Zwykła, ludzka dobroć…

Z

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Paweł Mochnacz, mój Chrześniak, któremu życzę trwania w wierze – i codziennego wzmacniania tej wiary. O to się dla Niego modlę!

A oto ja pozdrawiam Was z Siedlec, gdzie postanowiłem zostać dzisiaj przez cały dzień i popracować spokojnie, i pomodlić się, a o 18:00 udam się ponownie do Parafii Świętej Teresy od Dzieciątka Jezus w Siedlcach, gdzie odprawię kolejną z rozpoczętych wczoraj Mszy Świętych gregoriańskich.

Potem natomiast jestem umówiony na spotkanie przy kolacji z Księdzem Pawłem Czeluścińskim, Wikariuszem Parafii w Surgucie, który już pojutrze powraca na Syberię. Wczoraj „przypadkowo” spotkaliśmy się w Palarni kawy w Siedlcach, gdzie właśnie zaopatrywałem się w kawę – i tam umówiliśmy się na dzisiaj.

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan – właśnie do mnie, osobiście i konkretnie? Duchu Święty, rozjaśnij umysły i serca!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 22 Tygodnia zwykłego, rok II,

2 września 2026., 

do czytań: 1 Kor 3,1–9; Łk 4,38–44

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:

Nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jak do niemowląt w Chrystusie.

Mleko wam dawałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni. Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku?

Skoro jeden mówi: „Ja jestem Pawła”, a drugi: „Ja jestem Apollosa”, to czyż nie postępujecie tylko po ludzku? Kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg.

Ten, który sieje, i ten, który podlewa, stanowią jedno; każdy według własnego trudu otrzyma należną mu zapłatę. My bowiem jesteśmy pomocnikami Boga, wy zaś jesteście uprawną rolą Bożą i Bożą budowlą.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Po opuszczeniu synagogi w Kafarnaum Jezus przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosił Go za nią.

On, stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała i usługiwała im.

O zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich.

Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: „Ty jesteś Syn Boży”. Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem.

Z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich.

Lecz On rzekł do nich: „Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo na to zostałem posłany”.

I głosił słowo w synagogach Judei.

Oto ogromna, czuła wręcz miłość Pawła do swoich uczniów… Ojcowska – a można chyba zaryzykować stwierdzenie, że i matczyna, bo któż dziecku podaje mleko, by się pożywiło?… Jak bowiem słyszymy w pierwszym czytaniu: Nie mogłem, bracia, przemawiać do was jako do ludzi duchowych, lecz jako do cielesnych, jak do niemowląt w Chrystusie. Mleko wam dawałem, a nie pokarm stały, boście byli niemocni; zresztą i nadal nie jesteście mocni.

Po czym wyjaśnia, co miał na myśli, pisząc już tak wprost – i tak, jak do ludzi dorosłych: Ciągle przecież jeszcze jesteście cieleśni. Jeżeli bowiem jest między wami zawiść i niezgoda, to czyż nie jesteście cieleśni i nie postępujecie tylko po ludzku?

To są już stwierdzenia bardzo konkretne i mocne, skierowane nie do małych dzieci, ale do ludzi, którzy powinni jednak wykazać się pewną dojrzałością w wierze, a się nią nie wykazują! Bo skoro jeden mówi: „Ja jestem Pawła”, a drugi: „Ja jestem Apollosa”, to czyż nie [postępują] tylko po ludzku? Właśnie!

A przecież – jak dalej stwierdza Apostoł – kimże jest Apollos? Albo kim jest Paweł? Sługami, przez których uwierzyliście według tego, co każdemu dał Pan. Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost. Otóż nic nie znaczy ten, który sieje, ani ten, który podlewa, tylko Ten, który daje wzrost – Bóg.

