TO JEST TEN!

T

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny i urodziny przeżywa Małgorzata Wasilewska, która jeszcze jako Małgorzata Grzechnik należała, w swoim czasie, do jednej z młodzieżowych Wspólnot. Życząc wszelkiego Bożego błogosławieństwa, zapewniam o modlitwie!

A ja dzisiaj pozdrawiam Was z Lublina, skąd udam się do Parafii Poizdów, gdzie będę posługiwał do południa. Następnie przejadę do Siedlec, gdzie w naszym Duszpasterstwie odbędzie się spotkanie Ekipy Teatralnej Duszpasterstwa Akademickiego NADZIEJA – tej, która przygotowała inscenizację na ostatnią uroczystość opłatkową na Uniwersytecie w Siedlcach. W planach ma kolejne przedstawienie. O 20:00 – Msza Święta w naszym Duszpasterstwie.

A wczoraj świetnie wypadła nam uroczystość opłatkowa Duszpasterstwa Niewidomych i Niedowidzących – Wspólnoty siedleckiej. Na Mszy Świętej mieliśmy nawet akordeon!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co ważnego mówi dziś do mnie Pan? Z jakim bardzo osobistym przesłaniem zwraca się do mnie – konkretnie i po imieniu? Duchu Święty, działaj!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

2 Niedziela zwykła, A,

18 stycznia 2026., 

do czytań: Iz 49,3.5–6; 1 Kor 1,1–3; J 1,29–34

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:

Pan rzekł do mnie: „Tyś sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię”.

Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela.

I mówił: „To zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”.

POCZĄTEK PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:

Paweł, z woli Bożej powołany na apostoła Jezusa Chrystusa, i Sostenes, brat, do Kościoła Bożego w Koryncie, do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa, ich i naszego Pana.

Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego i od Pana Jezusa Chrystusa.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jan zobaczył Jezusa, nadchodzącego ku niemu, i rzekł: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: «Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi”.

Jan dał takie świadectwo: „Ujrzałem Ducha, który jak gołębica zstępował z nieba i spoczął na Nim. Ja Go przedtem nie znałem, ale Ten, który mnie posłał, abym chrzcił wodą, powiedział do mnie: «Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym».

Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym”.

W pierwszym zdaniu dzisiejszego pierwszego czytania słyszymy słowa: Tyś sługą moim, Izraelu, w tobie się rozsławię. Bóg traktował swój lud – naród wybrany, lud Izraela – jako sługę, jako swoje dzieci, czasami jako swoją oblubienicę… Różne sposoby określania tychże relacji widzimy w różnych Księgach Pisma Świętego.

Dzisiaj pojawia się to określenie: mój sługa, ale w dalszej części pierwszego czytania to określenie odnosi się już raczej do kogoś innego. Bo słyszymy: Wsławiłem się w oczach Pana, Bóg mój stał się moją siłą. A teraz przemówił Pan, który mnie ukształtował od urodzenia na swego sługę, bym nawrócił do Niego Jakuba i zgromadził Mu Izraela. I mówił: „To zbyt mało, iż jesteś mi sługą dla podźwignięcia pokoleń Jakuba i sprowadzenia ocalałych z Izraela. Ustanowię cię światłością dla pogan, aby moje zbawienie dotarło aż do krańców ziemi”.

Oczywiście, tekst jest bardzo tajemniczy, w dodatku dzisiejsze czytanie jest zestawieniem kilku zdań, nie następujących bezpośrednio po sobie, dlatego możemy zastanawiać się, o kim tutaj mowa. To już nie o całym narodzie, który – jako sługa – wielokrotnie nie okazywał się wiernym. Bóg wówczas powoływał konkretnych ludzi, aby – właśnie, jako Jego słudzy – dokonali odnowy tegoż narodu. W obrazie tych sług widzi się różne osoby, pojawiające się na kartach historii tamtego czasu, głównie władców, natomiast z perspektywy Nowego Testamentu i naszego rozumienia tego tekstu nie mamy wątpliwości, że chodzi o Jezusa Chrystusa.

To On stał się niewątpliwie «światłością dla narodów», aby Boże zbawienie dotarło aż do krańców ziemi. Ale taką światłością stał się również Święty Paweł, mówiący o sobie w drugim czytaniu: Paweł, z woli Bożej powołany na apostoła Jezusa Chrystusa, i Sostenes, brat, do Kościoła Bożego w Koryncie, do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa, ich i naszego Pana. Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego i od Pana Jezusa Chrystusa.

