Jakiego kultu chce Bóg?…

J

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny obchodzą:

Ksiądz Mariusz Szyszko – mój serdeczny i oddany Przyjaciel jeszcze z czasów wspólnej służby ministranckiej w naszej rodzinnej Parafii; Człowiek, któremu bardzo wiele zawdzięczam i który zawsze jest blisko, aby wspierać i pomagać;

Ojciec Mariusz Rudzki, Salezjanin, także pochodzący z naszej rodzinnej Parafii;

Ksiądz Biskup Henryk Tomasik – do niedawna: Biskup radomski, a wcześniej: Biskup Pomocniczy siedlecki, udzielający mi w swoim czasie święceń diakonatu i mój Profesor w Seminarium;

Kapłani znajomi i z różnych względów mi bliscy:

* Ksiądz Mariusz Zaniewicz,

* Ksiądz Mariusz Świder,

* Ksiądz Mariusz Korzenecki,

* Ksiądz Mariusz Lech;

* Ksiądz Henryk Demiańczuk,

Ojciec Mariusz Bosek – Oblat, posługujący w Kodniu, Rzecznik prasowy Sanktuarium – Człowiek bardzo życzliwy, z którym mam radość znać się od wielu lat;

Mariusz Majewski – Członek FORMACJI «SPE SALVI», Lektor w mojej rodzinnej Parafii, zastępujący nieraz Pana Leszka Malinowskiego, naszego Kościelnego, zwanego Szefem lub Dyrektorem;

Mariusz Dawidek – Ojciec Filipa, Członka FORMACJI «SPE SALVI», Lektora Parafii Leopoldów, Założyciela i Prezesa tamtejszego Oddziału KSM;

Mariusz Kozłowski – mój Kolega z Klasy ze szkoły podstawowej;

Mężowie i Ojcowie trzech Rodzin, z którymi przyjaźń sięga jeszcze czasów pierwszego mojego wikariatu, w Radoryżu Kościelnym:

* Mariusz Niedziałkowski,

* Mariusz Kłusek,

* Mariusz Chmielewski;

Znajomi od wielu lat:

* Mariusz Kozak,

* Mariusz Mojzych,

* Mariusz Wojdowski.

Życzę Solenizantom, aby wszystko, co myślą, mówią i czynią – prowadziło Ich do Jezusa i było świadectwem o Nim, dawanym światu! Zapewniam o modlitwie!

I pozdrawiam Was bardzo serdecznie z Siedlec, gdzie dzisiaj zamierzam zostać przez cały dzień. Trochę podziałam „na mieście”, także na Uczelni, ale zasadniczo – pozostaję tutaj.

Bardzo przepraszam za późno zamieszczenie słówka, ale od rana coś się dzieje, a próbuję też „ogarniać świat” po wczorajszym, naprawdę bardzo dobrym spotkaniu Ekipy Teatralnej Duszpasterstwa Akademickiego NADZIEJA. Naprawdę, bardzo dobre spotkanie: merytoryczne podsumowanie ostatniego spektaklu (obejrzeliśmy go raz jeszcze wspólnie i wskazaliśmy sobie na pozytywy i mankamenty) oraz poczyniliśmy plany na przyszłość. Serdecznie dziękuję wszystkim Uczestnikom!

Zatem, już teraz zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dzisiaj mówi do mnie Pan? Z jakim przesłaniem zwraca się do mnie osobiście? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Poniedziałek 1 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie Św. Józefa Sebastiana Pelczara, Biskupa,

19 stycznia 2026., 

do czytań: 1 Sm 15,16–23; Mk 2,18–22

CZYTANIE Z PIERWSZEJ KSIĘGI SAMUELA:

Po zwycięstwie Saula nad Amalekitami Samuel powiedział Saulowi: „Dosyć! Powiem ci, co rzekł do mnie Pan tej nocy”. Odrzekł: „Mów”. I mówił Samuel: „Czy to nie prawda, że choć byłeś mały we własnych oczach, to jednak ty właśnie stałeś się głową pokoleń izraelskich? Pan bowiem namaścił cię na króla izraelskiego. Pan wysłał cię w drogę i nakazał: «Obłożysz klątwą tych grzesznych Amalekitów, będziesz z nimi walczył, aż ich zniszczysz». Czemu więc nie posłuchałeś rozkazu Pana? Z chciwości zabrałeś łup, popełniłeś więc zło przed Panem”.

Saul odpowiedział Samuelowi: „Posłuchałem głosu Pana: szedłem drogą, którą mnie posłał Pan. Przyprowadziłem Agaga, króla Amalekitów, Amalekitów zaś obłożyłem klątwą. Lud zabrał najlepsze owce i bydło z obłożonej klątwą zdobyczy, aby je ofiarować Panu, Bogu twemu, w Gilgal”.

