Wyjdź z grobu!

W

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, dziękuję Panu naszemu za niezwykłe przeżycia wczorajszego dnia! Za włączenie Szymona Sali do posługi nadzwyczajnego szafarza Komunii Świętej, co dokonało się na Mszy Świętej o godzinie 12:00, w Katedrze siedleckiej, a potem – za piękne spotkanie w naszym Duszpasterstwie!

Dziękuję samemu Szymonowi, Jego Rodzicom i Rodzeństwu: Piotrowi i Małgosi; Członkom FORMACJI «SPE SALVI»: Liderowi Maksymilianowi Lipce, Wiceliderowi Karolowi Pawluczukowi, Adamowi Lipce, Dominikowi Demianiukowi oraz Filipowi Dawidkowi, a także Laurze Gawryołek i Pawłowi Ambroziakowi, a nade wszystko: Księdzu Andrzejowi Polakowi, Proboszczowi Parafii Leopoldów – za stworzenie rodzinnej atmosfery radości i pokoju!

Bardzo się cieszę, że dzisiaj będę mógł przedłużyć tę radość, witając Szymona w Jego własnej Parafii – jako Nadzwyczajnego Szafarza Komunii Świętej – w imieniu Księdza Proboszcza, którego będę w ciągu dnia zastępował, z powodu Jego koniecznego wyjazdu.

Natomiast o 20:00 – Msza Święta w naszym Duszpasterstwie i Gorzkie Żale.

Teraz zaś już zapraszam Was do zasłuchania się w Boże słowo dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, z jakim przesłaniem – bardzo konkretnym i bardzo osobistym – Pan dzisiaj zwraca się do mnie? Niech Duch Święty pomoże swoim światłem i natchnieniem.

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

5 Niedziela Wielkiego Postu, A,

22 marca 2026., 

do czytań: Ez 37,12–14; Rz 8,8–11; J 11,1–45

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:

Tak mówi Pan Bóg: „Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam”, mówi Pan Bóg.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:

Bracia: Ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą. Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka.

Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Jeżeli natomiast Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na skutki grzechu, duch jednak posiada życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Jezusa Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was Ducha.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Był pewien chory, Łazarz z Betanii, z miejscowości Marii i jej siostry Marty. Maria zaś była tą, która namaściła Pana olejkiem i włosami swoimi otarła Jego nogi. Jej to brat Łazarz chorował. Siostry zatem posłały do Niego wiadomość: „Panie, oto choruje ten, którego Ty kochasz”. Jezus usłyszawszy to rzekł: „Choroba ta nie zmierza ku śmierci, ale ku chwale Bożej, aby dzięki niej Syn Boży został otoczony chwałą”.

A Jezus miłował Martę i jej siostrę, i Łazarza.

Mimo jednak, że słyszał o jego chorobie, zatrzymał się przez dwa dni w miejscu pobytu. Dopiero potem powiedział do swoich uczniów: „Chodźmy znów do Judei”.

Rzekli do Niego uczniowie: „Rabbi, dopiero co Żydzi usiłowali Cię ukamienować i znów tam idziesz?”

Jezus im odpowiedział: „Czyż dzień nie liczy dwunastu godzin? Jeżeli ktoś chodzi za dnia, nie potknie się, ponieważ widzi światło tego świata. Jeżeli jednak ktoś chodzi w nocy, potknie się, ponieważ brak mu światła”.

To powiedział, a następnie rzekł do nich: „Łazarz, przyjaciel nasz, zasnął, lecz idę, aby go obudzić”.

Uczniowie rzekli do Niego: „Panie, jeżeli zasnął, to wyzdrowieje”. Jezus jednak mówił o jego śmierci, a im się wydawało, że mówił o zwyczajnym śnie.

Wtedy Jezus powiedział im otwarcie: „Łazarz umarł, ale raduję się, że Mnie tam nie było, ze względu na was, abyście uwierzyli. Lecz chodźmy do niego”.

Na to Tomasz, zwany Didymos, rzekł do współuczniów: „Chodźmy także i my, aby razem z Nim umrzeć”.

Kiedy Jezus tam przybył, zastał Łazarza już od czterech dni spoczywającego w grobie. A Betania była oddalona od Jerozolimy około piętnastu stadiów i wielu Żydów przybyło przedtem do Marty i Marii, aby je pocieszyć po bracie.

Kiedy zaś Marta dowiedziała się, że Jezus nadchodzi, wyszła Mu na spotkanie. Maria zaś siedziała w domu. Marta rzekła do Jezusa: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł. Lecz i teraz wiem, że Bóg da Ci wszystko, o cokolwiek byś prosił Boga”.

