W blasku Zmartwychwstania…

W

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym bardzo rano wyjeżdżamy z Księdzem Markiem z Białej Podlaskiej do Ełku, skąd uda się On w dalszą drogę – do Kaliningradu, a następnie do Surgutu. Ilia uda się z nami, a w drodze powrotnej przyjedziemy do Siedlec, gdzie będziemy załatwiać dalsze formalności, związane ze studiowaniem Ilii na Uniwersytecie siedleckim.

Moi Drodzy, proszę, abyśmy wszyscy razem modlitwą towarzyszyli podróży Księdza Marka, bo obecnie to podróżowanie jest znacznie utrudnione. Z nadzieją oczekujemy na kolejny przyjazd, planowany w październiku, kiedy to – jeśli Bóg pozwoli – świętować będziemy pięćdziesięciolecie ślubu naszych Rodziców. Niech Pan sam otoczy Księdza Marka swoim błogosławieństwem i opieką w czasie jednej i drugiej podróży.

A oto dzisiaj wieczorem, w naszym Radiu katolickim – kolejna audycja w ramach cyklu: DROGAMI MŁODOŚCI. Dzisiaj będziemy podsumowywać wakacje i snuć plany na nowy rok szkolny i akademicki. Zapraszam do słuchania, ale także do łączności z nami: telefonicznej, smsowej lub mailowej. Początek o godzinie 21:40.

A teraz już pochylmy się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się do mnie osobiście i konkretnie – tylko do mnie? Duchu Święty, bądź światłem i natchnieniem!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 24 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Św. Męczenników:

Korneliusza, Papieża i Cypriana, Biskupa,

16 września 2022., 

do czytań: 1 Kor 15,12–20; Łk 8,1–3

CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:

Bracia: Jeżeli głosi się, że Chrystus zmartwychwstał, to dlaczego twierdzą niektórzy spośród was, że nie ma zmartwychwstania? Jeśli nie ma zmartwychwstania, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, daremne jest nasze nauczanie, próżna jest także wasza wiara. Okazuje się bowiem, żeśmy byli fałszywymi świadkami Boga, skoro umarli nie zmartwychwstają, przeciwko Bogu świadczyliśmy, że z martwych wskrzesił Chrystusa. Skoro umarli nie zmartwychwstają, to i Chrystus nie zmartwychwstał. A jeżeli Chrystus nie zmartwychwstał, daremna jest wasza wiara i aż dotąd pozostajecie w swoich grzechach. Tak więc i ci, co pomarli w Chrystusie, poszli na zatracenie. Jeżeli tylko w tym życiu w Chrystusie nadzieję pokładamy, jesteśmy bardziej od wszystkich ludzi godni politowania.

Tymczasem jednak Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy spośród tych, co pomarli.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości: Maria zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów; Joanna, żona Chuzy, zarządcy u Heroda; Zuzanna i wiele innych, które im usługiwały ze swego mienia.

Na różne sposoby Paweł Apostoł stara się przekonać swoich uczniów w Koryncie, że Chrystus naprawdę zmartwychwstał i że ta wieść ma wielkie znaczenie dla całego ich życia. I dla życia Kościoła, który właściwie tylko dlatego żyje, że Chrystus zmartwychwstał.

Bez Jego Zmartwychwstania nie byłoby niczego. Nie byłoby Kościoła, nie byłoby zbawienia, nie byłoby nadziei dla człowieka – życie w ogóle straciłoby jakikolwiek sens, bo przecież ograniczyłoby się tylko do tego wymiaru doczesnego, a cóż to jest za życie, jeżeli miałoby się zakończyć z chwilą śmierci? Po co w ogóle takie życie? Jaki jego smak? Jaki jego kierunek? Jaki jego cel?

Namęczyć się kilkadziesiąt lat i napracować, nabiegać się za utrzymaniem i jakimś tam urządzeniem sobie tego świata – tylko po to, żeby umrzeć i w tym momencie wszystko zakończyć?

