zareagować na te słowa Piotra, które dzisiaj wypowiedział, ale i na wszystkie słowa, niosące światu dobrą nowinę o Zmartwychwstaniu i o zbawieniu, jak właśnie pytaniem: Cóż mamy czynić?

I Piotr odpowiedział na to – w pierwszym czytaniu – tak: Nawróćcie się i niech każdy z was ochrzci się w imię Jezusa Chrystusa na odpuszczenie grzechów waszych, a weźmiecie w darze Ducha Świętego; a także: Ratujcie się z tego przewrotnego pokolenia.

W drugim czytaniu – z Pierwszego swego Listu – odpowiedział tak: To się Bogu podoba, jeżeli dobrze czynicie, a przetrzymacie cierpienia. Do tego bowiem jesteście powołani. Chrystus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami. A także: Błądziliście bowiem jak owce, ale teraz nawróciliście się do Pasterza i Stróża dusz waszych.

W Ewangelii natomiast sam Jezus na to pytanie – chociaż nie wprost, ale dość wyraźnie – odpowiedział tak: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości.

W tych Jezusowych słowach – jak wspomnieliśmy – nie ma tak wprost odpowiedzi na pytanie: Cóż mamy czynić?, ale ona wydaje się tu oczywista: iść przez tę Bramę, którą swoim owcom otworzył dobry Pasterz! iść za tym dobrym Pasterzem! I tylko za Nim – za nikim więcej. Mocno bowiem przemawia do wyobraźni, ale i do przekonania to jakże kontrastujące zestawienie, wręcz zderzenie obrazu dobrego Pasterza – z tymi, którzy nimi nie są, chociaż próbują takowych udawać.

Już w tym przywołanym powyżej fragmencie padają drastyczne określenia wobec tych, których «owce nie posłuchają». A dlaczego ich nie posłuchają? A właśnie dlatego, że są złodziejami i rozbójnikami. Jasno, konkretnie i bez ogródek! Wcześniej jeszcze Jezus tłumaczył to równie wyraziście: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec.

Zatem – co mamy robić, skoro Jezus zmartwychwstał, a my w to uwierzyliśmy? Po czym poznać, że naprawdę uwierzyliśmy? Cóż mamy czynić? Słyszeliśmy dzisiaj: nawrócić się, a dokładniej – ciągle, stale się nawracać! I «ratować się z tego pokolenia», czyli zachować dystans do tego, co się dzieje na świecie i na pewno nie ulegać pokusom, jakie niesie świat. Znosić cierpienia i przeciwności bez narzekania – także wtedy, a może szczególnie wtedy, kiedy wiemy, że nie zasłużyliśmy na nie. Dlaczego? Bo tak postępował Jezus.

Jak dzisiaj tłumaczy nam to Piotr w drugim czytaniu: Jezus przecież również cierpiał za was i zostawił wam wzór, abyście szli za Nim Jego śladami. On grzechu nie popełnił, a w Jego ustach nie było podstępu. On, gdy Mu złorzeczono, nie złorzeczył, gdy cierpiał, nie groził, ale oddawał się Temu, który sądził sprawiedliwie. On sam, w swoim ciele poniósł nasze grzechy na drzewo…

I jeżeli ten Jezus dzisiaj mówi nam, że jest dobrym Pasterzem, któremu zależy na owcach, a nie na tym, by je wykorzystać do jakichś niejasnych, niecnych celów; jeżeli wszyscy ci, którzy nie są dobrymi pasterzami – którzy nie są żadnymi pasterzami, chociaż takowych udają – nazwani zostali złodziejami i rozbójnikami, których «nie posłuchają owce», to nie da się dać jaśniejszej odpowiedzi na pytanie: Cóż mamy czynić? Cóż takiego?

To oczywiste: Iść za tym jedynym dobrym Pasterzem! Dać się Mu poprowadzić! Uwierzyć Mu – i uwierzyć w Niego! W to, że On naprawdę zmartwychwstał! I że On może – i powinien – mieć realny wpływ na nasze życie, na naszą codzienność! Umożliwić Mu ten realny wpływ! Zacząć się z Nim – z Jezusem – tak naprawdę i na poważnie liczyć! Słuchać Go – i usłyszeć! Z Nim podejmować wszystkie życiowe decyzje i dokonywać wszystkich życiowych wyborów. Nie tylko wyboru drogi na całe życie – i nie tylko drogi kapłańskiej i zakonnej, z czym najczęściej kojarzy się ta dzisiejsza Niedziela.

Z tym też, ale my dzisiaj patrzymy szerzej, myśląc o każdej swojej decyzji, każdym wyborze, o każdej swoje myśli, o każdym słowie i czynie. Wszystko to z Jezusem, pod Jego prowadzeniem, w zgodzie z Jego wolą.

Zatem, na pytanie, które każda i każdy z nas musi dzisiaj sobie postawić: «Cóż mam czynić?» – odpowiedź może być tylko jedna: Pozwolić Jezusowi, aby był dla mnie osobiście i indywidualnie dobrym Pasterzem!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.