Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu wczorajszym imieniny przeżywał Ksiądz Przemysław Radomyski, Prefekt Wyższego Seminarium Duchownego Diecezji Siedleckiej, mój Poprzednik w funkcji Duszpasterza Akademickiego w Siedlcach. Modlę się o wszelkie dobro dla Solenizanta!
Dzisiaj natomiast urodziny przeżywa Profesor Doktor habilitowany Paweł Bucoń – bardzo bliski Kolega z czasów wspólnej służby ministranckiej w Parafii Chrystusa Miłosiernego, a dziś: Sędzia Sądu Najwyższego, Wykładowca Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, a jednocześnie Nadzwyczajny Szafarz Komunii Świętej, a tak w ogóle – to bardzo dobry i bliski mi Człowiek. Dziękując za wszelkie dobro i życzliwość z Jego strony, życzę wszelkiego Bożego błogosławieństwa, zapewniając o modlitwie!
A za wczorajsze słówko z Syberii bardzo dziękuję Księdzu Markowi. Za rozważanie Bożego słowa, które naprawdę skłania do głębokiej refleksji. Za solidne, konkretne odniesienie do kolejnych wersetów z obu czytań z bardzo rzetelnym przełożeniem tego na życiowe konkrety. I za te trafiające do serca i przenikające serca pytania, jakie mamy skierować do swego sumienia, a które to pytania są zawsze bardzo mocną stroną rozważań Księdza Marka.
Dziękuję także za relację – słowną i fotograficzną – z ostatnich wydarzeń w Parafii w Surgucie!
Natomiast do tego, co pojawiło się we wczorajszym słowie wstępnym – odniosę się jutro. Ale już dzisiaj – wielkie dzięki!
Z kolei, Proboszczowi Parafii Świętego Jana Kantego, Księdzu Kanonikowi Bogdanowi Zagórskiemu, naszej Najdostojniejszej Eminencji – oraz całej Ekipie duszpasterskiej – dziękuję za możliwość wczorajszego koncelebrowania Mszy Świętej i doświadczenia wspaniałej kapłańskiej Wspólnoty!
Drodzy moi, nie sposób przemilczeć tego, co stało się w Polsce wczorajszego wieczoru i w nocy. Kiedy zapadł zmrok – bandyci napadli. Tak to ktoś skomentował wczoraj: bandyci napadają pod osłoną mroku.
I teraz można by mnożyć słowa, pisząc o bezprawiu, przestępstwie, bandyctwie, bezczelności – i wszystko będzie prawdą! Zresztą, przez całą noc nic innego się nie dzieje, jak właśnie mnożenie słów. Ale to naprawdę nie ma sensu.
I nie ma sensu – przepraszam za być może szokujące stwierdzenia – modlitwa za Ojczyznę, na zasadzie: „Boże, rozwiąż nam problem!” Nie! To my mamy go rozwiązać! POLACY MUSZĄ SIĘ WRESZCIE PRZEBUDZIĆ I WZIĄĆ POLSKIE SPRAWY W SWOJE RĘCE! Przecież to nie pierwszy tak otwarcie i bezczelnie łamiący wszelkie prawa przemocowy akt tej władzy! Siłowe przejęcie mediów, prokuratury i wiele innych działań, zrealizowanych na zasadzie: „I co nam zrobicie? My mamy siłę wojska i policji!” – rozeszło się „po kościach”. Przemocowo przejęte media nadal funkcjonują i politycy wszystkich opcji chodzą tam na wywiady, a nielegalna prokuratura wzywa na przesłuchania i aresztuje, kogo sobie zachce. I cóż Polacy na to?
A no – nic! Trzydzieści procent poparcia dla tej władzy i nienaruszalna pozycja lidera we wszystkich sondażach, przez cały czas jej „rządzenia”.
Jeżeli teraz tak samo wszystko się skończy, to znaczy, że Polacy nie zasługują na wolność. I może trzeba jakiegoś naprawdę dramatycznego doświadczenia, aby się wreszcie wszyscy przebudzili.