Rzekł do niej Jezus: „Brat twój zmartwychwstanie”.

Rzekła Marta do Niego: „Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym”.

Rzekł do niej Jezus: „Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby umarł, żyć będzie. Każdy, kto żyje i wierzy we Mnie, nie umrze na wieki. Wierzysz w to?”

Odpowiedziała Mu: „Tak, Panie! Ja wciąż wierzę, żeś Ty jest Mesjasz, Syn Boży, który miał przyjść na świat”.

Gdy to powiedziała, odeszła i przywołała po kryjomu swoją siostrę, mówiąc: „Nauczyciel jest i woła cię”. Skoro zaś Maria to usłyszała, wstała szybko i udała się do Niego. Jezus zaś nie przybył jeszcze do wsi, lecz był wciąż w tym miejscu, gdzie Marta wyszła Mu na spotkanie. Żydzi, którzy byli z nią w domu i pocieszali ją, widząc, że Maria szybko wstała i wyszła, udali się za nią, przekonani, że idzie do grobu, aby tam płakać.

A gdy Maria przyszła do miejsca, gdzie był Jezus, ujrzawszy Go upadła Mu do nóg i rzekła do Niego: „Panie, gdybyś tu był, mój brat by nie umarł”.

Gdy więc Jezus ujrzał, jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: „Gdzieście go położyli?”

Odpowiedzieli Mu: „Panie, chodź i zobacz”. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: „Oto jak go miłował!” Niektórzy z nich powiedzieli: „Czy Ten, który otworzył oczy niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?”

A Jezus ponownie okazując głębokie wzruszenie przyszedł do grobu. Była to pieczara, a na niej spoczywał kamień.

Jezus rzekł: „Usuńcie kamień”.

Siostra zmarłego, Marta, rzekła do Niego: „Panie, już cuchnie. Leży bowiem od czterech dni w grobie”.

Jezus rzekł do niej: „Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą?”

Usunięto więc kamień. Jezus wzniósł oczy do góry i rzekł: „Ojcze, dziękuję Ci, żeś Mnie wysłuchał. Ja wiedziałem, że Mnie zawsze wysłuchujesz. Ale ze względu na otaczający Mnie lud to powiedziałem, aby uwierzyli, żeś Ty mnie posłał”. To powiedziawszy zawołał donośnym głosem: „Łazarzu, wyjdź na zewnątrz!” I wyszedł zmarły, mając nogi i ręce powiązane opaskami, a twarz jego była zawinięta chustą. Rzekł do nich Jezus: „Rozwiążcie go i pozwólcie mu chodzić”.

Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego.

O czym dokładnie mówił Bóg, kiedy przez Proroka Ezechiela zapowiadał w dzisiejszym pierwszym czytaniu: Oto otwieram wasze groby i wydobywam was z grobów, ludu mój, i wiodę was do kraju Izraela, i poznacie, że Ja jestem Pan, gdy wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę, ludu mój. Udzielę wam mego ducha po to, byście ożyli, i powiodę was do kraju waszego, i poznacie, że Ja, Pan, to powiedziałem i wykonam ?

Zauważmy to zestawienie: wydobywam was z grobów oraz: wiodę was do kraju Izraela. Po czym znowu: wasze groby otworzę i z grobów was wydobędę oraz: powiodę was do kraju waszego. Czy żeby poprowadzić do rodzinnego kraju – trzeba aż wydobywać z grobów? To nie można prościej? A z drugiej strony patrząc: to tylko w tym celu wydobywa się kogoś z grobu – jeśli już – by go poprowadzić do kraju, co do jakiegoś innego miejsca?

Oczywiście, to nam wskazuje jasno, że mamy do czynienia z zapowiedzią odrodzenia narodu po powrocie z niewoli babilońskiej. Owo wydobycie z grobu – to sugestywnie wyrażona zapowiedź wyzwolenia politycznego, ze śmierci niewoli, do nowego życia narodu, odrodzonego już w swojej ziemi. Czy jednak tylko do tego faktu można odnieść tę zapowiedź?

Zwłaszcza, kiedy odczytujemy ją w kontekście historii, opisanej we fragmencie Ewangelii według Świętego Jana. Mowa tam o wskrzeszeniu Łazarza. Czyli – ze zrealizowaniem, w sposób dosłowny, zapowiedzi Proroka Ezechiela, tyle że tym razem w odniesieniu do konkretnego człowieka. W sposób spektakularny i nie budzący wątpliwości, Jezus przywrócił do życia bliskiego sobie człowieka.

