Owoce piękne i trwałe!

O

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Ksiądz Biskup Kazimierz Gurda, Pasterz Diecezji siedleckiej. Życzę Księdzu Biskupowi nieustannego zapału apostolskiego i wielkiego ducha! Także zdrowia i sił fizycznych. Zapewniam o modlitwie!

Imieniny przeżywają także dzisiaj:

Ksiądz Prałat Profesor Kazimierz Matwiejuk – mój seminaryjny Ojciec Duchowny, a obecnie: Ojciec Duchowny wszystkich Kapłanów Diecezji siedleckiej

Ksiądz Prałat Kazimierz Stańczuk, emerytowany Proboszcz i Dziekan w Żelechowie.

Urodziny zaś przeżywa Anna Kępa, należąca w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot.

Modlę się dla Świętujących o to, by każdego dnia dążyli, a wręcz biegli do doskonałości i przyjaźni z Jezusem, jak to czynił Patron dnia dzisiejszego. Będę Ich w tym wspierał modlitwą!

Drodzy moi, ja dzisiaj pozdrawiam z Siedlec, gdzie planuję dyżur duszpasterski na Wydziałach przy ulicy 3 Maja – od 10:00 do 15:00. Potem, o 17:00 – spotkanie naszej Wspólnoty formacyjnej BANDA «CZARNEGO», w trakcie której będziemy gościć Alumna Łukasza Goławskiego. Opowie nam On o swoim przygotowaniu do kapłaństwa, ale i posłudze misyjnej Księży Werbistów.

O 19:00 – Msza Święta w intencji Środowiska Akademickiego, Duszpasterstwa Akademickiego i Młodzieży w Kościele. Po czym – adoracja w ciszy do godziny 21:00. Zapraszam do osobistego uczestnictwa, albo do duchowej łączności z nami!

Teraz zaś pochylmy się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, jakie konkretne przesłanie Pan do mnie dziś kieruje? Duchu Święty, przyjdź, prosimy…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Święto Św. Kazimierza, Królewicza,

4 marca 2026.,

do czytań z t. VI Lekcjonarza:

Syr 51,13–20; albo: Flp 3,8–14; J 15,9–17

CZYTANIE Z KSIĘGI SYRACYDESA:

Będąc jeszcze młodym, zacząłem podróżować, szukałem jawnie mądrości w modlitwie. U bram świątyni prosiłem o nią i aż do końca szukać jej będę.

Z powodu jej kwiatów, jakby dojrzewającego winogrona, serce me w niej się rozradowało, noga moja wstąpiła na prostą drogę, od młodości mojej idę jej śladami. Nakłoniłem tylko trochę ucha mego, a już ją otrzymałem i znalazłem dla siebie rozległą wiedzę.

Postąpiłem w niej, a Temu, który dał mi mądrość, chcę oddać cześć. Postanowiłem bowiem wprowadzić ją w czyn, zapłonąłem gorliwością o dobro i nie doznałem wstydu.

Dusza moja walczyła o nią i z całą starannością usiłowałem zachować Prawo. Ręce wyciągałem w górę, a błędy przeciwko niej opłakiwałem.

Skierowałem ku niej moją duszę i znalazłem ją dzięki czystości. Z nią od początku zyskałem rozum, dlatego nie będę opuszczony.

ALBO:

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO FILIPIAN:

Bracia: wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego.

Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim, nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze, przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach, w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych.

Nie mówię, że już to osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też to zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa.

Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej. Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.

To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję.

Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał, aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”.

Patron dnia dzisiejszego, Święty Kazimierz, urodził się 3 października 1458 roku, w Krakowie, na Wawelu. Był drugim spośród sześciu synów króla Polski, Kazimierza Jagiellończyka. Jego matką była córka cesarza Niemiec, Elżbieta, pod opieką której Kazimierz pozostawał do dziewiątego roku życia. W 1467 roku król powołał na pierwszego wychowawcę i nauczyciela swoich synów księdza Jana Długosza, kanonika krakowskiego, który aż do XIX wieku uznawany był za najwybitniejszego historyka Polski. I to właśnie Długosz napisał o Kazimierzu: „Był młodzieńcem szlachetnym, rzadkich zdolności i godnego pamięci rozumu”.