Dlatego Święty Paweł tak usilnie stara się wykazać zasadniczą i podstawową nielogiczność myślenia tych, którzy wykluczają prawdę o Zmartwychwstaniu. Wydaje się, że właśnie to jego rozumowanie, to jego dowodzenie, jest bardzo logiczne i oczywiste. Trudno się z nim nie zgodzić w jakimkolwiek momencie. Trudno się upierać przy tym, że nie ma Zmartwychwstania, że Chrystus nie zmartwychwstał, że i my nie zmartwychwstaniemy…

Owszem, jest to prawda trudna do zrozumienia tak po ludzku, a nawet – powiedzmy sobie szczerze – niemożliwa do zrozumienia, ale czy to znaczy, że przez to sama w sobie nie jest prawdą? Tylko dlatego, że my, ludzie, nie jesteśmy w stanie tego zrozumieć? A skoro nie jesteśmy w stanie zrozumieć, ale logiczne wydaje nam się rozumowanie Pawła, że wszystko w naszym życiu wskazuje na Zmartwychwstanie i że nasze serce bardzo potrzebuje Zmartwychwstania, nasze życie wręcz domaga się Zmartwychwstania, to trzeba zaufać Jezusowi i uwierzyć Jemu – i uwierzyć Jego Zmartwychwstaniu. On naprawdę zwyciężył – okazał swoją wielką moc!

Dotykamy zatem w pierwszym czytaniu rzeczywistości wielkiej i tajemniczej, rzeczywistości wykraczającej znacząco ponad ludzki sposób myślenia i widzenia różnych spraw.

Tymczasem, w Ewangelii widzimy coś zupełnie odwrotnego: tutaj mamy mowę o codzienności. O Jezusowej codzienności. Naturalnie, jeżeli mówimy o Jezusowej codzienności, to już samo to wskazuje, że mamy do czynienia z czymś niecodziennym, bo Jezusowa codzienność nie jest zwyczajna, szara i codzienna – jak nasza codzienność. Świadczy o tym choćby ta informacja, że wśród osób, towarzyszących Jezusowi, była Maria zwana Magdaleną, którą opuściło siedem złych duchów.

To nie jest taka sobie zwyczajna codzienność, bo takie rzeczy, jak wyrzucanie złych duchów, nie jest naszą codziennością. To świadectwo wielkiej mocy Bożej. Ale właśnie owe świadectwa Bożej mocy przeplatały takie zwyczajne działania, jak te, o których pisze Ewangelista, iż Jezus wędrował przez miasta i wsie, nauczając i głosząc Ewangelię o królestwie Bożym. A było z Nim Dwunastu oraz kilka kobiet, które uwolnił od złych duchów i od słabości.

Niewiasty te – jak dowiadujemy się dalej – usługiwały im ze swego mienia. I to jest cała treść dzisiejszej Ewangelii. Aż się chce zapytać: O co chodzi? Co nam chciał Pan powiedzieć przez tę zwięzłą informację? Co w niej jest szczególnego, jakie przesłanie ze sobą niesie?

Wszak nie słyszymy ani jednego słowa Jezusa, nie jesteśmy świadkami żadnego uzdrowienia, czy wskrzeszenia – poza tą krótką wiadomością, że Jezus uwolnił towarzyszące Mu niewiasty spod wpływu złego ducha i dlatego te, z taką wdzięcznością, towarzyszyły Jemu i Jego Apostołom. Tyle dowiadujemy się z dzisiejszego pierwszego czytania. Cóż to na nowe informacje dla nas? Co nam Jezus chce powiedzieć przez tę dzisiejszą Ewangelię?

A może to właśnie, że mamy częściej zwracać uwagę na nasze codzienne, bardzo zwyczajne zajęcia – i w nich widzieć swoją drogę do świętości. Zauważmy, że gdyby dzisiaj, za tym fragmentem, który usłyszeliśmy, pojawiła się jeszcze informacja o uzdrowieniach, czy wskrzeszeniach, to dokładnie na nie zwrócilibyśmy uwagę, a nie na fakt, że Jezus codziennie chodził to tej spieczonej i zakurzonej ziemi i uświęcał ją samą swoją obecnością. Kto by na to zwrócił uwagę, gdyby nie taki układ Ewangelii w dniu dzisiejszym?