Po czym zaznacza, że i on sam, Paweł, i inni współpracownicy – są w istocie tyko (a może: aż!) pomocnikami Boga. To sam Bóg działa, uprawiając swoją rolę i wznosząc swoją budowlę z ludzkich serc. Tak Paweł wyjaśnia zarówno swoje miejsce, jak i miejsce swoich współpracowników, jak i wszystkich, do których adresują oni swoją posługę – w tym jednym, wielkim dziele, jakim jest Kościół. Każdy ma tu swoją rolę do odegrania, każdy ma swoje zadanie do spełnienia – ale wszyscy muszą pamiętać, że siłą spajającą wszystko i wszystkich jest Bóg!

To On daje wzrost ziarna, sianego przez Apostołów. Natomiast sami Apostołowie mają tu swoje określone zadanie do spełnienia, bo jednak Bóg działa właśnie przez nich – i w tym kontekście ma znaczenie, jaką postawę także oni prezentują, jak podchodzą do swoich zadań. Jak wiemy, Paweł czynił to z ogromną gorliwością i poświęceniem, erudycją i inwencją.

Ale nade wszystko – i na to sobie dzisiaj zwracamy uwagę, w kontekście usłyszanego słowa – z ogromną dobrocią! Tak, on przede wszystkim bardzo te swoje duchowe dzieci kochał! Jak ojciec, jak matka… Ileż go ta miłość kosztowała! Ile łez, bólu, rozczarowań, zawiedzionych nadziei – bo nie słuchali, bo się odwracali, bo tak trudno było nieraz dotrzeć do ich świadomości, do ich serc.

Dlatego musiał im «mleko dawać», czyli odpowiednio dozować Bożą naukę, aby byli w stanie przyjąć – musiał wykazywać się niezmierną wyrozumiałością i cierpliwością… Ciągle wierzył w to, że ma to sens – i że warto się dla nich poświęcać. Bo ich bardzo kochał! To był motyw przewodni wszelkich jego działań – zanim jeszcze pojawił się motyw dobra i budowania wspólnoty Kościoła, głoszenia nauki Bożej, budowania Królestwa Bożego w sercach wiernych i prowadzenia ich do zbawienia.

Owszem, te wszystkie motywy są nader ważne i trudno jakoś je od siebie oddzielać, ale na początku ich wszystkich trzeba postawić taką zwyczajną ojcowską miłość i dobroć Apostoła, który właśnie dlatego, że tak bardzo zwyczajnie i szczerze kochał swoje duchowe dzieci i troszczył się o nie – tak bardzo zaangażował się w doprowadzenie ich do zbawienia. Niczego w tym wszystkim nie spodziewał się dla siebie – wszystko poświęcał i oddawał swoim duchowym dzieciom.

Z pewnością, był w tym naśladowcą swojego Mistrza, Jezusa Chrystusa, o którym słyszymy w dzisiejszej Ewangelii, że po opuszczeniu synagogi w Kafarnaum, […] przyszedł do domu Szymona. A wysoka gorączka trawiła teściową Szymona. I prosił Go za nią. On, stanąwszy nad nią, rozkazał gorączce, i opuściła ją. Zaraz też wstała i usługiwała im. 

Następnie dowiadujemy się, że o zachodzie słońca wszyscy, którzy mieli cierpiących na rozmaite choroby, przynosili ich do Niego. On zaś na każdego z nich kładł ręce i uzdrawiał ich. Także złe duchy wychodziły z wielu, wołając: „Ty jesteś Syn Boży”. Lecz On je gromił i nie pozwalał im mówić, ponieważ wiedziały, że On jest Mesjaszem.

Jednakże – jak czytamy dalej – z nastaniem dnia wyszedł i udał się na miejsce pustynne. A tłumy szukały Go i przyszły aż do Niego; chciały Go zatrzymać, żeby nie odchodził od nich. W sumie – to trudno się dziwić. Skoro bowiem widzieli tyle niezwykłych znaków, dokonanych przez Niego; skoro tylu chorych wyzdrowiało, a opętanych zostało uwolnionych, to kto by nie chciał mieć przy sobie takiego cudotwórcy i lekarza!

