Jedli do sytości…

J

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu wczorajszym urodziny przeżywała Iwona Zagubień, bardzo życzliwa Osoba, z którą współpracowałem w czasie mojej posługi w Celestynowie, w Diecezji warszawsko – praskiej. Życzę Jubilatce Bożego błogosławieństwa, o które będę się dla Niej modlił!

Dziękujemy Siostrze Joannie za wczorajsze słówko z Syberii – za to słówko pisane, podejmujące tyle różnych ważnych wątków. A Księdzu Markowi – za słówko mówione, a nim: wskazania, jak odpowiednio troszczyć się o Chorych. Modlitwą wspieramy wszelkie działania duszpasterskie w Parafii w Surgucie, a tak szczególnie modlimy się o powrót do zdrowia naszych drogich Sióstr.

Jeśli idzie o modlitwę za Chorych, to wczoraj powierzałem Ich Bogu w Parafii w Łuzkach, gdzie w tych dniach zastępuję Księdza Proboszcza Tomasza Radczuka – we Mszy Świętej wieczorowej, połączonej z Sakramentem Namaszczenia.

A dzisiaj – na prośbę Osób, zjednoczonych w Duszpasterstwie Niewidomych, za które jestem odpowiedzialny – w naszym Ośrodku, o godzinie 12:00, będę także sprawował Mszę Świętą w intencji Chorych, także połączoną z Sakramentem Namaszczenia.

Niech jednak troska o Chorych – jak mówił Ksiądz Marek – nie tylko w tych dniach, ale zawsze przepełnia nasze sercach.

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Co konkretnie mówi dziś do nas Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się do mnie osobiście? Duchu Święty, przyjdź, prosimy – i rozjaśnij serca i umysły!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 5 Tygodnia zwykłego, rok II,

12 lutego 2022.,

do czytań: 1 Krl 12,26–32;13,33–34; Mk 8,1–10

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI KRÓLEWSKIEJ:

Jeroboam pomyślał sobie tak: „W tych warunkach władza królewska może powrócić do rodu Dawida, bo jeżeli ten lud będzie chodził na składanie ofiar do świątyni Pana, to zechce wrócić do swego pana, Roboama, króla Judy, i wskutek tego mogą mnie zabić i wrócić do króla Judy, Roboama”.

Dlatego po zastanowieniu się król sporządził dwa złote cielce i ogłosił ludowi: „Zbyteczne jest, abyście chodzili do Jerozolimy. Izraelu, oto Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej”. Postawił zatem jednego w Betel, a drugiego umieścił w Dan. To oczywiście doprowadziło do grzechu, bo lud poszedł do jednego do Betel i do drugiego aż do Dan.

Ponadto urządził przybytki na wyżynach oraz mianował spośród zwykłego ludu kapłanów, którzy nie byli lewitami. Następnie Jeroboam ustanowił święto w ósmym miesiącu, piętnastego dnia tego miesiąca, naśladując święto obchodzone w Judzie, oraz sam przystąpił do ołtarza. Tak uczynił w Betel, składając krwawą ofiarę cielcom, które sporządził, i ustanowił w Betel kapłanów wyżyn, które urządził.

Jeroboam nie zawrócił ze swej złej drogi. Lecz przeciwnie, mianował kapłanów wyżyn spośród zwykłego ludu. Kto tylko chciał, tego wprowadzał na urząd, tak iż stawał się kapłanem wyżyn. Takie postępowanie stało się dla rodu Jeroboama sposobnością do grzechu i powodem usunięcia go i zgładzenia z powierzchni ziemi.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Gdy znowu wielki tłum był z Jezusem i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: „Żal mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka”.

Odpowiedzieli uczniowie: „Skąd tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem?”

Zapytał ich: „Ile macie chlebów?”

Odpowiedzieli: „Siedem”.

