Szczęść Boże w piątek!

S

Witam serdecznie w piątek. W Szklarskiej Porębie – póki co – spore mgły, ale przejaśnia się coraz bardziej. Gorąco pozdrawiam wraz z moim bratem, Księdzem Markiem, z którym przeżywamy takie małe kapłańskie rekolekcje. Zapewniam o stałej modlitwie za Was wszystkich, odwiedzających tę stronę. Dzisiaj w Waszej intencji będę sprawował Mszę Świętą. Kochani, w ostatnich dniach często słyszę w rozmowach – pojawiło się to również w jednym z komentarzy na tej stronie – że udział w niedzielnych wyborach nie ma sensu, bo i tak wszystkim chodzi o „kasę”, a nie o dobro społeczności, o którą mają dbać. Czy Wasze odczucia są podobne? A jeżeli tak – to co robić w takiej sytuacji? Czy tym można tłumaczyć bierność i powstrzymanie się od udziału w wyborach? Co robić, aby jednak wpływać pozytywnie na kształt życia w naszych lokalnych społecznościach? Czy kryterium ewangeliczne, o którym wspominam w dzisiejszym rozważaniu, powinno mieć tu jakieś znaczenie? Będę bardzo wdzięczny za Wasze opinie, a na dzisiaj życzę – wraz z Markiem – dobrego dnia! Gaudium et spes! Ks. Jacek

Wspomnienie Błogosławionej Salomei, Dziewicy,
W piątek 33 tygodnia zwykłego,rok II,
do czytań:     Ap 10,8-11;     Łk 19,45-48
Dość oryginale polecenie otrzymuje w jednej z apokaliptycznych wizji Jan Apostoł. Słyszymy o tym w pierwszym czytaniu: polecenie połknięcia książeczki, którą poda mu anioł. Po jej połknięciu wnętrzności napełniają się goryczą, ale usta – słodyczą miodu.
Bardzo obrazowe wyrażenie tej prawy, iż Słowo Boże jest czymś wartościowym i pięknym, czyni życie lepszym, przemienia ludzi, ale od tego, kto je głosi i o nim świadczy – nieraz wymaga poświęcenia, wyrzeczenia, a czasem nawet cierpienia.
Doskonale zestawienie obu tych rzeczywistości widzimy w dzisiejszej Ewangelii: Jezus naucza w świątyni i wyrzuca z niej handlujących. Lud słucha słowa Jezusa z zapartym tchem. A więc – słodycz! Jednak uczeni w Piśmie i arcykapłani czyhają na Jezusa i jakkolwiek w tym momencie muszą ustąpić pod moralnym naporem tłumów, to jednak w przyszłości „wynagrodzą” Jezusowi to, że nieustępliwie głosi prawdę. Oczywiście, nie zwyciężą Go na dłuższą metę, ale poprzez cierpienie i zadanie śmierci sprawią Mu gorycz.
Mając to wszystko na uwadze, trzeba i nam żyć Słowem Bożym, przekładać je na konkrety w swojej codzienności. I też zapewne doświadczymy tego, że Słowo to będzie przemieniało nas samych i ludzi wokół nas, ale doświadczymy z pewnością niejednej mniejszej, czy większej goryczy, a więc konieczności jakiegoś wyrzeczenia – czy to z powodu jakichś zewnętrznych reakcji ludzi, czy nawet z powodu naszych wewnętrznych oporów.
Przykład rzetelnego przekładania Słowa Bożego na konkrety codzienności daje nam Patronka dnia dzisiejszego, Błogosławiona Salomea, o której niejaki Stanisław, franciszkanin, tak pisał: „Po śmierci króla Kolomana, Salomea powołując się na ślub czystości, który złożyła, powróciła do Ojczyzny. Biskup krakowski, Prandota, nałożył jej welon na znak dziewictwa i Panu poświęcił w zakonie Świętej Klary. […] I żyła Salomea w zakonie jako pokorna pani, dając przykład cnót, czas poświęcając modlitwie, hojnie wspierając ubogich, wznosząc kościoły i reformując klasztory.
Złożyła ją choroba w roku 1268, w sobotę dnia 10 listopada, w przeddzień Świętego Marcina, gdy podczas Mszy czytano Ewangelię. W chorobie zaś wykazała niezwykłą cierpliwość i opanowanie i nic nie mogło zmącić jej spokoju. I w Duchu Świętym mówiła braciom i siostrom o bliskim już swoim odejściu ze świata. Oni zaś do niej mówili: „Boże, uchowaj! Z łaski Pana jeszcze długo pozostaniesz z nami.” Ona zaś rzekła: „W najbliższą sobotę wszystko się okaże”. I tym podobne słowa wypowiadała. Ale bracia i siostry nie zwracali na to uwagi i dopiero po jej śmierci przypomnieli sobie to, co mówiła.”
Właśnie – czy ten znak zasłabnięcia w czasie czytania Ewangeliina Mszy Świętej nie jest takim symbolicznym odniesieniem do tego, co tu sobie rozważamy, a czego Salomea nieraz doświadczała w życiu, a więc owego „zderzenia” słodyczy z goryczą? Jej życie – jak zauważamy – nie wyróżniało się spektakularnymi dokonaniami. Chyba, że za takie można uznać fakt, iż pochodząc z książęcego rodu, zechciała zejść do poziomu wielkiego ubóstwa, co w tamtych czasach było dużym dokonaniem. Ale tak na co dzień Salomea zajmowała się modlitwą, troską o ubogich i takim bardzo zwyczajnym czynieniem ludziom dobra. A to nieraz wiązało się ze znoszeniem różnego rodzaju przeciwności. Dzisiaj jednak jest dla nas wzorem i Orędowniczką w Niebie.
Wpatrzeni w jej przykład, ubogaceni Słowem Bożym dzisiejszej liturgii zapytajmy samych siebie:
  • Kiedy ostatnio – tak sam z siebie – czytałem Pismo Święte?
  • Czy biorę pod uwagę zawarte tam wskazania przy podejmowaniu codziennych decyzji?
  • Czy nie zniechęcam się, kiedy świadectwo dawane mojej wierze wymaga ode mnie jakichś wyrzeczeń?
  • Czy zamierzam wziąć pod uwagę przesłanie ewangeliczne i ducha Słowa Bożego przy dokonywaniu wyboru w najbliższą niedzielę?
Trzeba ci znów prorokować o ludach, narodach, językach i o wielu królach!