Jednakże Jezus widział to inaczej, o czym tak powiedział: „Także innym miastom muszę głosić Dobrą Nowinę o królestwie Bożym, bo na to zostałem posłany.” I głosił słowo w synagogach Judei.

Dlaczego tak powiedział? A dlaczego wcześniej rzeczywiście dokonał aż tak wielu spektakularnych znaków? Z pewnością, chodziło tu o wieczne zbawienie każdego człowieka, chodziło tu o głoszenie nauki, chodziło tu o budowanie Kościoła, który miał się stać wielką wspólnotą ludzi dążących do Nieba i ostatecznie tam przebywających. Ale u początku tego wszystkiego – i jako motywacja podjęcia wszelkich takich działań – leżała ogromna miłość Jezusa do każdego człowieka. Jego zwyczajna dobroć. Ojcowska i matczyna – czuła i delikatna.

I tak bardzo zatroskana, iż nie pozwoliła Mu zostać w jednym miejscu i skoncentrować się na jednej grupie ludzi – owszem, niezwykle zadowolonych z tego, co wobec nich i dla nich robił – ale właśnie iść także do innych, iść do wszystkich innych, aby nikogo nie pominąć, aby wszystkim okazać swą miłość i troskę – swoją taką zwyczajną, ludzką dobroć, która pokonuje bariery i strach, która serca ludzkie otwiera na to, co się do innych mówi, do czego chce się ich przekonać, czego się ich chce nauczyć… Zwykła, ludzka dobroć!

Właśnie taka, jaką dziś widzimy u Jezusa i jaką dziś widzimy u Świętego Pawła. Czy widzimy ją także u siebie samych – u siebie nawzajem?

Drodzy moi, to naprawdę bardzo mocna przestroga i ważne przypomnienie: zanim zaczniemy wznosić się na wyżyny mistycyzmu i uduchowienia; zanim zaczniemy głosić całemu światu najbardziej wzniosłe idee i przesłania – zacznijmy od: „proszę”, „dziękuję”, „przepraszam”! Czyli od zwykłej ludzkiej uprzejmości i kultury. Od zwykłego uśmiechu i pogodnego spojrzenia. Od zwykłego: „Słucham Cię uważnie”. Od zwykłego: Kocham Cię!”

Od cierpliwego wysłuchania drugiego i pomocy w najbardziej prozaicznych sprawach… Od zauważenia i docenienia dobroci u innych i ich poświęcania się dla nas – i najprostszego, ale najszczerszego podziękowania za tę dobroć… Od zwykłego, dobrego słowa, powiedzianego drugiemu ot tak, bez okazji – tylko po to, by podarować mu odrobinę radości i nadziei… Chodzi o zwykłą, ludzką dobroć…

Bo doprawdy trudno spodziewać się owoców głoszenia choćby najbardziej wzniosłych, elokwentnych, wręcz artystycznych kazań – przez księdza, który jest niedostępny, wiecznie skwaszony lub obrażony, nie bardzo nawet wiadomo, na kogo i za co… I trudno spodziewać się owoców nawet najbardziej ofiarnej modlitwy matki, żony i babci, która godzinami odprawia kilometry Różańców i Litanii – ale która krzykiem i pretensją „nawraca” swoich bliskich, może nawet rzeczywiście błądzących daleko od wiary i Kościoła…

Zwykła, ludzka dobroć! Od tego zaczyna się najbardziej wzniosła ewangelizacja! To jest brama, przez którą przyjdą do nas ludzie tak często poranieni złem i chamstwem tego świata. Dobrze, gdyby u nas – zanim usłyszą słowa Ewangelii i zachęty do wiary – doświadczyli zwykłej ludzkiej dobroci…

1 komentarz

  • Przeglądając wiele księdza wpisów mam pytanie. Dlaczego uważa ksiądz że receptą na bolączki kraju i na takie czy inne problemy jest skrajna prawica? Dlaczego uważa ksiądz że nacjonalizm powinien być odpowiedzią na obecną sytuację? Proszę o odpowiedź

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.