Czego mi szkoda?…

C

Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywają:

►Ksiądz Sławomir Zaczek,

►Ksiądz Sławomir Kapitan,

► Ksiądz Sławomir Harasimiuk,

►Ksiądz Sławomir Moreń,

►Ksiądz Sławomir Szypulski,

►Ksiądz Sławomir Olopiak,

►Ksiądz Sławomir Pękała,

► Ksiądz Sławomir Sulej,

►Sławomir Florek – dobry Znajomy z Białej Podlaskiej.

Życzę Im – po myśli dzisiejszego słowa Bożego – aby odważnie całych siebie oddawali Jezusowi! Bez poczucia jakiejkolwiek szkody! Wspieram Ich w tym moją modlitwą!

Pamiętajmy także, Drodzy moi, o Oktawie Uroczystości Wszystkich Świętych, kiedy to możemy zyskiwać odpust zupełny dla naszych Zmarłych. W tym celu odwiedzajmy cmentarze i módlmy się za nich – spełniając jednocześnie inne warunki zyskania odpustu.

Dziś także – pierwszy czwartek miesiąca. Módlmy się za Powołanych, którzy już weszli na tę drogę i tych Powołanych, którzy na nią jeszcze nie weszli – o odwagę decyzji i siłę wytrwania!

Módlmy się za wszystkich Kapłanów i Osoby konsekrowane, aby ci, którzy idą prostą drogą swego powołania, rozwijając się na niej duchowo i coraz bardziej spełniając wolę Bożą i sami się spełniając w tej służbie – dalej tą drogą odważnie kroczyli. A ci, którzy przeżywają kryzys swego powołania – aby się z niego dźwignęli: za łaską Bożą i dzięki modlitwie i wsparciu życzliwych ludzi.

Ja zaś pozdrawiam Was z Działdowa, gdzie zostawiłem Rodziców u Cioci Teresy, a sam – na noc i dzisiejszy poranek – zaszyłem się w miejscu skrytym i tajemnym, skąd właśnie wysyłam to rozważanie. Jeszcze przed południem udamy się na grób Księdza Jana Dominika – bardzo ważnego dla naszej Rodziny Kapłana, o którym kiedyś napiszę więcej – a potem na inne cmentarze. Między innymi, na ten, który znajduje się w bezpośredniej bliskości pola Bitwy grunwaldzkiej, a na którym spoczywają moi świętej pamięci Pradziadkowie. Potem wracamy do Białej Podlaskiej, a ja potem jeszcze do Siedlec.

Pamiętam o Was w modlitwie – wszędzie, gdzie jestem!

Teraz zaś zapraszam już do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim bardzo konkretnym przesłaniem zwraca się do mnie osobiście? Duchu Święty, bądź Przewodnikiem w tej refleksji…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Czwartek 31 Tygodnia zwykłego, rok II,

5 listopada 2026., 

do czytań: Flp 3,3–8a; Łk 15,1–10

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO FILIPIAN:

Bracia: My jesteśmy prawdziwie ludem obrzezanym, my, którzy oddajemy cześć w Duchu Bożym i chlubimy się w Chrystusie Jezusie, a nie pokładamy ufności w ciele. Chociaż ja także i w ciele mogę pokładać ufność. Jeśli ktoś inny mniema, że może ufność złożyć w ciele, to ja tym bardziej: obrzezany w ósmym dniu, z rodu Izraela, z pokolenia Beniamina, Hebrajczyk z Hebrajczyków, w stosunku do Prawa faryzeusz, co do gorliwości prześladowca Kościoła, co do sprawiedliwości legalnej stałem się bez zarzutu.

Ale to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać.

Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”.

Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: „Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie?

A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: «Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła».

Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

Albo jeśli jakaś kobieta mając dziesięć drachm zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie?

A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: «Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam».

Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca”.

Problem, który Paweł omawia w dzisiejszym pierwszym czytaniu – jak zapewne już zauważyliśmy, czytając kolejne jego Listy – był dla niego samego bardzo ważny, ale to zapewne dlatego, że był on wówczas ważny w ogóle: ważny dla przyszłości młodej wspólnoty Kościoła; ważny dla każdego, kto wyznając wcześniej judaizm, zapragnął stać się wyznawcą Chrystusa.