A skoro nie mamy żadnych dodatkowych informacji, tylko te, o których tu sobie wspominamy, to znak dla nas, że to właśnie w naszych codziennych zajęciach i sprawach mamy odkryć sens życia, jako drogi do zbawienia. Przez codzienność, pięknie i mądrze przeżywaną, mamy się zbliżyć do Nieba. Mamy zbliżyć się do Zmartwychwstania, ale będzie to możliwe, jeżeli tą prawdą będziemy żyć na co dzień i tą prawdą będziemy naszą, tak zwaną szarą codzienność, ubogacać.

Dzięki głębokiej naszej wierze w tę prawdę – rzeczywistość, w której żyjemy, wcale nie będzie szara. I nasza codzienność nie będzie szara. Tylko trzeba ją przeżywać w stałej świadomości Zmartwychwstania. Ta prawda musi być stale w naszych umysłach i sercach – ani na moment nie możemy jej stracić sprzed oczu i z serca. O niej musimy ciągle myśleć, stale pamiętać, rozważać tę prawdę, a w końcu – do tego celu dążyć. Drogami najbardziej zwyczajnej codzienności. Nie tylko w momentach wielkich zrywów i bohaterskich dokonań, ale przede wszystkim i o wiele bardziej – właśnie na drodze codzienności.

Tak, jak czynili to Patronowie dnia dzisiejszego: Papież Korneliusz i Biskup Cyprian. Co o nich wiemy?

Pierwszy z nich, Korneliusz, jako kapłan rzymski był bliskim współpracownikiem Świętego Papieża Fabiana. Po męczeńskiej śmierci tegoż, poniesionej w czasie prześladowania, rozpętanego przez cesarz Decjusza, Stolica Rzymska była przez dłuższy czas nie obsadzona. W tym okresie Kościołem zarządzali wspólnie duchowni, których rzecznikiem był niejaki kapłan Nowacjan. I oto gdy prześladowania ustały, wybór większości padł na Korneliusza, a nie – jak się spodziewał Nowacjan – na niego.

Mniejszość gminy ogłosiła w tym czasie papieżem Nowacjana, który – by zyskać dla siebie zwolenników – zaczął rozsyłać do biskupów swoje „pasterskie” listy. W obliczu tego Papież Korneliusz zwołał do Rzymu synod, na którym Nowacjan został wyłączony ze wspólnoty Kościoła, a jego nauczanie – potępione. Schizma przez niego spowodowana została zażegnana, a jedność Kościoła ocalona i na jakiś czas powrócił spokój.

Jednak w tym czasie, w roku 252, w Rzymie wybuchła epidemia. Dla przebłagania pogańskich bóstw urządzano publiczne procesje i modły, składano ofiary. Chrześcijanie – co oczywiste – nie mogli w nich uczestniczyć. Rozjuszony tłum rzucał się więc na ich miejsca spotkań i modlitwy – i zaczął je burzyć. Zabijano chrześcijan, uważając, że to oni są sprawcami zarazy, wywołującymi gniew bogów. W takiej właśnie sytuacji, w 253 roku, poniósł śmierć męczeńską Korneliusz.

Według innej wersji, Korneliusz został skazany przez cesarza Trebonaniusa Gallusa na wygnanie do Civitavecchia i tam, źle traktowany – zmarł. Znaleziony w Katakumbach Świętego Kaliksta zapis potwierdza, że już w początkach chrześcijaństwa Korneliusz odbierał cześć jako Męczennik.

Z kolei drugi spośród dzisiejszych Patronów, Cyprian, urodził się około 210 roku w rodzinie pogańskiej, najprawdopodobniej w Kartaginie. Jego ojciec był senatorem i należał do najznakomitszych obywateli miasta. Początkowo życie Cypriana było podobne do tego, jakie wiodła ówczesna młodzież z arystokracji rzymskiej. Sam twierdził, że „oddany był złym nałogom”, z których nawrócił go dopiero kapłan Cecyliusz. Miało to miejsce w 246 roku. Wtedy to bowiem przyjął Chrzest.

