Jacy są Święci?…

J

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Mateusz Sętorek, zaangażowany – w swoim czasie – w działalność jednej z młodzieżowych Wspólnot. Niech Mu Pan błogosławi i pomaga w codziennym osiąganiu świętości. Zapewniam o modlitwie!

Serdecznie dziękuję Wszystkim, którzy wczoraj – wszystkimi możliwymi drogami, także tu, na naszym forum – kierowali do mnie życzenia i zapewnienia o modlitwie, z okazji urodzin. Odwdzięczam się moją modlitwą, ale też Mszą Świętą, jaką wczoraj odprawiłem w intencji Wszystkich, którzy pamiętali…

Szczególnie dziękuję Księdzu Markowi – mojemu Bratu – za słowa, które w piątek napisał we wprowadzeniu do rozważania. Przyznaję, że te niezwykle serdeczne słowa bardzo mnie wzruszyły…

Dla mnie osobiście dobre słowo ma ogromną wartość. Sam staram się nim obdarzać, kogo się tylko da i kiedy się tylko da – na pewno to dostrzegacie – ale i sam z radością przyjmuję takie słowo, jeżeli ktoś chce mnie nim obdarzyć. Oczywiście, nie dla pochwał i uznania robi się to, co się robi, ale jeżeli ktoś z potrzeby serca powie lub napisze coś życzliwego, to naprawdę dodaje zapału i motywacji. Ale – nade wszystko – jest wielką radością!

Tym bardziej, jeśli te słowa są aż tak bardzo życzliwe! Wielkie dzięki! I mogę tylko powiedzieć: nawzajem! Ja także bardzo jestem dumny z mojego Brata – Kapłana, który tak pięknie realizuje swoje powołanie!

A dzisiaj mamy Uroczystość Wszystkich Świętych. Pamiętajmy, że samo odwiedzenie cmentarza nie wystarczy – powinniśmy być na Mszy Świętej. Chyba, że Msza Święta jest właśnie na cmentarzu, ale wtedy też pamiętajmy, że mamy w niej czynnie uczestniczyć. Nie wystarczy bycie na cmentarzu w jej trakcie i pisanie smsów przy grobach swoich Bliskich! Ja wiem, że Wy to dobrze wiecie. Ale przypominajmy o tym wszystkim, którzy zapomnieli o właściwym przeżywaniu dzisiejszej Uroczystości.

Dzisiaj mamy też pierwszą niedzielę miesiąca. Podziękujmy Panu naszemu za dar zbawienia, którego znakiem szczególnym jest świętość, tak głęboko i mocno dzisiaj przez nas przeżywana i rozważana!

A ja dzisiaj będę pomagał duszpastersko w Parafii w Brzozowicy. Potem przejeżdżam do Domu rodzinnego – na małe świętowanie moich urodzin i rocznicy Ślubu Ani i Kamila. Potem wracam do Siedlec.

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, wsłuchajmy się w to dzisiejsze Słowo i przyjmijmy do serca przesłanie, jakie Pan do każdej i każdego z nas indywidualnie właśnie dzisiaj kieruje. Duchu Święty, bądź natchnieniem i światłem!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Uroczystość Wszystkich Świętych,

1 listopada 2026., 

do czytań z t. VI Lekcjonarza: Ap 7,2–4.9–14; 1 J 3,1–3; Mt 5,1–12a

CZYTANIE Z KSIĘGI APOKALIPSY ŚWIĘTEGO JANA APOSTOŁA:

Ja, Jan, ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca, mającego pieczęć Boga żywego. Zawołał on donośnym głosem do czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu: „Nie wyrządzajcie szkody ziemi ani morzu, ani drzewom, aż opieczętujemy na czołach sługi Boga naszego”. I usłyszałem liczbę opieczętowanych: sto czterdzieści cztery tysiące opieczętowanych ze wszystkich pokoleń synów Izraela.

