O roku szabatowym i roku jubileuszowym…

O

Szczęść Boże! Witam i pozdrawiam w kolejnym dniu, który dał nam Pan! A piszę tak dlatego, że dzisiejsze Boże Słowo skłania do dziękczynienia Bogu za dar czasu – tak tego powszedniego, jak i tego świątecznego. Każdy czas ma być dla nas czasem Bożym, czasem dobrym! Bardzo dziękuję za dyskusję na blogu. Nie nadążam odpisywać, zważywszy, że staram się to czynić w wolnych chwilach, pomiędzy poszczególnymi zajęciami. Chciałbym jednak prosić, aby wszyscy piszący zechcieli podpisywać swoje wypowiedzi, abyśmy wiedzieli, do kogo mamy kierować nasze odpowiedzi, albo zapytania. Serdecznie pozdrawiam z nieco zachmurzonej Szklarskiej Poręby i zapewniam o codziennej pamięci w modlitwie!
                           Gaudium et spes!  Ks. Jacek
Sobota 17 tygodnia zwykłego, rok I,
do czytań:  Kpł 25,1.8–17;  Mt 14,1–12
W dzisiejszym pierwszym czytaniu, z Księgi Kapłańskiej, słyszymy dwa pojęcia: rok szabatowyrok jubileuszowy. Jako rok szabatowy obchodzono każdy kolejny co siódmy rok – na wzór szabatu, który wypadał każdego siódmego dnia tygodnia. Z kolei, co siedem takich lat szabatowych, a więc po czterdziestu dziewięciu latach, rok pięćdziesiąty miał być obchodzony jako rok jubileuszowy.
Ogłaszanie co jakiś czas takiego szczególnego roku miało na celu uświadomienie Izraelitom, że ziemia jest własnością Boga, dlatego ona również podlegała odpoczynkowi szabatowemu. Prawo to zatem miało charakter religijny. Wyrażało wiarę i ufność Izraelitów w Bożą opiekę, której szczególnym wyrazem był dar Ziemi Obiecanej. Izraelici, tak hojnie obdarowani przez Boga, winni się cechować szczodrością, a nie chciwością, wyrażającą się choćby nieumiarkowaną pracą i chęcią zdobywania coraz większego zysku. W roku szabatowym i jubileuszowym ogłaszano ulgi dla niewolników izraelskich i dłużników. Wtedy też uczono się solidniej Prawa Bożego.
Niestety, to były tylko piękne założenia, które jednak w praktyce napotykały na rozmaite trudności, gdy idzie o ich realizację. Dlatego też z czasem kapłani zaczęli w swoim nauczaniu kłaść akcent na rok jubileuszowy – w tym sensie, że skoro przestrzeganie poszczególnych lat szabatowych napotyka na trudności, to rok jubileuszowy ma być takim szczególnym czasem, który koniecznie należy zachowywać. Jego rozpoczęcie – jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu – obwieszczał dźwięk rogu, zwanego „jobel”.
Prawo tego roku chroniło przed nadmiernym bogaceniem się jednych, a ubożeniem drugich. Miało zapewniać równowagę ekonomiczną rodzin. Wszystkie długi miały być anulowane. To właśnie na wzór tego roku Kościół – także co pięćdziesiąt lat – obchodzi tak zwany Rok Święty, związany zwykle z odpustami i różnymi innymi przywilejami duchowymi.
Widzimy zatem, Kochani, że Bóg w swojej wielkiej łaskawości i prawdziwej trosce o człowieka wprowadza i takie oto zasady, których celem jest pomoc człowiekowi w uporządkowaniu jego własnych spraw i w powrocie do tego naturalnego i podstawowego porządku, które On sam, Bóg, ustalił, aby człowiek mógł się nim kierować i w ten sposób mądrze przeżywać swoje życie. Jak to jednak było z zachowywaniem tego naturalnego porządku – i jak jest zresztą także dzisiaj – to my dobrze wiemy.
Oto Ewangelia przedstawia nam opis dramatycznego wydarzenia, jakim była śmierć Jana Chrzciciela, który nie za co innego oddał życie, jak za obronę właśnie tego naturalnego porządku, zapisanego w Prawie Bożym. W tym przypadku chodziło o poszanowanie praw małżeńskich, ale przecież Boży porządek rzeczy jest przez ludzi łamany na różne sposoby i na wszystkich obszarach. Dlatego Bóg daje znaki, przypomina, poucza, ostrzega – aby naprowadzić człowieka na właściwą drogę, aby raz jeszcze mocno wyakcentować potrzebę zachowywania tegoż porządku!
Wyznaczając taki czy inny święty czas, przyjmując ofiarę życia bohaterskich męczenników, czy też ukazując nam postawy ludzi świętych, żyjących w każdym czasie, Bóg chce nam uzmysłowić, że tak naprawdę każdy czas, jaki przeżywamy, jest Jego czasem; każdy rok jest świętym rokiem, każdy dzień winien być przez nas przeżywany mądrze i na Bożą chwałę. Jeżeli natomiast otrzymujemy dar takiego szczególnego roku, albo szczególnych wydarzeń w historii, albo wyjątkowo pięknych i bohaterskich postaw to po to, abyśmy sobie o tej generalnej zasadzie przypomnieli i – doceniając Boży dar czasu – kształtowali świętość w codzienności!
W tym duchu pomyślmy:
·        Czy każdy czas – tak świąteczny, jak i powszedni – zbliża mnie do Boga, czy też o Bogu przypominam sobie dopiero w niedzielę?
·        Czy mam świadomość, że czas raz zmarnowany – już nie powróci i nie da się go odzyskać?
·        Czy wszystkie uroczyste dni w moim domu: Święta, imieniny, jubileusze – są przede wszystkim okazją do dziękczynienia Bogu?
Będziesz się bał Boga twego, bo Ja jestem Pan, Bóg wasz!

