Walcząc przeciwko grzechowi…

W
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, pozdrawiam już z Lublina, a za chwilę wyjeżdżam do Miastkowa. Bogu dziękuję za ten naprawdę piękny tydzień w Szklarskiej Porębie.
        A oto dzisiaj, w Olsztynie, sakramentalny związek małżeński zawrze mój Brat stryjeczny, Kamil Jaśkowski i Paulina Stasieło. Niech Pan, który swoją obecnością zaszczycił i w jakimś sensie uratował Małżonków w Kanie Galilejskiej, będzie stale obecny w życiu nowych Małżonków.
         Moi Drodzy, Pielgrzymi Podlascy dzisiaj, od wczesnych godzin rannych, wchodzą na Jasną Górę. Niech Pan sam pomnoży wszelkie dobre owoce tegorocznego pielgrzymowania.
          Z takich jeszcze ważnych informacji, to dzisiaj Ksiądz Marek przez cały dzień będzie głosił słowo Boże w naszej rodzinnej Parafii – Chrystusa Miłosiernego w Białej Podlaskiej. Gdyby ktoś znajdował się w pobliżu, to bardzo zachęcam do uczestnictwa we Mszy Świętej w tymże Sanktuarium.
        Życzę Wszystkim błogosławionego dnia. Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
                                 Gaudium et spes!  Ks. Jacek

20
Niedziela zwykła, C,
do
czytań:
Jr
38,4–6.8–10;
Hbr
12,1–4;
Łk
12,49–53
CZYTANIE
Z KSIĘGI PROROKA JEREMIASZA:
W
czasie oblężenia Jerozolimy przywódcy, którzy trzymali Jeremiasza
w więzieniu, powiedzieli do króla: „Niech umrze ten człowiek, bo
naprawdę obezwładnia on ręce żołnierzy, którzy pozostali w tym
mieście, i ręce całego ludu, gdy mówi do nich podobne słowa.
Człowiek ten nie szuka przecież pomyślności dla tego ludu, lecz
nieszczęścia!”
Król
Sedecjasz odrzekł: „Oto jest w waszych rękach!” Nie mógł
bowiem król nic uczynić przeciw nim. Wzięli więc Jeremiasza i
wtrącili go, spuszczając na linach, do cysterny Malkiasza, syna
królewskiego, która się znajdowała na dziedzińcu wartowni. W
cysternie zaś nie było wody, lecz błoto; zanurzył się więc
Jeremiasz w błocie.
Ebedmelek
wyszedł z domu królewskiego i rzekł do króla: „Panie mój,
królu! Ci ludzie postąpili źle we wszystkim, co uczynili prorokowi
Jeremiaszowi, wrzucając go do cysterny. Przecież umrze z głodu w
tym miejscu, zwłaszcza że nie ma już chleba w mieście!”
Rozkazał
król Kuszycie Ebedmelekowi: „Weź sobie stąd trzech ludzi i
wyciągnij proroka Jeremiasza z cysterny, zanim umrze!”
CZYTANIE
Z LISTU DO HEBRAJCZYKÓW:
Bracia:
Mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki
ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi,
winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na
Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to
zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie
bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga.
Zastanawiajcie
się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką
wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani
na duchu. Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi,
walcząc przeciw grzechowi.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus
powiedział do swoich uczniów: „Przyszedłem rzucić ogień na
ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął! Chrzest
mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.
Czy
myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam,
lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym
domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec
przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka
przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw
teściowej”.
Złośliwi
i pełni nienawiści przywódcy ludu oraz chwiejny w swych
postanowieniach król – oto realia, w jakich spełniał swą
posługę Prorok Jeremiasz. Dzisiaj słyszymy, że wtrącono go do
więzienia,
a następnie zanurzono w cysternie pełnej błota,
jednak zakończenie czytania jest optymistyczne, bo król postanowił
uratować Proroka przed śmiercią.
To
jednak w niczym nie zmienia owych dramatycznych okoliczności, w
jakich dokonywało się pełnienie przez Jeremiasza jego służby.
Oczywiście, te dramatyczne okoliczności najczęściej wynikały z
oporu i złośliwości ludzi,
którym nie w smak było przyjmować
prorockie upomnienia, a już tym bardziej – stosować się do nich.

