Na drugą stronę?…

N

Szczęść Boże! Drodzy moi, pozdrawiamy Was ze Szklarskiej Poręby! Dotarliśmy wczoraj około 22:00. I dzisiaj od rana sporo się dzieje, dlatego opóźnienie w zamieszczeniu słówka. Zaraz wyruszymy na wędrówkę górską – dzisiaj taką spacerową – a o 18:00 mam zastąpić Księdza Dziekana Bogusława Sawaryna przy Ołtarzu Pańskim, ze względu na chorobę Księdza. Przed chwilą rozmawialiśmy – i już od pierwszego wypowiedzianego przez Księdza Dziekana słowa wiedziałem, że coś jest nie tak. Dlatego chciałbym pomóc duszpastersko w najbliższych dniach, stosownie do potrzeby.

A z Alicją i Szymonem tworzymy naprawdę świetny Zespół. Mamy za sobą wspólną modlitwę i dobrą rozmowę, planujemy wspólne posiłki i – oczywiście – wspólne Msze Święte. Ja osobiście nastawiam się na znaczące wzmocnienie duchowe i intelektualne po tym wyjeździe!

Pamiętamy o Was w modlitwie!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim bardzo osobistym i bardzo konkretnym przekazem zwraca się On właśnie do mnie dzisiaj? Duchu Święty, poprowadź w głąb Bożego słowa…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Poniedziałek 6 Tygodnia zwykłego, rok II,

16 lutego 2026., 

do czytań: Jk 1,1–11; Mk 8,11–13

POCZĄTEK LISTU ŚWIĘTEGO JAKUBA APOSTOŁA:

Jakub, sługa Boga i Pana Jezusa Chrystusa, śle pozdrowienie dwunastu pokoleniom w rozproszeniu.

Za pełną radość poczytujcie to sobie, bracia moi, ilekroć spadają na was różne doświadczenia. Wiedzcie, że to, co wystawia waszą wiarę na próbę, rodzi wytrwałość. Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali, nienaganni, w niczym nie wykazując braków.

Jeżeli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając; a na pewno ją otrzyma. Niech zaś prosi z wiarą, a nie wątpi o niczym. Kto bowiem żywi wątpliwości, podobny jest do fali morskiej wzbudzonej wiatrem i miotanej to tu, to tam. Człowiek ten niech nie myśli, że otrzyma cokolwiek od Pana, bo jest mężem chwiejnym, niestałym we wszystkich swych drogach.

Niech się zaś ubogi brat chlubi z wyniesienia swego, bogaty natomiast ze swego poniżenia, bo przeminie niby kwiat polny. Wzeszło bowiem palące słońce i wysuszyło łąkę, kwiat jej opadł, a piękny jej wygląd zginął. Tak też bogaty przeminie w swoich poczynaniach.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Faryzeusze zaczęli rozprawiać z Jezusem, a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku. On zaś westchnął głęboko w duszy i rzekł: „Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu”.

I zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę.

Pierwsze czytanie – to początek Listu Świętego Jakuba Apostoła. Jeżeli pamiętamy początki Listów Świętego Pawła, to na pewno już zauważamy różnicę między nimi, a między tym dzisiejszym wprowadzeniem do omawianego Listu. Oto bowiem Paweł zwykle pisał swoje wstępy w formie dłuższej, bardziej rozbudowanej, niekiedy uzasadniając powód, dla którego wypowiada się z mocą autorytetu apostolskiego, niekiedy także odnosząc się wprost do adresatów, zwykle – w tych pierwszych zdaniach – chwaląc ich i doceniając zasługi.

Dzisiaj natomiast słyszymy pierwsze zdanie: Jakub, sługa Boga i Pana Jezusa Chrystusa, śle pozdrowienie dwunastu pokoleniom w rozproszeniu. I – chciałoby się powiedzieć – to byłoby na tyle! Krótko i konkretnie. Co nie oznacza oczywiście, że Paweł Apostoł nie był konkretny w swoich wypowiedziach, bo kiedy podejmował się omawiania kolejnych problemów, jakie trzeba mu było rozstrzygać, to był w tym bardzo konkretny. Natomiast Jakub, którego cały List – dość krótki – jest naprawdę bardzo rzeczowy i właśnie bardzo konkretny w swej treści, już od samego jego początku przechodzi do rzeczy i wyłuszcza, o co mu chodzi. A o co chodzi?

