To jest mój Syn umiłowany – słuchajcie Go!

T

Szczęść Boże! Dziękować Bogu – już udało się rozwiązać problemy internetowe. Mogę więc bez przeszkód zapisać dzisiejsze rozważanie, a potem – w wolnej chwili – raz jeszcze przeczytam ostatnie wpisy i coś spróbuję odpowiedzieć. Dziękuję, Kochani, za Waszą cierpliwość, ale tak czasami się zdarza… Nie wszystko zależy od nas.
       A na Pielgrzymce Podlaskiej dzisiaj kolumna bialska idzie z Łagowa do Wielgiego, kolumna siedlecka zaś – z Czarnolasu do Ciepielowa. Kolumna bialska też przez Ciepielów przechodzi, zatem ta miejscowość, w diecezji radomskiej, jest pierwszym miejscem, od którego obie kolumny będą szły jedną trasą – w odległości kilku kilometrów od siebie. Przy okazji, bardzo serdecznie pozdrawiam Proboszcza Parafii Ciepielów, Księdza Infułata Doktora Stanisława Sławińskiego, którego duch i serce dla Pielgrzymów (i nie tylko dla nich) są wielkie (podobnie, jak i ciało – sic!)! Przyjaźni tego wspaniałego Kapłana ja także od wielu lat doświadczam! Gorąco Mu za to dziękuję! Osobę Księdza Infułata i wszystkich Pątników wszystkich polskich Pielgrzymek codziennie, Kochani, powierzamy Bogu w modlitwie, a ich modlitwom powierzamy nasze sprawy!
             Gaudium et spes! Ks. Jacek
Święto Przemienienia Pańskiego, rok A,
do czytań z t. VI Lekcjonarza:  2 P 1,16–19;  Mt 17,1–9
Przemienienie Jezusa, o którym mówi dzisiejsza Ewangelia i które dziś przeżywamy – to objawienie się samego Boga. Ciało Jezusa, jakkolwiek jeszcze śmiertelne, promieniować zaczęło człowieczeństwem uwielbionym – takim, jakim miało się stać po Zmartwychwstaniu. Mojżesz i Eliasz – to uosobienie Prawa i Proroków. Zgodnie z judaistyczną tradycją, mieli oni przyjść na końcu czasów. Ich obecność przy Jezusie w tym momencie stała się potwierdzeniem Jego Boskości i tego, że przyszedł On rzeczywiście, aby wypełnić zapowiedzi Pisma. Podobnie i obłok, który w Piśmie Świętym jest znakiem obecności Boga, osłaniając Jezusa i Jego Rozmówców, był dla Piotra, Jakuba i Jana potwierdzeniem Boskiej godności ich Mistrza. I wreszcie – ten głos z Nieba
            Trudno się więc dziwić – mówiąc szczerze – reakcji Uczniów na to, co zobaczyli i przeżyli. Reakcją tą był oczywiście strach. To dlatego Piotr zgłasza jakąś dziwną propozycję postawienia namiotów. Z jednej strony – namiot w tradycji judaistycznej symbolizował wieczne mieszkanie na końcu czasów, a w czasie wędrówki przez pustynię był miejscem zarówno zamieszkania, jak i kultu, więc – być może – Piotr miał na uwadze właśnie tę symbolikę, ale bardziej chyba trzeba uznać, że był to po prostu wielki strach, spowodowany niezwykłością wydarzenia, w którym uczestniczyli, oraz tajemniczością wizji, którą dane im było ujrzeć.
            Jezus z całą pewnością wiedział, jak Jego Uczniowie wszystko to przeżyją, jednak zdecydował się na przeprowadzenie ich przez całe to Wydarzenie – po to właśnie, aby je głęboko w sercu zapamiętali i przypomnieli sobie, gdy za niedługi już czas ujrzą Go tak strasznie zdruzgotanego i sponiewieranego w trakcie Męki i na Krzyżu. Aby wtedy nie zwątpili w Jego Boskość i w sens tego, czego dokonuje!
            I my także powinniśmy jak najuważniej wpatrywać się w Jezusa – w znaki Jego obecności i działania – aby nie zwątpić w Jego moc, ale zawsze trwać przy Nim, także w okolicznościach, które zdają się wprost negować Jego Osobę lub zaprzeczać Jego nauce. Właśnie wtedy potrzeba naszego odważnego i jednoznacznego świadectwa, że Jezus Chrystus żyje, działa – i zbawia!
            Zapewne o tym samym myślał Święty Piotr, gdy w swoim Liście, którego fragmentu wysłuchaliśmy w pierwszym czytaniu, z pewnej perspektywy czasowej tak wypowiada się na temat tego, co przeżył: Nauczaliśmy jako naoczni świadkowie Jego wielkości. Otrzymał bowiem od Boga Ojca cześć i chwałę, gdy taki oto głos doszedł Go od wspaniałego Majestatu: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie”. I słyszeliśmy, jak ten głos doszedł z nieba, kiedy z Nim razem byliśmy na górze świętej. Wtedy, kiedy to się działo – jak słyszeliśmy w Ewangelii – Piotr stanął bezradny i zdezorientowany. Kiedy jednak pisał swój List, już był mądrzejszy i bogatszy o wiele doświadczeń, w tym także – doświadczenie Męki, Śmierci i chwalebnego Zmartwychwstania swego Mistrza.