Samuel odrzekł: „Czyż milsze są Panu całopalenia i ofiary krwawe od posłuszeństwa rozkazom Pana? Otóż lepsze jest posłuszeństwo od ofiary, uległość od tłuszczu baranów. Opór bowiem jest jak grzech wróżbiarstwa, a krnąbrność jak złość bałwochwalstwa. Ponieważ wzgardziłeś nakazem Pana, odrzucił cię On jako króla”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Jezusa i pytali: „Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?”

Jezus im odpowiedział: „Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego mają u siebie. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć.

Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i robi się gorsze przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków”.

To jest chyba odwieczny dylemat, jaki towarzyszy relacjom człowieka z Bogiem: jak i jakie praktyki religijne spełniać, jak oddawać cześć Bogu, jakie formy zachować, a jednocześnie: jak to się ma do serca człowieka, do jego myślenia, wewnętrznego nastawienia? A tak konkretnie: czy te zewnętrzne formy i znaki, te gesty, słowa i działania – zawsze i na pewno odzwierciedlają to, co dany człowiek przeżywa? A co, jeśli nie odzwierciedlają, albo nawet zupełnie się w dwie przeciwne strony „rozjeżdżają”?…

Zobaczmy, co o tym mówi nam dzisiaj sam Bóg w swoim słowie. Oto w pierwszym czytaniu, z Pierwszej Księgi Samuela, słyszymy bardzo mocną rozmowę właśnie Proroka Samuela z królem Saulem. Właściwie, to jeśli idzie o ścisłość, to mocne były słowa Proroka, upominającego króla za jego nieposłuszeństwo nakazom Bożym. Bo jeśli idzie o tłumaczenie króla, to było ono bardzo, bardzo słabe…

Oto bowiem gdy Prorok napomniał go – jako rzekliśmy – mocno i ostro: Czy to nie prawda, że choć byłeś mały we własnych oczach, to jednak ty właśnie stałeś się głową pokoleń izraelskich? Pan bowiem namaścił cię na króla izraelskiego. Pan wysłał cię w drogę i nakazał: «Obłożysz klątwą tych grzesznych Amalekitów, będziesz z nimi walczył, aż ich zniszczysz». Czemu więc nie posłuchałeś rozkazu Pana? Z chciwości zabrałeś łup, popełniłeś więc zło przed Panem ten odpowiedział: Posłuchałem głosu Pana: szedłem drogą, którą mnie posłał Pan. Przyprowadziłem Agaga, króla Amalekitów, Amalekitów zaś obłożyłem klątwą. Lud zabrał najlepsze owce i bydło z obłożonej klątwą zdobyczy, aby je ofiarować Panu, Bogu twemu, w Gilgal.

Jak się tego słucha, to niemalże odruchowo chciałoby się zapytać Saula – używając dzisiejszego sposobu wyrażania się – „z kogo ty, człowieku, robisz idiotę: z Proroka, czy z samego Boga? Dlaczego tak Boga, jak i Proroka, uważasz za głupszych od siebie? Kto uwierzy tak niemądremu twojemu tłumaczeniu?” Bo oto okazuje się, że ten „pobożny” król tak jest oddany Bogu, tak Mu „wierny” i tak „wielki hołd” chce Mu złożyć, że z tego, co przejął w trakcie zwycięskiego (dzięki Bożej pomocy oczywiście!) najazdu – pozostawił sobie najlepsze owce i bydło. Po co? Aby je ofiarować Panu. Chociaż Bóg chciał czegoś zupełnie innego!

Ot, dobroczyńca!” – chciałoby się powiedzieć, zważywszy przy tym na fakt zgorszenia, dokonanego przez króla wobec ludu. Bo dając ludowi do ręki te zdobyte trofea (tak ja nazwijmy na użytek tego rozważania), tym samym także lud pobudził do nieposłuszeństwa Bogu. Oczywiście, odpowiedzialność niczego nie świadomych ludzi jest w takim przypadku albo bardzo niewielka, albo nawet żadna.

Ale mówimy o stworzeniu bardzo niekorzystnego kontekstu, a do tego: o daniu bardzo złego wzoru ludziom, którzy w przyszłości mogą – już sami z siebie, przy innej może okazji – powiedzieć, że nie ma znaczenia, czego Bóg chce, jakiej formy kultu oczekuje i jakiej postawy, bo my to wiemy lepiej i zrobimy tak, jak my chcemy. I może się okazać, że taka ofiara w ogóle nie zostanie przez Boga przyjęta – jako nie taka, jaką być powinna. Jako będąca wyrazem samowoli i pychy, a nie miłości, posłuszeństwa i oddania.