A o to, że należy docenić trudne doświadczenia w swoim życiu, bo one – przeżywane w łączności z Bogiem – czynią nas wytrwałymi w wierze. Przypomnijmy sobie w tym kontekście historię Salomona, którą omawialiśmy w poprzednich tygodniach. Oto ten, któremu tak bardzo powodziło się w życiu, któremu Pan tak hojnie błogosławił i tyle dobra mu udzielał, w którymś momencie zwyczajnie zgłupiał, uwierzył w siebie, stracił samokontrolę, a nawet odwrócił się od Boga, zaczynając czcić bóstwa obce!

Może mu właśnie zabrakło tych trudniejszych doświadczeń, które by go uszlachetniły, uodporniły na różne przeciwności. Tymczasem, on wszystko miał „podane na tacy”, dlatego kiedy przyszło co do czego – zwyczajnie stracił nad sobą kontrolę. Zabrakło tego czynnika, który by go ukształtował, uodpornił, wzmocnił. W sumie, to także owo powodzenie i szczęście powinno ukształtować w nim postawę wdzięczności Bogu i miłości do Niego. Niestety, finalnie tak się nie stało.

Stąd też Jakub Apostoł dzisiaj docenia rolę doświadczenia, które spotyka człowieka. Ale też rolę modlitwy, zanoszonej z wiarą – tym razem: modlitwy o mądrość! Apostoł zachęca: Jeżeli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając; a na pewno ją otrzyma. Niech zaś prosi z wiarą, a nie wątpi o niczym. Kto bowiem żywi wątpliwości, podobny jest do fali morskiej wzbudzonej wiatrem i miotanej to tu, to tam. Człowiek ten niech nie myśli, że otrzyma cokolwiek od Pana, bo jest mężem chwiejnym, niestałym we wszystkich swych drogach.

To bardzo ciekawe stwierdzenia, bo my nieraz modlimy się o różne sprawy i stwierdzamy, że Pan naszych modlitw nie wysłuchał. Oczywiście, pierwszą kwestią, jaką w tym kontekście należy poruszyć, to jasne stwierdzenie, że każda nasza modlitwa jest wysłuchana! Tak, każda! Natomiast nie w każdym przypadku Bóg daje nam to, o co prosimy. I my to bardzo często tłumaczymy wolą Bożą. I tak na pewno wielokrotnie jest. Ale czy zawsze?

Dzisiaj Apostoł uświadamia nam, że może być inna przyczyna takiego stanu rzeczy – właśnie takiego, że nie otrzymujemy tego, o co prosimy: nasza słaba wiara. Czy bierzemy pod uwagę taką ewentualność? I tu już niezależnie, czy prosimy o mądrość, czy o cokolwiek innego – wszak Apostoł stwierdza, że ktoś taki, kto chwieje się w tej swojej wierze, wykazując się tak naprawdę jej brakiem, niech nie myśli, że otrzyma cokolwiek od Pana.

Właśnie dlatego, że jest chwiejny, że nie ufa Bogu do końca, że nie zdaje się totalnie na Niego, że Jego pomoc traktuje jako jedną z wielu ewentualności – i to niekoniecznie pierwszego wyboru! Czyli, że wyraża stanowisko w stylu: „No, dobrze, spróbowałem z tej strony rozwiązać problem, z tym próbował coś ugrać, z tamtym coś załatwić, a to byłem u psychologa, a to u wróżki, a to u znajomego w tej sprawie – to jeszcze na koniec się pomodlę. Jak nie pomoże, to pewnie i nie zaszkodzi…”.

Oczywiście, trzeba podjąć także ludzkie rozsądne działania, bo po to dał nam Pan rozum, żebyśmy z niego korzystali. Ale wszelkie nasze działania zawsze powinny mieć związek z modlitwą, od niej się zaczynać, przez nią być wspieranymi i ubogacanymi. Modlitwa nie może być niekoniecznym czy zwyczajowym dodatkiem do naszego zasadniczego działania: to właśnie ona powinna być tym zasadniczym działaniem, a inne czynności, które oczywiście także podejmiemy, powinny być z nią ściśle związane. A skoro tak, to trudno sobie wyobrazić, żeby taka modlitwa nie była zanoszona z wiarą! Wtedy w ogóle nie miałaby sensu!

Święty Jakub zaś jeszcze dodaje – w ostatnim akapicie: Niech się zaś ubogi brat chlubi z wyniesienia swego, bogaty natomiast ze swego poniżenia, bo przeminie niby kwiat polny. Wzeszło bowiem palące słońce i wysuszyło łąkę, kwiat jej opadł, a piękny jej wygląd zginął. Tak też bogaty przeminie w swoich poczynaniach. Można by powiedzieć, że akurat te wskazania nijak się mają do poprzednich. Bo tam o wierze i modlitwie, o spadających na człowieka doświadczeniach, a tu o bogactwie i ubóstwie.