Potem ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I głosem donośnym tak wołają: „Zbawienie Bogu naszemu, Zasiadającemu na tronie, i Barankowi”.

A wszyscy aniołowie stanęli wokół tronu i Starców, i czworga Zwierząt, i na oblicze swe padli przed tronem, i pokłon oddali Bogu, mówiąc: „Amen. Błogosławieństwo i chwała, i mądrość, i dziękczynienie, i cześć, i moc, i potęga Bogu naszemu na wieki wieków. Amen!”

A jeden ze Starców odezwał się do mnie tymi słowami: „Ci przyodziani w białe szaty kim są i skąd przybyli?” I powiedziałem do niego: „Panie, ty wiesz”. I rzekł do mnie: „To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku, i opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka”.

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO JANA APOSTOŁA:

Najmilsi: Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego.

Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się to objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest.

Każdy zaś, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Jezus, widząc tłumy, wyszedł na górę. A gdy usiadł, przystąpili do Niego Jego uczniowie. Wtedy otworzył swoje usta i nauczał ich tymi słowami:

„Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie..

Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.

Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.

Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.

Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.

Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.

Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.

Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.

Błogosławieni jesteście, gdy ludzie wam urągają i prześladują was, i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na was z mego powodu. Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w Niebie”.

Pełen symboliki fragment Księgi Apokalipsy, w którym Święty Jan opisał daną mu przez Pana wizję Nieba, robi naprawdę wrażenie. I – w jakimś sensie – przenosi nas do tej rzeczywistości, której tak naprawdę żadne słowa i żadne obrazy nie są w stanie opisać. Dopiero kiedy – oby! – wszyscy się tam znajdziemy, będziemy mogli przekonać się, jak tam rzeczywiście jest. A jak jest – według wizji Świętego Jana?

Słyszymy: Ja, Jan, ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca, mającego pieczęć Boga żywego. Zawołał on donośnym głosem do czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu: „Nie wyrządzajcie szkody ziemi ani morzu, ani drzewom, aż opieczętujemy na czołach sługi Boga naszego”.

To zapowiedź ucisków, prześladowań i cierpień, których doświadczą słudzy Boga, ale którzy – ponieważ będą opieczętowani przez Boga, a więc będą nosili znak przynależności do Niego – zostaną przez Niego bezpiecznie przez te doświadczenia przeprowadzeni. To nie oznacza, że te cierpienia ich nie dotkną, ale nie uczynią im nic trwale złego. Wprost przeciwnie – uszlachetnią ich i przygotują do tego, by weszli do chwały zbawionych.

Święty Jan relacjonuje: I usłyszałem liczbę opieczętowanych: sto czterdzieści cztery tysiące opieczętowanych ze wszystkich pokoleń synów Izraela. Wskazana tu liczba to pomnożenie liczby dwanaście przez siebie – i jeszcze przez tysiąc, przy czym liczba dwanaście nawiązuje do dwunastu pokoleń Izraela i dwunastu Apostołów, będących filarami Kościoła, a zatem oznacza jakieś wypełnienie Bożych planów w historii zbawienia.

Pomnożenie zaś jej przez siebie jest tylko wzmocnieniem tego przekazu: Boże plany zostały w pełni zrealizowane. I to na wieki, na co wskazuje liczba tysiąc, przez które poprzednie mnożenie zostało jeszcze pomnożone – liczba symbolizująca zarówno Boga, jak i wieczność.

Podobny symbol liczbowy widzimy w następnych zdaniach Janowej wypowiedzi, w której słyszymy: Potem ujrzałem wielki tłum, którego nikt nie mógł policzyć, z każdego narodu i wszystkich pokoleń, ludów i języków, stojący przed tronem i przed Barankiem. Odziani są w białe szaty, a w ręku ich palmy. I znowu: wyliczenie tych czterech rzeczywistości: «narody, pokolenia, ludy i języki» – zgodnie z symboliką liczby cztery – oznacza, że ten lud zbawionych obejmuje cały świat i wszystkich ludzi na nim. Są już oni szczęśliwi, w białych szatach, z palmami w ręku, a więc – w atmosferze wielkiego świętowania!