To
bowiem wymagałoby radykalnego opowiedzenia się po stronie Boga
i – tym samym – radykalnej przemiany życia, czyli zmiany
myślenia, a to nigdy nie jest łatwe. Dlatego tak bardzo tępiono
Proroka, który właśnie był znakiem radykalnego
i jednoznacznego trwania przy Bożym Prawie.
A
o tym, jak jest to trudne, przekonuje nas również dzisiejsza
Ewangelia, w której Jezus wypowiada słowa, mogące nas w pierwszym
odruchu zszokować: Czy
myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadam wam,
lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym
domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec
przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka
przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej.

I
o ile – z różnych względów – łatwiej nam uwierzyć w
prawdziwość ostatnich słów, mówiących o napięciu w relacjach
teściowej z synową, to już całość tej wypowiedzi Jezusa
może szokować. Zwłaszcza, jeśli się weźmie pod uwagę, że
wypowiada ją właśnie Jezus, którego określamy mianem Księcia
Pokoju
i który tak często litował się nad człowiekiem,
pomagając mu na różne sposoby.
Oczywiście,
nas te słowa już aż tak bardzo nie szokują, bo nie
pierwszy raz je słyszymy i dobrze wiemy, że Jezusowi tak naprawdę
nie chodziło o to, aby wprowadzać konflikt pomiędzy ludzi, ale w
ten sposób zapowiedział On niejako nieuchronność tego
konfliktu,
który może nastąpić, a nawet na pewno nastąpi,
kiedy ludzie będą musieli opowiedzieć się albo za Nim – albo
przeciwko Niemu.
Mamy
więc – w jakimś sensie – odzwierciedlenie problemu,
zarysowanego już w pierwszym czytaniu, a polegającego na zderzeniu
się dwóch zupełnie różnych postaw:
postawy jednoznacznego
opowiedzenia się po stronie Boga – i postawy przeciwnej.
Naturalnie,
nie odkryjemy żadnej tajemnicy, jeśli powiemy, że Jezusowi
najbardziej zależy na tym, abyśmy przyjęli
pierwszą z tychże postaw,
czyli
radykalną wierność Bożym zasadom. Po tej linii idzie zresztą
zachęta, jaką Autor Listu do Hebrajczyków wyraził w drugim
czytaniu, w tych oto słowach: Mając
dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki
ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi,
winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. Patrzmy na
Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala. On to
zamiast radości, którą Mu obiecywano, przecierpiał krzyż, nie
bacząc na jego hańbę, i zasiadł po prawicy tronu Boga.
Także
w dzisiejszej Ewangelii słyszymy Jezusa, mówiącego: Przyszedłem
rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już
zapłonął! Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się
to stanie.

Cóż
oznaczają te słowa? O jakim chrzcie Jezus mówi?
Wiemy,
że chodzi o Jego
Mękę, Śmierć i Zmartwychwstanie,

poprzez które miał dokonać zbawienia człowieka. Ta wypowiedź już
naprawdę szokuje, bo pokazuje, iż Jezus
pragnie, a wręcz oczekuje cierpienia!

A dzieje się tak nie
dlatego, że jest jakimś masochistą,

ale dlatego, że bezgraniczna miłość, jaką pała do człowieka,
każe Mu jak
najszybciej dokonać jego zbawienia!

Stąd to Jezusowe pragnienie wypełnienia zadania, z jakim przyszedł na
ziemię.
A
to, moi Drodzy, jest z całą pewnością mocnym potwierdzeniem
radykalizmu
w postawie Jezusa.

