Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Żanna Sulowska, bardzo bliska mi Osoba z Lublina, Żona Łukasza, Mama Cypriana, Ignacego i Faustyny. Dziękując za ogromną życzliwość i nasz dobry kontakt, życzę mocy błogosławieństw z Nieba! I zapewniam o modlitwie!
A ja dzisiaj pozdrawiam Was z Lublina, gdzie już o 18:00 będę sprawował Mszę Świętą w Parafii Świętego Jana Kantego, ale już wcześniej mam też zaplanowane ciekawe spotkanie, o którym wspomnę jutro.
Natomiast bardzo dziękuję Wszystkim, którzy łączyli się z nami na wczorajszej audycji wieczornej. Dziękuję Szymonowi Sali za poprowadzenie, Rodzinom za uczestnictwo, a Słuchaczom – za słuchanie i wspólną modlitwę! Oto zapis tejże audycji:
https://archiwum.radiopodlasie.pl/NEW/2025/04/04/z-rodzinami-przed-swietami-3/
Niech z tego dzieła wyniknie wielka chwała Boża – i nasz duchowy pożytek!
Drodzy moi, przypominam, że dzisiaj pierwsza sobota miesiąca. A tak w ogóle – to Wielki Post, który już powoli się kończy… Jak go wykorzystujemy?
Dzisiaj słówko moje, nie zaś Kacpra, który wyłączył się i wyciszył na kilka dni. Zupełnie to zrozumiałe – i każdemu z nas potrzebne. Wspieramy Go modlitwą we wszystkim, co robi, a teraz – w tymże wyciszeniu.
I wspieramy Księdza Marka wraz z całą Jego Parafią, bo teraz są tam Rekolekcje wielkopostne!
Ze swej strony, przepraszam za tak późne zamieszczenie słówka, ale wróciliśmy z Szymonem do Lublina około 2:00, a już rano miałem tu ważne spotkanie. Ale już zamieszczam!
I zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co konkretnie mówi dziś do mnie Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się do mnie osobiście? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Sobota 4 Tygodnia Wielkiego Postu,
5 kwietnia 2025.,
do czytań: Jr 11,18–20; J 7,40–53
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA JEREMIASZA:
Pan mnie pouczył i dowiedziałem się; wtedy przejrzałem ich postępki.
Ja zaś jak baranek oswojony, którego prowadzą na rzeź, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany: „Zniszczmy drzewo wraz z jego mocą, zgładźmy go z ziemi żyjących, a jego imienia niech już nikt nie wspomina!”
Lecz Pan Zastępów jest sprawiedliwym sędzią, bada sumienie i serce. Chciałbym zobaczyć Twoją zemstę nad nimi, albowiem Tobie powierzam swoją sprawę.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:
Wśród tłumów słuchających Jezusa odezwały się głosy: „Ten prawdziwie jest prorokiem”. Inni mówili: „To jest Mesjasz”. Jeszcze inni mówili: „Czyż Mesjasz przyjdzie z Galilei? Czyż Pismo nie mówi, że Mesjasz będzie pochodził z potomstwa Dawidowego i z miasteczka Betlejem?” I powstało w tłumie rozdwojenie z Jego powodu. Niektórzy chcieli Go nawet pojmać, lecz nikt nie odważył się podnieść na Niego ręki.
Wrócili więc strażnicy do kapłanów i faryzeuszów, a ci rzekli do nich: „Czemuście Go nie pojmali?”
Strażnicy odpowiedzieli: „Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak Ten człowiek przemawia”.
Odpowiedzieli im faryzeusze: „Czyż i wy daliście się zwieść? Czy ktoś ze zwierzchników lub faryzeuszów uwierzył w Niego? A ten tłum, który nie zna Prawa, jest przeklęty”.
Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: „Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha i zbada, co czyni?”
Odpowiedzieli mu: „Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei”.
I rozeszli się każdy do swego domu.
To już kolejne takie czytanie, w którym widzimy zderzenie dwóch rzeczywistości – a może lepiej: zderzenie dwóch ludzkich postaw, dwóch nastawień człowieka, a więc rzeczywistości człowieka prawego – i za to właśnie osaczonego i prześladowanego – oraz rzeczywistości i nastawienia tych, którzy go atakują. Którzy początkowo wywierają na niego presję, którzy mogą go nawet pozbawić życia ziemskiego, ale w tym ostatecznym rozrachunku ponoszą klęskę!
