Szczęść Boże! Drodzy moi, pozdrawiam Was w Wielką Środę! Dzisiaj jestem przez cały dzień na miejscu, w Duszpasterstwie, ogarniając różne sprawy. O 19:00 – Msza Święta w intencji Środowiska Akademickiego, Duszpasterstwa Akademickiego i Młodzieży w Kościele. Potem – adoracja w ciszy, do godziny 21:00, zakończona Apelem Maryjnym. Zapraszam do udziału lub duchowej łączności.
Drodzy moi, raz jeszcze zachęcam do przypomnienia sobie przebiegu i znaczenia Świętego Triduum Paschalnego i Okresu Wielkanocnego. Kilka słów na ten temat znajduje się pod poniedziałkowym rozważaniem.
Teraz zaś zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:
https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut
Zatem, co konkretnie i osobiście mówi do mnie Pan? Z jakim bardzo konkretnym przekazem zwraca się do mnie? Duchu Święty, podpowiedz…
Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
Gaudium et spes! Ks. Jacek
Wielka Środa,
1 kwietnia 2026.,
do czytań: Iz 50,4–9a; Mt 26,14–25
CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:
Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu przez słowo krzepiące. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem.
Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem.
Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam.
Blisko jest Ten, który mnie uniewinni. Kto się odważy toczyć spór ze mną? Wystąpmy razem! Kto jest moim oskarżycielem? Niech się zbliży do mnie!
Oto Pan Bóg mnie wspomaga! Któż mnie potępi?
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: „Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam”. A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.
W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: „Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali Paschę do spożycia?”
On odrzekł: „Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: «Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie chcę urządzić Paschę z moimi uczniami»”. Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.
Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: „Zaprawdę powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi”.
Zasmuceni tym bardzo, zaczęli pytać jeden przez drugiego: „Chyba nie ja, Panie?”
On zaś odpowiedział: „Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane; lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził”.
Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł: „Czy nie ja, Rabbi?” Mówi mu: „Tak jest, ty”.
Izajasz nie identyfikuje owego Sługi Jahwe – Sługi Pana – o którym pisze, z żadną postacią historyczną. Bo tak naprawdę, każdy wierzący w Boga powinien być otwarty na Boże słowo, powinien nieść innym ludziom słowa pociechy od Boga. W tym konkretnym przypadku, Sługa ów ma ze swoją misją pójść do ludu Izraela, który jest rozczarowany i nie wierzy, iż Bóg naprawdę jest w stanie pomóc strudzonemu i bezsilnemu. Właśnie Sługa Jahwe – dlatego, że otwiera się na działanie Boga – ma szansę przekonać opornych i wątpiących. Ale to dlatego, że on sam pierwszy uwierzył w moc Bożą i ma odwagę, by podjąć z Bogiem współpracę.
Słyszymy dzisiaj: Pan Bóg mnie obdarzył językiem wymownym, bym umiał przyjść z pomocą strudzonemu przez słowo krzepiące. Każdego rana pobudza me ucho, bym słuchał jak uczniowie. Pan Bóg otworzył mi ucho, a ja się nie oparłem ani się nie cofnąłem. Niestety, jak słyszymy, ta misja wiąże się z odrzuceniem i cierpieniem.
W innym tłumaczeniu, słowa te brzmią: Pan Bóg dał mi język ucznia, abym umiał słowem pokrzepiać strudzonych. Rozbudza mnie każdego ranka, od rana czyni mnie gotowym, bym słuchał, jak uczeń.
Z kolei, Biblia Pierwszego Kościoła tłumaczy to tak: Pan mnie obdarza językiem biegłym, abym w odpowiedniej porze, gdy będzie trzeba, umiał wygłosić słowo. Dał mi to rano, dodając ucho, abym mógł słyszeć. Nauczanie Pana otwiera me uszy, a ja się nie opieram ani się nie wymawiam.
Jak widzimy, każde z tych tłumaczeń – chociaż dotyczy tego samego – jednak w nieco inny sposób przedstawia ową dynamikę działania Boga i współpracy Jego Sługi, dla dobra innych ludzi. Chrześcijanie w Słudze tym – to oczywiste – widzą Jezusa Chrystusa. Cały dzisiejszy opis bardzo „pasuje” do Jego życia i przebiegu misji zbawczej, zwieńczonej na tym świecie Ofiarą Krzyża. Można wręcz przyłożyć – na zasadzie „jeden do jednego” – to, co dzisiaj usłyszeliśmy, do tego, co słyszymy w tych dniach, kiedy to słowo Boże przygotowuje nas na Wydarzenia Paschalne, prowadząc nas razem z Jezusem przez kolejne etapy tego przygotowania.
Dlatego też samo cierpienie, jakie dobrowolnie przyjął na siebie Jezus, zostało dzisiaj zapowiedziane przez Proroka w słowach: Podałem grzbiet mój bijącym i policzki moje rwącym mi brodę. Nie zasłoniłem mojej twarzy przed zniewagami i opluciem. Jeżeli jednak wiemy, że Jezus zniósł to wszystko godnie i w milczeniu, w całkowitym posłuszeństwie woli Bożej, to dlatego, że był ze swym Ojcem w doskonałej jedności. On był w sposób absolutny i najbardziej doskonały otwarty na słowo swego Ojca i zjednoczony z Nim w miłości.
