Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:
►Beata Dzięcioł, za moich czasów: Dyrektor Szkoły Podstawowej w Tłuszczu, w Diecezji warszawsko – praskiej, w której to Szkole pracowałem.;
►Beata Korniłowicz – Szefowa Ośrodka w Mikaszówce, gdzie zatrzymaliśmy się niedawno na ostatni nocleg na spływie kajakowym;
Urodziny przeżywa zaś Grzegorz Błachnio, za moich czasów: Lektor w Miastkowie i Wiceprezes tamtejszej Służby liturgicznej.
Wszystkim świętującym życzę, aby byli Zapewniam o modlitwie.
Drodzy moi, pozdrawiam Was z Siedlec, skąd wyruszam do Konstantynowa, gdzie dzisiaj będę pomagał duszpastersko. Potem odwiedzę Dom rodzinny, a potem wracam do Siedlec, gdzie o 18:00 odprawię kolejną Mszę Świętą gregoriańską w Parafii Świętej Teresy.
Przypominam, że dzisiaj – pierwsza niedziela miesiąca. Podziękujmy Panu naszemu za dzieło zbawienia!
A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dzisiaj mówi do mnie Pan? Z jakim konkretnym, osobistym przesłaniem, zwraca się właśnie do mnie? Duchu Święty, bądź światłem i natchnieniem!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
23 Niedziela zwykła, A,
6 września 2026.,
do czytań: Ez 33,7–9; Rz 13,8–10; Mt 18,15–20
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA EZECHIELA:
To mówi Pan: „Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela, abyś słysząc z mych ust napomnienia, przestrzegał ich w moim imieniu. Jeśli do występnego powiem: „Występny musi umrzeć”, a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi, to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę”.
CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:
Bracia: Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: „Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj” i wszystkie inne streszczają się w tym nakazie: „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy twój brat zgrzeszy przeciw tobie, idź i upomnij go w cztery oczy. Jeśli cię usłucha, pozyskasz swego brata. Jeśli zaś nie usłucha, weź ze sobą jeszcze jednego albo dwóch, żeby na słowie dwóch albo trzech świadków opierała się cała sprawa. Jeśli i tych nie usłucha, donieś Kościołowi. A jeśli nawet Kościoła nie usłucha, niech ci będzie jak poganin i celnik.
Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.
Dalej zaprawdę powiadam wam: Jeśli dwaj z was na ziemi zgodnie o coś prosić będą, to wszystkiego użyczy im mój Ojciec, który jest w niebie. Bo gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich”.
Pouczenie, jakie Pan kieruje do Proroka, jest jasne i konkretne: ma on – w imieniu Boga właśnie – upominać ludzi i ostrzegać przed konsekwencjami ich grzechów. Słyszymy to wyraźnie: Ciebie, o synu człowieczy, wyznaczyłem na stróża domu Izraela, abyś słysząc z mych ust napomnienia, przestrzegał ich w moim imieniu.
Z tej pozycji – by się tak wyrazić – wychodzimy. Bóg wyraźnie wskazuje zadanie Prorokowi. A na czym to zadanie ma polegać? O tym już traktują kolejne zdania: Jeśli do występnego powiem: „Występny musi umrzeć”, a ty nic nie mówisz, by występnego sprowadzić z jego drogi, to on umrze z powodu swej przewiny, ale odpowiedzialnością za jego śmierć obarczę ciebie. Jeśli jednak ostrzegłeś występnego, by odstąpił od swojej drogi i zawrócił, on jednak nie odstępuje od swojej drogi, to on umrze z własnej winy, ty zaś ocaliłeś swoją duszę”.
Trudno tu cokolwiek dopowiadać: oto występny czyni źle, zadaniem Proroka jest więc go upomnieć. I może być tak, że Prorok upomni – i występny zaprzestanie czynić zła. Taki stan rzeczy jest najbardziej pożądany. Ale wiemy, że nie zawsze jest tak „słodko i miło”. Bo może być tak, że Prorok upomni występnego, a ten nie zareaguje i nie zmieni swego postępowania. Cóż, jest wolny, więc… wolno mu. Ale też – jako człowiek wolny – ponosi odpowiedzialność za swoje czyny.
