Wielka Sobota,
3 kwietnia 2026.,
Dzisiaj trwamy w ciszy – przy Grobie Jezusa…
Ale trudno nie wspomnieć obrazu, który wczoraj obiegł media: obrazu PŁONĄCEGO KRZYŻA w Warszawie.
Widzieliśmy wczoraj wiele krzyży. Z wielką wdzięcznością wobec Ojca Świętego myślimy o krzyżu, który On sam trzymał w rękach przez wszystkie czternaście stacji Drogi Krzyżowej w Koloseum, jak niegdyś Ojciec Święty Jan Paweł II. A w naszych kościołach widzieliśmy odsłaniany Krzyż, przed którym klękaliśmy, aby na słowa kapłana: „Oto drzewo Krzyża, na którym zawisło zbawienie świata!” – odpowiedzieć: „Pójdźmy z pokłonem!” Widzieliśmy tyle krzyży… A ile razy uczyniliśmy wczoraj znak Krzyża na sobie?…
Ale oto okazało się, że trzeba nam było zobaczyć jeszcze jeden krzyż… Płonący! I to ten, który upamiętnia wiekopomną Pielgrzymkę Jana Pawła II z 1979 roku, rozpoczynającą nasz narodowy powrót do wolności. I może od strony historycznej i politycznej patrząc, to można powiedzieć, że ten krzyż dzisiaj, w 2026 roku, płonie podpalony przez bandytów dlatego, żeśmy tego powrotu do wolności nie dokończyli.
Jan Paweł II, w czasie tamtej Pielgrzymki, wskazał nam jasno drogę, potem w trakcie każdej kolejnej Pielgrzymki do Polski dwoił się i troił, żeby nam najjaśniej, jak się tylko dało, wytłumaczyć, co i jak powinniśmy zrobić (szczególnie w roku 1991, kiedy nam wyłożył nasze polskie rozumienie DEKALOGU w tamtym szczególnym czasie), a my?…
Zatrzymaliśmy się w połowie drogi. A może – tak naprawdę – nigdy tej wolności w pełni nie odzyskaliśmy, zadowoliliśmy się takim stanem, który określa się mianem „częściowej wolności” (to w odniesieniu do wyborów z 1989 roku, które określa się właśnie jako „częściowo wolne”…). A przecież coś takiego nie istnieje, bo albo jest wolność pełna i prawdziwa, albo żadna! Częściowa wolność – to stuprocentowe zniewolenie!
Z pewnością, będę chciał ten wątek rozwinąć na Uroczystości odpustowej w Parafii w Kobylanach, w Niedzielę Bożego Miłosierdzia. Już dzisiaj Was na nią zapraszam, a będę jeszcze o tym pisał. Tak zatem ta sprawa wygląda od strony historycznej i politycznej.
Ale od strony teologicznej wygląda dużo prościej. I to spojrzenie – paradoksalnie, zdaję sobie sprawę z wielkiego zdziwienia w tej chwili – wygląda nawet optymistycznie! Dlaczego?
Właśnie dlatego, że stało się to w Wielki Piątek i – jak wskazują niektóre doniesienia – około godziny 15:00. Co nam to mówi, Drodzy moi? Czyż to nie ten czas i godzina, kiedy szatan został tak definitywnie pokonany, poniósł absolutną i ostateczną klęskę, został zmiażdżony ogromem miłości Bożego Syna? Dlatego właśnie w Wielki Piątek tego typu rzeczy często mają miejsce. Naprawdę!
Ja sam w swojej pamięci odnajduję kilka podobnych faktów – takiej ogromnej wściekłości szatana, tak mocno demonstrowanej, jak chociażby ta, z czasów mojej rezydentury w Parafii w Trąbkach (w czasie studiów doktoranckich na KUL), kiedy to jednego roku, w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek, ktoś dosłownie wyrąbał nowy krzyż, ustawiony niewiele wcześniej, przy drodze Lublin – Warszawa. Widok efektów jego „pracy” robił piorunujące wrażenie, bo pionowa belka tegoż leżącego krzyża zakończona była kształtem stożka, co oznaczało, że człowiek ów rąbał dookoła, z każdej strony, aby doprowadzić do takiego stanu, aby ten wielki krzyż już mógł się wywrócić.
Nie mogłem wyjść wręcz z szoku: ileż trzeba było diabelskiej siły i wściekłości, ile też czasu trzeba było poświęcić, aby ten naprawdę zdrowy i mocny pień tak obrąbać! Naprawdę, szatan musiał chyba sam rąbać ręką tegoż człowieka.
Rozmawiałem potem z Księdzem Markiem – i On przytoczył kilka faktów właśnie takich diabelskich ataków: nie tylko w tym wymiarze zewnętrznym, ale także w sferze wewnętrznej człowieka. Jak chociażby sytuacja, w której ktoś trwał w postanowieniu powstrzymania się od alkoholu po wielu latach tkwienia w nałogu – i nagle w Wielki Piątek się spił do nieprzytomności. Albo kilka jeszcze innych podobnych historii.
Ja sam – przyznaję to szczerze – wyruszając w Wielki Piątek w drogę, albo udając się na spotkanie z kimś, nieraz mam taki mały dreszczyk, czy coś się nie wydarzy, czy szatan jakoś nie zaatakuje – wiedząc, że akurat wybieram się do wypełnienia jakiejś dobrej sprawy. Oczywiście, takie strachy są zupełnie nieuzasadnione! Dlaczego?
I tutaj wracam do tego wymiaru optymistycznego i pozytywnego całego tego zdarzenia: właśnie dlatego, że takie wściekłe ataki szatana udowadniają tylko, że on NAPRAWDĘ PRZEGRAŁ!!! Z KRETESEM!!! BEZAPELACYJNIE!!! NIEODWRACALNIE!!! OSTATECZNIE!!!
A czy ta jego klęska będzie się dokonywała także w naszym życiu – to już zależy od nas. Od naszych codziennych decyzji, wyborów moralnych, od naszych myśli, naszych słów i naszych czynów – od tego, czy wszystkie one będą świadectwem naszej wiary, czy jej zaprzeczeniem. Czy podejmiemy współpracę z Jezusem, czy będziemy próbowali radzić sobie z życiem sami.
Czy Krzyż w naszym sercu ustawimy w centrum i będziemy go adorowali, będziemy się go trzymali, czerpiąc z niego siły – czy może właśnie będziemy go podkopywali, a nawet wyrąbywali…
Mamy o czym pomyśleć, Drodzy moi, klękając w najgłębszej ciszy przed grobem Jezusa – przeżywając to swoiste misterium Krzyża… MISTERIUM PŁONĄCEGO KRZYŻA… Oby w naszym sercu PŁONĄŁ ON TYLKO MIŁOŚCIĄ!

🌚 … 🌄
Dziś panuje grobowa cisza. Ale dziś w nocy, razem z Matką Bożą, usłyszymy „LAETARE”: „LAETARE” Zmartwychwstania Chrystusa.
Jak wyglądało Ich spotkanie, gdy Zmartwychwstały ukazał się Swojej Matce? To tajemnica ukryta w głębokiej ciszy Serca Maryi.
„Oby w naszym sercu PŁONĄŁ ON TYLKO MIŁOŚCIĄ!” Tak Krzyż Chrystusa, stał się dzięki Jego śmierci, Krzyżem naszego zbawienia, Krzyżem naszej nadziei, Krzyżem miłości Chrystusa. Chwała i część Jezusowi. Amen.