Znaki rozpoznawcze chrześcijanina

Z

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym rocznicę święceń kapłańskich przeżywa mój Przyjaciel, mogę wręcz powiedzieć, że młodszy Brat – Ksiądz Mariusz Szyszko. Życzę Mu nieustannego, wręcz wzrastającego ciągle zapału do pełnienia duszpasterskiej posługi, szczególnie w tej nowej funkcji, jaką pełni od niespełna roku – funkcji proboszcza! Dziękując za życzliwość i pomoc – wspieram modlitwą!

Imieniny natomiast przeżywa Zofia Pałysa – mądra i dobra Osoba, z Parafii w Miastkowie, Siostra Kuby. Dziękując Zosi za piękne świadectwo codziennej postawy, życzę mocy i odwagi do codziennego świadczenia o swojej wierze! Także wspieram modlitwą.

A dzisiaj u nas, w Ośrodku Duszpasterstwa Akademickiego – oprócz Mszy Świętej o godzinie 20:00 – wcześniej, bo o 14:30, Msza Święta dla Duszpasterstwa Niewidomych i Niedowidzących, którymi opiekuję się jako Duszpasterz Diecezjalny. Dziękuję Pani Ani Gębce, Szefowej siedleckiego Koła, za inicjatywę tego Spotkania.

A teraz już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co konkretnie mówi do mnie dziś Pan? Z jakim osobistym przesłaniem zwraca się właśnie do mnie? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

5 Niedziela Wielkanocy, C,

15 maja 2022.,

do czytań: Dz 14,21–27; Ap 21,1–5a; J 13,31–33a.34–35

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

Paweł i Barnaba wrócili do Listry, do Ikonium i do Antiochii, umacniając dusze uczniów, zachęcając do wytrwania w wierze, bo przez wiele ucisków trzeba nam wejść do królestwa Bożego. Kiedy w każdym Kościele wśród modlitw i postów ustanowili im starszych, polecili ich Panu, w którego uwierzyli.

Potem przeszli przez Pizydię i przybyli do Pamfilii. Nauczali w Perge, zeszli do Attalii, stąd odpłynęli do Antiochii, gdzie za łaską Bożą zostali przeznaczeni do dzieła, które wykonali.

Kiedy przybyli i zebrali miejscowy Kościół, opowiedzieli, jak wiele Bóg przez nich zdziałał i jak otworzył poganom podwoje wiary.

CZYTANIE Z KSIĘGI APOKALIPSY ŚWIĘTEGO JANA APOSTOŁA:

Ja, Jan, ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły i morza już nie ma.

I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga, przystrojone jak oblubienica zdobna w klejnoty dla swojego męża. I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: „Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie «Bogiem z nimi». I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już odtąd nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły”.

I rzekł Siedzący na tronie: „Oto czynię wszystko nowe”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Po wyjściu Judasza z wieczernika Jezus powiedział: „Syn Człowieczy został teraz uwielbiony, a w Nim został Bóg uwielbiony. Jeżeli Bóg został w Nim uwielbiony, to Bóg uwielbi Go także w sobie samym, i zaraz Go uwielbi.

Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale jak to Żydom powiedziałem, tak i teraz wam mówię, dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie. Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”.

Jeżeli Jezus dzisiaj w Ewangelii mówi: Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali, to w ten sposób otrzymujemy przynajmniej dwie ważne informacje: pierwsza to wyraźne wskazanie, co jest kryterium, według którego można stwierdzić i ocenić, czy ktoś jest uczniem Jezusa, czy tylko mówi, że jest; druga zaś – ściśle zresztą powiązana z pierwszą – to taka, że jeśli ktoś rzeczywiście chce być uczniem Jezusa, to powinien starać się o prawdziwą miłość do ludzi, powinien tę miłość ciągle pogłębiać. A jednocześnie – jak to wynika z usłyszanego przez nas zdania – może i powinien oczekiwać tej miłości od innych, którzy także uważają się za Jezusowych uczniów.

Chodzi zatem o to, aby świadectwo, dawane wierze; dawane Jezusowi i Jego Kościołowi; dawane wobec dzisiejszego, tak bardzo pogubionego świata – było wspólnym świadectwem wszystkich chrześcijan.

Cóż jednak zrobić, jeżeli ja to świadectwo staram się dawać, bardzo mi na tym zależy, ale darmo wyglądać jakiejś wzajemności, a może nawet spotykam się z wrogością? Czy zaprzestać dawania świadectwa i może poczekać, aż się inni „ogarną”, aż inni będą gotowi, a wtedy razem ruszymy do boju, razem zaczniemy zawojowywać świat, bo samemu to nie bardzo jest jak i nie bardzo jest sens – czy takie rozwiązanie w tym momencie będzie lepsze?