Dlatego w tym momencie wie on, że nie można poprzestać na samych jedynie nadzwyczajnych znakach, dawanych w wyjątkowych sytuacjach, wybranym tylko ludziom. Stąd też Piotr mówi dalej tak: Mamy jednak mocniejszą, prorocką mowę, a dobrze zrobicie, jeżeli będziecie przy niej trwali, jak przy lampie, która świeci w ciemnym miejscu, aż dzień zaświta, a gwiazda poranna wzejdzie w waszych sercach.
Zauważmy, że ową prorocką mowę, a więc mowę Pisma Świętego, uważa on za mocniejszą od tej, którą usłyszał tam, na Taborze. A dlaczego mocniejszą? I jedna, i druga, jest mową Boga, ale ta druga – jako rzekliśmy – dostępna jest wszystkim, każdy może ją usłyszeć, przyjąć i według niej żyć. A nie tylko każdy może, ale wręcz każdy powinien według niej żyć!
            My także, Kochani, co jakiś czas otrzymujemy nadzwyczajne znaki Bożego obecności, Bożej interwencji… A to jakaś sprawa się rozwiąże nadspodziewanie prosto i szybko, a to jakieś nadzwyczajne wydarzenie będzie miało miejsce, w tym – na przykład – „ocierający się” o cud, albo wprost cudowny powrót do zdrowia… Takie rzeczy naprawdę się zdarzają, także w naszych czasach! Ale wszystkie one – podobnie jak przeżywane dziś Wydarzenie na Górze Tabor – mają znaczenie jedynie pomocnicze! One nie mogą stanowić istoty i zasadniczej treści naszej wiary, one mogą co najwyżej ukierunkować, wzmocnić pragnienie pogłębiania wiary, podtrzymać na duchu i dodać sił do kroczenia prostą drogą do zbawienia.
Natomiast podstawą naszej wiary będzie słuchanie mocniejszej prorockiej mowy, a więc systematyczny, głęboki kontakt z Bożym Słowem, ale też systematyczna, w miarę częsta Spowiedź; coniedzielna Msza Święta, regularna Komunia Święta i codzienna modlitwa. Jeżeli tego zabraknie, to choćby się nad nami teraz Niebo otworzyło i w kanonadzie piorunów rozległ się potężny głos Boży, to byłaby to tylko chwilowa sensacja, o której – owszem – może nawet dużo mówiłoby się w mediach, ale która po niedługim czasie przebrzmiałaby, jak wiele innych sensacji.
Doświadczenie różnych sanktuariów, w których dokonują się niezwykłe rzeczy, pokazuje, że ludzie – jakkolwiek by to dziwnie nie brzmiało – mogą się „oswoić” z cudem i przestaje on na nich robić większe wrażenie! Tak jest chociażby w jednym z sanktuariów włoskich, gdzie raz do roku, we wspomnienie znanego tam męczennika, jego zakrzepła krew w ampułce zyskuje na pewien czas stan płynny i zaczyna się poruszać. Kiedy jednego roku znak ten dokonał się nieco później, niż zazwyczaj, zgromadzeni ludzie nie kryli rozczarowania, a nawet pretensji, dlaczego to się jeszcze nie dzieje!
Można się więc – mówiąc już brutalnie – „otrzaskać” z cudem! A to nie o to chodzi. Chodzi natomiast o to, aby jeżeli nawet Bóg obdarzy nas takim nadzwyczajnym znakiem, odczytać go w głębszy sposób, natomiast na co dzień za cudowne uznać i potraktować te znaki, które zwykliśmy uważać za takie zwyczajne, a więc – wspomniane wcześniej – modlitwa, Sakramenty, Msza Święta… Jakkolwiek są one takie codzienne, jednocześnie nie przestają być – cudowne!
W tym duchu zastanówmy się:
·        Czy doceniam znaczenie codziennych praktyk religijnych – czy spełniam je z miłością?
·        Czy zbyt łatwowiernie nie przykładam ucha do różnych sensacyjnych wieści o znakach i cudach, czy też niesprawdzonych, prywatnych teorii, dotyczących spraw wiary?
·        Czy kiedy Pan rzeczywiście obdarzy mnie jakimś nadzwyczajnym znakiem – umiem przyjąć go z pokorą, wdzięcznością i bez rozgłosu?
To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!