W 1471 roku brat Kazimierza, Władysław, został koronowany na króla czeskiego. W tym samym czasie na Węgrzech wybuchł bunt przeciwko królowi. Na tron zaproszono Kazimierza. Jego ojciec chętnie przystał na tę propozycję. Kazimierz wyruszył zatem wraz z dwunastoma tysiącami wojska, by poprzeć zbuntowanych magnatów. Ci jednak ostatecznie wycofali swe poparcie i Kazimierz wrócił do Polski bez korony węgierskiej. Ten zawód dał mu wiele do myślenia.

Po powrocie do kraju, królewicz nie przestał interesować się sprawami publicznymi. Wręcz przeciwnie – został „prawą ręką” ojca, który upatrywał w nim swego następcę i wciągał go powoli do współrządzenia. Podczas dwuletniego pobytu ojca na Litwie, Kazimierz – jako namiestnik – rządził w Koronie. Obowiązki państwowe umiał pogodzić z bogatym życiem duchowym.

Wezwany przez ojca w 1483 roku do Wilna, umarł w drodze z powodu trapiącej go gruźlicy. Na wieść o pogorszeniu się zdrowia Kazimierza, król przybył do Grodna. Właśnie tam – jak zapisał Ksiądz Piotr Skarga – „opowiedziawszy dzień śmierci swej tym, którzy mu w niemocy służyli […], ducha Panu Bogu poleciwszy, odszedł 4 dnia marca Roku Pańskiego 1484, lat mając dwadzieścia sześć”. Pochowano go w katedrze wileńskiej, w kaplicy Najświętszej Maryi Panny, która od tej pory stała się miejscem pielgrzymek.

Żyjący współcześnie z nim Autor tak opisał duchową sylwetkę Świętego: „Niewypowiedziana i najszczersza miłość ku Wszechmogącemu Bogu w Duchu Świętym tak bardzo ogarniała serce Kazimierza, tak obfitowała i wylewała się na zewnątrz z głębi serca ku bliźnim, iż nic nie było dlań przyjemniejszym, nic bardziej upragnionym, jak wszystko swoje, a także i siebie samego – oddać ubogim Chrystusa, podróżnym, chorym, więźniom i strapionym. Dla wdów, sierot i uciśnionych był nie tyle opiekunem i dobroczyńcą, ile ojcem, synem i bratem.

Wiele zapewne należałoby pisać, gdyby się chciało przedstawić po kolei jego wszystkie dzieła gorącej wobec Boga i bliźniego miłości. Trudno wypowiedzieć albo wyobrazić sobie, jak bardzo przestrzegał sprawiedliwości, ile okazywał roztropności, jak bardzo jaśniał odwagą i stałością, a wszystko w tym wieku, w którym człowiek zazwyczaj skłonny jest do złego. Codziennie zalecał ojcu przestrzeganie sprawiedliwości w rządach królestwem i poszczególnymi ludami. A jeśli czasem przez niedopatrzenie czy ludzką ułomność zdarzały się tutaj zaniedbania, Kazimierz nie omieszkał nigdy wypomnieć tego z łagodnością i pokorą.

Sprawy biednych i uciśnionych brał jak swoje własne w obronę, toteż został przez lud nazwany obrońcą biednych. Nigdy też, chociaż był synem królewskim i najpierwszego rodu, nie okazał się przykrym w rozmowie i w spotkaniu z ludźmi prostymi i niskiego pochodzenia. Pragnął raczej należeć do łagodnych i ubogich duchem, których jest Królestwo niebieskie, niż do sławnych i potężnych na tym świecie. Nie pragnął ziemskich zaszczytów ani władzy, nie chciał też nigdy przyjąć ich od ojca, bojąc się, aby kolce bogactw, które Pan nasz Jezus Chrystus nazwał cierniami, nie zraniły ducha ani nie spowodowały zakażenia sprawami świata.

Wszyscy jego domownicy i zaufani, mężowie czcigodni i szlachetni, którzy znali go doskonale […] zgodnie poświadczają i stwierdzają, że Kazimierz zachował dziewictwo przez całe swe życie, aż do ostatniego dnia.” Tyle ze świadectwa, zapisanego przez Autora, współczesnego Kazimierzowi.

