Zamiary Boga – zamiary człowieka…

Z

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny przeżywa mój Szwagier, Kamil Niedźwiedzki. Dziękując za przyjaźń, wsparcie i wieloraką pomoc, życzę, aby każdego dnia coraz bardziej spełniał się w roli Męża, Ojca, Szwagra – i w każdej roli, w jakiej Pan już Go postawił, a jeszcze postawi w przyszłości. Niech daje Mu jak najwięcej dobrych natchnień i błogosławi we wszystkim, co dobre!

Imieniny przeżywają dziś także:

Szymon Sala – Nadzwyczajny Szafarz Komunii Świętej i Lektor z Parafii Leopoldów, Lider FORMACJI «SPE SALVI», Autor rozważań wtorkowych na naszym forum, mój duchowy Syn;

Szymon Olender – mój były Lektor z Parafii w Celestynowie, a obecnie Mąż i Ojciec, a tak w ogóle: Człowiek bardzo mi bliski i życzliwy, z którym – podobnie, jak i z Jego Rodzicami – pozostaję w stałym kontakcie.

Urodziny natomiast przeżywają:

Michał Jaśkowski – mój Brat stryjeczny z Olsztyna;

Ałła Michajłowa – w swoim czasie: Osoba zaangażowana w życie w Parafii w Surgucie, wspierająca Księdza Marka w Jego pracy z Młodzieżą.

Wszystkim świętującym życzę samego dobra: w myślach – i w czynach; w zamiarach – i w działaniach. Więcej o tym w rozważaniu. Pamiętam w modlitwie – nie tylko zresztą dzisiaj…

A oto pozdrawiam Was, moi Drodzy, ze Szklarskiej Poręby, gdzie wczoraj udało nam się zrealizować plany na dzień i wjechać kolejką gondolową w Świeradowie Zdroju na samą górę i potem zjechać. Jest to o tyle dobra okoliczność, że możemy tam zabrać naszą Mamę – na wózku inwalidzkim – i razem z Nią wjechać. Bo innych atutów tego miejsca trudno mi się dopatrzeć. Bardzo wysokie ceny – praktycznie za wszystko! Nie tylko za wjazd, ale nawet za wejście do toalety, które powinno być bezpłatne, kiedy się już kupiło bilet na wjazd i korzysta się z restauracji na górze. Nie, za wszystko trzeba tam płacić! I to wysoko! Także za wejście na taras widokowy, usytuowany tuż przy restauracji: 35 zł za wejście po kilkunastu schodkach na górę! A w samej restauracji – ta sama drożyzna, a do tego plastikowe, jednorazowe kubki, talerzyki i sztućce! No, po prostu, dziadostwo do potęgi „entej”! Serdecznie nie zachęcam do korzystania z kolejki gondolowej w Świeradowie Zdroju!

A dzisiaj nasze plany ustalimy na śniadaniu, bo są one ściśle uzależnione od pogody, a szczególnie – od opadów. Chodzi nam po głowie wjazd (przez młodszą część Ekipy) na Kopę pod Śnieżką i zejście w dół, przez Strzechę Akademicką i Schronisko „Samotnia”, ponownie do Karpacza – albo wycieczka samochodowa (dla Wszystkich) do Pecu pod Śnieżką. Samą Śnieżkę – wjazd od strony czeskiego Pecu – planujemy w poniedziałek.

Tak, czy owak, ja pamiętam o Was w modlitwie!

I jeszcze jedna uwaga: W dniu dzisiejszym, w kalendarzu liturgicznym, mamy wspomnienie dowolne Szymona z Lipnicy. Do niedawna było ono wspomnieniem obowiązkowym, ale teraz takie nie jest. Ja natomiast dzisiaj je przywołuję, ze względu na to, że Patron dnia dzisiejszego jest też Patronem dwóch, wspomnianych powyżej, bliskich mi Ludzi, stąd też chciałbym wezwać Jego wstawiennictwa nad Nimi – i nad nami wszystkimi. Z tego to powodu warto się przyjrzeć jego duchowej sylwetce.

Teraz natomiast zapraszam już do pochylenia się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś – nagrane w Świeradowie:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim osobistym przesłaniem zwraca się do mnie? Duchu Święty, podpowiedz…

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 15 Tygodnia zwykłego, rok II,

Wspomnienie dowolne Św. Szymona z Lipnicy, Kapłana,

18 lipca 2026., 

do czytań: Mi 2,1–5; Mt 12,14–21

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA MICHEASZA:

Biada tym, którzy planują nieprawość i obmyślają zło na swych łożach! Gdy świta poranek, wykonują je, bo jest ono w mocy ich rąk. Gdy pożądają pól, zagarniają je, gdy domów – to je zabierają; biorą w niewolę męża wraz z jego domem, człowieka z jego dziedzictwem.