Rozpoczął wówczas w odosobnieniu pokutę za swe grzechy. Przykładnym, prawdziwie chrześcijańskim życiem, uzyskał takie poważanie, że w 247 roku został wyświęcony na kapłana, przy jednomyślnym poparciu wiernych w Kartaginie. Kiedy w roku 248 umarł Donatus, biskup tego miasta, Cyprian – mimo ucieczki i prób stawiania oporu – został odszukany i konsekrowany na biskupa. Sprzeciw wyraziło jednak pięciu kapłanów, którzy – skąd my to znamy? – zazdrościli Cyprianowi tak szybkiego awansu. Odtąd stali się jego śmiertelnymi wrogami.

Jako biskup, zabrał się Cyprian z całym zapałem do naprawy obyczajów, do zwalczania błędów, do opieki nad powierzonymi sobie duszami, wreszcie także do nawracania większości pogańskiej. Te wszystkie jednak zabiegi przerwało jedno z najkrwawszych prześladowań, jakie rozpoczął cesarz Decjusz. Nowy władca obrał sobie za cel wzmocnienie państwa w oparciu o pogan. Sobie nakazywał oddawać cześć boską. Ponieważ chrześcijanie kultu Bożego oddawać mu nie chcieli i nie mogli, w odwecie nakazał ich tępić jako wrogów cesarstwa. Nakazał ponadto torturami zmuszać opornych do wyrzeczenia się wiary.

Szczególną nienawiść obrócił przeciwko Pasterzom młodego Kościoła. Podjudzony przezeń rozjuszony tłum zaczął się domagać w amfiteatrze, aby Biskupa Cypriana oddać na pożarcie lwom. Cyprian, idąc za radą Ewangelii i znanymi mu przykładami roztropnych i świątobliwych pasterzy, ukrył się na czas prześladowania. Było to na początku 250 roku.

Ze swego ukrycia, przez kilka lat rządził Kościołem kartagińskim, zarówno za pośrednictwem licznych listów pasterskich, jak i emisariuszy, których starannie wybierał spośród biskupów i kapłanów. Po śmierci Decjusza powrócił do Kartaginy. Jednak tu spotkał się z nowym problemem: wielu chrześcijan, wystraszonych torturami, wyparło się wiary. Teraz chcieli powrócić do wspólnoty z Kościołem.

Rygoryści byli zdania, że nie wolno ich przyjmować. Inni znowu z biskupów afrykańskich przyjmowali ich na łono Kościoła zbyt łatwo. Na synodzie, zwołanym do Kartaginy, Cyprian przeprowadził zasadę, że owych „upadłych” należy przyjmować, ale pod warunkami, które gwarantowałyby, że nie powtórzą już tego występku. Podobne stanowisko zajął w Rzymie Papież Korneliusz. Cyprian nie tylko poparł Papieża, ale nawet napisał osobny traktat: „O jedności Kościoła”. W tej samej sprawie napisał drugi traktat: „O upadłych”.

Cały też czas ofiarnie pracował dla dobra Kościoła: zwoływał synody dla przywrócenia karności i jedności w Kościele, organizował nowe gminy. Zyskał sobie w całej Afryce tak wielką powagę, że zwracano się do niego ze wszystkich stron po radę.

Jednak w roku 256 wybuchło kolejne prześladowanie, tym razem wywołane przez cesarza Waleriana, który pod karą śmierci zakazał zebrań liturgicznych. Wyłamujących się z tego zakazu karano konfiskatą majątku, banicją i śmiercią. Wtedy też, w roku 257, został aresztowany Cyprian i zesłany do miasteczka Kombis. Przebywał tam prawie rok. Korzystając ze względnej wolności, w ukryciu nadal rządził swoją diecezją – przez listy i swoich wysłanników.