Przypomnijmy sobie w tym kontekście Niedzielę Palmową i wjazd Jezusa do Jerozolimy. Tam też były palmy – i była euforia! Tyle, że zaraz potem nastąpił Wielki Piątek i radosne: Hosanna! – zostało zamienione na: Ukrzyżuj Go! Ci zaś zebrani w Niebie, o których dzisiaj słyszymy – a których jest naprawdę tak bardzo wielu – mogą być pewni, że ich radości i szczęścia już nigdy nikt i nic nie zakłóci. Przez całą wieczność będą śpiewać donośnym głosem: Zbawienie Bogu naszemu, Zasiadającemu na tronie, i Barankowi!

Zanim się tam jednak znaleźli, musieli przejść przez wspomniane uciski i cierpienia, o czym dał świadectwo jeden z przedstawicieli Dworu niebieskiego, w słowach: To ci, którzy przychodzą z wielkiego ucisku, i opłukali swe szaty, i wybielili je we krwi Baranka.

Tak, to ci, do których w najpełniejszym stopniu odnosiło się to osiem razy powtórzone przez Jezusa określenie: Błogosławieni! Słyszeliśmy w Ewangelii, iż są to: ubodzy w duchu; którzy się smucą; cisi; którzy łakną i pragną sprawiedliwości; miłosierni; czystego serca; którzy wprowadzają pokój; którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości; a wreszcie ci, którym ludzie […] urągają i prześladują [ich], i gdy mówią kłamliwie wszystko złe na [nich] z powodu [Jezusa].

Można zatem powiedzieć, że to wszyscy, którym się – by to tak w miarę „zgrabnie” wyrazić – nie za bardzo w życiu ułożyło. I to nie dlatego, że są tacy życiowo niezaradni, ale że po prostu… tak się właśnie ułożyło! Albo – nie ułożyło! Oni jednak pozostali wierni Bogu! I dlatego usłyszeli: Cieszcie się i radujcie, albowiem wielka jest wasza nagroda w Niebie!

Im dzisiaj oddajemy cześć! Tym wszystkim, o których nie wie nikt – poza ich najbliższymi, ale ci najbliżsi właśnie pamiętają i dlatego dzisiaj, i w tych dniach, staną nad ich grobami i pomodlą się za nich, bo pewnie nawet nie wiedzą, że oni już tej modlitwy nie potrzebują, gdyż są w Niebie… Na szczęście, modlitwa ta nie pójdzie na marne – przyda się komuś innemu.

Natomiast stając nad grobami bliskich, rozmawiając o nich w gronie rodziny, wspominając ich – przypomnijmy sobie ich święte życie! I to, czego nas nauczyli – swoim prostym życiem i przykładem swojej codziennej modlitwy, swojej ciężkiej pracy od rana do nocy; swojej cierpliwości w znoszeniu cierpień i krzyży każdego dnia; ale też pogody ducha i jakiejś takiej szczerej radości, z jaką to wszystko przeżywali…

I że się nie poddawali, nie rezygnowali z tego cichego dobra, codziennie wytrwale czynionego; nie załamywali się przeciwnościami – i tym, że często nawet zwykłego „dziękuję” nie usłyszeli za to swoje dobro i poświęcenie. To są właśnie ci ubodzy w duchu, cisi, pokorni, niekiedy łzy ukradkiem wycierający… Ale zawsze tacy stali w swoich przekonaniach i swoich postawach. Błogosławieni! Święci! Nasi Święci – ci z naszych domów, z naszych rodzin, z naszego sąsiedztwa, z tej samej ulicy; ci z którymi kiedyś chodziliśmy do szkoły, z którymi studiowaliśmy; nasi koledzy i koleżanki z pracy.