To naprawdę bardzo mocny i przekonujący znak, kiedy Jezus najpierw jakby celowo opóźnia swoje przybycie na wezwanie Marty i Marii – jakby celowo pozwalając Łazarzowi umrzeć – by potem jeszcze wstrzymywać się przed przyjściem na miejsce, aby od śmierci i pochówku (zwykle wówczas następujących w tym samym dniu) upłynęły cztery dni, aby wreszcie przybyć i właśnie wtedy – na oczach całego tłumu – wywołać go z grobu.

Owe cztery dni, o których tu mowa, to taki czas symboliczny, bowiem – według nauczania ówczesnych rabinów – po czterech dniach od śmierci następowało definitywne opuszczenie ciała przez duszę i zaczynał się definitywny rozkład ciała. Jak się dzisiaj przekonujemy, nie był on definitywny. Bo to Jezus, swoją Boską mocą, określa w sposób wolny, co jest definitywne, a co nie. A śmierć dla Niego nie jest na pewno niczym definitywnym. Dlatego wskrzesił Łazarza.

Ale tutaj może pojawić się w naszym sercu pytanie i taka swoista wątpliwość: no i co z tego? Cóż z tego, że Łazarz wyszedł z grobu, jeżeli za jakiś czas i tak do niego powrócił? Bo przecież jednak w którymś momencie umarł – i wtedy już nikt go nie wskrzeszał. Z pewnością, tego samego dnia, w najbliższej nawet okolicy – już nie mówiąc, że na całym świecie – umarło tylu innych ludzi. I oni – by się tak wyrazić – umarli skutecznie. Nikt ich nie wskrzeszał.

Co więcej, po tym dzisiejszym geście Jezusa starszyzna żydowska wpadła w szał – wszak w ostatnim zdaniu fragmentu ewangelicznego usłyszeliśmy stwierdzenie: Wielu więc spośród Żydów przybyłych do Marii ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niegoi od tego dnia czyhali już nie tylko na Jezusa, ale i na Łazarza, żeby go jednak zabić, bo przecież to przez niego tylu w Jezusa uwierzyło. Zobaczmy, ewidentny cud, który normalnego człowieka musiał wprawić w ogromne poruszenie – dla cynicznych faryzeuszy stał się powodem do jeszcze bardziej zaciekłego ataku na Jezusa.

Także zatem i w tym kontekście można postawić pytanie: to po co to wskrzeszenie, jeżeli nie stanowiło mocnego i przekonującego znaku dla ludzi, rzekomo służących Bogu?… Jakie miało ono znaczenie, jeżeli niedługo po nim sam Jezus oddał życie na krzyżu? To prawda, że zmartwychwstał, ale jednak przeszedł – można by rzec – tę samą drogę, którą przeszedł Łazarz, bo po przekroczeniu progu śmierci wrócił ponownie do tej naszej rzeczywistości. Zatem, to dzisiejsze wskrzeszenie dokonało się niejako w przeddzień Jezusowej śmierci.

Aczkolwiek, w dzisiejszej rozmowie Jezusa z siostrami Łazarza i z Apostołami, bardzo mocno przewija się wątek zmartwychwstania. Także, gdy idzie o zmartwychwstanie Łazarza. Tyle, że słuchając tych dialogów, chyba momentami mamy wątpliwości, czy to mowa o tym wiecznym zmartwychwstaniu, na całą – daj Boże! – szczęśliwą wieczność, czy też o tym powstaniu z martwych, które dzisiaj się dokonało? Na pewno Marta, usłyszawszy stwierdzenie Jezusa: Brat twój zmartwychwstanieprzyjęła to jako zapowiedź tego zmartwychwstania na końcu czasów. Wszak sama stwierdziła: Wiem, że zmartwychwstanie w czasie zmartwychwstania w dniu ostatecznym. Czyli nie brała w ogóle pod uwagę, że to zmartwychwstanie nastąpi za chwilę.

W swoim myśleniu nałożyła swoiste ograniczenie na Jezusową wszechmoc. Chyba gdzieś tam, w głębi serca, dopuściła do siebie taką myśl, że – owszem – mógł Jezus uzdrowić jej brata, nawet w ostatniej chwili, ratując go w ten sposób przed śmiercią. I do tego momentu, kiedy Łazarz jeszcze oddychał, to mógł nawet dokonać cudu uzdrowienia. Ale wskrzeszenie?… Wygląda na to, że Marta nawet przez chwilę o takim wariancie nie pomyślała. Ba, nawet kiedy Jezus wyraźnie polecił, by odsunięto kamień, ona wręcz powstrzymywała Go przed tym.