Z pewnością, tak to trochę faktycznie wygląda, że Jakub, pisząc swój List do chrześcijan, za których był odpowiedzialny, chciał w krótkiej w miarę formie napisać to, co miał do napisania i nie rozwlekać się zbytnio. Raz jeszcze zauważmy: cały jego List jest bardzo skondensowany, przez co jasny i konkretny. Dlatego zapewne podejmował on kolejne problemy, jakie mu zgłoszono, odnosząc się do każdego z nich.

Ale czy to oznacza, że nie ma między jego wskazaniami żadnego logicznego związku, czyli że raz pisze o tym, raz o tamtym, a raz jeszcze o czymś innym? Bo w ostatnim akapicie wyraźnie promuje ludzi ubogich i przestrzega bogatych. Ale czy na pewno – pisząc to – myślał, kto ma ile w portfelu lub na koncie, czy może jednak o czymś innym?… A jeśli tak, to o czym?…

A może właśnie o tym, o czym dzisiaj usłyszeliśmy w Ewangelii, iż faryzeusze zaczęli rozprawiać z Jezusem, a chcąc wystawić Go na próbę, domagali się od Niego znaku. On zaś westchnął głęboko w duszy i rzekł: „Czemu to plemię domaga się znaku? Zaprawdę powiadam wam: żaden znak nie będzie dany temu plemieniu”. I zostawiwszy ich, wsiadł z powrotem do łodzi i odpłynął na drugą stronę.

Zobaczmy, mówimy o tych, którzy wręcz z definicji – i z urzędu – winni być Bożymi stronnikami, Bożymi przedstawicielami, Bożymi heroldami wobec ludzi. A możemy nawet powiedzieć: specjalistami od Boga i od Bożych spraw – wobec ludzi. A tymczasem, Jezus dzisiaj po prostu ich zostawia – i odpływa na drugą stronę. I nie chodziło tu wyłącznie o drugą stronę jeziora. Ale te słowa brzmią dla faryzeuszy jak gigantyczne ostrzeżenie: Jezus zostawił ich i przeszedł na drugą stronę – od nich! Czyli – zupełnie nie wziął ich strony! Wyraźnie zdystansował się od nich.

Na ich cyniczne, bezczelne i próżne żądanie znaku dla samego znaku – odpowiedział jednym mocnym zdaniem i zwyczajnie ich zostawił, po czym odpłynął! Na drugą stronę! Dlaczego? Bo pomimo pozycji, jaką zajmowali i prezencji, jaką pokazywali na zewnątrz – On w ich sercach zobaczył totalną pustkę, a wręcz: totalną moralną zgniliznę: cynizm, pychę, bezczelność, zadufanie w sobie, arogancję! Na pewno nie zobaczył tam wiary – żadnej wiary! Dlatego – by posłużyć się Jakubowym stwierdzeniem z pierwszego czytania – nie mogli się oni spodziewać, że «otrzymają cokolwiek od Pana». Na pewno – nie mogli spodziewać się żadnego znaku.

Bo brakło im Bożej mądrości – chociaż za mędrców przed ludźmi uchodzili. Bo byli bogaci przed Bogiem – w tym sensie bogaci, że ich serca były obciążone… nimi samymi. Ich pychą, ich przekonaniem o sobie, ich wręcz pogardą dla Jezusa. Dlatego tak surowo zostali potraktowani: Jezus przeszedł na drugą stronę, niejako jak najdalej od nich. Zajął stanowisko całkowicie przeciwne do ich stanowiska. Zdystansował się od nich. Odniósł się z totalną dezaprobatą dla ich zachowania i postawy.

Drodzy moi, zróbmy wszystko, co w naszej mocy, wspartej Bożą łaską, abyśmy zawsze byli po stronie Jezusa. Aby On – widząc naszą wiarę i modlitwę, zanoszoną z wiarą, nasze pragnienie mądrości i naszą pokorę, a także: naszą szczerą otwartość na Jego znaki i dary – nie musiał nigdy od nas odchodzić na drugą stronę. Wprost przeciwnie: oby zawsze widział nas po swojej stronie!

I obyśmy nigdy od Niego nie odchodzili, tej naszej bliskości nie zmarnowali, ale wręcz wzmacniali ową bliskość, czyli miłość do Jezusa. Niech tę miłość kształtują wszystkie okoliczności naszego codziennego życia, także – trudne doświadczenia, które choć trudne, to jednak jeśli są mądrze przeżywane, wówczas naprawdę zbliżają nas do Jezusa. Czynią nas świętymi!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.