6 komentarzy

  • Drogi Księże Jacku! Drodzy Internauci, Blogerzy!
    Od kilku lat interesuje się historią i polityką. Jako zawodowy socjolog i wykładowca zastanawiałem się, analizowałem, próbowałem znaleźć odpowiedź na pytanie dlaczego frekwencja wyborcza w naszym kraju rzadko przekracza 50%, oscylując najczęściej w granicach 30-40%. Szokuje to, zwłaszcza, że demokrację mamy od 21 lat (po ponad 50 latach komunizmu) i nie potrafimy, nie chcemy z niej skorzystać. Zastanawia mnie co powiedzielibyśmy naszym przodkom, którzy walczyli o Polskę wolną, niepodległą, z pełnią praw, w tym wyborczych. Pamiętam jak mój Ś.P. Dziadek głosował w wyborach mając ponad 90 lat. Nie przeszkadzał mu wiek, słaby stan zdrowia, itp. Uczestnictwo w wyborach było dla niego czymś bardzo istotnym. Pamiętam częste, czasem kilkugodzinne dysputy, jakie prowadziłem z moim Dziadkiem, na temat wydarzeń politycznych w naszym kraju. Może stąd moje tym zainteresowanie po dziś dzień. Zdaje sobie sprawę, zresztą często słyszę, że ludzie wypowiadają się na temat wyborów jako czegoś mało istotnego, że nic nie zmienią, a co im polityk ten czy inny pomoże? I tu cisną mi się takie o to wnioski:
    1. Polacy stracili wiarę we władze, jeśli tak to można określić, zaraz po 1989 roku, kiedy mieliśmy tzw. wojnę na górze, szokowe terapie, reformy ekonomiczne (ich sens i znaczenie to odrębna dyskusja). Ale w moim odczuciu jest coś jeszcze, mianowicie brak rzetelnej informacji odnośnie przebiegu i skutków reform. Zapytajmy swoich rodziców, dziadków, itp. ilu z nich tak naprawdę wiedziało w tamtym okresie na czym polegać będę te zmiany? Czym jest kapitalizm, demokracja, pluralizm polityczny? Jakie są tego konsekwencje? Większość społeczeństwa nie miała o tym pojęcia!!!
    2. Złe przekazy medialne. Zwróćmy uwagę na to, co dzieje się w mediach, różnej "maści": TVP, TVN, Polsat, TRWAM, Radio Maryja, itp. Każde z nich przekazuje wiedzę "wygodną i potrzebną" dla samych siebie, nie dla społeczeństwa!!! Wykonajcie proste zadanie: usiądźcie wieczorem przed TV i obejrzyjcie główne wydania programów informacyjnych w wyżej wymienionych stacjach TV. Zobaczycie ogromną różnicę, w treści i sposobie przekazu oraz selekcji materiału i kolejności występowania pod względem ważności. Nie chcę tu sypać nazwiskami, ale zwróćcie uwagę jak zmienia się tzw. Rada Nadzorcza TVP wraz ze zmianą władzy!!! To mówi samo za siebie (notabene jestem przeciwnikiem abonamentu, bowiem dla mnie TVP nie prowadzi żadnej misji społecznej) Chyba raczej misję PiS-owską, PO-wską, SLD-owską, itp.
    3. Zatarcie przekonania, że władza jest służbą!!! Jest powołaniem!!! Kto dziś zastanawia się nad tym??? Gdzie się o tym mówi??? Albo raczej dlaczego tylko mówi, a nie przedkłada na rzeczywistość? Z przykrością muszę stwierdzić, że dzieje się to na wielu obszarach życia społecznego:( A przecież Pismo św. poucza nas, że władza to służba. Jezus był uznawamy za króla. Spójrzmy jak wyglądały Jego rządy? Nauczał, leczył, wskrzeszał, pocieszał, itp. Był dla innych!!! Jak chleb, dawał siebie innym.