19 komentarzy

  • W kościele pod wezwaniem Chrystusa Króla na Targówku wybuchł pożar i nic w tym nie było by dziwnego gdyby nie to, że piętnowana jest idea intronizacji, natomiast tolerowani są artyści, którzy bezczeszczą kościół. Myślę,że wotum wdzięczności Polaków za ocalenie w bitwie warszawskiej jest celowo profanowane przez wrogów kościoła, a my na to nie reagujemy.
    http://warszawa.gazeta.pl/warszawa/51,34862,8363987.html?i=11
    Czy będziemy dalej czekać na jeszcze większe znaki dla Warszawy?
    Dasiek

  • To, że Warszawie przydałoby się odnowienie wiary – to pełna zgoda. Ale byłbym bardzo ostrożny w tak szybkim i jednoznacznym wskazywaniu przyczyn pożaru. Proszę nie zapominać, że pożarom – także powodziom – uległy w ostatnim czasie inne kościoły i domy, należące do ludzi bardzo pobożnych. Idea intronizacji Chrystusa na Króla Polski – proszę to wreszcie przyjąć do wiadomości – nie ma akceptacji Kościoła. Pozdrawiam! Ks. Jacek

  • Tak czytam co pisze Dasiek, i zauważam ,ze jeszcze trochę, i popadniemy w jakąś paranoję.

    Pożary mają miejsce nie tylko w Warszawie,zresztą napisał to już x Jacek

    Pozdrawiam
    Domownik – A

  • Nie oczekuję akceptacji ale liczę na stanowcze stanowisko odnośnie takich wydarzeń jak w Warszawie.
    Dziwimy się później,że młodzież nie umie zachować się w kościele, że lekceważy liturgię lub całkowicie straciła wiarę. Niektórzy kapłani żeby nie być "śmiesznymi" stają się nowocześni. Utrata sakrum jest tego przyczyną i jakże bolesną bo od osób które najbardziej powinny o to zabiegać.
    Tak – przyjmuję do wiadomości że nie ma akceptacji hierarchii ale nie Kościoła, chyba że ktoś ma ochotę mnie z niego wykluczyć na co nigdy nie będzie mojego przyzwolenia.

  • Przepraszam za brak podpisu z 16.19 Dasiek

    Wróciłem właśnie z kościoła i wielka szkoda że liturgia Przemienienia Pańskiego została podporządkowana sobotniemu ślubowi a nie odwrotnie.
    Dasiek.

  • "Myślę,że wotum wdzięczności Polaków za ocalenie w bitwie warszawskiej jest celowo profanowane przez wrogów kościoła, a my na to nie reagujemy. " – No ale przecież już zostalismy sromotnie ukarani poprzez Powstanie Warszawskie. A tak bardziej serio: a może są to znaki, ale znaki źle interpretowane?