My zaś, słuchając Bożego słowa, przeznaczonego w liturgii dokładnie na dzisiejsze Święto, odnajdujemy w nim zachętę do kształtowania w sobie bogatego i intensywnego życia wewnętrznego, życia duchowego.

Oto w pierwszym czytaniu, z Księgi Syracydesa, słyszymy: Będąc jeszcze młodym, zacząłem podróżować, szukałem jawnie mądrości w modlitwie. U bram świątyni prosiłem o nią i aż do końca szukać jej będę. Zwraca uwagę owo połączenie aktywności zewnętrznej, wyrażonej stwierdzeniem: zacząłem podróżować – z aktywnością wewnętrzną: szukałem jawnie mądrości w modlitwie.

Później to połączenie także jest zauważalne, chociażby w słowach: Z powodu jej kwiatów, jakby dojrzewającego winogrona, serce me w niej się rozradowało, noga moja wstąpiła na prostą drogę, od młodości mojej idę jej śladami. Nakłoniłem tylko trochę ucha mego, a już ją otrzymałem i znalazłem dla siebie rozległą wiedzę. Postąpiłem w niej, a Temu, który dał mi mądrość, chcę oddać cześć. Postanowiłem bowiem wprowadzić ją w czyn, zapłonąłem gorliwością o dobro i nie doznałem wstydu. Dusza moja walczyła o nią i z całą starannością usiłowałem zachować Prawo.

Zauważamy tu dążenie do przełożenia owej wewnętrznej mądrości, owego duchowego bogactwa – na konkretne czyny. Czyli jakby kierunek odwrotny od tego, zarysowanego w pierwszym zdaniu: tam podróżowanie miało być związane z szukaniem mądrości, szukaniem duchowej głębi – tutaj owa głębia, owo życie duchowe miało się przełożyć na konkretne czyny zewnętrzne i postawy. A w ogóle, w tym tekście da się wyczuć mocne połączenie obu tych wymiarów – wewnętrznego i zewnętrznego – takie nierozdzielne ich przenikanie się.

W dość specyficzny sposób tę właśnie kwestię ujmuje Święty Paweł, w drugim dzisiejszym czytaniu, gdy do wiernych Gminy chrześcijańskiej w Filipii – ale i do nas wszystkich oczywiście – zwraca się ze słowami: Wszystko uznaję za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa, Pana mojego. Dla Niego wyzułem się ze wszystkiego i uznaję to za śmieci, bylebym pozyskał Chrystusa i znalazł się w Nim, nie mając mojej sprawiedliwości, pochodzącej z Prawa, lecz Bożą sprawiedliwość, otrzymaną przez wiarę w Chrystusa, sprawiedliwość pochodzącą od Boga, opartą na wierze, przez poznanie Jego: zarówno mocy Jego zmartwychwstania, jak i udziału w Jego cierpieniach, w nadziei, że upodabniając się do Jego śmierci, dojdę jakoś do pełnego powstania z martwych.

A dodajmy, że Paweł miał z czego rezygnować, miał co «uważać za stratę», skoro już takie postanowienie podjął. Bo z pewnością położył tu na szali swoje osobiste życiowe doświadczenie, bardzo wysokie – jak na owe czasy – wykształcenie, dość stabilną pozycję społeczną i status obywatela rzymskiego, szerokie kontakty z ludźmi… Ale też dziedzictwo religijne swego narodu, a konkretnie: ścisłe przestrzeganie Prawa Mojżeszowego, w wersji „zmodyfikowanej” przez faryzeuszy. I to wszystko – cały ten zewnętrzny świat i swoją aktywność w tym świecie – uznał on za stratę ze względu na najwyższą wartość poznania Chrystusa Jezusa. A to przenosi nas już na płaszczyznę życia wewnętrznego.

Warto zauważyć, że Paweł stawia całą tę sprawę bardzo uczciwie: Nie mówię, że już to osiągnąłem i już się stałem doskonałym, lecz pędzę, abym też to zdobył, bo i sam zostałem zdobyty przez Chrystusa Jezusa. Bracia, ja nie sądzę o sobie samym, że już zdobyłem, ale to jedno czynię: zapominając o tym, co za mną, a wytężając siły ku temu, co przede mną, pędzę ku wyznaczonej mecie, ku nagrodzie, do jakiej Bóg wzywa w górę w Chrystusie Jezusie.