  • 4. Brakuje nam (Polakom) świadomości społecznej, choć jest chyba lepiej, niż kiedyś, ale do ideału jeszcze daleko. Świadomości, że uczestnictwo w wyborach to mój obowiązek, taki sam jak pójście do pracy, do szkoły, służba rodzinie, itp. Czasem mam wrażenie, że przydałby się nam zapis konstytucyjny, że osoby nieuczestniczące w wyborach (poza pewnymi wyjątkami np. choroba) powinny być pozbawiane pewnych praw obywatelskich. Może to zmieniłoby sposób myślenia naszych Rodaków.
    Zastanawiam się często co byłoby gdyby Ci stale nieobecni w wyborach wreszcie udali się do urn? Może faktycznie Polska byłaby inna?
    5. Miejsce Kościoła w polityce, jeśli mogę to tak określić. Jestem oczywiście za tym, żeby Kościół mógł wypowiedzieć swoje zdanie nt. polityki, ale nie powinien w jakikolwiek sposób wskazywać konkretnych osób, partii, itp. Uważam, że niepotrzebne są wypowiedzi w kościołach (zwłaszcza w roku wyborczym), że: "dziękuję wójtowi Kowalskiemu za datek na budowę organów", "dziękuję panu Wiśniewskiemu z partii X za pomoc przy zakupie dzwonu kościelnego, itp". Jestem przeciwny takim wypowiedziom. Nie mówiąc już o innych sytuacjach. Proszę mnie źle nie zrozumieć, ale takie sytuacje bulwersują! Kapłani, biskupi, itp. mają inne obowiązki, a sam, jako chrześcijanin, odczuwam, że zapominają do czego zostali powołani. Co więcej wydaje mi się, że tegoroczne wybory prezydenta RP, wcześniej wypadek samolotu w Smoleńsku, wypowiedzi kard. Dziwisza nt. pochówku prezydenta Kaczyńskiego, zamieszanie wokół krzyża przed Pałacem Prezydenckim dały Kościołowi w Polsce wiele do zrozumienia, w zakresie jego miejsca w życiu publicznym.
    Kończąc te wywody, chciałbym zachęcić do uczestnictwa w wyborach. Nie będę tu agitować na rzecz konkretnych partii czy osób. Jesteśmy przed II turą wyborów samorządowych. Mamy wybrać naszych przedstawicieli na kolejne 4 lata. Oby były to mądre wybory, a przede wszystkim naprawdę powszechne. Nie poddawajmy się rutynie, marazmowi, przekonaniu, że nic od nas nie należy. Moi Drodzy "Sursum corda". Odwagi!!! Jak śpiewały pokolenia na Jasnej Górze: "już dzisiaj zależy od polskiej młodzieży następne 1000 lat!". Pozdrawiam! Dawid
    ~Dawid, 2010-11-24 23:11