I polecił ludowi usiąść na ziemi. A wziąwszy te siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je rozdzielali. I rozdali tłumowi. Mieli też kilka rybek. I nad tymi odmówił błogosławieństwo i polecił je rozdać.

Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów. Było zaś około czterech tysięcy ludzi. Potem ich odprawił.

Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przybył w okolice Dalmanuty.

Pierwsze czytanie – jak to jest już od kilku dni: będące kolejnym fragmentem Pierwszej Księgi Królewskiej – przedstawia nam sytuację narodu wybranego po śmierci króla Salomona. Jak widzimy, spełniła się – niestety – Boża przestroga, że królestwo zostanie podzielone. Cały zatem trud, jaki król Dawid włożył w jego jednoczenie, został przez jego syna zniweczony.

Na szczęście, Bóg nie pozwolił, by został zniweczony całkowicie, bo słyszeliśmy w poprzednich dniach, iż pomimo tego, że Salomon odwrócił swe serce od Boga, to jednak Bóg okazał mu dużo łaskawości i cierpliwości – właśnie ze względu na pamięć o Dawidzie. Tak więc, piękna postawa tego ostatniego – w oczach Bożych miała takie znaczenie, że nawet następcom wysługiwała pewne względy.

Jednak arogancja i bezmyślność Salomona nie mogły pozostać zupełnie bezkarne. Tym bardziej, że przecież Bóg obdarzył go tyloma darami, a szczególnie – o co sam Salomon prosił – darem wyjątkowej wprost mądrości. Dlatego tak trudno zrozumieć, że po pewnym czasie bardzo pomyślnych i błogosławionych przez Boga rządów – popadł w pychę i od Boga się odwrócił.

Niestety, skutkiem tego był podział królestwa na dwie części: część północną, której królem – jak dziś słyszymy – był Jeroboam, oraz południową, której królem był Roboam, syn Salomona. Jerozolima znajdowała się w części południowej. A w Jerozolimie znajdowała się świątynia, do której pielgrzymował cały naród, aby oddawać cześć Bogu.

I właśnie w tym fakcie przewrotny król Jeroboam widział zagrożenie dla swojej władzy. Myślał sobie bowiem: W tych warunkach władza królewska może powrócić do rodu Dawida, bo jeżeli ten lud będzie chodził na składanie ofiar do świątyni Pana, to zechce wrócić do swego pana, Roboama, króla Judy, i wskutek tego mogą mnie zabić i wrócić do króla Judy, Roboama.

W sumie, to bardzo logiczne rozumowanie. Skoro bowiem lud będzie chodził do Jerozolimy, aby w świątyni oddawać cześć Bogu, to tylko patrzeć, jak tam zacznie kierować swoje sympatie i może zechce ponownego zjednoczenia królestwa. Dlatego po zastanowieniu się król [Jeroboam] sporządził dwa złote cielce i ogłosił ludowi: „Zbyteczne jest, abyście chodzili do Jerozolimy. Izraelu, oto Bóg twój, który cię wyprowadził z ziemi egipskiej”. Postawił zatem jednego w Betel, a drugiego umieścił w Dan. To oczywiście doprowadziło do grzechu, bo lud poszedł do jednego do Betel i do drugiego aż do Dan.

A do tego wszystkiego jeszcze, Jeroboam urządził przybytki na wyżynach oraz mianował spośród zwykłego ludu kapłanów, którzy nie byli lewitami. Następnie Jeroboam ustanowił święto w ósmym miesiącu, piętnastego dnia tego miesiąca, naśladując święto obchodzone w Judzie, oraz sam przystąpił do ołtarza. Tak uczynił w Betel, składając krwawą ofiarę cielcom, które sporządził, i ustanowił w Betel kapłanów wyżyn, które urządził.