Podkreślmy jeszcze raz: bardzo uczciwe i pokorne postawienie sprawy. Nawet tak wielki Apostoł i Nauczyciel, jakim Paweł był – i miał tego pełną świadomość, że jest dla swoich uczniów autorytetem i punktem odniesienia – nigdy nie grał przed nikim lepszego, niż jest. Czyli – chociażby – nigdy nie wyrzekł się swojej przeszłości, a więc faktu prześladowania Kościoła, zanim się jeszcze nawrócił. I wcale nie udawał, że jest jakimś nadczłowiekiem, wolnym od słabości, któremu doskonałość przychodzi ot, tak sobie, bez problemu.

Nie, on także kształtował swoją postawę i swoją doskonałość. Wzmacniał swoją duchową więź z Jezusem, aby z tej więzi czerpać przede wszystkim moc i światło do całej swojej, tak bardzo aktywnej – i, jak się miało okazać, owocnej – działalności apostolskiej.

A wszystko to, o czym tu sobie do tej pory powiedzieliśmy, to potwierdzenie i realizacja tych oto słów Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej. Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna.

A w czym konkretnie owo trwanie w miłości Jezusa ma się wyrazić? Słyszymy to wyraźnie: To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję.

Co zaś z tego wyniknie? Co my z tego – jakby to dziwnie nie zabrzmiało – będziemy mieli? To też słyszymy jasno: Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Szczególnie zaś warto zwrócić uwagę na tę obietnicę: Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał, aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje.

Drodzy moi, to bardzo cenne i ważne wskazanie dla nas wszystkich – począwszy ode mnie, księdza: jeżeli narzekam, a przynajmniej zauważam, że moja posługa duszpasterska przynosi tak słabe owoce; albo że te owoce, które zdaje się przynosić, nie trwają zbyt długo w sercach ludzi, to przede wszystkim powinienem zapytać o moją wiarę, o moją osobistą więź z Jezusem, o moje życie duchowe, o bogactwo i moc mojego własnego życia wewnętrznego. Czy tak, jak Mędrzec Syracydes, podejmując podróż po drogach duszpasterskiej posługi, intensywnie i wytrwale szukałem […] mądrości w modlitwie? A czy jej teraz szukam?

Czy «trwam w miłości» Jezusa – poprzez intensywne życie modlitwą, Bożym słowem; poprzez wierne i rzetelne wypełnianie Bożych przykazań – bez łatwego usprawiedliwiania swoich słabości i szukania kompromisu z nimi? Niech to wybrzmi raz jeszcze: Czy przyczyna mojej słabej kapłańskiej posługi nie leży przede wszystkim we mnie samym? Owszem, także i w innych okolicznościach zewnętrznych, ale czy te inne okoliczności nie byłyby tak dolegliwe, gdybym ja sam był mocną, duchową fortecą, w której Jezus panowałby niepodzielnie?

Takie pytanie musi dzisiaj postawić sobie każdy i każda z nas: Czy po moim życiu widać, że jestem człowiekiem wierzącym? Czy moja postawa, a więc moje słowa i czyny, od razu, niejako automatycznie – tak, to słowo nie jest tutaj zbyt fortunne – „przekierowuje” uwagę ludzi ze mnie na Jezusa? I czy rzeczywistość wokół mnie – dzięki mnie – staje się lepsza, piękniejsza, jaśniejsza? Dzięki mnie – czytaj: dzięki Jezusowi, swobodnie działającemu we mnie i przeze mnie. Czy mogę z przekonaniem tak powiedzieć? Czyli: czy moje chrześcijaństwo owocuje w moim życiu i w życiu osób, z którymi, wśród których i dla których żyję?

Jeżeli nie, to właśnie Wielki Post jest po to, żeby zaczęło. A Święty Kazimierz jest po to, aby podpowiedział i przykładem własnym pokazał, jak nie dać się zdominować temu, co zewnętrzne – nawet, jeśli jest to dwór i tron królewski – a mocno postawić na to, co wewnętrzne, aby to właśnie promieniowało i przekładało się na sferę zewnętrzną.

A wtedy będą piękne i trwałe owoce!

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.