Na pewno, świadectwo całej społeczności ludu Bożego jest o wiele bardziej przekonujące, ale jeżeli go w danym momencie nie ma, to ten, który chce takie świadectwo dawać i mu na tym zależy – powinien go chwilowo zaniechać i poczekać na lepszy czas? Chyba jednak nie, bo może się wcale nie doczekać, albo przynajmniej dużo czasu stracić na to czekanie. A dla spraw królestwa Bożego liczy się każda minuta.

Dlatego nawet, jeżeli znakiem rozpoznawczym społeczności, w jakiej na co dzień żyję, nie będzie wzajemna miłość, to na pewno moim znakiem rozpoznawczym – jako ucznia Jezusa Chrystusa, jako chrześcijanina – ma być moja miłość, okazywana Jemu samemu i innym ludziom. A przy okazji – będzie to bardzo konkretna zachęta dla innych, aby i oni taką postawę przyjęli. Jeżeli uważają się za chrześcijan, jeżeli szczycą się tym, że są uczniami Jezusa, to również powinni taką postawę przyjąć.

Bo Jezus tak właśnie jasno postawił sprawę: Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali. Jednak – czy tylko po tym?

Na tak postawione pytania możemy szukać odpowiedzi w całej dzisiejszej liturgii Słowa. Zanim jednak sięgniemy do czytania pierwszego i drugiego, to zauważmy, że z omawianej Ewangelii możemy wyprowadzić jeszcze jeden ważny znak rozpoznawczy ucznia Pana. Jaki? Otóż, skoro Jezus mówi: Daję wam przykazanie nowe, abyście się wzajemnie miłowali tak, jak Ja was umiłowałem; żebyście i wy tak się miłowali wzajemnieto z tego zdania jasno wynika, że uczeń Jezusa ma postępować tak, jak postępuje Jezus.

To jest kwestia raczej oczywista, bo naśladowanie mistrza jest znakiem rozpoznawczym każdego ucznia jakiegokolwiek nauczyciela, tym bardziej zatem ma być znakiem ucznia Jezusa – to jasne i oczywiste. Ale powiedzmy sobie szczerze, że w obecnym czasie można odnieść wrażenie, iż Jezus raczej mało ma powodów do zadowolenia, jeżeli idzie o świadectwo postawy Jego uczniów: po tej postawie nie za bardzo da się poznać, czyimi to uczniami są ludzie, którzy oficjalnie przyznają się do wiary i księgi metrykalne wskazują datę i miejsce ich ochrzczenia. Bo twszystko to jednak za mało – o wiele za mało!

Potrzeba świadectwa bardziej wyraźnego, czytelnego i odważnego: potrzeba świadectwa wzajemnej miłości i naśladowania we wszystkim Jezusa! Tak, we wszystkim, czyli także w Jego pracowitości, w dynamizmie i zapale, z jakim spełniał swoją misję na świecie, a z jakim później spełniali ją Jego Apostołowie, o czym dowiadujemy się z dzisiejszego pierwszego czytania.

Moi Drodzy, czy policzyliśmy może miejscowości, które w tym stosunkowo krótkim tekście zostały wymienione? A wszystkie one miały możliwość goszczenia w swoim obrębie Apostołów, którzy głosili tam słowo Boże. Tak zatem – jak słyszymy – Paweł i Barnaba wrócili do Listry, do Ikonium i do Antiochii, […]. Potem przeszli przez Pizydię i przybyli do Pamfilii. Nauczali w Perge, zeszli do Attalii, stąd odpłynęli do Antiochii, gdzie za łaską Bożą zostali przeznaczeni do dzieła, które wykonali. Kiedy przybyli i zebrali miejscowy Kościół, opowiedzieli, jak wiele Bóg przez nich zdziałał i jak otworzył poganom podwoje wiary.

Oto prawdziwi uczniowie Pana – ludzie, którzy w miejscu nie usiedzą i nie spoczną na laurach, dopóki nie zaniosą słowa Dobrej Nowiny komuś, kto jeszcze o niej nie słyszał. W naszym przypadku, to raczej trudno mówić, że ktoś wokół nas nie słyszał o Jezusie, o wierze, o Kościele, o zbawieniu; tym bardziej trudno to powiedzieć o nas samych.