Zobaczmy, to są tak naprawdę tylko dwa zdania, ale imię Jezusa Chrystusa pojawia się tu aż cztery razy! Ten fragment to początek Pierwszego Listu do Koryntian. Jak na początku innych Listów, tak i tutaj – Paweł przedstawia się w sposób uroczysty, oficjalny, można by nawet powiedzieć: urzędowy, wskazując wyraźnie, z jakiej pozycji będzie przemawiał do swoich uczniów słowami tego czy innego Listu. Nie jest to bynajmniej żadna pozycja prywatna. Nie jest to również jakiekolwiek i czyjekolwiek ludzkie upoważnienie.

Paweł jest Apostołem Jezusa Chrystusa i przemawia w imię Jezusa Chrystusa, głosząc naukę Jezusa Chrystusa – do ludu, uświęconego w Jezusie Chrystusie. I temu właśnie ludowi, temu młodemu Kościołowi, tej Wspólnocie – Paweł przekazuje życzenie pokoju od Jezusa Chrystusa! I jako taki – on także, właśnie Paweł, stanie się «światłością dla narodów», głosząc Boże zbawienie aż po krańce świata.

Tak, właśnie dlatego został też nazwany Apostołem Narodów – cały Kościół tak go do dzisiaj określa. Ale nie dlatego, że okazał się takim gwiazdorem i tak zdolnym człowiekiem, iż przyćmił sobą innych i zajaśniał na firmamencie ludzkiej sławy, ale dlatego, że stał się sługą Bożym, sługą Jezusa Chrystusa, współpracownikiem Jezusa Chrystusa, Apostołem Jezusa Chrystusa – i jako taki stał się światłością. Nie samą w sobie, ale światłością Jezusa Chrystusa. On świecił przed nimi nie własnym blaskiem próżnej chwały, ale światłem Jezusa Chrystusa.

Wskazywał bowiem ludziom, że to jest Jezus Chrystus i kim w ogóle jest Jezus Chrystus. Dokładnie tak, jak w Ewangelii dzisiejszej uczynił to Jan Chrzciciel, gdy stwierdził: Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata. To jest Ten, o którym powiedziałem: «Po mnie przyjdzie Mąż, który mnie przewyższył godnością, gdyż był wcześniej ode mnie». Ja Go przedtem nie znałem, ale przyszedłem chrzcić wodą w tym celu, aby On się objawił Izraelowi.

A wspominając chrzest, jakiego udzielił Jezusowi w Jordanie oraz głos, jaki usłyszał od Boga: Ten, nad którym ujrzysz Ducha zstępującego i spoczywającego nad Nim, jest Tym, który chrzci Duchem Świętym Jan tak dokończył swoją wypowiedź: Ja to ujrzałem i daję świadectwo, że On jest Synem Bożym.

Zatem, Jan przez całą swoją publiczną działalność zapowiadał przyjście Mesjasza i przygotowywał ludzi na nie, a kiedy się ono dokonało, mógł powiedzieć: TO JEST TEN! Do tej pory zapowiadany, wyczekiwany, wytęskniony – teraz jest tu, między nami. Jest Bogiem z nami – Emmanuelem. Dlatego Jan Chrzciciel z przekonaniem mówi: TO JEST TEN! Zapowiadał Go, a teraz może Go przedstawić światu.

TO JEST TEN! – mówi Paweł Apostoł właściwie każdym jednym zdaniem swojego nauczania, zapisanego w kilkunastu Listach, jakie mamy w Nowym Testamencie. TO JEST TEN! – pokazywali światu i mówili pozostali Apostołowie, którzy podobnie, jak Paweł, także stali się «światłością dla narodów», aby Boże zbawienie dotarło aż po krańce ziemi.

TO JEST TEN! – powiedziało tak wielu Świętych, Męczenników i Wyznawców, którzy właśnie dla Tego, który jest tym jedynym i prawdziwym, poświęcili swoje życie. Nierzadko w sposób męczeński. TO JEST TEN! – mówi tak wielu kapłanów, głoszących z ambon całego świata Boże słowo, wskazując właśnie na Tego, który jest, czyli na Boga Człowieka, na obiecanego i zapowiadanego Mesjasza. Ale mówiąc: TO JEST TEN! – powinni rzeczywiście głosić Tego, który jest! I takim, jaki jest!