On się nie zastanawia, czy wypełniać
wolę Bożą,
czy
nie;

a jeśli tak, to czy od razu, czy może później; i czy
podejmować się tego wszystkiego, co miało na Niego przyjść i co
miało Go naprawdę dużo kosztować. Jezus jest absolutnie
zdecydowany oddać życie

za to, aby człowieka zbawić.
W
tym kontekście na pewno dają do myślenia słowa, jakie Autor Listu
do Hebrajczyków wypowiedział w drugim czytaniu, kierując je do nas
wszystkich:
Zastanawiajcie
się więc nad Tym, który ze strony grzeszników taką wielką
wycierpiał wrogość przeciw sobie, abyście nie ustawali, złamani
na duchu. Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi,
walcząc przeciw grzechowi.
Otóż
właśnie, my chyba naprawdę
tak nie walczymy

z pokusami do grzechu. Raczej
im ulegamy

– niestety – i łatwo
dopuszczamy
grzech do siebie. Także być może dlatego, że zawsze
mamy możliwość z tego grzechu się wyspowiadać,
o
czym wiemy już od dziecka i z której to możliwości korzystamy.
Dlatego
kiedy
staniemy
w obliczu jakiejś trudności i trzeba
nam
będzie
mocniej
się wysilić,

aby opowiedzieć
się
po stronie Jezusa i Jego zasad, to raczej już to sobie – mówiąc
kolokwialnie – „odpuścimy”
i
nie będziemy się aż tak bardzo opierać pokusom;
myśląc
sobie w takim momencie: „Trudno, co
już będzie, to będzie; a najwyżej potem się z tego wyspowiadam”…

Na
tej zasadzie „odpuszczamy” sobie
– pod byle pretekstem – chociażby uczestnictwo we Mszy Świętej
niedzielnej: a to z powodu przemęczenia całym tygodniem, a to z
powodu wizyty gości, a to z powodu tego, a to tamtego… A ileż to
razy idziemy
na kompromis ze złem

w innych kwestiach, jak chociażby wspólnego zamieszkania osób,
które nie są małżonkami; jak łatwo
ulegamy pokusie

innych nieczystych zachowań, jak
chociażby
– pokusie pornografii i nieczystych myśli.
Nie
powstrzymujemy się także

przed wyniesieniem z pracy tego i owego, bez
większych oporów
ulegamy
też
pokusie
spóźniania się do pracy, albo na Mszę Świętą, byle
jak
wypełniamy dane słowo;
bardzo
łatwo usprawiedliwiamy
nierzetelne
wypełnianie swoich obowiązków, na skróty i – jak się zwykło
mówić – „po łebkach”… Niemalże wcale
nie podejmujemy także walki

z grzechami języka, dość
łatwo ulegając pokusie przeklinania, albo obmawiania innych;
chętnie
też i łatwo ubarwiamy
swoje

wypowiedzi,
czyli – mówiąc krótko – kłamiemy, aby korzystniej
wypaść w oczach ludzi… I jeszcze wiele innych błędów i
grzechów moglibyśmy tu wymieniać, ale przecież
nie o to tu zasadniczo chodzi.
Chodzi
natomiast o taką
naszą
postawę, którą
często wyrażamy w stwierdzeniach, w stylu: „Ja
to właściwie nie mam grzechów, najwyżej takie
zwykłe,
codzienne,
jak każdy”…

I w duchu takiego przekonania, nie podejmujemy walki z przywarami i
grzechami, tylko po
wyspowiadaniu się – spokojnie do nich powracamy,

jak gdyby nigdy nic… I okazuje się, że nawet pomimo
systematycznej Spowiedzi, my wcale
nie dźwigamy się z naszych słabości,

a wręcz brniemy w nie coraz bardziej. Ot, paradoks! Dlaczego tak się
dzieje?
A
właśnie dlatego, że wielu z nas traktuje Spowiedź jako coś w
rodzaju wyrzucenia
śmieci z kosza do kontenera

po to, aby móc nadal swobodnie wrzucać nowe śmieci. Czyli –
czytaj: nadal
spokojnie
grzeszyć!

I
nie podejmować żadnej
walki z pokusami,

żadnej próby pokonania swoich
złych przyzwyczajeń. Kiedy
przyjdzie pokusa, choćby taka niezbyt duża, my sobie – jak
już było wspomniane – myślimy:
„Trudno, najwyżej się wyspowiadam”… I to już wystarczy, aby
poddać
się bez walki.