I to właśnie w tym duchu odczytujemy słowa Jezusa, który w dzisiejszej Ewangelii – na pytanie faryzeuszów: Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą? odpowiedział bardzo stanowczo, a jednocześnie bardzo logicznie: Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego mają u siebie. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć.

Po czym dodał bardzo znamienne pouczenie: Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i robi się gorsze przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków.

Właśnie! Zmiana myślenia, zmiana wewnętrznego nastawienia, zmiana wartościowania, przestawienie akcentów! Na co? Bardziej – na kogo? Oczywiście: na Boga! Na Jezusa! Bo jeżeli ja składam jakąkolwiek ofiarę, podejmuję jakikolwiek post, odważam się na jakiekolwiek wyrzeczenie czy umartwienie, to muszę postawić sobie bardzo oczywiste pytanie: Po co to potrzebne? Dla kogo to robię? Jaki mam w tym cel? Co chcę na tym zyskać? Chociaż może to ostatnie jest pytaniem wyjątkowo nie na miejscu, ale czy na pewno nigdy taka wewnętrzna myśl nie pojawia się w kontekście naszych różnych ofiarowań, czynionych Bogu?…

Owo wlewanie nowego wina do nowych bukłaków, a nie do starych, ma nam uświadomić, że Jezus jest zawsze Kimś nowym i odnawiającym! Tak, odnawiającym – oby! – nasze myślenie! Dlatego w kontakcie z Nim nigdy nie możemy zastygnąć w jakimś naszym schemacie myślenia, w jakichś ramkach swoich starych przyzwyczajeń. A skoro tak, to podejmując nawet – a może: zwłaszcza – nasze codzienne religijne praktyki, mamy wciąż poszukiwać dla nich nowej motywacji, a co za tym idzie: nowego zapału.

Bo to też jest bardzo ważna kwestia, którą tu sobie musimy dopowiedzieć: my nie mamy zrezygnować z tych zewnętrznych praktyk, tłumacząc to w ten sposób, że teraz wszystko przenosimy na płaszczyznę ducha. W ten sposób bowiem tłumaczą się na przykład ci, którzy nie uczestniczą we Mszy Świętej niedzielnej, a często także w ogóle się nie modlą, bo twierdzą, że oni całym swoim życiem się modlą. Wszystkim, co robią, to oni się modlą. Całe ich życie – to jednak wielka modlitwa!

Nie odmawiając wartości takiego stwierdzenia, musimy jednak powiedzieć, że – przynajmniej w tym kontekście, w jakim dziś te słowa analizujemy – nie są one ani wartościowe, ani dobre, bo przede wszystkim: nie są prawdziwe. Na pewno ten, kto nie modli się słowami – a chociażby tymi, których nauczył sam Jezus – i kto nie spełnia nakazanych prawem Kościoła i prawem Świętej Tradycji praktyk religijnych, ten na pewno i życiem się nie modli.

Natomiast ten, kto znajduje czas na rozmowę z Bogiem, a nade wszystko: uczestniczy we Mszy Świętej, spowiada się systematycznie i przystępuje stale do Komunii Świętej; kto przyjmuje inne Sakramenty, kto czyta i rozważa Pismo Święte, kto nie żałuje czasu na osobistą adorację Najświętszego Sakramentu – ten na pewno także całym życiem się modli! Bo dobre natchnienia, jakie zyska w tym modlitewnym, medytacyjnym i sakramentalnym kontakcie z Bogiem – z pewnością przełożą się na codzienną postawę.

Natomiast to wszystko ma się odbywać w taki sposób, jaki chce Bóg. A On chce nas widzieć na Mszy Świętej, chce do nas mówić na „falach” modlitwy i poprzez swoje Słowo… Nade wszystko zaś: chce naszego posłuszeństwa swojej woli, swojemu nauczaniu, które naprawdę nie jest dla nas jakimś udręczeniem czy ograniczeniem wolności, ale wielkim dobrodziejstwem, znakiem miłości Boga do nas i troski o nas. I właśnie w ramach spełniania tych Bożych oczekiwań wobec człowieka mieszczą się również różne formy kultu, składanego przez człowieka Bogu.