  • Dziękuję za głos w dyskusji. Z większością stwierdzeń szczerze się zgadzam, a co do niektórych – miałbym inne zdanie. Po pierwsze – to prawda, że różne stacje telewizyjne różnie relacjonują te same wydarzenia. Ale dla mnie nie jest to powodem do stwierdzenia, że wszyscy kłamią i nie wiadomo, komu o co chodzi. Ja uważam, że w danej kwestii prawda może być tylko jedna i nie może być dwóch przeciwstawnych sobie prawd w tej samej sprawie. I to, że poszczególne stacje inaczej to relacjonują, to jest coś oczywistego, ale ja osobiście uważam, że jedni mówią jednak prawdę, a inni zwyczajnie kłamią – chociażby przez pewne przemilczenia, półprawdy…To fakt, że władze telewizyjne zmieniają się z chwilą zmiany barw partyjnych "na górze", ale ja osobiście – przyglądając się chociażby "Wiadomościom" na TVP 1 – byłem do niedawna bardzo zadowolony z obiektywizmu ich przekazu. Nawet dzisiaj Jacek Karnowski, zwolniony ostatnio Szef "Wiadomości", pisząc swój cotygodniowy komentarz w tygodniku "Idziemy" Diecezji Warszawsko – Praskiej, prezentuje w swoich poglądach niezwykły obiektywizm: realnie ocenia postawę i wyniki wyborcze każdej partii, dostrzegając plusy i minusy. Nie ma natomiast w jego artykule – tak, jak nie było do niedawna w "Wiadomościach" – propagandy sukcesu jednej partii, która ma w swoim ręku już dosłownie wszystko (proszę wziąć pod uwagę chociażby dzisiejszy wybór sędziów Trybunału Konstytucyjnego), które to zjawisko już niestety widać w obecnych "Wiadomościach". A czemu z telewizji publicznej "wymiata się" niezależne programy: "Misja specjalna", "Bronisław Wildstein przedstawia", "Warto rozmawiać" – programy, w których jednak pojawiały się pytania o skandaliczne, krzyczące wręcz zaniedbania (czy tylko zaniedbania?) w śledztwie w sprawie katastrofy smoleńskiej, czy w innych drażliwych sprawach? Oto na naszych oczach bezczelnie i arogancko knebluje się usta tym, którzy mówią prawdę i o prawdę pytają, a wszystko to można rzeczywiście skwitować stwierdzeniem, że raz jedni u steru, raz inni; teraz ci rządzą, kiedyś rządzili tamci… Nie, nie zgadzam się! To prawda, że raz u steru są jedni, a raz inni, ale uważam, że trzeba też zwrócić uwagę na treść medialnych przekazów i sposób ich prezentowania. I dostrzec, że jedni mówią prawdę, a inni zwyczajnie kłamią. Przyznaję, że widząc tę jednostronność, jaka panuje obecnie w mediach publicznych, stałem się wiernym słuchaczem Radia Maryja. To znaczy – publicystyki w tym Radiu. Ja wiem, że czasami pewne poglądy są tam przedstawiane zbyt radykalnie i może nawet jednostronnie, ale widząc, co się obecnie dzieje w mediach publicznych i na co pozwalają sobie ci, którzy z definicji powinni być obiektywni, jak okłamują mnie za moje pieniądze, to ja – w ramach odtrutki – ze szczerą satysfakcją słucham tych mocnych wypowiedzi i cieszę się, że słucha ich tak wiele osób. Oby to się jeszcze przełożyło na wyniki wyborów! A zaznaczam, że Radio Maryja i Telewizja TRWAM to media prywatne, TVP zaś – to medium publiczne. Z tego jednak coś powinno wynikać. I druga kwestia – sprawa zaangażowania Kościoła w tzw. politykę. Zgadzając się w stu procentach, że duchowni nie powinni publicznie popierać żadnej konkretnej partii ani jej kandydatów, uważam jednak, że powinni jasno i konkretnie wskazywać wiernym zasady, jakimi ci mają się kierować przy wyborach. Oczywiście, jeżeli naprawdę uważają się za wierzących! Myślę, że doskonały wzór takiego nauczania daje nam Benedykt XVI: spokojnie, ale jednak konkretnie!