Zatem, poniesie też odpowiedzialność za te właśnie grzechy, o których tu sobie mówimy. Prorok jednak jest w tym wszystkim – by się tak wyrazić – „w porządku” przed Bogiem, bo zrobił to, co do niego należało, czyli upomniał. On nie ma wpływu na to, co z tym zrobi ten drugi człowiek: czy zareaguje, czy nie. Nie można go przecież do niczego zmusić. Natomiast trzeba go ostrzec – i to Prorok uczynił. On jest w porządku, a winowajca ponosi karę za swoje grzechy.
Może być jednak i taka sytuacja, że prorok – to już raczej jakiś fałszywy, albo samozwańczy, po prawdziwi nigdy by tak nie zrobili – widzi zło, a nie reaguje. Bo chce mieć „święty spokój”, bo nie chce się narażać, bo „co się będzie w czyjeś życie wtrącał”, bo „co będzie sobie życie komplikował”, bo „co go tam obchodzą sprawy innych – w końcu, każdy jest dorosły i za swoje czyny odpowiada”.
I tak można jeszcze wiele tego typu „wykrętów” tu przywołać, ale żaden z nich – ani nawet wszystkie razem wzięte – nie zagłuszą sumienia, które nakazuje zareagować na zło. W takiej sytuacji – także – to sam winowajca odpowiada za zło, które popełnił, ale to zło ma podwójną moc rażenia, bo obciąża tego, kto je popełnia, ale i tego, kto przed nim nie ostrzegł.
I takie zasady, Drodzy moi, obowiązują także w naszym, chrześcijańskim rozumieniu odpowiedzialności za zbawienie drugiego człowieka. Po prostu, przez Sakrament Chrztu Świętego zostaliśmy włączeni do pasterskiej misji Chrystusa, a ta polega na podjęciu osobistej odpowiedzialności za zbawienie własne i zbawienie bliźniego.
Nie może się przeto chrześcijanin, uczeń Jezusa Chrystusa, wymawiać w obliczu zła, popełnianego przez innych, stwierdzeniem: „To nie moja sprawa! A co mnie to obchodzi?” I udawać, że niczego nie widzi, niczego nie słyszy, niczego nie rozumie. To jest zwykła ucieczka od odpowiedzialności – zresztą, ucieczka donikąd.
Musimy, Drodzy moi, mieć świadomość tej odpowiedzialności, z której będziemy sądzeni przez Pana na progu wieczności. Dlatego warto w tej sprawie skorzystać także z tego pouczenia, jakie w dzisiejszej Ewangelii daje Jezus, gdy najpierw jasno wskazuje na obowiązek upomnienia, a potem precyzyjnie określa sposób i kolejność, w jakiej ma się ten proces dokonywać. Mówimy nawet o ewangelicznej kolejności, albo ewangelicznym porządku upominania.
Najpierw zatem – w cztery oczy. Drodzy moi, naprawdę, warto o tym pamiętać, aby nie zaczynać od razu od zrobienia wielkiej afery i totalnego nagłośnienia problemu, wzbudzenia sensacji i potępienia samego grzesznika. Bo – pamiętajmy! – potępiamy grzech, a nie grzesznika. Na nim powinno nam zależeć – na jego poprawie, nawróceniu. Dlatego najpierw rozmawiamy z nim samym.
Jeśli to nic nie da, to angażujemy w sprawę jeszcze kilka osób, aby wraz z nimi jakoś zaradzić temu impasowi i spróbować dotrzeć do świadomości i przekonania owego źle postępującego człowieka. Kiedy i to nie pomoże – a zła tolerować nie wolno – to angażujemy czynniki oficjalne. Owszem, to może być ktoś z pasterzy Kościoła – od duszpasterzy parafialnych poczynając; można w rozwiązanie tego problemu zaangażować jakąś wspólnotę, w której się funkcjonuje w Kościele.
Ale też mówimy tu o złożeniu skargi do czynników oficjalnych danej społeczności, a więc do szefostwa firmy czy dyrektora szkoły. Oczywiście, mamy na myśli sytuację, w której postawa takiego winowajcy może realnie zaszkodzić lub nawet zagrozić dobru danej społeczności. Koniecznie trzeba wówczas reagować! I nie obawiać się oskarżenia o donosicielstwo, czy im podobne, ale nazywać zło po imieniu i reagować na nie. Nigdy nie być wobec niego biernym! To kwestia odpowiedzialności za dobro wspólne!