Prości ludzie, zwyczajni, o których świat nie słyszał i pewnie nie usłyszy – a jednak tam, w Domu Bożym, wszyscy policzeni i zauważeni! To Święty Jan nie był w stanie ich policzyć, kiedy zobaczył tę ogromną rzeszę! Ale dla Boga każda i każdy z tych stu czterdziestu czterech tysięcy opieczętowanych – to odrębna historia, to odrębna rzeczywistość, to odrębna indywidualność, to bezgraniczna miłość, jaką Bóg każdą i każdego z nich otaczał za życia ziemskiego – i których obecnością przy sobie teraz się indywidualnie i „po imieniu” cieszy!

O tej miłości ten sam Święty Jan, którego słyszymy, mówiącego do nas w Ewangelii – tak mówi w drugim czytaniu: Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Świat zaś dlatego nas nie zna, że nie poznał Jego.

Po czym dodaje – mając na uwadze jeszcze tę naszą ziemską, doczesną pielgrzymkę: Umiłowani, obecnie jesteśmy dziećmi Bożymi, ale jeszcze się nie ujawniło, czym będziemy. Wiemy, że gdy się to objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jaki jest. A jak to osiągnąć? Jak do tego dojść? Apostoł podpowiada: Każdy zaś, kto pokłada w Nim nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty.

Tak, Drodzy moi! Trzeba nam totalnie zaufać Jezusowi! Trzeba się z Nim związać – jak to niektórzy mówią – „na Amen”! Czyli – na dobre i na złe! Trzeba wejść z Nim w jak najbliższą i jak najgłębszą, i jak najbardziej intymną relację! I trzeba z Nim związać cały swój los – tak, dokładnie cały swój los, wszystkie swoje sprawy, wszystkie swoje radości i nadzieje, ale też swoje smutki, troski i niepokoje – jak najmocniej związać z Jezusem! I z Nim razem je przeżywać.

Jemu wszystko oddawać, u Niego szukać sił i wsparcia, motywacji i sensu, aby kiedy będzie najciężej, kiedy to życie da się we znaki, kiedy ludzie zawiodą (często nawet najbliżsi!) i kiedy tyle wszystkiego zwali się na głowę, a wokół nagle zabraknie „żywej dusz” – by właśnie wtedy wiedzieć i doświadczyć, że jeszcze jest On! Jezus! I zawsze będzie! I na pewno nie zostawi, nie zawiedzie, nie obrazi się, nie znudzi; nie powie, że już nie ma czasu i musi dokądś tam biec…

I właśnie Święci to ci, którzy tak właśnie związali swój los z Jezusem tu, na ziemi, że Jezus wręcz nie miał innego wyjścia, jak tylko być z nimi już na całą wieczność! Tacy są Święci – normalni, bliscy, prości, otwarci, pogodni, radośni, pełni nadziei; tacy… nasi! I taka jest świętość – droga Ośmiu Błogosławieństw, droga codzienności, ale przeżywanej z Jezusem. Za tę świętość dzisiaj dziękujemy – i o tę świętość dla siebie nawzajem modlimy się całym sercem!

A modlimy się przez wstawiennictwo tych, którym – by się tak wyrazić – już udało się przeżyć to życie doczesne tak, że cieszą się wiecznym. Oni udowadniają, że tak można żyć – i że tak da się żyć! I że tak wręcz należy żyć! Bo świętość – to propozycja i zaproszenie dla wszystkich! Dla każdej i każdego z nas, jak tu dzisiaj jesteśmy, nie wyłączając nikogo! Niech więc nam w tym pomogą!

Żyjmy tak, aby wszyscy wokół, pytając: „Jacy tak naprawdę są świeci?”, mogli – pokazując na nas – powiedzieć: „Właśnie tacy!”

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.