Ale żywego i przekonującego świadectwa potrzeba dzisiaj bardzo, bo wielu katolików popadło w jakiś marazm i otępienie jednocześnie niedowierzanie, że Jezus jest w stanie coś z tym całym światem zrobić i że ma w nim coś do powiedzenia. My sami nieraz ulegamy takiemu zwątpieniu. Pomóżmy zatem sobie nawzajem uwierzyć, że Jezus żyje – i że przez nas także może dokonywać wielkich rzeczy, wręcz cudów! Tak, jak w czasach apostolskich.

Przyznaję, że sam doznaję co i raz takiego zaskoczenia, a wręcz szoku, kiedy ktoś po jednej rozmowie ze mną, albo po Spowiedzi, informuje mnie, że bardzo mu to pomogło, że odzyskał spokój, równowagę wewnętrzną, że na wszystko spojrzał w inny sposób. Kiedy to wszystko słyszę, to myślę sobie, że dobrze, iż ten ktoś nie wie, co ja sam w tym czasie wewnętrznie przeżywałem i że też ciągle borykam się z takimi to, a takimi trudnościami, wątpliwościami, pytaniami, czy niepokojami…

Ale właśnie dlatego nie mogę mieć najmniejszej wątpliwości, że te dobre owoce rozmowy czy Spowiedzi, odbytej u mnie – to żadna moja zasługa, a ewidentny znak działania Jezusa! Ewidentny! Bo ja – sam z siebie – nic nie byłbym w stanie osiągnąć! Zupełnie nic! To Jezusa działa, to On sam leczy ludzkie rany, a my, kapłani, mamy Mu się oddawać w stu procentach do dyspozycji, aby przez nas mógł działać, mógł zbawiać i pocieszać. Nasza zasługa w tym jest naprawdę żadna!

A jednak – potrzeba naszego współdziałania, naszej współpracy, naszego zaangażowania: nas wszystkich, uczniów Jezusa Chrystusa, duchownych i świeckich! Mamy nieść sobie nawzajem słowo pocieszenia, słowo Dobrej Nowiny, przesłanie radości i nadziei – słowo Boże! To ma być znak rozpoznawczy tego, że jesteśmy Jego uczniami – kolejny już znak rozpoznawczy: zaangażowanie w apostolstwo, zapał i entuzjazm wiary, pracowitość i twórczy niepokój, który nie pozwoli nam osiąść na laurach i nic nie robić, kiedy dla sprawy królestwa Bożego trzeba zrobić tak wiele. Taką naukę wyprowadzamy z pierwszego czytania.

Z drugiego zaś – zaczerpniętego z Księgi Apokalipsy Świętego Jana Apostoła – może nie wyciągniemy jakichś bezpośrednich wniosków w tej sprawie, bo nie słyszymy wyraźnie żadnych wskazań, skierowanych do nas, jako uczniów Pańskich. Jednak kiedy w to czytanie się wsłuchujemy, to zapewne zauważamy słowo, które wyraźnie wybija się na tle innych, bo pojawia się najczęściej. I cała treść tego czytania, a bardziej jego brzmienie, jego – jak niekiedy mówimy – tenor wyraźnie oscyluje wokół tego słowa. Jakie to słowo?

Posłuchajmy: Ja, Jan, ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły i morza już nie ma. I Miasto Święte – Jeruzalem Nowe ujrzałem zstępujące z nieba od Boga… I nieco później: I rzekł Siedzący na tronie: „Oto czynię wszystko nowe”. A wcześniej jeszcze: I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: „Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie «Bogiem z nimi». I otrze z ich oczu wszelką łzę, a śmierci już odtąd nie będzie. Ani żałoby, ni krzyku, ni trudu już odtąd nie będzie, bo pierwsze rzeczy przeminęły”. Czy zauważamy, czy odczuwamy, o jakie słowo i o jakie przesłanie chodzi?…

Tak, chodzi o słowo: «nowe», «nowa» i o tę nowość, o tę świeżość chodzi, o to całkowite odnowienie wszystkiego, całej otaczającej rzeczywistości, które to odnowienie nastąpi w całej pełni na końcu czasów, ale które my chrześcijanie mamy zaprowadzać już w tym czasie i w tych okolicznościach, w jakich żyjemy i funkcjonujemy, w naszym „tu i teraz”.

To pośrednio wynika z dzisiejszego czytania, natomiast w innych miejscach Pisma Świętego, w tym także: w wielu miejscach w Ewangelii, w nauczaniu samego Jezusa, mamy bardzo wiele wezwań i zachęt do tego, byśmy czynili wszystko nowe w sobie i wokół siebie, byśmy odnawiali swoje myślenie, swoje spojrzenie na Boga, na cały otaczający świat, na ludzi wokół nas i wreszcie – na samych siebie! Przypomnijmy sobie chociażby słowa Jezusa o wlewaniu młodego wina do nowych bukłaków, bo w przypadku wlewania go do starych skończy się po prostu ich rozerwaniem.