Tak było w Starym Testamencie, w którym te ofiary, o jakich dziś Samuel rozmawia z Saulem, były rzeczywiście przez Boga nakazane, dokładnie i precyzyjnie opisane w Prawie Mojżeszowym. I także wszelkie posty i wyrzeczenia także znajdują akceptację na kartach Pisma Świętego. A nawet nasze obecne religijne praktyki, jak udział we Mszy Świętej niedzielnej, także tam znajdziemy zapisane. Wszak na pewno znane są nam gorzkie i ostre słowa Pawła Apostoła, gromiącego pierwszych chrześcijan za to, że nie uczestniczą w «łamaniu chleba» – czyli w wydarzeniu, które my określamy mianem Mszy Świętej – albo traktują je jako zwykły posiłek.

Zatem, to wszystko jest opisane i przez Boga chciane. Dlatego nie należy z tego rezygnować. Wprost przeciwnie: spełniać religijne praktyki, modlić się i pościć. Ale nadać temu nową – i wciąż odnawiającą się i aktualizującą – motywację! Te wszystkie praktyki mają być po prostu spełniane dla Jezusa, ze względu na Jezusa i tak, jak On tego chce. I mają współgrać najpierw z naszym myśleniem, a potem: z naszym postępowaniem.

Mają zatem wynikać z naszego szczerego i trzeźwego myślenia, czyli być naprawdę wewnętrznie szczerze chciane i głęboko, po Bożemu, umotywowane, a potem – mają mieć wpływ na nasze codzienne życie. Mają się przełożyć po prostu na naszą codzienność. I wtedy będzie wszystko w porządku – i wszystko na swoim miejscu. Inaczej – wszystko będzie „na głowie” stało, a praktyki, czynione tylko dla samych praktyk, na „zaliczenie” i dla zachowania tradycji, to będzie czysty teatr. Żeby nie powiedzieć: kabaret. A tego raczej nie chcemy, prawda?… Na pewno tego nie chcemy!

Tak, jak nie chciał tego, dlatego swoje relacje z Bogiem układał w bardzo głęboki, uporządkowany i umotywowany sposób – Patron dnia dzisiejszego, Święty Biskup Józef Sebastian Pelczar.

Urodził się 17 stycznia 1842 roku w Korczynie koło Krosna. Jeszcze przed urodzeniem został ofiarowany Najświętszej Maryi Pannie przez swoją pobożną matkę. Ochrzczony dwa dni po urodzeniu, wzrastał w głęboko religijnej atmosferze. Od szóstego roku życia był ministrantem w parafialnym kościele. Po ukończeniu szkoły w Korczynie, kontynuował naukę w Rzeszowie. Zdał egzamin dojrzałości w 1860 roku i wstąpił do Seminarium Duchownego w Przemyślu. 17 lipca 1864 roku, przyjął święcenia kapłańskie.

Podjął pracę jako wikariusz w Samborze, jednak niedługo potem został skierowany na studia w Kolegium Polskim w Rzymie, na których uzyskał doktoraty z teologii i prawa kanonicznego. Oddawał się w tym czasie głębokiemu życiu wewnętrznemu i zgłębiał dzieła ascetyków. Owocem tego stała się jego praca zatytułowana Życie duchowe czyli doskonałość chrześcijańska”. Przez dziesiątki lat służyła ona zarówno kapłanom, jak i osobom świeckim.

Po powrocie do kraju, w październiku 1869 roku, został wykładowcą teologii pastoralnej i prawa kościelnego w seminarium przemyskim, a w latach 1877 – 1899 był profesorem i rektorem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Obok zajęć uniwersyteckich był również znakomitym kaznodzieją, zajmował się też działalnością kościelno – społeczną.

Odznaczał się gorliwością i szczególnym nabożeństwem do Najświętszego Sakramentu, do Serca Bożego i Najświętszej Maryi Panny, czemu dawał wyraz w swej bogatej pracy pisarskiej i kaznodziejskiej. W trosce o najbardziej potrzebujących oraz o rozszerzenie Królestwa Serca Bożego w świecie założył w Krakowie w 1894 roku Zgromadzenie Służebnic Najświętszego Serca Jezusowego , czyli Sercanek.

W 1899 roku, został Biskupem pomocniczym, a 17 grudnia 1900 roku Biskupem diecezjalnym Diecezji przemyskiej. Jako gorliwy pasterz dbał o świętość Diecezji. Swoją posługę opierał w wielkiej mierze na modlitwie, z której czerpał natchnienie i moc do pracy apostolskiej. Ubodzy i chorzy byli zawsze przedmiotem jego szczególnej troski. Jego rządy były czasem wielkiej troski o podniesienie poziomu wiedzy duchowieństwa i wiernych. W tym celu często gromadził księży na zebrania i konferencje oraz pisał wiele listów pasterskich. Popierał bractwa i sodalicję mariańską. Przeprowadził także reformę nauczania religii w szkołach podstawowych. Z jego inicjatywy powstał w diecezji Związek Katolicko – Społeczny. Zwiększył o pięćdziesiąt siedem liczbę placówek duszpasterskich.

