Szczęść Boże! Drodzy moi, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa Ksiądz Tomasz Radczuk, mój Kolega z Roku Święceń, Proboszcz Parafii w Grabowie Szlacheckim, w Diecezji Siedleckiej. Niech Pan błogosławi Mu w pełnieniu kapłańskiej posługi i we wszystkim, co każdego dnia myśli, mówi i czyni – na chwałę Bożą. Wspieram modlitwą!
I pozdrawiam Wszystkich z Kodnia, gdzie wczoraj rozpoczęły się Rekolekcje FORMACJI «SPE SALVI». Dopiero po 21:00 odprawiliśmy Mszę Świętą, potem była kolacja i wspólne Nieszpory. I rozmowa – do 1:00 dnia dzisiejszego. A dzisiaj zapowiada się naprawdę piękny i intensywny dzień. Atmosfera wyśmienita. Naprawdę, cudownie czuję się wśród moich duchowych Synów – młodych Ludzi, tak szczerze oddanych Bogu i tak głęboko w Niego zapatrzonych, tak mocno z Nim związanych!
Pamiętamy o Was w modlitwie – i Waszej pamięci się polecamy!
Przypominam, że dzisiaj pierwsza sobota miesiąca!
Teraz zaś już wsłuchajmy się w Boże słowo. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Wczytajmy się w Boże słowo i w rozważanie Kacpra – i spróbujmy odkryć, co Pan konkretnie mówi do mnie przez to Słowo. Niech Duch Święty pomoże nam w tym odkrywaniu!
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Sobota 2 Tygodnia Wielkiego Postu,
7 marca 2026.,
do czytań: Mi 7,14–15.18–20; Łk 15,1–3.11–32
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA MICHEASZA:
Paś lud Twój, Panie, laską Twoją, trzodę dziedzictwa Twego; co mieszka samotnie w lesie, pośród ogrodów. Niech wypasają Baszan i Gilead, jak za dawnych czasów. Jak za dni Twego wyjścia z ziemi egipskiej ukaż nam dziwy.
Któryż bóg podobny Tobie, który oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek Reszcie dziedzictwa Twego? Nie żywi On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie.
Ulituje się znowu nad nami, zetrze nasze nieprawości i wrzuci w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy. Okażesz wierność Jakubowi, Abrahamowi łaskawość, co poprzysiągłeś przodkom naszym od najdawniejszych czasów.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”.
Opowiedział im wtedy następującą przypowieść:
„Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: «Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada». Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zebrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie.
A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, które jadały świnie, lecz nikt mu ich nie dawał.
Wtedy zastanowił się i rzekł: «Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników». Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca.
A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: «Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem».
Lecz ojciec rzekł do swoich sług: «Przynieście szybko najlepszą suknię i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się». I zaczęli się bawić.
Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to znaczy. Ten mu rzekł: «Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego».
Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: «Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę».
Lecz on mu odpowiedział: «Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się»”.
Pierwsze dzisiejsze czytanie to przepiękny hymn Proroka Micheasza na cześć miłosiernej miłości Boga. Pierwszy akapit – to oddanie się człowieka tej miłosiernej opiece, owemu pełnemu miłości prowadzeniu: Paś lud Twój, Panie, laską Twoją, trzodę dziedzictwa Twego; co mieszka samotnie w lesie, pośród ogrodów. Niech wypasają Baszan i Gilead, jak za dawnych czasów. Jak za dni Twego wyjścia z ziemi egipskiej ukaż nam dziwy.
W Piśmie Świętym, w wielu miejscach, odnajdujemy tego typu zwroty do Boga, sugerujące jakoby Boga trzeba było poinformować o tym, co ma zrobić, aby naprawdę uszczęśliwić człowieka. Dzisiaj może jest to wyrażone delikatnie – takimi wezwaniami, jak: paś lud Twój, czy też: Jak za dni Twego wyjścia z ziemi egipskiej ukaż nam dziwy – jakby Bogu trzeba było przypomnieć, jak to właśnie było w czasie wyjścia z ziemi egipskiej.
Oczywiście, zdajemy sobie sprawę, że to nie Bogu jest potrzebne takie przypomnienie, ale nam, byśmy sobie na nowo uświadomili, jak Bogu bardzo na nas zależy! I jak On wiele dla nas już zrobił, dlatego czymś oczywistym jest, że… chcemy więcej! Chcemy jeszcze! Skoro zasmakowaliśmy w tej wielkiej Bożej dobroci, to po prostu chcemy więcej tego dobra. I jest to pragnienie jak najbardziej właściwe, bo jeżeli czegoś oczekujemy od Boga lub o coś Go prosimy, to możemy być w stu procentach pewni, że On nie da nam niczego złego.