Jeżeli jednak i to nie pomoże, wtedy trzeba objąć takiego winowajcę i grzesznika szczególną troską i opieką duchową. Tyle bowiem znaczy stwierdzenie Jezusa: niech ci będzie jak poganin i celnik. Owszem, jeśli by wziąć pod uwagę rozumienie tych pojęć przez ówczesnych pobożnych Żydów, to z pewnością byłoby ono zbieżne z tym, jakie nam się nasuwa w pierwszym ich odbiorze. Bowiem, dla pobożnego ówczesnego Żyda poganin i celnik to osoby uważane powszechnie za nieczyste, dlatego nie było mu wolno z nim przebywać ani nawet porozmawiać!
Nam chodzi jednak o Jezusowe rozumienie tych dwóch grup ludzi. A Jezus właśnie otaczał ich szczególną troską i bardzo zabiegał o ich zbawienie. W tym celu – by się tak wyrazić – wyciągał ich czasami „za uszy” z bagna ich grzechów. Przypomnijmy sobie chociażby kilka historii spotkań Jezusa z nimi, opisanych na kartach Ewangelii. I właśnie w taki Jezusowy sposób mamy rozumieć to wezwanie: niech ci będzie jak poganin i celnik. Niech on sam i jego nawrócenie – jego opamiętanie, jego wewnętrzna przemiana – będzie przedmiotem Twojej nieustannej troski, modlitwy, ale i rozmów z osobami bliskimi, które także w taką duchową pomoc należy angażować.
I chyba można, Drodzy moi, powiedzieć, że właśnie w tych słowach odnajdujemy klucz do zrozumienia przesłania całej dzisiejszej liturgii Słowa i jej swoiste streszczenie. Może nie w tym sensie, że mamy innych uważać za pogan (w naszym rozumieniu tego słowa), celników czy grzeszników, ale w tym, że mamy drugiego człowieka traktować z wielką miłością.
Zgodnie zresztą z przesłaniem drugiego dzisiejszego czytania, które rzuca takie właśnie światło na rozumienie dzisiejszego biblijnego przekazu. Słyszymy tam bowiem takie słowa: Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością. Kto bowiem miłuje bliźniego, wypełnił Prawo. Albowiem przykazania: „Nie cudzołóż, nie zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj” i wszystkie inne streszczają się w tym nakazie: „Miłuj bliźniego swego jak siebie samego”. Miłość nie wyrządza zła bliźniemu. Przeto miłość jest doskonałym wypełnieniem Prawa.
Właśnie – miłość! Wyrażona w konkrecie codziennej postawy, w konkrecie realizacji poszczególnych przykazań, w konkrecie odniesienia do konkretnego człowieka, a nie do jakieś mgliście rozumianej „ludzkości”, która nie bardzo wiadomo, kogo miałaby oznaczać, dlatego też nie może pociągać za sobą zobowiązania do konkretnej miłości. Miłość konkretna – do konkretnego człowieka skierowana. Troska o tego człowieka. W ogóle – zauważenie go, docenienie jego obecności, dobre słowo, do niego skierowane…
Nie tylko słowo upomnienia, o czym dzisiaj najwięcej jest mowy w liturgii, ale każde dobre słowo, wypowiedziane z miłością i troską do tegoż drugiego człowieka – i o tymże drugim człowieku. Tego dzisiaj naprawdę nam potrzeba! Potrzeba tego naszym społecznościom, mniejszym lub większym, poczynając już od rodziny, poprzez sąsiedztwa i małe społeczności lokalne, aż po te większe, w tym także kościelne.
Potrzeba, byśmy się nawzajem bardziej zauważali, bardziej doceniali obecność tego drugiego – nie czekając na to, aż go zabraknie, by uświadomić sobie, jak bardzo był dla nas ważny. Doceniajmy się nawzajem, dziękujmy sobie nawzajem – nawet za to, że po prostu jesteśmy: że jesteśmy dla siebie darem, wsparciem, kimś ważnym i bliskim. Oby każdy człowiek, którego Pan postawił na naszej drodze życia, był dla nas tym ważnym, najważniejszym, jedynym w swoim rodzaju! Obyśmy nigdy nikogo nie uznali za nieważnego, nieistotnego, kto może przeszkadza lub utrudnia nam realizację życiowych planów i ambicji.
Obyśmy zawsze pamiętali o tym przesłaniu dzisiejszej liturgii – i całego Pisma Świętego: Nikomu nie bądźcie nic dłużni poza wzajemną miłością!