A mówimy o problemie relacji judaizmu do chrześcijaństwa, połączenie jednego z drugim, a może: wynikania jednego z drugiego?… Problem ten przyjął też formę i takiego oto dylematu, czy poganie, a więc osoby do tej pory nie wyznające judaizmu, mogą wejść do Kościoła ot, tak, po prostu przyjmując Chrzest, czy też najpierw przejść przez obrzezanie i stając się wyznawcami Boga JAHWE, aby potem, tą drogą, przejść do wyznawania Chrystusa w Jego Kościele. Wielu bowiem uznawało, że judaizm jest aż tak ważny i obowiązujący, że nie można go tak zwyczajnie pominąć na tej drodze.

Roztrząsanie tego problemu – jak pamiętamy – swoją kulminację znalazło w okolicach roku 50 po Chrystusie, doprowadzając do zwołania pierwszego w historii Kościoła Soboru, zwanego Soborem Jerozolimskim, który tę kwestię rozstrzygnął jednoznacznie: poganie nie muszą przechodzić „wydłużoną” drogą, mogą po prostu przyjąć Chrzest, zachowując tylko niektóre, najbardziej „spektakularne” przepisy Prawa Mojżeszowego, dotyczące chociażby niektórych pokarmów. Natomiast co do samej istoty – Sobór ten otworzył na oścież drzwi do Kościoła tak naprawdę wszystkim!

Nie można jednak nie zauważyć, że jego obrady nie były taką spokojną akademicką dyskusją, grzeczną (czy: ugrzecznioną) wymianą poglądów, albo wzajemnych uprzejmości. Autor Księgi Dziejów Apostolskich mówi o «zatargach i sporach» w trakcie obrad. A zatem, oni się tam najzwyczajniej kłócili! Pytanie: dlaczego?

A może właśnie dlatego, że wielu z nich – by się tak wyrazić – szkoda było tak zupełnie zerwać z wielowiekową tradycją swego narodu? I nawet, jeśli już zgodzili się wejść do tej nowej Wspólnoty, to jednak chcieliby jakąś nić łączności z ową tradycją zachować.

Jak się wydaje – na takie właśnie dylematy Apostoł Paweł odpowiada w dzisiejszym pierwszym czytaniu, gdy pisze: My jesteśmy prawdziwie ludem obrzezanym, my, którzy oddajemy cześć w Duchu Bożym i chlubimy się w Chrystusie Jezusie, a nie pokładamy ufności w ciele. Chociaż ja także i w ciele mogę pokładać ufność. Jeśli ktoś inny mniema, że może ufność złożyć w ciele, to ja tym bardziej: obrzezany w ósmym dniu, z rodu Izraela, z pokolenia Beniamina, Hebrajczyk z Hebrajczyków, w stosunku do Prawa faryzeusz, co do gorliwości prześladowca Kościoła, co do sprawiedliwości legalnej stałem się bez zarzutu.

Właśnie, prawdziwe obrzezanie – to jest to duchowe. To jest owo duchowe połączenie z Jezusem, a nie przywiązanie do gestów zewnętrznych, fizycznych, cielesnych, jakich spełniania domagało się Prawo Starego Testamentu. Owszem, to Prawo – samo w sobie – także optowało za więzią duchową, ale praktyka przyniosła zupełne przeniesienie akcentów z tej sfery duchowej, na tę zewnętrzną. I dlatego Paweł dzisiaj tak mocno akcentuje sferę duchową, mówiąc o «oddawaniu czci w Duch Bożym», o «chlubieniu się w Jezusie Chrystusie», a nie koncentrowaniu uwagi na kwestiach zewnętrznych.

A na potwierdzenie takiego stanowiska przedstawia historię własnego życia: on przecież to wszystko przeszedł, bo i został obrzezany, i całym sercem, umysłem i w ogóle całym sobą zaangażował się nie tylko w wyznawanie judaizmu, ale i jego głoszenie – a dokładniej: narzucanie siłą! W jakąś fanatyczną obronę przed wyimaginowanym zagrożeniem, rzekomo nadciągającym ze strony tej nowej idei, jaką przyniósł Jezus Chrystus. Paweł był bardzo gorliwym wyznawcą judaizmu – wręcz: aż za bardzo! Był do niego przekonany na sto i więcej procent!