Przeto tak mówi Pan: „Oto Ja zamierzam zesłać na to plemię niedolę, od której nie uchylicie waszych karków i nie będziecie dumnie chodzić, bo będzie to czas nieszczęścia. W owym dniu wygłoszą przeciw wam satyrę, podniosą wielki lament, mówiąc: «Jesteśmy ograbieni do szczętu! Dział mego ludu przemierzony sznurem i nie ma, kto by go przywrócił; pola nasze przydzielono grabieżcy».

Przeto nie będziesz mieć nikogo, kto by rzucał sznurem na dział w zgromadzeniu Pana”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:

Faryzeusze wyszli i odbyli naradę przeciw Jezusowi, w jaki sposób Go zgładzić.

Gdy Jezus dowiedział się o tym, oddalił się stamtąd. A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich. Lecz im surowo zabronił, żeby Go nie ujawniali. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza:

Oto mój Sługa, którego wybrałem, umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom. Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą”.

Słuchamy tych dzisiejszych czytań i zapewne dostrzegamy zderzenie – a może mijanie się – zamiarów i ich realizacji: zarówno zamiarów Boga, jak i zamiarów człowieka.

Oto w pierwszym czytaniu, z Proroctwa Micheasza, słyszymy mocne słowa oskarżenia złych ludzkich zamiarów i ich realizacji: Biada tym, którzy planują nieprawość i obmyślają zło na swych łożach! Gdy świta poranek, wykonują je, bo jest ono w mocy ich rąk. Gdy pożądają pól, zagarniają je, gdy domów – to je zabierają; biorą w niewolę męża wraz z jego domem, człowieka z jego dziedzictwem.

Zapewne jesteśmy w stanie sobie wyobrazić takich nieprawych ludzi, którzy już w nocy, nie mogąc spać, obmyślają dokładnie jakieś swoje niecne plany – i kiedy tylko rano wstają, zabierają się za ich realizację. Niestety – jak słyszymy – są w stanie dokonać wiele owych czynów nieprawych, bo są one w mocy ich rąk. Oczywiście, nie są oni wszechmogącymi, ale ileś tam możliwości człowiek niestety posiada w czynieniu zła innym… I z tych możliwości skrzętnie korzysta.

Jednak na taką postawę Bóg reaguje swoim zamiarem: Oto Ja zamierzam zesłać na to plemię niedolę, od której nie uchylicie waszych karków i nie będziecie dumnie chodzić, bo będzie to czas nieszczęścia. W owym dniu wygłoszą przeciw wam satyrę, podniosą wielki lament…

Jeżeli Bóg coś zamierzył, to nie ma wątpliwości, że swój zamiar w całości wykona. Bo On dobrze wie, co postanawia, gdyż każdy Jego zamiar jest dobry i mądry. W przeciwieństwie do wielu zamiarów człowieka. Dlatego dzisiejsze przesłanie Proroka Micheasza możemy odebrać jako poważne ostrzeżenie przed wewnętrznym planowaniem przez człowieka zła i jego późniejszą realizacją. Wiemy, że każde złe słowo czy zły czyn rodzi się z myśli człowieka.

Najpierw pojawia się w jego umyśle jakiś zły pomysł – a może lepiej: jakiś pomysł na zło – który człowiek akceptuje. Bo jeżeli go nie zaakceptuje i w miarę szybko się go pozbędzie, to w ogóle nie ma problemu. Ale człowiek niezbyt chętnie takich pomysłów się pozbywa – a wręcz zatrzymuje je w sobie, rozwija, rozdmuchuje ten płomień nienawiści, zemsty, który przeradza się w pragnienie uczynienia zła drugiemu.

To pragnienie przybiera w końcu formę precyzyjnego planu działania: skrupulatnie przemyślanego i niejednokrotnie dopiętego na ostatni guzik. Czy to w nocy, czy w dzień – właściwie, w każdym czasie – człowiek pielęgnuje wręcz w sobie ów zamiar uczynienia komuś zła, sam się tymi myślami „nakręca”, nie dopuszczając nawet do swej świadomości innego rozwiązania, jak tylko doprowadzenie swoich zamiarów do końca.