Na pewno nie dlatego, że uparła się dla zasady przy swoim zdaniu i chciała Jezusa do niego przekonać, ale że nawet nie dopuszczała do siebie możliwości, że tę nieodwracalną w jej przekonaniu sytuację da się odwrócić. Owe cztery dni, przez które ciało jej brata spoczywało w grobie, zrobiły na niej wrażenie. Tym większa musiała być jej radość, kiedy przekonała się, że Jezus i z taką sytuacją sobie poradzi.

I to jest zapewne, Drodzy moi, zasadnicze przesłanie dzisiejszej liturgii Słowa: nie tyle zapowiedź wyzwolenia narodu wybranego z niewoli babilońskiej, nie tyle piękna i barwna, poruszająca serca historia o wskrzeszeniu określonego człowieka, co mocne wezwanie Jezusa, abyśmy wszyscy chcieli i starali się o to, aby wyjść i stale wychodzić ze swoich grobów, czyli ze swoich schematów myślenia, ze swoich przyzwyczajeń, ze swoich „jedynie słusznych” racji, ze swoich utartych sposobów patrzenia na Boga, na cały otaczający świat, na drugiego człowieka, a wreszcie: na samych siebie.

W pewnym sensie, takie pojmowanie dzisiejszego przesłania biblijnego podpowiada nam Święty Paweł w drugim dzisiejszym czytaniu, gdy pisze: Ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą. Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Jeżeli natomiast Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na skutki grzechu, duch jednak posiada życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Jezusa Chrystusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was Ducha.

Mamy zatem zapowiedź zmartwychwstania ciał i ponownego połączenia się z duszą. I tu na pewno mowa jest o tym „fizycznym” zmartwychwstaniu ciała. Wcześniej jednak słyszeliśmy bardziej o tym wymiarze duchowym: o tym, by nie żyć według ciała, bo to nie podoba się Bogu. Fragment ten – w tak zwanej Biblii Pierwszego Kościoła – brzmi: Trzymający się ciała Bogu podobać się nie mogą. Wy nie trzymacie się ciała, lecz Ducha, jeśli oczywiście Duch Boży w was mieszka.

Widzimy więc na każdym kroku połączenie wymiaru fizycznego śmierci i pogrzebu – z wymiarem duchowym. W tym kontekście, takie pojęcia jak „śmierć”, jak „grób”, jak „powstanie z grobu” – nabierają nowego, głębszego znaczenia. Bo mówimy tu nie tylko o śmierci fizycznej – chociaż także – ale o wszelkich zniewoleniach i ograniczeniach, którym człowiek jest poddawany, albo które (o zgrozo!) sam w sposób wolny wybiera i na siebie nakłada. Z jakichś powodów, człowiek niejednokrotnie sam „pakuje się” do grobu i nijak nie chce z niego wychodzić! Paradoks? A może wręcz szok?

Tak, bo to się w głowie nie mieści, jak komuś może być dobrze w jego ciasnocie duchowej i intelektualnej – jak się w tym nie udusi? Jak to jest, że kiedy się w czymś zatnie, na coś się uprze, jakieś przekonanie sobie wmówi, to na krok nie da się z niego poruszyć, nie da sobie słowa powiedzieć, nie dopuści do siebie żadnej innej myśli – poza swoją własną. I to właśnie stąd biorą się nasze grzechy, nasze przywary, nasze nałogi. To stąd się biorą nasze problemy życiowe, z którymi nie możemy sobie poradzić.

Nie możemy, bo nie tu szukamy ich rozwiązania, gdzie trzeba: często szukamy go wokół siebie, także w innych ludziach. A należałoby zacząć od samych siebie. Ale jak tu zacząć od samych siebie, kiedy nam jest… dobrze z samymi sobą. Żeby nie powiedzieć za mocno, ale nam jest dobrze w naszych grobach! Tak, w tych naszych ciasnych izdebkach własnych przekonań i poglądów, własnych racji i argumentów, własnych teorii i recept na wszystko – które stają się naszymi własnymi grobami. I z których jakoś tak nie chce się nam wychodzić.

Dochodzi wręcz do takiego oto paradoksu, że Jezus – czy to przy Spowiedzi, czy poprzez kazanie, czy na modlitwie, czy przez różne sytuacje – wyraźnie chce nas wyzwolić z samych siebie, dlatego niejako mówi: „Wyjdź ze swojego grobu, wyjdź na zewnątrz! A tymczasem, z naszej strony, tak często słyszy: „A jeszcze co! Nigdzie się nie ruszam! Mi tu jest dobrze!”