10 komentarzy

  • Co do przemijającego czasu , tak mam świadomość tego, że czas zmarnowany nie powróci, nie odzyskam go.
    Kazdy z nas rodząc się, dostał czas na to, by być szczęśliwym Człowiekiem. Niejednokrotnie marnujemy ten czas, te chwile, namiętnie goniąc za pieniędzmi. Tak często troszczymy się ponad miarę o sprawy jutra, pojutrza, dalekiej przyszłości. Ulegamy zrozpaczy, zwątpieniu, kłócimy się, zanudzamy , w tym samym czasie kiedy niebo uśmiecha się do nas promieniami słońca. Nie zasmucajmy swego ducha strachem o dzień który ma dopiero nadejść. Nie obciążajmy naszego serca wczorajszymi zmartwieniami, biedą . Nie możemy się zagubiać w '' wczoraj'' lub w '' jutro'' . Wczorajszy dzień bezpowrotnie przeminął, jutro dopiero nadejdzie, ale nie mamy takiej pewności czy tak się stanie na pewno. Dzisiaj tu i teraz to nasz jedyny dzień. Postarajmy się go uczynić najlepszym dniem naszego życia. Tylko od nas samych zależy czy przeżyjemy ten dzień szczęśliwie, czy nie. Czy zmarnujemy podarowany nam czas, czy nie…

    '' Czas to żadna droga szybkiego przejazdu pomiędzy kołyską a grobem. Czas to miejsce na zaparkowanie pod słońcem ''

    I jeszcze parę słów odnośnie świętowania

    Świętujemy zebrani w pięknych Kościołach. Świętujemy różne wazne wydarzenia w gronie rodzinnym. Świetujemy ważne wydarzenia narodowe. Okazji do świętowania jest naprawdę wiele.
    Ale potem musimy zdjąć odświetne ubranie, włożyć na siebie robocze ubranie, i zabrać się co codziennej pracy. Powinniśmy umieć przekształcić tamte wartości w formę dnia powszedniego. Jeśli tego nie zrobimy, to nieprawdą będzie tamta rzeczywistość , którą świętujemy. Nieprawdą będzie miłość którą deklarujemy. Wtedy nasze świętowanie okaże się tylko złudą, udawaniem, grą , okłamywaniem samych siebie

    Księże Jacku
    Prosiłeś wczoraj, bym podała adres blogu.
    '' Z duszą na ramieniu'' czynię to.
    Jeśli kogoś rozczaruję, to przepraszam .

    http://podziekowanie2.bloog.pl/?ticaid=6cc09

    Pozdrawiam
    Domownik – A

  • Dziękuję za namiary na bloga. Myślę, że już niedługo nasza Ekipa wypowie się na jego temat. A co do przełożenia świętowania na codzienność – to pełna zgoda. Właściwie, trudno mówić o radykalnym rozdzieleniu jednego od drugiego. Po to świętujemy, aby dostrzec raz jeszcze w sobie samych swoją ludzką godność, ale też – żeby to codzienne "zapracowane" życie uczynić sensowniejszym i nadać mu jakiś konkretny kierunek. Serdecznie pozdrawiam! Ks. Jacek