A przecież dobrze uformowane sumienie, które nie tylko ocenia czyny już dokonane, ale ostrzega przed tymi zamierzonymi, z pewnością w takiej sytuacji alarmuje i wyraźnie pokazuje, że jest to zły zamiar, zły pomysł, przeto złem będzie owocował. Ale czy w takim momencie chce się w ogóle słuchać sumienia?… Czy raczej wszystko już prowadzi do zrealizowania złego zamiaru, według przemyślanego, szczegółowego planu, punkt po punkcie?…

Właśnie! Wielkim zwycięstwem człowieka w takim momencie jest wycofanie się ze złych zamiarów – zanim zostaną zrealizowane. I to zarówno w odniesieniu do zła, jakie miałoby się uczynić innym, jak i w ogóle do każdego grzechu, który zawsze zaczyna się od złej myśli i złego zamiaru. Taki zamiar trzeba jak najszybciej zmienić! Złe plany należy jak najszybciej odrzucić! Pokusy do złego trzeba się jak najszybciej pozbyć – zanim się coś złego pomyśli, powie lub uczyni. Jak najszybciej! Radykalnie!

Wtedy jest łatwiej… I jest to skuteczne o wiele bardziej, niż wtedy, kiedy taki zły zamiar już totalnie opanował człowieka. Bo wtedy już wszystko prowadzi do jego realizacji, czyli – po równi pochyłej – do upadku w grzech, jakiegoś upadku moralnego!

Dokładnie takie złe zamiary mieli faryzeusze, zamierzający w swych przewrotnych sercach zgładzić Jezusa. I Jezus – można odnieść takie pierwsze wrażenie – jakby przestraszył się tych zamiarów. Jak bowiem słyszymy: Gdy Jezus dowiedział się o tym, oddalił się stamtąd. Zaraz jednak otrzymujemy informację, że wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich. Lecz im surowo zabronił, żeby Go nie ujawniali.

Zatem, żadne złe zamiary ludzkie nie były w stanie zniweczyć zamiarów Jezusa – a szczególnie tego najważniejszego zamiaru, jakim jest pragnienie zbawienia człowieka. Zobaczmy, że nawet pomimo tego, iż Jezus faktycznie jakby ustąpił pola swoim przeciwnikom, to jednak cały czas działał, czynił dobro, realizował swoje zamiary, odnosząc do siebie te oto słowa z Proroctwa Izajasza: Oto mój Sługa, którego wybrałem, umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom. Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą.

Widzimy zatem, że Boże zamiary są odwieczne – i od wieków niezmienne. Także te, odnoszące się do konkretnych ludzi w konkretnych sytuacjach. Czy te, które w określonym kontekście historycznym Bóg podejmował w odniesieniu do swego narodu – czy do jakiegokolwiek narodu. Bóg w swoich zamiarach nigdy się nie myli, nie działa też pod wpływem emocji czy doraźnych okoliczności. On zawsze dobrze wie, co zamierza, bo patrzy dalej – dużo dalej, niż człowiek – dążąc do zbawienia człowieka. Niestety, na przeszkodzie do realizacji tych zamiarów bardzo często stają zamiary człowieka!

Dlatego dzisiaj może warto zastanowić się nad tym, jakie są nasze zamiary – jakie są moje konkretnie zamiary odnośnie do moich relacji z Bogiem, do moich relacji z drugim człowiekiem, a wreszcie: w odniesieniu do samego siebie?… Czy są to dobre zamiary, czy wręcz wywołuję i pielęgnuję zamiary złe? A jeżeli już te złe się pojawią – czy mam odwagę zerwać z nimi jak najszybciej?…

Z pewnością, dobrym przykładem w kształtowaniu dobra w swoich myślach, a potem w czynach, jest Patron dnia dzisiejszego, Święty Szymon z Lipnicy. Co o nim wiemy?

Urodził się około rok 1438 – 1440, w Lipnicy. Znane są nam imiona jego rodziców: Grzegorz i Anna. Nie znamy natomiast ich nazwisk. Ojciec był piekarzem. Fakt wysłania Szymona na studia uniwersyteckie wskazywałby na pewną zamożność rodziców, gdyż to wskazuje także na ukończenie szkół niższych. Jednak zamożność ta była względna, skoro w 1454 roku Szymon wpłacił do kasy Akademii Krakowskiej zaledwie jeden grosz, a więc zaledwie jedną czwartą już i tak skromnej rocznej opłaty.

Zapisał się na wydział nauk wyzwolonych – tak zwane: „artium”. Był to wydział wstępny i najliczniej obstawiony, gdyż dawał przygotowanie do trzech wydziałów pozostałych i udzielał najogólniejszych wiadomości z zakresu siedmiu nauk wyzwolonych. Akademię Krakowską Szymon ukończył w roku 1457 – tytułem bakałarza. W tym samym roku – wraz z dziesięcioma swoimi kolegami akademickimi – wstąpił do bernardynów, których cztery lata wcześniej sprowadził do Polski i założył ich pierwszy klasztor w Krakowie Święty Jan Kapistran. Niewykluczone, że Szymon widział go i słuchał osobiście, kiedy Jan przez osiem miesięcy przebywał w Krakowie, na zaproszenie króla Kazimierza Jagiellończyka.