  • Chciałbym jednak przypomnieć, że hierarchia w Kościele po coś jest i jeżeli nawet ten czy ów biskup nie zawsze dobrze wywiązuje się ze swego zadania, nie zawsze daje pełne świadectwo swoją postawą, to nie oznacza, że można się zgodzić na stwierdzenie, że coś nie ma akceptacji hierarchii, ale ma akceptację Kościoła. Z woli i ustanowienia Jezusa Chrystusa, na czele Kościoła stoją jego Pasterze, dlatego takie stwierdzenie, jak to w wypowiedzi Daśka to – przepraszam za może mocne słowa – najprostsza droga do tworzenia jakiegoś własnego, prywatnego Kościoła! A przed tym bym bardzo ostrzegał! Ks. Jacek

  • W tym temacie wiele do powiedzenia nie mam. O co chodzi z tymi "znakami zapytania"? Bo "ironia" nie do końca jest ironią – a raczej logiczną konsekwencją naszych wczesniejszych wywodów dotyczących PW.
    Pozdrawiam
    Robert

  • A ja uparcie jeszcze raz pozwolę sobie zwrócić uwagę na to, co zamieściłem we wpisie, który znajduje się powyżej – tym, dotyczącym hierarchii. Uważam ten problem za bardzo ważny! Ks. Jacek

  • Ja się zgadzam w tej sprawie z Księdzem 🙂 – natomiast nie mam nic do powiedzenia Daskowi ws. pożaru w kosciele pw. Chrystusa Króla na Targówku (BTW. jest to kosciół, w którym byłem ochrzczony). Pomimo koncertu scjentologa zorganizowanego we Katedrze Warszawskiej – jakos ona nie spłonęła. W samej sprawie intronizacji ja nie widzę nic złego – dopóki jest to ruch oddolny w ramach KK (nie pierwszy i pewnie nie ostatni w historii) nie dążący do jego rozłamu w grzechu pychy, ale w pokorze zdający się na Wolę Boga w finalizacji procesu w obronie którego występuje.
    Pozdrawiam serdecznie
    Robert

  • W czasie rewolucji francuskiej kościoły lub klasztory, które nie zostały spalone zostały zamienione w świątynie rozumu i nie wiem co było gorsze.
    W sytuacji niepokojów społecznych Kościół będzie atakowany na pierwszym miejscu i nie będzie miał kto bronić świątyń bo hierarchia będzie się martwić o swoją skórę. I skąd wziąć tyle wiary by stanąć w obronie kościoła którego nie szanują niektórzy kapłani. Najlepszym przykładem jest utworzenie liturgii wyprowadzenia krzyża która zapewne będzie miała powodzenie jeszcze nie raz. Przecież to nie świeccy tworzą takie prawa jeno hierarchia.

  • 21.42 – Dasiek
    Gorzkie te słowa lecz płynące z troski o przyszłość Kościoła i jego transformacje wzorowane na krajach zachodniej europy.
    Dasiek

  • "W czasie rewolucji francuskiej kościoły lub klasztory, które nie zostały spalone zostały zamienione w świątynie rozumu i nie wiem co było gorsze. " – To prawda ale nie palili ich księża czy biskupi, pamiętajmy również o wspaniałej postawie Szuanów. Cóż Kosciół nigdy nie był i nie będzie wolny od ludzkich słabosci i grzechów, bowiem składa się z ludzi :). Tak jak w czasie rewolucji francuskiej byli biskupi i księża konstytucyjni, tak i w PRL byli księża w zasadzie przewrotnie nazywani "patriotami", były srodowiska i organizacje katolickie oportunistycznie liżące komunistom posladki. Nie wspominam o TW i innych ludzkich upadkach. Ale Kosciół przechodził niejeden atak, wstrząs, upadek, rozłam etc. i nadal trwa. To jest znamienne i to jest działanie DŚ. Wielokrotnie w historii KK można znaleźć przykłady, że męczeństwo lub pokora i konsekwentne działanie w odniesieniu do i zdaniu się na Wolę Bożą przynosi pozytywny skutek.
    Pozdrawiam
    Robert

  • Przemilczanie i nie reagowanie na te ludzkie słabości jest grzechem przeciwko DŚ który to niby miałby sam zaradzić złu.
    Obojętność jest cechą współczesnego społeczeństwa. Jednak nie możemy być zwolnieni z troski o jego dobro. A jeśli nie mamy takiej siły przebicia to powinniśmy wspierać tych, którzy mają odwagę i są gorliwi w tym co robią. I wcale nie chodzi by polować na czarownice lecz o to by upomnienie braterskie działało w obie strony dla dobra wszystkich. Przemilczanie i obojętność wyszło bokiem w niejednym katolickim kraju i przyczyniło się do utraty wiary wielu ludzi.
    Dasiek