I stąd te wyrażane co i raz prośby do Boga, aby nie zakrywał swego oblicza, aby okazał miłosierdzie, aby wreszcie pospieszył na pomoc. Niekiedy te prośby mają – zauważmy to jeszcze raz – wyraźny charakter swoistego ponaglania Boga, swoistego nacisku na Niego, aby wreszcie zareagował! Niekiedy zaś pojawiają się pytania, stanowiące wręcz wyrzut, dlaczego Bóg postąpił tak, a tak nie postąpił?
I to wszystko, o czym tu sobie mówimy, wpisuje się w nasze relacje z Nim. Bo taki tak naprawdę jest człowiek… Jaki? Niecierpliwy! I dlatego kiedy widzi, że grunt mu się pali pod nogami, że nie radzi sobie ze swoim życiem i swoimi problemami, kiedy już się nacieszy sam sobą i swoją wolnością, rozumianą jako samowola i totalny luz moralny, wtedy dociera do niego, że jest jeszcze Bóg i jest jeszcze pomoc z Nieba. I zaczyna o tę pomoc prosić, a nawet dobijać się o nią! I ponagla tegoż swego Boga, aby przypadkiem nie przeoczył kogoś lub czegoś, lub nie zapomniał udzielić jakiejś łaski. Trochę się może uśmiechamy, mówiąc takie słowa, ale to jest takie bardzo szczere i prawdziwe w naszym odniesieniu do Boga.
Zwłaszcza, że On sam pozwala na takie odniesienie. Wszak – jak słyszymy dalej – któryż bóg podobny Tobie, który oddalasz nieprawość, odpuszczasz występek Reszcie dziedzictwa Twego? Nie żywi On gniewu na zawsze, bo upodobał sobie miłosierdzie. A w związku z tym – co wydaje się oczywiste – ulituje się znowu nad nami, zetrze nasze nieprawości i wrzuci w głębokości morskie wszystkie nasze grzechy. Okażesz wierność Jakubowi, Abrahamowi łaskawość, co poprzysiągłeś przodkom naszym od najdawniejszych czasów.
Oto obraz Boga, jako Ojca, któremu bardzo zależy na swoich dzieciach. Może nawet na własnej chwale – chociaż jest to chwała Boska – tak nie zależy, jak na tym, by Jego dzieci były z Nim zawsze: zarówno tu, na ziemi, jak i wieczności. I nawet, kiedy błądzą z daleka od Niego, to On ciągle czeka i ciągle wybacza.
Tak, jak ten niezwykły ojciec z jakże nam dobrze znanej przypowieści Jezusa – właśnie: tradycyjnie zwanej przypowieścią o synu marnotrawnym, a ostatnio coraz częściej określanej mianem przypowieści o miłosiernym ojcu. Bo ponad małostkowość tego pewnie nieco rozpuszczonego smarkacza, który postanowił wyrzec się domu – ba: wyrzec się ojca, którego uznał za praktycznie nieżyjącego, skoro zażądał „swojej” części majątku i poszedł z nią w świat – wybija się na plan pierwszy właśnie owo miłosierdzie ojca, który na swojego synalka czekał, by mu zaraz wybaczyć.
Ale – co jest tu niezwykle ważne – on na niego czekał, a nie chodził za nim, nie przekonywał do zmiany postępowania, wprost przeciwnie: pozwolił mu dotknąć dna! Tak, absolutnego dna moralnej nędzy, bo jeżeli ten młody człowiek, z tak dobrego domu – i pod względem materialnym, ale i moralnym, bo to wynika wprost z treści przypowieści – upadł aż tak nisko, że nie tylko musiał pasać świnie, by się w ogóle utrzymać, ale nawet jadł ich pokarm, którego mu dodatkowo jeszcze brakowało (a pamiętajmy, że świnia była – wedle Prawa Mojżeszowego – zwierzęciem tak zwanym nieczystym), to znak, że już niżej nie dało się upaść. I synalek tak właśnie upadł.
A ojciec – pozwolił na to, nie ratował go przed skutkami jego głupich wyborów. Pozwolił mu dotknąć dna, aby mógł się on odbić od tego dna i zacząć racjonalnie myśleć. A wtedy pojawiła się myśl o domu, o ojcu, o bliskich… O tym normalnym, spokojnym i pięknym życiu, które wcześniej prowadził, a które przez swoją własną głupotę stracił. Miłość ojcowska pozwoliła mu to wszystko odzyskać, ale – by się tak wyrazić – nie za darmo. Musiał coś z siebie dać. A może nawet – musiał dużo z siebie dać. Musiał samego siebie w jakimś sensie dać – i całego siebie.
