Nie przesłaniać Jezusa!

N

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Ksiądz Kanonik Doktor Jacek Sereda, Dziekan naszego Kursu, do niedawna: Diecezjalny Duszpasterz Rodzin, a obecnie: Proboszcz i Dziekan w Wisznicach; a tak w ogóle, to wspaniały Duszpasterz i Rekolekcjonista, a do tego: Potomek Błogosławionych Unitów Podlaskich i pochodzący z Parafii Pratulin. Dziękując Jubilatowi za wielorakie i owocne zaangażowanie w budowanie królestwa Bożego w sercach ludzi i kształtowaniu katolickiego obrazu rodziny – życzę niegasnącego zapału i tej wielkiej gorliwości, z jakiej jest znany. Niech Bóg Mu we wszystkim błogosławi – o co modlę się przez wstawiennictwo Matki Bożej Kodeńskiej i Błogosławionych Męczenników Podlaskich.

Drodzy moi, pozdrawiam Was z podróży z Rzymu do Polski. Jedziemy – oby szczęśliwie! Polecamy się Bożej opiece! W naszych „samochodowych” modlitwach pamiętamy także o Was!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś do mnie osobiście i bezpośrednio mówi Pan? Duchu Święty, pomóż odczytać…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Poniedziałek 22 Tygodnia zwykłego, rok II,

31 sierpnia 2026., 

do czytań: 1 Kor 2,1–5; Łk 4,16–30

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:

Bracia, przyszedłszy do was, nie przybyłem, by błyszcząc słowem i mądrością dawać wam świadectwo Boże. Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Jezus przyszedł do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza.

Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana”. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione.

Począł więc mówić do nich: „Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli”.

A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym wdzięku słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: „Czy nie jest to syn Józefa?”

Wtedy rzekł do nich: „Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: «Lekarzu, ulecz samego siebie»; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co się wydarzyło, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum”.

I dodał: „Zaprawdę powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman”.

Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić.

On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

Jaki obraz posługi apostolskiej Pawła rysuje się nam na podstawie pierwszego czytania, z jego Pierwszego Listu do Koryntian? Już pierwsze zdanie wyraża bardzo jasną myśl: Przyszedłszy do was, nie przybyłem, by błyszcząc słowem i mądrością dawać wam świadectwo Boże.

Po czym dopowiada – w tym samym tonie: Postanowiłem bowiem, będąc wśród was, nie znać niczego więcej, jak tylko Jezusa Chrystusa, i to ukrzyżowanego. I stanąłem przed wami w słabości i w bojaźni, i z wielkim drżeniem. A mowa moja i moje głoszenie nauki nie miały nic z uwodzących przekonywaniem słów mądrości, lecz były ukazywaniem ducha i mocy, aby wiara wasza opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej.

Zobaczmy zatem, że choć głosi swym uczniom naukę Bożą – a może właśnie dlatego, że to tę naukę głosi – przeto nie stara się błyszczeć tak po ludzku, ale całkowicie zdać się na Jezusa i na Jego moc, i na Jego światło. A przecież mógł skorzystać w pełni ze swojego szerokiego wykształcenia, wielkiej erudycji, licznych kontaktów, tak wielu doświadczeń w różnego rodzaju działalności, w tym także: działalności misjonarskiej – i wynosić na piedestał to swoje nauczanie, odwołując się w nim do formuł najbardziej uroczystych, patetycznych, podniosłych, rozbudowanych i kwiecistych. Pewnie – jakby się uparł – to mógłby nawet używać tekstów rymowanych!

Oczywiście, trochę się tu uśmiechamy, ale nie mamy wątpliwości, że Pawła – od tej czysto ludzkiej strony – stać było na wiele. Mógł się naprawdę wykazać rozległą wiedzą, zdobytą jeszcze w szkole Gamaliela, ale też z powodzeniem mógł się popisać sztuką wymowy, dobierając wykwintne słowa, niczym lepsze smakołyki z talerza. Mógłby. Był do tego przygotowany.

Ale on właśnie tego nie chciał. Świadomie tego nie chciał! Bo w tym, co głosił, nie chodziło zupełnie o ludzki blichtr i blask! Tu chodziło o coś zupełnie innego! O co? A właśnie o to, by wiara chrześcijan z Koryntu opierała się nie na mądrości ludzkiej, lecz na mocy Bożej. I aby nawet pomimo tego, że głosi ją Paweł, to jednak nie była to mądrość Pawła, ale mądrość Jezusa! I to ukrzyżowanego – czyli tego po ludzku przegranego! Bo to właśnie On jest największym Zwycięzcą i to On jest najlepszym Nauczycielem.