Niestety, od samego początku istnienia Kościoła prawda o Jezusie Chrystusie zwykle kole w oczy tych czy innych, dlatego ciągle wymyślają jakieś jej „warianty”. Te „zmodyfikowane” wersje niegdyś nazywano herezjami – właściwie ta nazwa nie utraciła do dziś swej aktualności i przydatności. Dzisiaj jednak nazywa się to niekiedy „nowoczesnością”, a niekiedy „uwspółcześnieniem języka”, aby łatwiej było dotrzeć do serc ludzi, zwłaszcza młodych.

I takiego właśnie Jezusa – nie tego, o którym można powiedzieć: TO JEST TEN!, ale bardziej: „To jest mój, prywatny Jezus, wymyślony na potrzeby własne, dla własnej wygody lub dla zdobycia poklasku lub popularności” – głoszą ci, którym bardziej odpowiada taki właśnie obraz Jezusa.

Niestety, wielka szkoda i wielki ból, że wśród takich głosicieli nie brakuje księży i zakonników, chcących za wszelką cenę zdobyć popularność na portalach społecznościowych, dlatego głoszących jakieś totalne androny, łatwe do przyjęcia i przełknięcia, dopasowane do oczekiwań dzisiejszego świata, w pełni zgodne z poprawnością polityczną i obyczajową, ale na pewno nijak się mające do prawdziwego obrazu Jezusa Chrystusa. Bo ten „dziwny Jezus”, głoszony przez takich łowców taniej popularności, to zupełnie nie ten, o którym czy to Jan Chrzciciel, czy Święty Paweł, czy którykolwiek z Apostołów, czy ktokolwiek ze Świętych, mógłby powiedzieć: TO JEST TEN!

Nie, raczej każdy z nich musiałby powiedzieć: To nie ten! To nie jest ten! I takie mocne zdanie, takie mocne stwierdzenie, musi dziś mocno wybrzmieć, w wręcz wygrzmieć w uszach, a bardziej w umysłach i w sercach, tych właśnie pasterzy Kościoła, tych kapłanów i zakonników lub zakonnic, ale i tych katolików, którym nie przeszkadza obmawianie, plotkowanie i szkalowanie. Którym w niczym – w rzekomym wyznawaniu przez nich wiary – nie przeszkadza przeklinanie.

I którzy nic nie robią sobie z tego, że sami mieszkają ze sobą na sposób małżeński, gdy nie są małżonkami, lub popierają to u innych, także u swoich dzieci. Którzy nic sobie nie robią z tego, że popierają tak zwaną aborcję, czyli najbardziej bestialskie mordowanie osób najbardziej bezbronnych; którzy za rzecz zupełnie normalną uważają popieranie lub stosowanie metody in vitro, która jest w rzeczy samej tym samym, co tak zwana aborcja, bo oznacza wyniszczenie wielkiej liczby poczętych istot ludzkich (poczętych in vitro, czyli na szkle, jak jakiś produkt masowej produkcji, jak jakiś przedmiot, który można wyrzucić do kosza, albo do muszli, spuszczając wodę).

Którym w niczym nie przeszkadza rozbijanie własnego małżeństwa i czynienie z dziecka lub z dzieci karty przetargowej, niczym piłeczki, odbijanej z jednej na drugą stronę, przeciąganej na jedną stronę a przeciwko drugiej, kiedy dziecku, do normalnego wychowania, potrzeba właśnie obojga rodziców, żyjących w zgodzie, kochających się nawzajem.

I właśnie ci wszyscy, którzy dopuszczają się tych, wymienionych tu bezeceństw – i jeszcze wielu innych – ręce do modlitwy składają, do Komunii w najlepsze przystępują, uważają się za głęboko wierzących, gorliwie praktykujących, starając się przekonać cały świat, że to wszystko, co robią, jakoś mieści się w tym, czego naucza Jezus i czego chce Jezus.

A Kościół, jeśli przez swoich dzisiejszych nauczycieli głosi niezmienne i stałe zasady, zapisane na kartach Ewangelii, to jest po prostu przestarzały, niczego nie rozumie, nie idzie za postępem, zablokował się w swoich schematach i jest po prostu zwyczajnym ciemnogrodem. Bo dzisiaj trzeba mówić innym językiem, a te przestarzałe zasady najlepiej wyrzucić na śmietnik historii. Bo „dzisiejszy” Jezus, odpowiednio „skrojony” do widzimisię wykształconego i nowoczesnego człowieka obecnego czasu, to jest ten, którego dzisiejszy świat rzekomo potrzebuje.

