Ja jestem Józef – wasz brat…

J

Szczęść Boże! 
        Dzisiaj towarzyszymy Józefowi w chwili, gdy daje się on rozpoznać swoim braciom, którzy wcześniej sprzedali go w niewolę. Zapraszam do głębokiej refleksji nad motywami działania Józefa, ale również – nad tym, że Boża czuwająca opieka stale nam towarzyszy. 
      Ja zaś dzisiaj polecam Waszym modlitwom mojego Brata, Księdza Marka, który po trzech tygodniach pobytu w Polsce, o godz. 15.20 wyleci z warszawskiego Okęcia najpierw do Kijowa, a potem – do Nowosybirska, skąd już „tylko” 250 kilometrów jest do Tomska. Proszę, abyście zechcieli wraz ze mną towarzyszyć Mu modlitwą w podróży, a także – wspominali przed Bogiem Jego pracę tam, na dalekiej Syberii, a także posługę Jego Proboszcza, Ks. Andrzeja Duklewskiego i cały ten ogromny entuzjazm wiernych, jaki towarzyszy odradzaniu się Kościoła Chrystusowego na ziemi syberyjskiej. Za Wasze modlitwy i dobre serca – już teraz dziękuję!
       Gaudium et spes! Ks. Jacek

Czwartek 14 tygodnia zwykłego, rok I,
do czytań:  Rdz 44,18–21.23b–29;45,1–5;  Mt 10,7–15
Słuchając dzisiejszego Słowa Bożego, zauważamy, że historia Józefa, najpierw sprzedanego przez braci, a następnie tak wspaniale wyratowanego, ale też wyróżnionego przez Boga – że ta historia właśnie osiąga swój punkt kulminacyjny. Oto bowiem, po kilku próbach, wśród których były także bardzo surowe i trudne dla braci doświadczenia, Józef przyznaje się przed nimi, kim jest. Tak, właśnie przed tymi swymi braćmi, którzy z zapiekłej zazdrości pozbyli się go przed laty, a którzy teraz – słusznie przestraszeni – oczekują najpierw jego pomocy w obliczu głodu, a dodatkowo jeszcze: oczekująrozstrzygnięcia, co też z nimi zrobi po tym, co oni z nim zrobili.
Słyszymy, że dla Józefa jest to moment bardzo szczególny, gdyż on od początku wiedział, z kim rozmawia i – zaprawdę! – dużo kosztowało go powstrzymywanie emocji, wzruszeń, różnych ludzkich reakcji, które w takiej sytuacji były czymś normalnym! Józef jednak poddawał swoich braci kolejnym próbom nie po to, aby się na nich odegrać, czy zemścić, ale po to, aby przekonać się, że zmienili oni swe myślenie i postępowanie; że coś już więcej zrozumieli, że są innymi ludźmi. Skoro mają znowu być razem, skoro ich drogi znowu się zeszły, to ten nowy rozdział ich wspólnego życia trzeba było zacząć z czystej – jeśli tak można powiedzieć – pozycji!
Dlatego to właśnie Józef, choć  było mu bardzo trudno – jednak poddawał braci kolejnym próbom, aż przekonał się, że są w stanie sami swoje życie poświęcić, aby chronić najmłodszego brata, co wcześniej w ogóle było nie do pomyślenia.
Zauważmy przy okazji, że Józef na swój sposób usprawiedliwia braci i ich czyn tym, że to Bóg posłużył się tak nim, jak i nimi, aby zrealizować swoje plany. Kochani, musimy to dobrze zrozumieć! Bóg – nie po raz pierwszy zresztą – z ludzkiego zła, lub z okoliczności, które ono wytworzyło, potrafi wyprowadzić dobro. Ale to bynajmniejnie oznacza, że Bóg chciał zła; że chciał, aby bracia nienawidzili Józefa, żeby go odrzucili, potępili, sprzedali w niewolę… Co najwyżej, możemy stwierdzić, iż Bóg ochronił Józefa w momencie, gdy jego los się rozstrzygał, nie dopuszczając do zabicia go. Ale to wszystko, co się stało, było wynikiem wolnego działania zazdrosnych braci, z którego to działania Bóg później wyprowadził konkretne dobro dla Józefa, a  nawet – dla samych braci i dla całego narodu.
Tak więc – to nie Bóg spowodował to zło, ale w całości planów i zamiarów Bożych znalazło się miejsce także i na ten fakt. I właśnie w tym sensie możemy mówić, że Józef jest typem Chrystusa, a jego historia jest zapowiedzią tego, co w przyszłości stanie się ze Zbawicielem, który także zostanie odrzucony, potępiony i zabity, ale Bóg wyprowadzi z tego wielkie dobro dla całego świata.
Widzimy zatem, Kochani, że Bóg w mądry sposób kieruje losami ludzi i czuwa nad każdym człowiekiem.Bardzo jasno mówi o tym Jezus w Ewangelii, kiedy wysyła Apostołów na głoszenie Dobrej Nowiny. Wyraźnie mówi wówczas, iż będą oni działali w Jego imię, przeto każdy, kto ich przyjmie, ten przyjmie samego Chrystusa. Niestety, kto ich odrzuci, także Jego samego odrzuci, a wówczas, w dniu Sądu, zostanie sprawiedliwie ukarany.
Niech ta świadomość Bożej obecności i bliskości będzie dla nas wszystkich źródłem wielkiej nadziei – szczególnie w sytuacjach, w których czujemy się przytłoczeni biegiem wydarzeń; kiedy nie ogarniamy sytuacji, jaka się dokonuje, a tak szczególnie: kiedy nie będziemy mogli zrozumieć lub wytłumaczyć sobie złego nastawienia ze strony innych i poradzić sobie z poczuciem osaczenia,spowodowanego w ten sposób.
Właśnie wtedy musimy koniecznie przypomnieć sobie, że jest jeszcze Bóg – i że On wszystko widzi, a dopuszczając na nas nawet tak trudne i po ludzku niesprawiedliwe doświadczenia, nie pozostawi nas z nimi sam na sam, ale wesprze nas, pomoże je zgodnością przetrwać, a następnie –wyprowadzi z tego bardzo konkretne dobro! Obyśmy my tylko mieli odwagę Bogu szczerze i bezgranicznie zaufać – i ani na moment o Jego czuwającej obecności nie zapomnieć!
W tym kontekście pomyślmy:
  • Czy w momentach szczególnie trudnych nie poddaję się rozpaczy, ale zwracam się ufnie do Boga?
  • Czy w spokojnej refleksji, na modlitwie, staram się przemyśleć wydarzenia, dziejące się w moim życiu i dostrzec ich sens?
  • Czy zwracam się do Boga tak w obliczu trudnych, jak i radosnych wydarzeń, których doświadczam?
Idźcie i głoście: Bliskie już jest Królestwo niebieskie!