  • Domowniku-A: "Nie możemy się zagubiać w '' wczoraj'' lub w '' jutro'' . Wczorajszy dzień bezpowrotnie przeminął, jutro dopiero nadejdzie, ale nie mamy takiej pewności czy tak się stanie na pewno. Dzisiaj tu i teraz to nasz jedyny dzień" – wydaje mi się, że rozumiem sens całosci, ale cytowany fragment trochę przypomniał mi bajkę o mrówce i koniku polnym ;). Dobrze, że uzyłas znaczenia "zagubić się" – co zmienia trochę postac rzeczy. Wrzucę jednak swoje trzy grosze a propos "tu i teraz", ponieważ newagowska wizja swiata zupełnie wypaczyła pierwotny sens tego znaczenia, podobnie jak i "carpe diem" Horacego. Powstało przez to zwodnicze pojmowanie przeżywania każdego dnia poprzez ekstremalne wyciskanie go, "życie na maksa", hedonistycznie (a i to pojęcie oznacza dzis co innego niż w antyku) i egoistycznie. Nie liczy się nic i nic nie jest ważne poza tym co jest "tu i teraz" – troubles less, no stress :). Ale owo znamienne "zagubic się" z Twojego tekstu nie oznacza – na szczęcie – nie pamiętać o przeszłosoci i nie mysleć o przyszłoci :). Chodzi o to – jak rozumiem – aby nie zatracic "dzisiaj" i jego wartosci względem tych dwóch pozostałych ciągów czasowych, rozdzielonych teraźniejszoscią. Pamiętajmy, że nie ma przyszłsoci bez przeszłosci, a łączy je teraźniejszosć – im mądrzej przeżywana tym lepiej ;).
    Pozdrawiam serdecznie
    Robert
    BTW z ogromną przyjemnoscią poserfuję po Twoim blogu 🙂

  • '' Chodzi o to – jak rozumiem – aby nie zatracic "dzisiaj" i jego wartosci względem tych dwóch pozostałych ciągów czasowych, rozdzielonych teraźniejszoscią''

    Właśnie o to mi chodziło.
    Dobrze rozumiesz Robercie

    Pozdrawiam
    Domownik – A

  • Dziękuję Robertowi za to doprecyzowanie. Ja używając stwierdzenia "tu i teraz" mam na myśli mądre wykorzystywanie czasu, który daje nam Pan. Mam natomiast w świadomości także inne pojmowanie tego określenia – tak jak to przedstawił Robert. Serdecznie pozdrawiam! Ks. Jacek

  • I tak sobie podróżuję w tym swoim życiu chociaż nie znam szczegółowej trasy.Realizuję cele, marzenia, wizje.Nigdy nie wiem dokąd moja droga będzie prowadziła jutro.Dzień napomina mnie do pracy, noc do odpoczynku.Lekcji dni i nocy uczę się codziennie, tylko nie codziennie podsumowuję czas dany mi przez Boga i na to nie ma usprawiedliwienia. A czas płynie tak szybko.Trudno jest czasami przeżyć dzień mądrze i na Bożą chwałę, przynajmniej mnie.
    Pozdrawiam
    Urszula

    Domowniku- Aniu życzę Ci z okazji niedawnych Imienin, żebyś była tak wyjątkowa przez całe swoje życie i ozdabiała swój dom miłością, dobrocią i życzliwością.
    Urszula

  • Urszulo
    Myślę, że tak naprawdę, to nikt z nas nie zna swoich szczegółowych tras
    Życie jest pełne niespodzianek

    Cieszę się , że masz możliwość realizowania marzeń.
    Moje marzenie – wątpię by się spełniło za życia

    Nie tylko Tobie trudno jest przeżyć dzień na Bożą chwałę . Ja również mam z tym problem.

    Bardzo dziękuję za życzenia imieninowe.

    Pozdrawiam

    Domownik – A

  • Oj, Kobiety, Kobiety! Nie narzekajcie tak, a cieszcie się z tego, co Wam się udało dobrego uczynić, lub przeżyć w czasie, który dał Wam Pan! Serdecznie pozdrawiam! Ks. Jacek

  • ks.Jacku
    My nie narzekamy
    My tylko pomagamy swoimi postami stać się Wam świętymi 😀
    / testujemy Waszą cierpliwość /
    A to chyba dobry uczynek 😀

    Pozdrawiam
    Domownik – A

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.