Trudno
jeszcze,
co prawda,
w tej sytuacji mówić o
grzechu przeciwko Duchowi Świętemu,

a konkretnie: o
grzechu
zuchwałości,
bo
zwykle nie ma w tym naszej złej woli i złego wewnętrznego
nastawienia. Natomiast na pewno musimy mówić o jakiejś
niefrasobliwości,
dość poważnej lekkomyślności

w traktowaniu spraw bardzo poważnych!
Dlatego
kiedy dzisiaj słyszymy Autora biblijnego, gdy mówi: Jeszcze
nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw
grzechowi,
to
musimy przyznać, że nie tylko 
do przelewu krwi,

ale w
ogóle nie za bardzo

walczymy
przeciwko grzechowi.
I dlatego
już czas
najwyższy
zacząć!

Nie możemy bowiem zapomnieć, że w sprawach wiary i jej rozwoju nie
ma czegoś takiego, jak stał stały,

czyli poziom, który się osiągnęło i już można się tylko z
niego cieszyć.
Ponieważ każdy
dzień,
a
wręcz każda

godzina niesie ze sobą nasze nowe słowa i myśli, nasze wybory
moralne i uczynki, które są albo dobre, albo złe, przeto nie
ma czegoś takiego,

jak
ustabilizowany stan stały.

Nasza
sytuacja moralna jest dynamiczna.
A
z tego wynika prosty wniosek, że w momencie, kiedy zatrzymuje
się
duchowy
rozwój,
zaczyna się cofanie,
regres,
uwstecznianie – tak obrazowo mówiąc. I
stąd ta wspomniana już paradoksalna, a wręcz dziwaczna sytuacja,
że ktoś spowiada
się systematycznie, a w swoim postępowaniu jest coraz gorszy!

Kochani,
powiedzmy to zatem dzisiaj bardzo wyraźnie: nie
wystarczy się wyspowiadać,

chociaż Spowiedź systematyczna i solidnie przygotowana jest
konieczna i nie da się jej niczym zastąpić. Spowiedź
musi łączyć się z bardzo kon
kretną
pracą nad sobą,
z
odsuwaniem od siebie i pokonywaniem wszelkich pokus do grzechu; z
podejmowaniem i realizacją odważnych postanowień – tego
wszystkiego nie może zabraknąć! I
tego nikt za nas nie zrobi!
Kochani,
obecny czas szczególnie domaga się od nas chrześcijańskiego
radykalizmu,

czyli tego, żebyśmy byli prawdziwymi chrześcijanami, a nie tylko
bawili
się w chrześcijaństwo i udawali wierzących.

A to konkretnie oznacza, że wreszcie solidnie zabierzemy się za
osobistą, sumienną i konsekwentnie prowadzoną walkę
z grzechem – i wszelką pokusą do grzechu.
Bez
względu na to, co powie na to nasze otoczenie, nawet najbliższe!
Bo
już dość
upodobania sobie we własnych grzechach

i przyzwyczajenia się do nich! Dość także doszukiwania się
grzechów jedynie u
innych, a nigdy u siebie.

Grzech
nigdy nie może się nam podobać. Grzech
nigdy nie może być „fajny”,

chociaż bardzo często taki się wydaje. Grzech – to zło, to
obrzydliwy brud, to koszmar!
Z
grzechem można tylko
walczyć,

tylko go pokonywać! A najlepiej – w ogóle go unikać.
Radykalnie!
Niemalże
– aż do przelewu krwi!

2 komentarze

  • Duchowy rozwój potrzebuje ćwiczenia się w trzech najprzedniejszych uczynkach. Dlatego jednym z najważniejszych przesłań orędzia fatimskiego jest pokuta. Dobrowolnie przyjęta pokuta nie tylko nas chroni od upadku, ale też i innych za których jest ofiarowana.

    Dasiek

    • Nie tylko w trzech najprzedniejszych uczynkach, ale i w trzech cnotach Boskich, i w kilku jeszcze innych duchowych sprawnościach. Pozdrawiam serdecznie! Ks. Jacek

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.