Często przeprowadzał wizytacje kanoniczne w parafiach. W 1901 roku powołał do życia redakcję miesięcznika „Kronika Diecezji Przemyskiej”. W 1902 roku urządził bibliotekę i muzeum diecezjalne, założył Małe Seminarium i odnowił katedrę przemyską. Jako jedyny biskup w tamtych czasach, pomimo zaborów, odważył się w 1902 roku zwołać Synod diecezjalny – po stu siedemdziesięciu dziewięciu latach przerwy, aby oprzeć działalność duszpasterską na mocnym fundamencie prawa kościelnego. Wśród tych wszechstronnych zajęć przez cały czas prowadził także działalność pisarską.

Posiadał rzadką umiejętność doskonałego wykorzystywania czasu. Każdą chwilę umiał poświęcić dla chwały Bożej i zbawienia dusz. Był ogromnie pracowity, systematyczny i roztropny w podejmowaniu ważnych przedsięwzięć, miał doskonałą pamięć. Oszczędny dla siebie, hojnie wspierał wszelkie dobre i potrzebne inicjatywy.

Zmarł w Przemyślu, 28 marca 1924 roku, w opinii świętości. Beatyfikowany został w Rzeszowie, 2 czerwca 1991 roku, przez Jana Pawła II. A już 18 maja 2003 roku, Jan Paweł II kanonizował Błogosławionego Biskupa Józefa Sebastiana Pelczara.

W homilii powiedział wtedy: Dewizą życia Biskupa Pelczara było zawołanie: «Wszystko dla Najświętszego Serca Jezusowego przez Niepokalane Ręce Najświętszej Maryi Panny». To ono kształtowało jego duchową sylwetkę, której charakterystycznym rysem jest zawierzenie siebie, całego życia i posługi, Chrystusowi przez Maryję. Swoje oddanie Chrystusowi pojmował nade wszystko jako odpowiedź na Jego miłość, jaką zawarł i objawił w sakramencie Eucharystii.”

Tyle Jan Paweł II. A sam Święty Biskup Józef Sebastian, w swoim dziele „Życie duchowne, czyli doskonałość chrześcijańska”, tak pisał: „Jaka to chwała, jakie szczęście dla nas, iż Pan Bóg pozwala miłować siebie, iż nas przypuszcza do słodkiej poufałości z sobą i przyjaciółmi nawet swoimi nazywa. […] Jeśli chcesz poznać ogrom tej miłości, rozważaj dzieła Boże, spełnione dla człowieka, a mianowicie trzy wieczne pomniki miłości: żłóbek, krzyż i ołtarz. Szczególnie stań pod krzyżem i przypatrz się miłości Ukrzyżowanego, przypatrz się Ukrzyżowanemu. Stań przed Przenajświętszym Sakramentem i rozważ to niezmierne wyniszczenie się Boga utajonego, tę ogromną ofiarę z siebie, to całkowite oddanie się człowiekowi z miłości bez granic. Wniknij potem do Serca Jezusowego i przypatrz się Jego miłości.

Zaprawdę, żaden rozum nie zdoła pojąć, jak wielki płomień trawi to Serce Najmiłościwsze. Gdyby Mu było polecone nie raz, ale tysiąc razy za nas umrzeć, albo za jednego człowieka to samo wycierpieć, co wycierpiał za wszystkich, miłość Jego byłaby tę śmierć tysiąckrotną chętnie przyjęła i tyle cierpiała dla jednego, ile dla wszystkich. Gdyby było potrzebne, aby Pan zamiast trzech godzin aż do sądnego dnia na krzyżu wisiał, miłość Jego niewyczerpana i to byłaby spełniła. A więc Jezus więcej nas miłował, aniżeli dla nas wycierpiał.” Tyle nasz dzisiejszy Patron.

A my, zapatrzeni w przykład jego świętości, ale też zasłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zastanówmy się raz jeszcze, na ile godzimy nasze stałe praktyki religijne i wszelkie formy naszego zewnętrznego odniesienia do Boga – z nastawieniem wewnętrznym? Które „motywuje” które, co „napędza” co? A może jest to wzajemne motywowanie się i wzmacnianie?

Oby! Oby w ten sposób wszystko szło „w głąb” i stawało się coraz bardziej autentycznym i pełnym szczerej miłości naszym odniesieniem do Boga!

Co w tym celu – tak bardzo konkretnie i jednostkowo – zrobię jeszcze dzisiaj?…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.