Czas się określić!

C

Szczęść Boże! Drodzy moi, do grona wczorajszych Solenizantów dołączam jeszcze dwie Osoby. A są to:

►Brat Sławomir Steczkowski – ze Zgromadzenia Braci Serca Jezusowego, posługujący od wielu już lat w Polskim Papieskim Instytucie Kościelnym w Rzymie, gdzie już nieraz bardzo życzliwie nas przyjmował;

►Ksiądz Sławomir Kochan – Proboszcz Parafii prawosławnej w Siedlcach, Człowiek bardzo życzliwy i otwarty na dialog.

Z całego serca życzę Bożej opieki i wszelkiego błogosławieństwa, o co też będę się dla Nich modlił!

A ja dzisiaj pozdrawiam Was z Siedlec, gdzie pozostanę przez cały dzień. O 18:00, w naszym Duszpasterstwie, planujemy Mszę Świętą w intencji zmarłej przed kilkoma dniami Lucyny Młynek, Mamy Profesora Krzysztofa Młynka, z Instytutu Zootechniki i Rybactwa, na Wydziale Nauk Rolniczych Uniwersytetu w Siedlcach, który to Instytut o tę Mszę Świętą poprosił. Po Mszy Świętej planujemy spotkanie integracyjne – jak zawsze, przy okazji takich spotkań.

Przypominam, że mamy Oktawę Uroczystości Wszystkich Świętych! Nie zapomnijmy pójść na cmentarz, by pomodlić się za Zmarłych i o łaskę odpustu dla Nich. Pamiętajmy także, że dzisiaj pierwszy piątek miesiąca.

Teraz zaś pochylmy się nad Bożym słowem dzisiejszej liturgii. Oto słówko Księdza Marka na dziś:

https://www.youtube.com/c/CatholicSurgut

Zatem, co dziś mówi do mnie Pan? Z jakim bardzo konkretnym przesłaniem zwraca się właśnie do mnie? Duchu Święty, tchnij!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Piątek 31 Tygodnia zwykłego, rok II,

5 listopada 2026., 

do czytań: Flp 3,17–4,1; Łk 16,1–8

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO FILIPIAN:

Bądźcie, bracia, wszyscy razem moimi naśladowcami i wpatrujcie się w tych, którzy tak postępują, jak tego wzór macie w nas. Wielu bowiem postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego, o których często wam mówiłem, a teraz mówię z płaczem. Ich losem zagłada, ich bogiem brzuch, a chwała w tym, czego winni się wstydzić. To ci, których dążenia są przyziemne.

Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone na podobne do swego chwalebnego ciała tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować.

Przeto, bracia umiłowani, za którymi tęsknię, radości i chwało moja, tak stójcie mocno w Panu, umiłowani.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Pewien bogaty człowiek miał rządcę, którego oskarżono przed nim, że trwoni jego majątek.

Przywołał go do siebie i rzekł mu: «Cóż to słyszę o tobie? Zdaj sprawę z twego zarządu, bo już nie będziesz mógł być rządcą».

Na to rządca rzekł sam do siebie: «Co ja pocznę, skoro mój pan pozbawia mnie zarządu? Kopać nie mogę, żebrać się wstydzę. Wiem, co uczynię, żeby mnie ludzie przyjęli do swoich domów, gdy będę usunięty z zarządu».

Przywołał więc do siebie każdego z dłużników swego pana i zapytał pierwszego: «Ile jesteś winien mojemu panu?» Ten odpowiedział: «Sto beczek oliwy». On mu rzekł: «Weź swoje zobowiązanie, siadaj prędko i napisz pięćdziesiąt». Następnie pytał drugiego: «A ty ile jesteś winien?» Ten odrzekł: «Sto korców pszenicy». Mówi mu: «Weź swoje zobowiązanie i napisz: osiemdziesiąt».

Pan pochwalił nieuczciwego rządcę, że roztropnie postąpił. Bo synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła”.

Bardzo osobisty i serdeczny, ale też bardzo konkretny i mocny ton pobrzmiewa w dzisiejszej wypowiedzi Apostoła Pawła, skierowanej do wiernych w Gminie chrześcijańskiej w Filipii, ale i do nas wszystkich, którzy te słowa dzisiaj czytamy i próbujemy je zgłębiać. Z jednej bowiem strony wyczuwamy wielką miłość pasterza do swoich wiernych – a wręcz: duchowego ojca do swoich dzieci – z drugiej jednak strony padają stwierdzenia naprawdę kategoryczne i jednoznaczne.