My może dzisiaj dokładnie nie rozumiemy tych czynności, bowiem różnią się one od naszej liturgii i naszych praktyk religijnych, ale zapewne dostrzegamy w opisie Autora biblijnego wyraźne sugestie, że Jeroboam robił wszystko zupełnie inaczej, aniżeli Bóg polecił w swoim Prawie. Dla utrzymania władzy i swojej pozycji u poddanych odważył się sprzeciwić Bogu i urządzić kult religijny według własnego widzimisię. To bardzo poważne zlekceważenie Boga i Jego Prawa, dlatego trudno się dziwić, iż Bóg nie przyjął takiej ofiary, dając tego wyraźne znaki, o czym można przeczytać w dalszej części Pierwszej Księgi Królewskiej.

Natomiast my dzisiaj przyglądamy się postawie człowieka, który tak bardzo, wręcz za wszelką cenę, chciał utrzymać swe ziemskie panowanie i powodzenia, że dla niego poświęcił swoje relacje z Bogiem. Dla ocalenia stanowiska ziemskiego władcy pogardził wiecznym Władcą.

Niestety, na tym nie wygrał, bo kiedy zabrakło Bożego błogosławieństwa, zaczęły spadać na niego rozliczne nieszczęścia, dotykające zarówno jego samego, jak i jego rodziny, a wreszcie także poddanych. Nigdy bowiem człowiek nie zbuduje szczęścia – także tego doczesnego – bez Boga. Nie mówiąc już o szczęściu wiecznym.

Jakoś to dobrze przeczuwali – w prostocie swoich serc – ludzie zgromadzeni dziś przy Jezusie, trwający przy Nim od trzech dni i słuchający Jego nauczania. Tak się zasłuchali i tak im było przy Jezusie dobrze, że w ogóle nie pomyśleli o tym, iż zapasy żywności im się wyczerpują i że mogą odczuć głód.

Na szczęście, Jezus o tym pomyślał. I dał im chleb… Tak po prostu… Można powiedzieć, że wprost z Nieba, bo to do Nieba właśnie wzniósł ręce z geście błogosławieństwa – i tych kilka chlebów, i kilka rybek, które ktoś przyniósł, tak cudownie rozmnożył, że nakarmił cztery tysiące ludzi.

Podkreślmy jeszcze raz: ludzie ci wcale nie myśleli o sprawach doczesnych, w tym – o jednej z najważniejszych, jaką jest odżywianie się. Tak przejęli się sprawami Bożymi, sprawami wiecznymi. Dlatego to sam Jezus zatroszczył się o ich doczesne potrzeby. Można więc powiedzieć, że podwójnie na tym zyskali, bo i ubogacili się duchowo, i głodni nie odeszli.

A człowiek, który tak bezwzględnie zabiegał o sprawy doczesne, ziemskie, poświęcając dla nich sprawy Boże – stracił i jedno, i drugie.

Warto więc zaufać Bogu – także w tych sprawach doczesnych, zwyczajnych, codziennych… Oczywiście, tu nie chodzi o jakąś bezczynność, czy lekkomyślność, polegającą na tym, że nic nie będę robił wokół swego utrzymania, bo i tak mi wszystko spadnie z nieba. Albo nie będę starał się o wykształcenie, czy zdobywanie doświadczenia w pracy, bo to i tak nie ma sensu. Będę się tylko godzinami modlił i przesiadywał w kościele. Nie, to nie o to chodzi!

Jak najbardziej, trzeba się zatroszczyć o swoje utrzymanie, i o wykształcenie, i o rozwój swoich talentów, i o budowanie swojej pozycji, swego autorytetu w otoczeniu. To nie jest niczym złym, to jest wręcz czymś dobrym i potrzebnym – o ile tylko nie jest budowaniem własnego królestwa, oderwanego od Boga, lub tworzonego wbrew Bogu,pomnażaniem chwały królestwa Bożego.

Jeżeli wszystko w swoim życiu osiągam we współpracy z Bogiem i na Jego chwałę, to i sam na tym bardzo dużo zyskam. Już Bóg się o to zatroszczy…

Dodaj komentarz

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.