  • "Przemilczanie i nie reagowanie na te ludzkie słabości jest grzechem przeciwko DŚ który to niby miałby sam zaradzić złu." – Dasiek, przeczytaj proszę ostatnie zdanie z mojego poprzedniego wpisu. Czy jest tam mowa o tym, że DŚ sam wszystko załatwi? Nie – wręcz przeciwnie. DŚ z pewnoscią nie jest źródłem indolencji, a raczej aktywnosci. Różnej aktywnosci. Marcin Luter ogłaszając swoje 95 tez chciał tylko reformy KK, jak się skończyło chyba wiemy :/.
    "Obojętność jest cechą współczesnego społeczeństwa" – nie tylko współczesnego!

  • Wiemy, że Kościół w Niemczech, Holandii, Belgii itd. jest bliski całkowitemu rozkładowi. I to nie Luter do tego doprowadził lecz sami duchowni KK.
    Wszystkie modernistyczne trendy w Kościele tamtych krajów przenoszone są na nasz grunt. I jakże mało osób to dostrzega.
    "Wielokrotnie w historii KK można znaleźć przykłady, że męczeństwo lub pokora i konsekwentne działanie w odniesieniu do i zdaniu się na Wolę Bożą przynosi pozytywny skutek." – najwidoczniej upadek Kościoła zawdzięczamy nieumiejętności odczytania Woli Bożej lub biernej postawie wobec wszystkich ataków szatana. Wolą Boga jest Jego Dekalog i bardzo ważne dla duchownych 2 przykazanie. Otóż kto głosi Słowo Boże, a zarazem potępia przejawy gorliwości lub bezcześci dom boży okultystycznymi lub niemoralnymi znakami, robi to na daremno. I tu chciałbym powrócić do mojego pierwszego wpisu kończąc ten temat.
    Króluj nam Chryste
    Dasiek

  • Dasiek, czy Ty jestes sedewakantystą? jesli tak, to się nie dogadamy, bo przecież nie jestem chrzescijaninem. W każdej schizmie maczał palce Zły – dlatego Luter (i inni) wraz z późniejszym uwikłaniem w polityczne intrygi jest winien tej, a nie innej scieżce historycznej Chrzescijaństwa łącznie z całą gamą następstw aż po dzień dzisiejszy. Mnie też nie wszystko podobało się w II SW i wiele spraw nie dało spodziewanych efektów – co już widać. Ale to nie powód, aby wszystko podważać. Być może miał to być i jest czas próby dla KK. Być może skurczy się bardzo, aby z nową siłą się odbudować – bywało tak już w dziejach! Europa znowu odwraca się od Chrystusa – ale być może do niego powróci! Chociaż byc może wcale nie jest tak źle – jak niejeden raz mówił o tym w homiliach ks. Jacek.
    Pozdrawiam
    Robert

  • Mnie pociesza zapewnienie Jezusa, że Kościół nie upadnie, że bramy piekielne go nie przemogą. A powody do nadziei daje także dzisiaj – i to właśnie w Warszawie, o której na tym blogu tyle krytycznych słów padło – chociażby bardzo radykalna ewangelicznie postawa małżeństw z Domowego Kościoła, który miałem przez rok zaszczyt prowadzić. W krajach Europy Zachodniej powstają wspólnoty, radykalnie żyjące Ewangelią. Tworzą je często ludzie młodzi! Na Światowe Dni Młodzieży przyjeżdżają młodzi ludzie, którzy jednak czegoś tam szukają – oni nie przybywają tylko po to, aby się pobawić. I jeszcze jedno: jako ksiądz, który w oczywisty sposób idealny nie jest, ale który stara się wypełniać swoją posługę na ile potrafi najlepiej – protestuję przeciwko ciągłemu obarczaniu duchownych za wszystkie grzechy Kościoła! To jest bardzo niesprawiedliwe, dla mnie osobiście – krzywdzące, a uważam też, że również nieprawdziwe! Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.