Już pierwsze zdanie nie pozostawia żadnych wątpliwości: Bądźcie, bracia, wszyscy razem moimi naśladowcami i wpatrujcie się w tych, którzy tak postępują, jak tego wzór macie w nas. Zwróćmy uwagę na pewną śmiałość Pawła, który mówi do swych uczniów: bądźcie naśladowcami moimi. Może niektórym z nas wydawać się to niestosowne, może jednak zbyt śmiałe, a może nawet pyszne?… Bo czy to wypada, by ktoś dopominał się tak wprost, aby ludzie go naśladowali?

Jednak Paweł mówi dalej o «wpatrywaniu się w tych», którzy według tego wzoru już postępują! A zatem, to nie jest jakiś wybujały wymysł, nie jakaś akademicka teoria, a rzeczywistość, już się dokonująca. Są ludzie, którzy naśladują Pawła i jego współpracowników w dziele ewangelizacji – i chyba dobrze na tym wychodzą, skoro Paweł powołuje się na nich i zachęca do ich naśladowania.

A czemu posuwa się do aż tak stanowczych stwierdzeń i poleceń? To wynika z takich oto obserwacji: Wielu bowiem postępuje jak wrogowie krzyża Chrystusowego, o których często wam mówiłem, a teraz mówię z płaczem. Ich losem zagłada, ich bogiem brzuch, a chwała w tym, czego winni się wstydzić. To ci, których dążenia są przyziemne.

To są stwierdzenia naprawdę mocne. Co prawda, nie padają imiona, ale Paweł na pewno wiedział, o kim pisał, a zapewne większość czytających te słowa lub ich słuchających też wiedziała. Albo się przynajmniej domyślała. Bo to na pewno nie były słowa rzucone ot, tak sobie, w tak zwany „eter”, żeby wywrzeć wrażenie na uczniach, albo zmusić ich do określonych zachowań. To prawdziwa troska Apostoła, który widząc takie spłycenie postaw – a dokładniej: spłycenie myślenia i spojrzenia niektórych chrześcijan – mówi o tym z płaczem.

Tak wyraźnie stwierdza, a my – znając już jego szczerość, bezkompromisowość i oddanie sprawie – możemy być pewni, że to nie są łzy na pokaz. Angażując całe swoje serce w pełnioną misję, z pewnością głęboko przeżywa wszystko, co się dzieje – a konkretnie: postawy i zachowania swoich uczniów. A dlaczego tak jest? Dlaczego aż tak mu na tym zależy?

To słyszymy w kolejnych zdaniach: Nasza bowiem ojczyzna jest w niebie. Stamtąd też jako Zbawcy wyczekujemy Pana naszego Jezusa Chrystusa, który przekształci nasze ciało poniżone na podobne do swego chwalebnego ciała tą potęgą, jaką może On także wszystko, co jest, sobie podporządkować.

A z tego – w sposób logiczny – wypływa to wezwanie: Przeto, bracia umiłowani, za którymi tęsknię, radości i chwało moja, tak stójcie mocno w Panu, umiłowani.

Otóż, właśnie! Ojczyzną nas wszystkich jest Niebo. Do niego dąży sam Paweł – i tam chciałby mieć ze sobą wszystkich, dla których się tak poświęca. Stąd w tym ostatnim zdaniu, które tu sobie przywołaliśmy – będącym także ostatnim zdaniem dzisiejszego pierwszego czytania – widzimy połączenie tonu nauczycielskiego z bardzo osobistym tonem ojcowskim, wyrażającym się podwójnym użyciem słowa: umiłowani, ale też tymi oto stwierdzeniami: za którymi tęsknię, radości i chwało moja…

To wszystko pokazuje, jak bardzo poważnie traktuje Apostoł swoją misję, jak bardzo też poważnie i z wielką troską traktuje swoich uczniów, uważając ich za swoje duchowe dzieci. Tak właśnie pojmuje swoją odpowiedzialność za pełnione dzieło. Nade wszystko zaś – odpowiedzialność za ludzi! Za konkretnych ludzi, których Pan mu dał, aby ich prowadził i doprowadził do zbawienia.

On nie podchodzi do całej sprawy połowicznie. I w takim jego nastawieniu jego uczniowie winni go naśladować. Bo – jak poucza nas sam Jezus w dzisiejszej Ewangelii – synowie tego świata roztropniejsi są w stosunkach z ludźmi podobnymi sobie niż synowie światła. A tymi słowami podsumował przypowieść o nieuczciwym, ale też – z drugiej strony – bardzo zaradnym rządcy, który znalazłszy się w opałach, kiedy to ujawniono jego nieuczciwość, potrafił sobie poradzić i wybrnąć z sytuacji dla siebie wysoce niekomfortowej.