Dlatego też Prorok może dzisiaj powiedzieć te słowa, tak bardzo dokładnie odnoszące się do cierpień Zbawiciela: Pan Bóg mnie wspomaga, dlatego jestem nieczuły na obelgi, dlatego uczyniłem twarz moją jak głaz i wiem, że wstydu nie doznam. Blisko jest Ten, który mnie uniewinni. Kto się odważy toczyć spór ze mną? Wystąpmy razem! Kto jest moim oskarżycielem? Niech się zbliży do mnie! Oto Pan Bóg mnie wspomaga! Któż mnie potępi?
Właśnie, któż się odważy toczyć spór z tym, który żyje w pełnej jedności z Bogiem? Któż go może oskarżyć, potępić? Oczywiście, że nie ma takiej mocy, jeżeli ktoś żyje z Bogiem w relacji – jeśli się tak można wyrazić – „jeden do jednego”, czyli w totalnej wierności, zjednoczeniu, miłości i… zasłuchaniu w Boże słowo. Taki człowiek jest skałą nie do ruszenia.
Niestety, niezwykle dramatyczne wydarzenia, opisane w dzisiejszej Ewangelii, pokazują nam, że można być bardzo blisko światła – i żyć w totalnej ciemności. Można być bardzo blisko Zwycięzcy – i wszystko przegrać. Można słuchać słów, niosących miłość, mądrość i zbawienie – i nic nie usłyszeć. Taki dramat stał się udziałem Judasza. A dlaczego się stał? Kto odważył się wystąpić przeciwko niemu, wiedząc o tym, że przez trzy lata był on tak bardzo blisko Źródła mocy, siły i prawdy? Któż może oskarżyć czy potępić takiego człowieka? Kto?
On sam. Tak się ciekawie składa, że na pytanie, zawarte w ostatnim zdaniu pierwszego czytani: Oto Pan Bóg mnie wspomaga! Któż mnie potępi?, które w innym tłumaczeniu brzmi: Oto Pan Bóg mnie wspiera! Kto mi dowiedzie winy?; a w Biblii Pierwszego Kościoła: Oto Pan biegnie mi na ratunek. Kto może mnie skrzywdzić? – odpowiada ostatnie zdanie czytania ewangelicznego.
W przekładzie, z którego tu sobie korzystamy w liturgii, brzmi ono: „Czy nie ja, Rabbi?” Mówi mu: „Tak jest, ty”. Ale już w innym przekładzie czytamy: „Chyba nie ja, Rabbi?”. On mu odparł: „Sam to powiedziałeś”. A w Biblii Pierwszego Kościoła: „Czyżbym to ja był, Mistrzu? Odpowiedział mu: „Rzekłeś!”
Tak, człowiek, który zamyka się na głos Boży, który się od Boga odwraca, zostaje sam na sam ze sobą – ze swoją biedą duchową, ze swoimi dramatami, ze swoją pychą, prowadzącą do zguby. A w tym konkretnym przypadku, który sobie dziś omawiamy, możemy mówić o wyjątkowym dramacie człowieka i jego pogubieniu z jednej strony, a jednocześnie – z drugiej – o wyjątkowej podłości, cynizmie i hańbie.
Mówimy bowiem o zdradzeniu kogoś, z kim się zasiadało do wspólnego stołu. W tamtej kulturze szczególnie taka zdrada bolała i była czymś wyjątkowo nikczemnym, bo stół był znakiem zjednoczenia w miłości ludzi sobie bliskich, zaufanych, oddanych sobie. W naszej kulturze też tak było – trudno powiedzieć, czy tak jeszcze jest, to trochę zależy od tego, na ile nam na tym zależy i na ile pielęgnujemy te przepiękne tradycje wspólnego stołu. Zwłaszcza stołu świątecznego. Ale w tamtej kulturze, w tamtym czasie, zasiadanie przy wspólnym stole miało wyjątkowe znaczenie.
I teraz: odejść od tego stołu – zauważmy to: świątecznego – by zdradzić kogoś tak bliskiego i tak kochającego, jak Jezus kochał swoich najbliższych, to wyjątkowa nikczemność, podłość, hańba i straszliwa osobista klęska moralna! Właściwie, to żadne słowa nie są w stanie oddać rozmiaru tej duchowej klęski!
Drodzy moi, weźmy to sobie do serca jako potężne ostrzeżenie dla każdej i każdego z nas: nawet taka bezpośrednia bliskość Jezusa, Boga Człowieka, Światłości i Miłości, w jakiej żył Judasz, nie uchroniła go przed przegraną, upadkiem, klęską! Dlaczego? Bo on sam tak wybrał! To on sam tak chciał.
Wszystko zatem, co dotyczy zbawienia – ale też w ogóle: naszego życia na tym świecie i w przyszłym – w ostatecznym rozrachunku zależy od nas! Jezus jest z nami, Jezus jest dla nas, kieruje do nas swoje Słowo, wyciąga do nas swoją rękę, ogarnia nas miłością swego serca. A my możemy się na to wszystko otworzyć – i być najszczęśliwszymi ludźmi w życiu: w tym i w przyszłym. A możemy się zamknąć w sobie samych, zająć w swoich sercach miejsce, należne Bogu, chcieć samym sobie wystarczyć – i wszystko przegrać. Tak niestety też można.
Wybierzmy ten wariant pierwszy: wariant „z Jezusem”! Nie czyńmy Jezusa bezsilnym w stosunku do nas – swoim zamknięciem na Niego. Wprost przeciwnie: Otwórzmy się na Niego totalnie – tak, jak On otworzył się na nas! Odpowiedzmy naszą najszczerszą miłością na Jego bezgraniczną miłość!