Jednak w lipcu 258 roku postawiono go przed sędzią, którym był ówczesny namiestnik cesarski, czyli prokonsul – Galeriusz Maksymus. Ten skazał Biskupa na śmierć – przez ścięcie głowy. Wyrok wykonano w obecności zebranego ludu, w dniu 14 września 258 roku. W tym samym czasie w Rzymie odbywało się przeniesienie relikwii Świętego Korneliusza. Ze względu na łączącą ich przyjaźń i wzajemne wspieranie się w obliczu prześladowań, obu Męczennikom przypisano wspólne wspomnienie liturgiczne.

A jednym ze znaków łączącej ich duchowej więzi jest – między innymi – dialog, jaki prowadzili ze sobą w listach. Oto co w jednym z takich listów, Święty Cyprian pisał do Korneliusza, swego brata w biskupstwie:

Dowiedzieliśmy się, umiłowany bracie, o tak chwalebnym świadectwie Waszej wiary i męstwa. Chlubę Waszego wyznania przeżywaliśmy z ogromną radością, iż siebie samych uważamy za współuczestników i współtowarzyszy Waszych zasług i sławy. Skoro bowiem jeden jest nasz Kościół, jeden wspólny duch, jedna niepodzielna harmonia serc, to jakiż kapłan, głosząc chwałę innego kapłana, nie będzie się nią radował jako swoją własną?

Nie sposób wypowiedzieć całej naszej radości i szczęścia, skoro tylko otrzymaliśmy dobre wieści o Waszej odwadze. Stałeś się dla braci przewodnikiem w wyznawaniu wiary, ale też wyznanie braci umocniło wyznanie przewodnika. W ten sposób poprzedzając innych na drodze do chwały, uczyniłeś wielu uczestnikami tej chwały; zawsze gotowy złożyć wyznanie jako pierwszy i za wszystkich, nakłoniłeś cały lud do dania świadectwa.

Toteż nie wiem, co najpierw powinienem sławić w Was: czy Twoją niezachwianą i pełną gotowości wiarę, czy nierozerwalną miłość braci. Męstwo biskupa kroczącego na czele ujawniło się w całej pełni; równocześnie pokazała się jedność braci podążających jego śladami. Cały rzymski Kościół złożył przez Was wyznanie, ponieważ okazaliście jedność w słowach i myślach.

W ten sposób, Bracie umiłowany, zabłysła w Waszej wspólnocie ta wiara, którą sławił święty Apostoł. Już wtedy oglądał w duchu chwałę męstwa i niewzruszoną stałość, i stwierdzając w proroczych słowach Wasze zasługi przez wysławianie ojców, wzywał synów do wiary. Swą jednomyślnością i męstwem daliście braciom wspaniały przykład zgody i wytrwałości.

Zachęcamy Was, jak umiemy, Bracie umiłowany, przez miłość, która nas jednoczy; ponieważ Boża opatrzność poucza, a Bóg w swym miłosierdziu zbawiennymi wskazaniami przypomina, że zbliża się już dla nas dzień walki i ostatecznych zmagań, nie ustawajmy w postach, czuwaniach, modlitwach wraz z całym ludem. To właśnie jest nasz oręż niebieski, który pozwala nam mężnie trwać i wytrwać. To właśnie są nasze mury obronne i duchowe strzały, które nas chronią.

Pamiętajmy jedni o drugich; miejmy jedno serce i jednego ducha; módlmy się za siebie nawzajem nieustannie, a wzajemną miłością ulżyjmy sobie w uciskach i utrapieniach.” Tyle z listu Świętego Cypriana.

Wczytując się w jego treść, wpatrując się w świetlany przykład świętości obu dzisiejszych Patronów, ale też wsłuchując się w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zastanówmy się tak bardzo konkretnie, co dzisiaj zrobimy w ciągu tego, rozpoczynającego się dnia, aby zbliżyć się chociaż o mały krok do Zmartwychwstania. I aby ta prawda zawsze w nas żyła – i nas przez życie prowadziła. Co dzisiaj zrobię w tym właśnie celu – ale tak bardzo, bardzo konkretnie?…

1 komentarz

  • Dziękuję za piękny komentarz księdza Marka. Niech Bóg otoczy go swoją miłością i opieką oraz bezpieczeństwem w czasie powrotu do swojej parafii a Anioł Stróż strzeże.

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.