I nie mówimy tu zaraz o jakichś wielkich sprawach i dramatycznych moralnych wyborach – oczywiście, tych złych wyborach. Bardzo często to będą takie złe drobiazgi: a że on się ciągle spóźnia, a że zdania nie wypowie, żeby w nim nie zaklął; a że ciągle się o coś czepia, ciągle coś krytykuje i nic mu się nie podoba; a że nigdy zwykłego „dziękuję” nie powie, tylko jakby mu się wszystko należało; a że nigdy po sobie nie pozmywa, nie sprzątnie po sobie, tylko traktuje innych jak służących; a że go nigdy w domu nie ma, bo lata za tym i za tamtym, a dla własnej rodziny to czas na minuty wylicza; a że się go nie można o zwykłą pomoc doprosić, bo nigdy nie ma czasu, a jak już się weźmie, to jakby łaskę robił; a że to…; a że tamto…

I tak można by tu wyliczać pewnie i ze dwie godziny, a i tak się wszystkich sytuacji nie wymieni. A wszystkie one – to takie absolutne drobiazgi! Tyle, że to właśnie z tych drobiazgów złożone jest życie. I jak się ten zły drobiazg dzień po dniu powtarza – i nic się z tym nawet nie próbuje robić, bo się problemu w ogóle nie widzi, chociaż wszyscy dookoła widzą i nie mogą po prostu z takim człowiekiem wytrzymać – to wtedy właśnie dochodzi do tej paradoksalnej sytuacji, o której mówimy: że komuś może być dobrze w jego grobie. Bo przychodzi kolejny Wielki Post, i rekolekcje kolejne, i Spowiedzi jedna po drugiej – i obietnic, zapewnień, dobrych postanowień pada cała masa. Tylko nic z tego nie wynika.

Dowód? Proszę bardzo! Drodzy moi, mamy już Piątą Niedzielę Wielkiego Postu. Pamiętamy zapewne Środę Popielcową, kiedy ten święty czas rozpoczynaliśmy. I to właśnie wtedy, w liturgii Słowa, usłyszeliśmy: Rozdzierajcie wasze serca, a nie szaty. Mówiliśmy sobie, że trzeba coś na ten Wielki Post postanowić, za którąś sferę swojego życia się wziąć.

Odpowiedzmy sobie zatem na pytanie: co KONKRETNIE udało się zmienić w naszym postępowaniu przez ten czas? Jeden KONKRET, choćby najdrobniejszy, choćby bardzo maleńki, ale wyraźny. Jest coś takiego? Jesteśmy w stanie coś takiego pokazać Jezusowi, ale i ludziom, wśród których żyjemy – że oto dzięki tej naszej drobnej, ale wyraźnej zmianie na lepsze, innym jest z nami po prostu lepiej, łatwiej, radośniej? Jest taki KONKRET?

Jezus w tym Wielkim Poście, zwracając się do każdej i każdego z nas po imieniu, mówi: „Wyjdź na zewnątrz! Wyjdź ze swego grobu! Wyjdź ze swego schematu myślenia, z tej swojej uciążliwej wady, z tego uparcie popełnianego grzechu! Wyjdź z tego! Nie tkwi tam tak uparcie! Po co ci to? Co na tym zyskujesz, że tak ciągle tkwisz przy swoim? Tak ci dobrze w tym twoim grobie?”

Drodzy moi, czyśmy chociaż jeden krok – w tym Wielkim Poście – zrobili w kierunku Jezusa i w kierunku drugiego człowieka, czy też nie damy się ruszyć ani na milimetr? Pamiętajmy, że słowa: „jak było na początku, teraz i zawsze, i na wieki wieków, amen” – są dobre, jeśli kończą naszą modlitwę i jeśli określają odniesienie Boga do nas. Biada, jeśli określają naszą pracę nad sobą – a właściwie jej brak. Bo wtedy owe „wieki wieków” nie będą dla nas szczęśliwe…

Dlatego raz jeszcze usłyszmy słowa Apostoła Pawła z dzisiejszego drugiego czytania – w tłumaczeniu Biblii Pierwszego Kościoła: Trzymający się ciała Bogu podobać się nie mogą. Wy nie trzymacie się ciała, lecz Ducha, jeśli oczywiście Duch Boży w was mieszka. Nie trzymajmy się tak uporczywie samych siebie. Zróbmy choćby krok do Jezusa, kiedy wzywa On nas: Wyjdź na zewnątrz! Odważmy się wyjść! I już Jego, czyli Jezusa, trzymajmy się jak najmocniej – teraz i zawsze! A wówczas tak będzie – i na wieki wieków. Amen!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.