A tymczasem, Święty Kościół Katolicki, niezmiennie pokazuje od dwóch tysięcy lat tego i tylko tego Jezusa Chrystusa, który objawił się światu i który przemawia z kart Pisma Świętego i nauczania Kościoła, niezmiennego od samego początku, niezależnie od okoliczności, mód i oczekiwań ludzkich, niezależnie od ludzkich zachcianek i wymysłów – który jest zawsze ten sam: teraz i na wieki! I tylko o takim można powiedzieć: TO JEST TEN! I żaden inny.

I dlatego normy moralne, zapisane w Dekalogu i jasno nauczane w Kościele i przez Kościół, to są te normy, które prawdziwy katolik ma uznać za własne i według nich żyć. Jeżeli je w jakikolwiek sposób zmienia i do swoich zachcianek dopasowuje, to Jezus Chrystus, którego w ten sposób wyznaje i którego innym pokazuje, to nie jest ten – jedyny i prawdziwy. To jakiś produkt „jezusopodobny”, albo nawet zupełnie niepodobny. Jakiś wymysł, jakaś karykatura Jezusa!

I karykatura Kościoła, ułożonego według czyjejś prywatnej wizji. Taki „kościół” to na pewno nie jest Kościół Jezusa Chrystusa. Bo i Jezus – nie ten. Dlatego ten, kto wyznaje i zachowuje takie „dopasowane” do siebie zasady i takiego „dopasowanego” do swoich zachcianek Jezusa pokazuje światu – jest poza Kościołem. Tym prawdziwym. Wyłącza się z niego! I tu nie ma nad czym dyskutować – sprawa jest zupełnie jasna.

I nie powinien się w ogóle uważać za człowieka wierzącego – powiedzmy to sobie jasno, jednoznacznie, konkretnie i odważnie! Człowiekiem prawdziwie wierzącym – i w ogóle wierzącym – jest ten, kto uznaje i wyznaje takiego Jezusa, jakim jest On naprawdę. A także uznaje i zachowuje zasady moralne, głoszone przez Jezusa i Jego Kościół, zapisane już w Dekalogu.

Kto postępuje inaczej – wyłącza się z Kościoła i bardzo realnie naraża się na wieczne potępienie.

Jeżeli zatem cokolwiek miałoby się zmienić na lepsze w naszych rodzinach, w naszych lokalnych społecznościach, w naszych miejscach pracy, nauki i studiowania; jeżeli miałoby się coś zmienić na lepsze w naszej Ojczyźnie, we współczesnym świecie – także we współczesnym Kościele – w obliczu tego bałaganu, zamieszania, konfliktów, wzajemnej nienawiści i wrogości, jaki na każdej z tych płaszczyzn widzimy, to stanie się to wtedy i tylko wtedy, kiedy każda i każdy z nas będzie w stanie powtórzyć za Świętym Pawłem jego słowa z dzisiejszego drugiego czytania. A nie tylko powtórzyć, ale też uczynić programem swojego życia i sposobem układania relacji z drugim człowiekiem.

Ja to dzisiaj uczynię w swoim imieniu, a zachęcam, aby każdy z nas uczynił to osobiście, w pełni świadomie, oddając się do dyspozycji Pana naszego i pragnąc włączyć się w Jego apostolskie dzieło – właśnie Jego, czyli Tego, który jest i takiego, jakim naprawdę jest. Niech więc wybrzmi to tak:

Ksiądz Jacek Jaśkowski [tu niech każda i każdy z nas wstawi swoje imię i nazwisko] z woli Bożej powołany na apostoła Jezusa Chrystusa – do Kościoła Bożego: do tych, którzy zostali uświęceni w Jezusie Chrystusie i powołani do świętości wespół ze wszystkimi, którzy na każdym miejscu wzywają imienia Pana naszego Jezusa Chrystusa, ich i naszego Pana. Łaska wam i pokój od Boga Ojca naszego i od Pana Jezusa Chrystusa.

Właśnie od Tego, o którym ja osobiście – każdego dnia, każdym słowem i działaniem mojej kapłańskiej posługi i życiowego świadectwa i życiowego doświadczenia – staram się mówić: TO JEST TEN!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.