Musiał zmienić dotychczasowe myślenie, a nade wszystko: z pełną pokorą, która jest prawdą o człowieku, uznać swoją głupotę. I kiedy się to wszystko stało, wrócił do domu – a tam zastał czekającego na niego ojca. I zastał swój dawny dom – ten, który znał. Owszem, może nie czekały na niego otwarte ramiona starszego brata, który miał – jak się wydaje – słuszne prawo do wypowiedzenia tych słów, które wypowiedział do ojca na wieść o przebaczeniu młodszemu synowi. To prawda, że możemy „czepiać się” za sformułowanie: ten syn twój – nie: „brat mój”, czy jakieś inne, jakby się od niego odżegnywał – ale jego irytacji trudno się dziwić.
Spójrzmy realnie na całą sytuację: on, czyli starszy brat, rzetelnie wykonywał swoje obowiązki, był stale przy ojcu. I pewnie przez cały ten czas, kiedy młodszy synalek bawił się w świecie, niejedno przykre zdanie wymienili z ojcem na temat tej sytuacji. Bo ojca musiało bardzo boleć to, co się stało. I oto synalek wraca, a ojciec zamiast go ukarać – tak dla przykładu i dla zasady, nawet gdyby miał mu potem wszystko przebaczyć – to natychmiast przywraca go do dawnych łask, czego symbolem jest pierścień na rękę i sandały na nogi.
Miał prawo starszy syn tego nie rozumieć – a nie wiemy, co było potem. Może zrozumiał. Dlatego odsądzanie go od czci i wiary – także przez wielu kaznodziejów – jest raczej nie na miejscu. Natomiast i w tym kontekście zwraca uwagę postawa ojca, który okazał tak samo wielkie miłosierdzie młodszemu synowi, jak i cierpliwość starszemu. Do każdego ze swoich synów starał się dotrzeć w sposób jak najbardziej adekwatny i stosowny do okoliczności – i odpowiedni do wrażliwości każdego z nich. To jest właśnie obraz ojca – to jest właśnie obraz Boga – który nie jest obojętny na los swoich dzieci. Który czeka na ich powroty – z przebaczeniem na dłoni. Który gotów jest ponownie nałożyć pierścień na rękę i sandały na nogi, jeżeli człowiek tylko zapragnie ponownie w pełni uczestniczyć w godności dziecka Bożego.
Ale to musi być wolna decyzja człowieka. Bóg nie jest obojętny, Bogu zależy na człowieku – ale człowiekowi musi chociaż trochę zależeć na Bogu. A tak naprawdę – to na samym sobie. Na swoim własnym dobru. Ale dobru – rozumianym tak, jak je rozumie Bóg, a nie jak sam człowiek rozumie. Bo na swoim własnym rozumieniu własnego dobra to młodszy synalek mocno się „przejechał”. Dopiero kiedy zgodził się zaakceptować na nowo zasady ojcowskie, wszystko wróciło do normy.
Zatem, Bóg czeka na nas, nasz los jest Mu naprawdę nieobojętny. Zależy Mu na nas i czeka na nas. Ale – by się tak wyrazić – na swoich zasadach, nie na naszych. Bo to w tych zasadach tkwi nasze prawdziwe dobro, a nie w naszym widzimisię.
I właśnie Wielki Post jest dobrym czasem, aby zaakceptować na nowo te Boże zasady w naszym życiu. A wtedy wszystko wróci do normy – do tej Bożej normy, jeżeli Boże normy będziemy zachowywać. Bo to też jest ważne. Bogu nie jest obojętny los człowieka – oby nam samym nie był. I oby Bóg nigdy dla nas nie był obojętny – oby nie stał się w naszym życiu wielkim Nieobecnym. Odkrywajmy i odbudowujmy zatem na nowo – w tym Wielkim Poście – naszą jedność i łączność z Bogiem. Ale – na Bożych zasadach!

„Pan Bóg odpuszcza wszystkie twoje winy
i leczy wszystkie choroby.”
Reprodukcję tego obrazu Rembrandta można również zobaczyć w katedrze nowosybirskiej (ul. M.Gorkiego, 100 ) w pobliżu konfesjonału.
To nie przypadek. Do konfesjonału wchodzimy jako „świnie”, zranione brudem grzechu; a wychodzimy jako „owce” o śnieżnobiałej wełnie.
W konfesjonale pokazujemy lekarzowi (czyli księdzu) nasze rany. On wyciąga nad nami rękę i w imieniu Naczelnego Lekarza (Boga Miłosiernego) odpuszcza nam grzechy. Tak jak lekarz w szpitalu przepisuje „antybiotyk” na skutki grzechu – pokutę.
Jest to konieczne dla całkowitego uzdrowienia naszej duszy. Tak jak nie lekceważymy zaleceń lekarza w szpitalu, gdy chcemy wyleczyć dolegliwości cielesne.
Wyślę reprodukcję obrazu ks. Jackowi mailem.