Po roku nowicjatu Szymon złożył śluby zakonne – w roku 1458. W Krakowie odbywał swoje studia teologiczne i po roku 1460 otrzymał Święcenia kapłańskie. Szymon musiał wyróżniać się cnotą, wiedzą i powagą, skoro już w roku 1465 – w kilka lat po Święceniach – został wybrany Gwardianem konwentu w Tarnowie. Z tego powodu wziął udział w kapitule prowincji w Krakowie.

W dwa lata później pełnił w Krakowie urząd kaznodziei. Urząd ten w Zakonie franciszkańskim był zawsze w wysokim poważaniu. Wybierano na to stanowisko wyjątkowo zdolnych zakonników. Według relacji, jakie nam pozostawiły źródła, Szymon był nie tylko kaznodzieją z urzędu, ale przede wszystkim z powołania. Obowiązek ten miał sprawować przez kilkanaście lat, bo aż do śmierci, czyli w latach 1467 – 1482.

Szymon był nie tylko kaznodzieją zakonnym, ale przede wszystkim katedralnym. Dotąd ten zaszczytny i odpowiedzialny urząd pełnili wyłącznie dominikanie i profesorowie teologii Akademii Krakowskiej. Szymon był pierwszym, który przełamał tę tradycję jako bernardyn. Kazania w katedrze wygłaszano do elity umysłowej Krakowa w języku łacińskim. To dowodzi, że Szymon doskonale opanował ten język.

O wielkiej powadze, jaką cieszył się wśród swoich współbraci, świadczy i to, że został wybrany wraz z kilkunastoma innymi bernardynami delegatem Prowincji polskiej, aby uczestniczył – w roku 1472 – w uroczystościach przeniesienia relikwii Świętego Bernardyna do nowego kościoła, wystawionego ku jego czci w Akwilei.

W roku 1474 został wybrany na kapitule Prowincji dyskretem, czyli delegatem na kapitułę generalną do Pawii. Wyruszył na nią wraz z ówczesnym Prowincjałem, Chryzostomem z Ponieca, i Gwardianem z Krakowa, Marianem z Jeziorka. Przez pewien czas Szymon pełnił także funkcję komisarza Prowincjała i w jego imieniu wizytował niektóre konwenty Prowincji.

Poważnym wydarzeniem w jego życiu była pielgrzymka do Ziemi Świętej – na przełomie roku 1478 1479. Odbył ją korzystając z okazji, że był uczestnikiem kapituły generalnej w Pawii. Stamtąd udał się do Ziemi Chrystusa Pana. W Zakonie odznaczał się surowością życia, nabożeństwem do Najświętszego Sakramentu i Matki Bożej.

Umarł – posługując chorym podczas zarazy – w Krakowie, 18 lipca 1482 roku. Pogrzeb odbył się w tym samym dniu, w godzinach wieczornych. Ciało pochowano w kościele klasztornym, pod wielkim ołtarzem, umieszczając je wraz ze szczątkami Tymoteusza i Bernardyna, zmarłych w opinii świętości. W 1488 roku, Błogosławiony Władysław z Gielniowa, sprawujący wówczas funkcję Prowincjała, na podstawie specjalnego breve Papieża Innocentego VIII, dokonał przeniesienia relikwii Szymona do osobnej kaplicy kościoła, co było wówczas uważane za formalną Beatyfikację. Odtąd bowiem można było słudze Bożemu oddawać cześć publiczną.

Grobowiec Szymona nawiedzali liczni pielgrzymi, a nagromadzone wota były dowodem jego skutecznego orędownictwa. Zaraz po jego śmierci miało miejsce trzysta siedemdziesiąt siedem cudownych uzdrowień i łask! Długie zabiegi o formalną Beatyfikację doszły do skutku. 24 lutego 1685 roku, Błogosławiony Innocenty XI ogłosił dekret beatyfikacyjny. Dnia 3 czerwca 2007 roku, Papież Benedykt XVI kanonizował Szymona z Lipnicy.

A my, wpatrując się w świetlany przykład jego świętości, a także wsłuchując się w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zapytajmy raz jeszcze, czy zawsze staramy się, by w naszych myślach i zamiarach rodziło się dobro, które następnie zostanie zrealizowane w naszej codziennej postawie?…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.