I wiele innych słów moglibyśmy przywołać, natomiast ten obraz, który ujrzeliśmy w drugim dzisiejszym czytaniu, ma w nas pobudzić pragnienie dążenia do tej nowości, jaką Pan zapowiada. A to dążenie w przypadku nas – chrześcijan, jak to sobie już dziś powiedzieliśmy – zawsze ma mieć charakter czynny!

I jeżeli nawet słyszymy w różnych tekstach biblijnych, czy w kazaniach, rozważaniach lub modlitwach stwierdzenie, że oczekujemy na ostateczne przyjście Pana, czy nawet na jakąś Jego doraźną pomoc, czy może na jakiś znak od Niego – to w naszym przypadku słowo: „oczekujemy” nigdy nie oznacza siedzenia z założonymi rękami, ziewania i wypatrywania gwiazdki z nieba! Czekanie w wydaniu chrześcijańskim zawsze ma charakter czynny, aktywny, pracowity – w najlepszym tego słowa znaczeniu: niespokojny!

Jeżeli zatem dzisiaj mówimy i myślimy, że oczekujemy «nowego Nieba i ziemi nowej», to znaczy, że mamy już tu i teraz, w naszej obecnej rzeczywistości, tworzyć nową ziemię, która będzie przedsionkiem Nieba! Mamy odnawiać najpierw samych siebie, a więc swoje myślenie i swoje spojrzenie na wszystkich i wszystko wokół, a w ten sposób wprowadzać powiew świeżości i nowości w tę naszą rzeczywistość, tak często niestety zastarzałą, a wręcz zatęchłą…

Nie bójmy się nawet takiego stwierdzenia: „zatęchłą”, bo myśmy się do niektórych naszych zachowań i niedobrych sytuacji tak przyzwyczaili, że tam już czuć wręcz nieświeżość, czuć stęchlizną…

Dlatego kolejnym znakiem rozpoznawczym chrześcijanina ma być właśnie otwieranie okien i przewietrzanie rzeczywistości, w jakiej żyje – przewietrzanie powiewem Ducha Świętego! To jest kolejny znak rozpoznawczy.

Chcąc więc zebrać wszystkie znaki, o których mówiliśmy, pozwolimy sobie rozszerzyć zdanie Jezusa z dzisiejszej Ewangelii i powiemy tak: „Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali. I po tym, że będziecie aktywnie, twórczo, pracowicie, z entuzjazmem i zapałem świadczyli o Mnie na prawo i lewo oraz że będziecie zaprowadzać nowość i świeżość w sobie i wokół siebie. Po tym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi.”

Samo zaświadczenie z kancelarii parafialnej nie wystarczy. I nawet samo chodzenie do kościoła – nawet w każdą niedzielę – to za mało. Potrzeba więcej – potrzeba świadectwa codziennej postawy! Nawet, gdyby ludzie nie wiedzieli z innych źródeł, że jesteśmy chrześcijanami, że jesteśmy wierzącymi, to mają to od razu wywnioskować z naszego codziennego postępowania. Czy tak właśnie jest, moi Drodzy?

Postawmy sobie takie pytanie – wszyscy, począwszy ode mnie! – wkładając je w usta Jezusa, bo On z pewnością chce je dzisiaj zadać każdej i każdemu z nas: „Po czym wszyscy poznają, żeście uczniami moimi? Po czym wszyscy poznają, że Ty jesteś moim uczniem? Po czym konkretnie?… Odpowiedz szczerze – i odważnie: po czym?”…

2 komentarze

  • Tak…. to jest ogromny wstyd! Mówię to wprost do siebie. Że Jezus żebrze mojej „wędrującej” miłości a ona stoi w miejscu. Zadałem sobie pytanie na szybko: kiedy ktoś mnie pyta co u ciebie’ to najczęściej odpowiedź brzmi „nic ciekawego”… Coraz lepiej poznajemy słowo Boże’ ale cóż z tego jeśli go nie przyjmujemy?
    Czyż nie lepiej widzi Bóg tych „nieswoich”‚ którzy Słowa nie znają’ ale idą przez życie cały czas do przodu zgodnie ze swoją moralnością?

    • Myślę, że może nie jest tak źle! Owszem, trzeba stawiać sobie wymagania i oceniać się realistycznie, ale też trzeba widzieć dobro, dziękować Bogu za nie i rozwijać je w sobie. Może nie jest aż tak źle, że żadnych znaków naszego świadectwa Pan nie widzi. Bo myślę, że jednak ich trochę widzi…
      xJ

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.