I właśnie o to przebudzenie trzeba nam się modlić! O nic więcej! Bo Pan już tak wiele nam, Polakom, dał na przestrzeni wieków, że to trudno zliczyć. Tylko my te dary lekkomyślnie marnujemy! Czas oprzytomnieć i wziąć się do roboty! I zacząć trzeźwo myśleć – i odpowiedzialnie działać!
Ja dzisiaj pozdrawiam Was z Lublina, skąd w miarę sprawnie przejadę do Siedlec, gdzie o 13:00 odprawię Mszę Świętą, na prośbę grupy Znajomych, która już kilka razy prosiła o odprawienie Mszy Świętych – w swoich intencjach – w naszym Duszpasterstwie.
Potem zaś – już zostaję w Siedlcach.
Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim bardzo osobistym i konkretnym przesłaniem zwraca się właśnie do mnie? Duchu Święty, tchnij!
Niech Was błogosław Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Sobota 30 Tygodnia zwykłego, rok II,
31 października 2026.,
do czytań: Flp 1,18b–26; Łk 14,1.7–11
CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO FILIPIAN:
Bracia: Że na wszelki sposób rozgłasza się Chrystusa, z tego się cieszę i będę się cieszył. Wiem bowiem, że to mi wyjdzie na zbawienie dzięki waszej modlitwie i pomocy, udzielanej przez Ducha Jezusa Chrystusa, zgodnie z gorącym oczekiwaniem i nadzieją moją, że w niczym nie doznam zawodu. Lecz jak zawsze, tak i teraz, z całą swobodą i jawnością Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć.
Dla mnie bowiem żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele, to dla mnie owocna praca. Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele to bardziej dla was konieczne.
A ufny w to wiem, że pozostanę i to pozostanę nadal dla was wszystkich, dla waszego postępu i radości w wierze, aby rosła wasza duma w Chrystusie przeze mnie, przez moją ponowną obecność u was.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. Opowiedział wówczas zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich:
„Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: «Ustąp temu miejsca». I musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: «Przyjacielu, przesiądź się wyżej». I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników.
Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”.
Dylemat, jaki dzisiaj Paweł Apostoł wewnętrznie przeżywa, a jaki wyraża w słowach: Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć – nie jest tylko jego dylematem i nie jest związany tylko z tą określoną sytuacją, jaką sam opisał. A jaka to sytuacja?
A no taka, że po wielu już latach apostolskiej posługi mógłby już odejść do Pana po zasłużoną nagrodę. Bo wie, że – pomimo burzliwej i niechlubnej przeszłości – swoją gorliwą pracą po prostu na nią „zasłużył”. Bierzemy w cudzysłów słowo: „zasłużył”, bo doskonale wiemy, że człowiek nigdy nie jest w stanie sam z siebie zasłużyć na tak wielkie szczęście, jak radość Nieba, gdyż jest to nade wszystko dar Boży! Ważne jest jednak – i konieczne – współdziałanie człowieka, współpraca z łaską Bożą, oddanie siebie do dyspozycji Pana.
I tego właśnie Paweł jest świadom – że tak postępował. Dlatego wierzy, że nagroda w Niebie już na niego czeka. Ale czy może już odejść i zostawić uczniów, prowadzących ciężkie duchowe boje ze swoimi słabościami i wszelkimi innymi trudnościami wewnętrznymi, i prześladowaniami zewnętrznymi?… Zwłaszcza, że ich chrześcijańska postawa dopiero się kształtuje i dopiero – by się tak wyrazić – uczą się oni Chrystusa i uczą się Kościoła, wchodząc w tę nową rzeczywistość?…
Stąd jego rozterki wyrażone w słowach: Lecz jak zawsze, tak i teraz, z całą swobodą i jawnością Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk. Jeśli bowiem żyć w ciele, to dla mnie owocna praca. Co mam wybrać? Nie umiem powiedzieć. Z dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść i być z Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele to bardziej dla was konieczne.
I takie oto rozwiązanie widzi na ten moment: A ufny w to wiem, że pozostanę i to pozostanę nadal dla was wszystkich, dla waszego postępu i radości w wierze, aby rosła wasza duma w Chrystusie przeze mnie, przez moją ponowną obecność u was.