1 komentarz

  • Już kiedyś wspominałam na tym blogu na ten temat, ale się …

    Już kiedyś wspominałam na tym blogu na ten temat, ale się powtórzę, bo to ważne.
    Najczęściej bywa tak, że zwracamy się do Boga z prośbami, kiedy czegoś potrzebujemy, mamy kłopot trudny do rozwiązania. Wówczas człowiek ma przeświadczenie, że Pan Bóg musi wysłuchać, musi spełnić naszą prośbę. No bo jak inaczej?
    Ale nie zapominajmy także codziennie dziękować Bogu za to dobro, które nas spotkało danego dnia. Za tę opiekę, którą nad nami roztacza – bo nie ma najmniejszych wątpliwości, że czuwa nad nami na każdym kroku.

    Nie tylko prośmy, wymagajmy, ale nauczmy się DZIĘKOWAĆ!

    Ja osobiście zachęcam do takiego codziennego, wieczornego rachunku sumienia. Wieczorem pomyśleć, za co mam podziękować, a za co przeprosić. Co zrobiłem dobrego, a co nie, choć mogłem postąpić inaczej.

    Pozdrawiam 🙂

    ~Paulina, 2011-07-07 13:27

    Zgadzam się z Tobą Paulino, ale jak już kilkukrotnie pisał o tym ks. Jacek należy Bogu powierzac nasze troski, problemy, zmartwienia – w końcu jak nie Jemu to komu :)? Myślę, że trzeba z postawy "jak trwoga to do Boga" przejśc na postawę "do Boga nie tylko jak trwoga" 😉 – i wszystko będzie OK ;).
    BTW. O ks. Marku pamiętam w modlitwie, o 20.00 również :).
    Pozdrawiam serdecznie
    Robert

    ~Robert, 2011-07-07 16:25

    Jak trwoga, to ..dalej od Boga….
    Przynajmniej u mnie tak jest, ale to tez już pisałam ….

    Pamietam w modlitwie

    Pozdrawiam
    Domownik – A

    ~Domownik – A, 2011-07-07 16:49

    Mamy tyle pomysłów na życie. Czasami faktycznie coś nie wychodzi, i przegrywamy. Kiedy jednak jest w naszym życiu Bóg, Duch Święty – to nawet najgorsza sytuacja nie spowoduje rozpaczy, lecz może doprowadzić do dobrego. Trzeba tylko mieć wiarę i moc pokonywania trudności, a nade wszystko zaufać Bogu, a wręcz dać się Bogu uratować

    Pozdrawiam,
    Urszula

    ~Urszula, 2011-07-07 20:40

    Armagedon trwa. Pomyśl o wieczności. Masz do wyboru niebo albo piekło.
    To nie są żarty!
    Czarno na białym.
    http://tradycja-2007.blog.onet.pl/

    sceptyk@buziaczek.pl, 2011-07-08 09:41

    Podpisuję się pod propozycją Pauliny robienia codziennego rachunku sumienia. Podobnie, jak pod stwierdzeniem Urszuli o tym, że trzeba się dać Bogu uratować. A co do zasady, że "jak trwoga, to do Boga" – to ponawiam moje stwierdzenie, tutaj zacytowane, że tylko do Boga – bo do kogóż innego – możemy iść z naszymi potrzebami. Chodzi o to – mówiąc krótko – aby nie tylko wtedy, gdy trwoga, zwracać się do Boga.
    A co do stwierdzenia sceptyka o zbliżaniu się wieczności i Dnia Sądu – pełna zgoda. Ale przecież my na blogu nie o czym innym rozważamy, jak o tym, by dobrze się do tego Dnia przygotować – solidnym i mądrym życiem po Bożemu!
    Dziękuję za wszystkie wypowiedzi!

    ~Ks. Jacek, 2011-07-08 10:51

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.