  • Życzliwie – ale całą prawdę! Bez półsłówek i niedopowiedzeń! Wiara musi mieć przełożenie na życie i jeżeli ktoś uważa się za wierzącego, a popiera partię, której program w kluczowych kwestiach przeczy nauczaniu Kościoła, czyli nauczaniu Jezusa Chrystusa, taki człowiek swoim wyborem zaprzecza swojej wierze. I to duchowni mają najświętszy obowiązek przypominać. Co do tej kwestii – proszę wybaczyć! – ja jako ksiądz nie widzę żadnego pola do dyskusji. Taki wzór postawy daje w końcu sam Jezus: albo jesteś ze Mną, albo przeciwko Mnie. Albo ze Mną zbierasz, albo rozpraszasz! Albo – albo. Decyzja należy do ciebie, ale i konsekwencje tej decyzji – również. To takich kilka refleksji na kanwie Pana wypowiedzi. Serdecznie dziękuję za głos i pozdrawiam!

    ~Ks. Jacek, 2010-11-26 16:31

  • Witam,

    nie jestem zwolennikiem narzekania na frekwencję wyborczą ani dążenia do niej za wszelką ceną (z pomysłami wprowadzenia obowiązku wyborczego na czele) – to, że ona wzrośnie wcale nie będzie oznaczało poprawy jakości naszej klasy politycznej. Jak dla mnie, osoby zupełnie nieinteresujące się dobrem wspólnym jakim jest nasze państwo/wspólnota lokalna, mogą pozostać tego dni w domach i jak zwykle oglądać głupawe komedie w telewizji. Nasz kraj na tym nie ucierpi, a wręcz przeciwnie – zyska, ponieważ osoby takie są wyjątkowo podatne na wpływ mediów lub różnego rodzaju populistów.

    ad. 1. Mam wrażenie, że Polacy tej wiary nie mieli i przed 1989 rokiem 😉

    A tak na poważnie, wraz z częściowym przezwyciężeniem kryzysu lat 90-ych, maleje w społeczeństwie nostalgia za PRL-em. Czyli, pomimo braku rzetelnych informacji na temat reform, Polacy zauważają zmianę. A że nie jest to zmiana o jakiej marzyli…wystarczy przeczytać dowolny podręcznik na temat historii politycznej Polski w latach 90-tych.

    ad. 2. Telewizja publiczna podlega wpływom politycznym, ale prawdziwym problemem mediów w naszym kraju jest to, że obecnie zanika ich pluralizm polityczny. Do tego dochodzą takie działania, jak plany likwidacji "Rzeczpospolitej", ponieważ jest opozycyjna do rządu. No i jestem zwolennikiem utrzymania abonamentu, natomiast większego jego pilnowania i dbałości o poziom kulturalno-publicystyczny finansowanych z niech programów.

    ad. 3. Bardzo nietrafione porównanie. Natomiast zanik swego rodzaju "etosu" wśród wielu polityków jest faktem. Pytanie tylko, czy nie jest tak, że wiele spośród osób sprawujących władzę (zwłaszcza z pierwszych stron gazet) nie zaczyna działać na zasadzie aktorów filmowych. Sami często mówimy, że ktoś coś "robi pod publikę", o komentarzach w stylu "ale poseł X dołożył posłowi Y w programie Lisa" nie wspomnę. Słowem – ci politycy są tacy, jakich życzą sobie ludzie.

    ad. 4. Mój punkt widzenia na tą sprawę znajduje się na samym początku wypowiedzi.

    ad. 5. Odniosę się tutaj tylko do jednego aspektu, a mianowicie sprawy krzyża na Krakowskim Przedmieściu: mam nieodparte wrażenie, że bp Kazimierz Nycz dał się wmanewrować prezydentowi-elektowi w wojnę, która nie była jego wojną.

    ~Zbyszek, 2010-12-28 16:27

  • Dziękuję za wypowiedź. Przepraszam, że dopiero dzisiaj to czynię, ale akurat znalazłem ten wpis. Ja swój punkt widzenia na poglądy, wyrażone przez Dawida, zamieściłem w tym, co odpisałem. Natomiast bardzo dziękuję za rzeczową argumentację i logiczny przeprowadzone dowodzenie, z którym trudno się nie zgodzić. Zapraszam do częstszych dyskusji i gorąco pozdrawiam!

    ~Ks. Jacek, 2011-02-06 22:47

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.