Wiemy, że słowa te pisane były w warunkach uwięzienia – jednego z wielu, w trakcie całej jego apostolskiej działalności. I wiemy, że wtedy te jego przewidywania i pragnienia się spełniły: wrócił do swoich uczniów. Pan sam pomógł mu rozwiązać ten dylemat, który zrodził się w jego sercu. Natomiast nie bez znaczenia w tym wszystkim było jego osobiste nastawienie. On po prostu wiedział, że jest potrzebny swoim uczniom, że oni są jeszcze tacy nieutwierdzeni w wierze, tak dużo ma jeszcze do zrobienia. I chciał – w związku z tym – z nimi jeszcze pozostać.
Bo przecież możemy sobie wyobrazić sytuację, w której co prawda wyszedłby z więzienia, ale powiedziałby: „Nie, mi już wystarczy, nie dam rady! Już tyle Was nauczyłem, więc sobie poradzicie, a ja jestem już zmęczony i należy mi się coś z życia, jakiś odpoczynek. Albo może już nawet sił nie mam, żeby dalej się „szarpać” i narażać na prześladowania, chłosty, więzienia… A i przeróżne Wasze postawy i zachowania, kiedy nie chcieliście zrozumieć, co do nich mówi, albo w ogóle nie chcieliście słuchać!” Takie stanowisko mógł przyjąć.
Ale nie przyjął. Otworzył się na decyzję samego Jezusa i powrócił do uczniów. Został z nimi – bo «to bardziej dla nich konieczne». I podjął dalszą owocną pracę – sam tak o niej napisał.
Na co na pewno powinniśmy zwrócić uwagę w tej postawie Apostoła i czego możemy się z niej nauczyć, to całkowita dyspozycyjność wobec Jezusa i zgoda się podjęcie zadań, jakie ma jeszcze do zrealizowania. Ale też: dokonanie przez niego samego koniecznego wyboru – bez czekania z założonymi rękami na jakiś szczególny znak z Nieba. I chociaż okoliczności ułożyły się tak, a nie inaczej, to jednak z jego wypowiedzi jasno wynika, że to on sam podjął taką decyzję: on chciał jeszcze zostać z uczniami. A Pan tylko to potwierdził i pomógł mu ją zrealizować.
I tego mamy się uczyć od Pawła: mamy podejmować osobiste decyzje i dokonywać moralnych wyborów – i brać za nie odpowiedzialność. Pan nam zawsze i we wszystkim pomoże, ale o naszym życiu za nas nie zadecyduje. To są nasze decyzje. Jesteśmy wolnymi ludźmi – takimi nas Bóg powołał do życia. Ze wszystkimi tego konsekwencjami! Także tymi, że możemy się od swego Boga odwrócić! I wielu – niestety – korzysta w tej możliwości. Ale fakt obdarowania nas wolnością jest znakiem wielkiej miłości Boga do nas i zaufania, jakim nas obdarzył. Mamy z niej korzystać – w sposób odpowiedzialny. To jednak wiąże się z koniecznością trzeźwego myślenia. I myślenia nie tylko o sobie, ale i o dobru drugiego.
W jakiś sposób o tym właśnie mówi Jezus w dzisiejszej Ewangelii, w słowach: Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: «Ustąp temu miejsca». I musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: «Przyjacielu, przesiądź się wyżej». I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników.
Otóż, właśnie! Kiedy człowiek trzeźwo pomyśli o tym, że trzeba się jakoś godnie zachować na takim spotkaniu i pomyśli o innych, zostawiając im lepsze miejsca, wówczas dozna miłego zaskoczenia. Ale kiedy nie pomyśli trzeźwo i tylko o sobie, wówczas… Wiemy, co będzie.
Drodzy, módlmy się dzisiaj dla siebie nawzajem o umiejętność i odwagę codziennego mądrego odpowiadania na pytanie: CO MAM WYBRAĆ? Od tych drobnych, codziennych decyzji – i od tych bardziej generalnych, dotyczących wyboru drogi życiowego powołania czy innych, ważnych spraw – zależy kształt naszego życia. Doczesnego – i wiecznego!
Dlatego udzielając takowych odpowiedzi – módlmy się o światło Ducha Świętego i myślmy trzeźwo! I nie tylko o sobie…