I oto właśnie on – przywołując całe swoje doświadczenie w tej materii – stwierdza jednoznacznie i odważnie: Ale to wszystko, co było dla mnie zyskiem, ze względu na Chrystusa uznałem za stratę. I owszem, nawet wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego.

Czyli – jeśli to można tak ująć – nie ma czego żałować! Żadna to szkoda zostawić to wszystko, co było dotąd. Paweł wręcz mówi o stracie – i o zysku. O tym nowym zysku, który na całe dotychczasowe doświadczenie każe – czy choćby tylko pozwala – spojrzeć jako na stratę.

I właśnie w tym kontekście odczytujemy przesłanie dzisiejszej Ewangelii, w której uwagę mocno przykuwa zarzut, jaki Jezusowi stawiają faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”. Stał się on punktem wyjścia do wygłoszenia przez Jezusa bardzo mocnego w swym przekazie pouczenia o zagubionej owcy i zagubionej drachmie, dla znalezienia których ich właściciele byli w stanie poświęcić wszystko. I to w sposób – nie bójmy się tego stwierdzenia – wręcz absurdalny!

Bo za takowy można uznać porzucenie całego stada owiec, wyliczonego w tej przypowieści na dziewięćdziesiąt dziewięć sztuk, aby szukać jednej uciekinierki, która po odnalezieniu i przywróceniu do stada – jak twierdzą specjaliści w dziedzinie chowu owiec i w ogóle rolnictwa – i tak w końcu by ponownie uciekła, tylko jeszcze pociągnęłaby za sobą kilka innych. Żaden zatem normalnie myślący pasterz nie postąpiłby w ten sposób. Dlaczego? Bo zwyczajnie byłoby mu szkoda całego stada.

Ani żadna trzeźwo myśląca gospodyni nie wydałaby fortuny na przyjęcie, na którym miałaby świętować odnalezienie jednego małego pieniążka. Dlaczego? Bo zwyczajnie byłoby jej szkoda takiego wydatku!

A Jezus te dwa obrazy rysuje z taką oczywistością i mocą przekazu, jakby to były najpewniejsze rzeczy na świecie i każdy miałby je za takowe uznać. Wyraża to bowiem w pytaniu: Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie? No, właśnie – żaden z nich tak by nie zrobił!

Podobnie, jak i na to pytanie: Albo jeśli jakaś kobieta mając dziesięć drachm zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie? – odpowiedź może być tylko jedna: nie! Żadna kobieta tak nie zrobi, da sobie spokój z tą drachmą. A już na pewno nie będzie robiła zamieszania na całe sąsiedztwo.

Dlaczego więc Jezus te kwestie tak oczywiste stawia w sposób dokładnie odwrotny – i to z taką siłą przekonania? Z pewnością, odpowiedź znajdziemy w tych dwóch zdaniach z dzisiejszej Ewangelii: Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia. A także: Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca.

Jezus mówi więc jasno: dla Niego nie jest żadną szkodą poświęcić wszystko dla jednego człowieka! I poświęcił wszystko – nie mógł dać więcej! Oddał bowiem samego siebie i całego siebie! Nie było mu szkoda… I Pawłowi nie było szkoda – w jakimś sensie uczynić to samo, bo oddać całe swoje doświadczenie, wykształcenie, pozycję społeczną, talenty i predyspozycje duchowe i intelektualne – ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa.

I właśnie w tym kontekście stawiam sobie to pytanie: A czego mi jest najbardziej szkoda, aby móc to zostawić – ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa? A może dla mnie to nie jest – jeszcze nie jest – najwyższa wartość? Może taką wartością jest coś, czego szkoda mi się pozbyć, uznać wręcz za stratę, aby zyskać to największe bogactwo? A może taką przeszkodę stanowi nie coś, a ktoś – jakiś człowiek, do którego jestem ślepo, wręcz niewolniczo przywiązany, albo od niego uzależniony? A może czerpię z tej zależności i z tego przywiązania – a bardziej zapewne: uwiązania – jakąś nawet wymierną, materialną korzyść?…

Czego mi najbardziej szkoda, co mi blokuję drogę do stuprocentowego oddania siebie samego i całego życia Jezusowi? Jakie przywiązanie? Jakie przyzwyczajenie? Jakie przekonanie – według mnie „jedynie słuszne”?

I co z tym zrobię – przynajmniej spróbuję zrobić – jeszcze dzisiaj?…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.