Zaledwie wczoraj przecież mówiliśmy sobie – na podstawie czytań – o problemie nagonki, osaczenia, jakim poddawany jest człowiek prawy i sprawiedliwy. Tylko wczoraj zostało to ukazane – przynajmniej w pierwszym czytaniu – z pozycji prześladowców. Wsłuchiwaliśmy się w ich niecne zamiary: zniszczenia człowieka prawego, pokonania go, a najlepiej w ogóle zabicia!
W dzisiejszym pierwszym czytaniu to właśnie ów prześladowany mówi o swoim przeżywaniu nagonki, jaka na niego jest czyniona przez ludzi nieprawych. Słyszymy oto: Pan mnie pouczył i dowiedziałem się; wtedy przejrzałem ich postępki. Ja zaś jak baranek oswojony, którego prowadzą na rzeź, nie wiedziałem, że powzięli przeciw mnie zgubne plany: „Zniszczmy drzewo wraz z jego mocą, zgładźmy go z ziemi żyjących, a jego imienia niech już nikt nie wspomina!”
Jednak zarówno wczorajsze pierwsze czytanie, jak i dzisiejsze, kończy się podobnie: oddaniem sprawy w ręce Boże! Wczoraj była to zapowiedź, czyniona przez Autora biblijnego, który wprost stwierdził, że Bóg tej sprawy nie zostawi, ale zainterweniuje. Dzisiaj to sam poszkodowany zwraca się do Boga z prośbą o ratunek, wyraźnie też ufając, a nawet będąc przekonanym, że ten ratunek przyjdzie. Słyszymy przecież: Lecz Pan Zastępów jest sprawiedliwym sędzią, bada sumienie i serce. Chciałbym zobaczyć Twoją zemstę nad nimi, albowiem Tobie powierzam swoją sprawę.
Tutaj może trochę zastanawia nas słowo: „zemsta”, które w innych tłumaczeniach przyjmuje formę: „pomsta” – właśnie dla odróżnienia tego działania Boga, będącego wyrazem Jego Boskiej, doskonałej sprawiedliwości, od dzikiej żądzy odwetu, zbudowanej na fundamencie nienawiści i wprost przesiąkniętej nienawiścią, jaką to żądzą przepełnienie są często ludzie.
Może i faktycznie skrzywdzeni, ale często nie aż tak bardzo, jak bardzo potem chcą się mścić, a nawet jeśli bardzo skrzywdzeni, to w końcu nie mający żadnej miary w wymierzaniu swoiście rozumianej „sprawiedliwości”, pojmowanej bardzo po swojemu i bardzo opacznie. W przypadku Boga nie ma mowy o czymś takim! Dlaczego?
A właśnie dlatego, że On – jak to jest dzisiaj powiedziane – jest sprawiedliwym sędzią, bada sumienie i serce. On dokładnie wie, co kryje się w sercu człowieka. I jeżeli jeszcze tu, na ziemi, wymierzy jakąś karę na takiego przewrotnego prześladowcę, to przecież tylko po to, aby go ratować przed wiecznym potępieniem. A jeżeli taki prześladowca – z całym swoim złem, którego nie żałował i z którego się nie wycofał – stanie na Sądzie Bożym, to wtedy rzeczywiście spotka go już tylko Boża sprawiedliwość, co dla niego będzie oznaczało tragedię. I tutaj akurat to słowo doskonale pasuje, bo w takim codziennym naszym obiegu jest ono zwykle nadużywane. Tutaj jednak na pewno należy go użyć.
I tak zewnętrznie patrząc, można stwierdzić, że Bóg dokonał zemsty – czy pomsty – bo wymierzył surową sprawiedliwość. Ale przecież to nie Bóg potępił człowieka, odrzucił go czy znienawidził, ale to sam człowiek odrzucił Boga – i sam się potępił. Bóg tylko uszanował jego wybór, jego wolność – którą sam mu przecież dał w akcie stwórczym. Dlatego trudno mówić – w sensie ścisłym – o zemście czy pomście ze strony Boga. To nastawienie i działanie samego człowieka niesprawiedliwego, który chce pozostać niesprawiedliwym, prowadzi do tak dramatycznych rozstrzygnięć.
Natomiast my koniecznie musimy zwrócić uwagę na postawie człowieka sprawiedliwego, który nawet w obliczu tej niesprawiedliwości, która go spotyka, a więc tych prześladowań, na jakie jest narażony – nie decyduje się na wymierzanie swojej sprawiedliwości, która przyjęłaby postać osobistej zemsty, ale całą sprawę oddaje w ręce Boga! Dlaczego?