Jak słyszymy – jego pan wręcz pochwalił go za tę zaradność! Nie za nieuczciwość, ale – stwierdzamy to, biorąc pod uwagę specyfikę metaforycznego języka biblijnego – za zaradność w poradzeniu sobie w trudnej sytuacji.

I tylko można z pewną dozą rozczarowania zapytać: Czemuż to w sprawach wiary i związanych z nimi wyznawcy Chrystusa nie są tacy zaradni? Nawet obserwacja naszej obecnej rzeczywistości uświadamia nam, że ludzie, uważający się za wierzących, którzy na odcinku swojej pracy i codziennego zaangażowania w bieżące sprawy są w stanie dać z siebie wszystko, poświęcić czas i talenty, znaleźć wyjście z najtrudniejszych sytuacji – w sprawach wiary wykazują albo totalną dezorientację albo ignorancję, albo totalny brak zapału.

Bo nawet już pomijając fakt, że często nie są w stanie odmówić do końca żadnej modlitwy, to nie orientują się także w nauczaniu Kościoła w kwestiach moralnych, bioetycznych, społecznych czy innych; a tak w ogóle, to na te sprawy religijne, na spełnienie podstawowych praktyk religijnych, zwykle nie mają czasu albo sił, albo sposobu, albo możliwości, albo okoliczności, albo czegoś tam jeszcze… Jak dzieci we mgle: zagubione, zdezorientowane, takie życiowe „sierotki”– czasami wręcz do granic śmieszności!

Człowiek z pięcioma tytułami przed nazwiskiem i znający siedem języków, i zajmujący wysokie stanowiska w przeróżnych przestrzeniach życia społecznego czy gospodarczego – na odcinku wiary wykazuje się tym, że „Ojcze nasz” może jeszcze jest w stanie odmówić i ze „Zdrowaś Maryjo” jakoś sobie poradzi, ale już na „Wierzę w Boga” to polegnie z kretesem!

I – jako rzekliśmy – nie wie biedak, co się dzieje w Kościele i czego Kościół naucza w przeróżnych kwestiach, a które to nauczanie wprost wynika z Pisma Świętego, którego taki człowiek też nie zna, bo go nie czyta, bo zdejmuje je z półki tylko przed wizytą kolędową swoich duszpasterzy, aby je najpierw dokładnie wytrzeć z kurzu, a potem położyć na stoliku, obok krzyżyka, żeby lśniło swoją wręcz „dziewiczym” nienaruszonym blaskiem. Bo skoro nikt do niego nie zagląda, to się i zniszczyć nie mogło… I jak taki człowiek ma później cokolwiek wiedzieć – na jakikolwiek temat – w sprawach wiary i jej przełożenia na życie?

Drodzy moi, właśnie w tym kontekście raz jeszcze wracamy do przesłania Apostoła Pawła – do jego pełnych miłości, ale i kategorycznych stwierdzeń – i uświadamiamy sobie, że musimy się wreszcie wziąć za siebie, gdy idzie o naszą wiarę i naszą chrześcijańską postawę! Czas przestać się tym swoim życiem zabawiać, czas przestać udawać wierzącego, żyjąc „na pół gwizdka”, na zasadzie, że „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”, tylko szczegółowo uzgodnić swoją wiarę z życiem! I przełożyć – każdego dnia przekładać – wiarę na życie. Teorię na praktykę!

Aby Bogiem każdej i każdego z nas – ludzi wierzących, przyjaciół Jezusa Chrystusa, Jego naśladowców, wyznawców i świadków – był właśnie On, jedyny Zbawiciel wszechświata, a nie brzuch, jak pisał Paweł, czyli nie to wszystko, co tak nachalnie chce nam miejsce Boga zająć w naszym życiu: pieniądze, kariera (także ta naukowa), prestiż, władza, znajomości, układy, i czego by tu jeszcze nie wymienić.

Trzeba się wreszcie określić: albo wierzę w Jezusa i we wszystko, czego naucza, albo nie wierzę – i nie udaję, że wierzę. Nie da się – jak mawiają – „zjeść ciastka i mieć ciastka”. Trzeba się opowiedzieć! Oczywiście, najlepiej jest opowiedzieć się całym sercem za Jezusem! Ale każdy jest wolny i każdy ma rozum. Niech ten rozum każdemu podpowie, jak ma swoje życiu ułożyć. W pełnej wolności.

A to znaczy, że także w pełnej odpowiedzialności za podjęte życiowe decyzje i dokonane moralne wybory! Także tej odpowiedzialności wiecznej.

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.