Paweł już sobie to uświadamiał, chociaż wiemy, że różnie z tym było w historii jego życia. Koryntianie zapewne też się do tego przekonywali – zwłaszcza po tak sugestywnych i mocnych w przekazie treściach, jakie dziś usłyszeli. Ale już mieszkańcy Nazaretu – by się tak delikatnie wyrazić – nie za bardzo…

Jak bowiem słyszymy w Ewangelii, z wielkim oporem podeszli do słów Jezusa, które ten wypowiedział w ich synagodze. Kiedy bowiem Jezus przyszedł do Nazaretu, gdzie się wychował, w dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: „Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnych, abym obwoływał rok łaski od Pana”. Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione.

I wtedy to padły kluczowe słowa: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli. Ale wtedy też padło to pytanie: Czy nie jest to syn Józefa? W wersji podanej przez innych Ewangelistów, to pytanie było rozszerzone o innych członków Rodziny Jezusa. Nie ma to jednak w tym momencie raczej większego znaczenia, bo już to jedno krótkie pytanie, które dzisiaj zostało postawione, bardzo wyraźnie pokazuje nastawienie mieszkańców Nazaretu do ich Rodaka, który wprost mówi, że przychodzi od Boga, ale dla w ich przekonaniu jest tylko i wyłącznie «synem Józefa».

Stąd to smutne i bolesne stwierdzenie, iż żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. I jeszcze dwa przykłady na potwierdzenie tej prawdy, po usłyszeniu których wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

Tak, nie mogli Mu nic zrobić, bo «godzina Jego jeszcze nie nadeszła». Ale przynajmniej wyrzucili Go za miasto. Chociaż tyle! A nawet zagrozili strąceniem z góry. To im się jednak nie udało. Ale całą tą sytuacją pokazali, jak bardzo są zamknięci na głos Boży i na Boże dary – tylko dlatego, że przychodzi do nich z nimi ich Rodak, którego oni znają od dzieciństwa, a On im tu wpiera, że jest Synem Bożym i że to właśnie na Nim spełniły się zapowiedzi dawnych Proroków.

No, dobrze! Zgódźmy się z tym, że to mogło być trudne do przyjęcia. Ale Jezus miał na uzasadnienie swoich słów konkretne czyny, których już dokonał. Wyraził to w retorycznym pytaniu – przyznajmy, dość gorzkim: Z pewnością powiecie Mi to przysłowie: «Lekarzu, ulecz samego siebie»; dokonajże i tu w swojej ojczyźnie tego, co się wydarzyło, jak słyszeliśmy, w Kafarnaum. Oni musieli słyszeć o wielu znakach, których do tej pory dokonał. Wszak wieść o Nim szła po całej okolicy! I już nawet to powinno im dać do myślenia.

Bo jeśli nawet nie od razu w pełni uwierzyliby w Niego, to przecież nie musieli odrzucać Go tak totalnie i od razu! Mogliby postawić jakieś pytania: że może jednak coś „jest na rzeczy”, bo to nie są takie oczywiste oczywistości, że tak wyjątkowe i wyraźne znaki dzieją się przez Jego ręce. Niestety, oni totalnie Go odrzucili. Nie dostrzegli w Nim nikogo więcej, jak tylko «syna Józefa», kolegę z sąsiedztwa, znajomego z jednej ulicy – i jakich by tu jeszcze familiarnych określeń nie używać. Dla Jezusa wszystkie one okazały się powodem do oskarżenia Go przez rodaków i przeszkodą w przyjęciu Jego nauki.

Oni wszyscy pozostali na tej płaszczyźnie – by się tak wyrazić – pobieżnej i zewnętrznej. Nie potrafili spojrzeć głębiej, by uwierzyć. A to był przecież sam Jezus! Oni jednak widzieli w Nim tylko sąsiada. Dlatego Paweł nie pozwala koncentrować uwagi na sobie, ale przekierowuje ją na Jezusa.

Bo skoro w samym Jezusie Jego rodacy nie rozpoznali Mesjasza, Syna Bożego, to tym bardziej on, Jego Apostoł, nie może Go przesłaniać swoją osobą, swoją erudycją, swoimi słowami czy działaniami. Wprost przeciwnie – Paweł jest gotów zrobić wszystko, aby to Jezus przez niego mówił i działał, to Jezus przez niego nawracał i pocieszał, to Jezus przez niego jaśniał i zwyciężał. Tak, ten Jezus ukrzyżowany – a jednocześnie: zmartwychwstały!

Co ja dzisiaj zrobię, abym całym sobą, a więc wszystkim, co dzisiaj pomyślę i zaplanuję, co wypowiem lub zrobię, w co się zaangażuję albo od czego się powstrzymam – choćby jednej osobie wskazał na Jezusa, przekonał ją do Niego, a może i do Niego ją podprowadził?…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.