A właśnie dlatego, że – zacytujmy to jeszcze raz – Bóg jest sprawiedliwym sędzią, bada sumienie i serce. I On doskonale wie, co tak naprawdę kryje się w sercu prześladowcy, ale On także wie, co tak naprawdę kryje się w sercu człowieka prześladowanego – i dobierze środki najbardziej adekwatne do sytuacji. A wówczas sowicie i wręcz bez miary nagrodzi sprawiedliwego, który w ten sposób wyjdzie „na swoje” o wiele bardziej, niż wówczas, kiedy wymierzałby sprawiedliwość na własną rękę. Człowiek zaś niesprawiedliwy swoją sprawiedliwość – jak już tu sobie mówiliśmy – wymierzy sobie sam.
Zresztą, także i dzisiejsza Ewangelia pokazuje bardzo wyraźnie i bardzo dobitnie, jak miotają się i gubią w swoich zamysłach ludzie nieprawi, chcący wywrzeć presję na Sprawiedliwego, którym w tym przypadku – podobnie, jak to było wczoraj – jest Jezus. Samego Jezusa dzisiaj nie słyszymy, natomiast słyszymy dyskusje o Nim: czy jest Mesjaszem, czy nie? Jest prorokiem, czy nie?
Wśród słuchających go ludzi powstało rozdwojenie. Kapłani i faryzeusze – oczywiście – są przeciw. Ale już strażnicy mieli problem z pojmowaniem Jezusa. Na pytanie, do nich skierowane: Czemuście Go nie pojmali?, odpowiedzieli: Nigdy jeszcze nikt nie przemawiał tak, jak Ten człowiek przemawia. A nawet – o zgrozo! – jeden z nich miał wątpliwości! Jak słyszeliśmy: Odezwał się do nich jeden spośród nich, Nikodem, ten, który przedtem przyszedł do Niego: „Czy Prawo nasze potępia człowieka, zanim go wpierw przesłucha i zbada, co czyni?” I cóż oni na to? Odpowiedzieli mu: „Czy i ty jesteś z Galilei? Zbadaj, zobacz, że żaden prorok nie powstaje z Galilei”.
Jak raz, nie jest to prawdą, bo komentatorzy biblijni wskazują na proroków, pochodzących właśnie z Galilei. Natomiast tu nawet nie w tym rzecz, czy jakiś prorok pochodzi, czy nie pochodzi z Galilei, ale o to, kim jest Jezus – dla każdego z nich? Dla każdego z obecnych w tym tłumie, które Go słuchał? I dlaczego tak wielu było przeciw Niemu?
Przyznaję, że kiedy czytam ten dzisiejszy fragment Ewangelii Jana – a lubię go czytać! – to się szczerze uśmiecham. Jest jeszcze kilka takich fragmentów – jak chociażby opis uzdrowienia niewidomego od urodzenia, opisany w dziewiątym rozdziale Janowej Ewangelii – w których to wokół Jezusa wzbudza się zamieszanie, takie właśnie miotanie się Jego przeciwników. Nawet trudno powiedzieć, że to Jezus sam je wzbudza. On po prostu powie lub zrobi swoje – i sobie pójdzie, a oni teraz się spierają albo wręcz miotają w swojej bezradności, połączonej z uporem i szukaniem na siłę tak zwanych „haków” na Niego.
I w takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest chyba to, które zastosowali rozmówcy z dzisiejszej Ewangelii, a o czym słyszymy w ostatnim zdaniu: I rozeszli się każdy do swego domu. O, to jest w tym momencie najlepsze rozwiązanie: idźcie sobie do domu, ochłońcie trochę, nabierzcie dystansu… Bo wtedy jest przynajmniej szansa, że do głosu dojdzie zdrowy rozsądek – który w tym przypadku na pewno będzie głosem samego Boga, głosem sumienia, który to głos zapobiegnie powiedzeniu lub zrobieniu czegoś głupiego, czego się potem będzie żałować.
Kiedy działa się bowiem natychmiast i jeszcze w zacietrzewieniu, to zwykle nikt na tym nie wychodzi dobrze: ani ten prześladowany, ani prześladowca. Zatrzymać się, ochłonąć, nabrać dystansu – i koniecznie zwrócić się do Ducha Świętego o natchnienie, co w tej sytuacji zrobić? Jak odnaleźć się w sytuacji prześladowania, jak wybronić się przed prześladowaniem drugiego, jak się z tego wycofać?…
W tym sensie – i w tym celu – warto w tym Wielkim Poście «rozejść się do swoich domów», czyli znaleźć czas na ciszę, modlitwę, lekturę Pisma Świętego… W tej sytuacji – to wprost bezcenne!