Requiem aeternam dona eis, Domine…

R

Szczęść Boże! Kochani, zachęcam do uważnego wczytania się w treść wczorajszych wpisów Domownika i Urszuli. To będzie doskonałym wstępem do podjęcia refleksji nad dzisiejszym Bożym Słowem. Nie zaznaczyłem, do jakich czytań odnoszę poniższe swoje rozważanie, ponieważ Lekcjonarz Mszalny przewiduje na dziś trzy komplety czytań, a ponieważ każdy kapłan dziś może odprawić po trzy Msze Święte za zmarłych, przeto stosuje się różne czytania. Niemniej jednak, właściwe zrozumienie ich wszystkich musi przełożyć się też na właściwą postawę, a to, o czym pisze Urszula i Domownik naprawdę napawa smutkiem… 
      Ale, Kochani, tu się nie ma czym załamywać! Tu jest właśnie miejsce i czas na nasze świadectwo – na nasze konkretne i rzeczowe świadectwo! Świadectwo tego, że może być normalnie. I że powinno być normalnie!
          Módlmy się dziś za naszych Zmarłych!
                      Gaudium et spes!  Ks. Jacek
Wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych,
do różnych czytań z dzisiejszej liturgii

            Jeżeli dzisiaj przybywamy do świątyni naszej parafialnej, jeżeli dzisiaj jednoczymy się we wspólnej modlitwie, to nie z innego powodu, jak z głębokiej życzliwości dla naszych Zmarłych i ze szczerego pragnienia przyjścia im z pomocą. Wiemy bowiem – jak pięknie przypomina nam o tym jedna z prefacji mszalnych o Zmarłych – że życie wiernych Bogu „zmienia się, ale się nie kończy i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie”.
Szczególnie mocną nadzieję słowa te niosą w czasie pogrzebu, kiedy z żalem żegnamy bliską nam osobę. Wtedy słowa te trafiają głęboko do serca. I głęboko do serca, zarówno wtedy, jak i dzisiaj, trafiają słowa czytań mszalnych, których wysłuchaliśmy. Czy zauważyliśmy, że w żadnym z nich nie ma cienia rozpaczy, nie ma czarnego smutku z powodu śmierci? Czy zauważyliśmy, co jest motywem przewodnim, co jest główną myślą dzisiejszych czytań?
            Właśnie – jest nim Zmartwychwstanie! Nie płacz i lamenty, nie beznadziejność i poczucie ostatecznej przegranej, ale właśnie Zmartwychwstanie. I taki ton przeważa w dzisiejszej liturgii. Bo chrześcijanin nie może patrzeć na śmierć inaczej, jak tylko przez pryzmat Zmartwychwstania.
To prawda, że po śmierci bliskiej osoby wielu nie może przez długi czas przyjść do siebie, wielu popada w smutek i zniechęcenie, jeżeli nawet nie w rozpacz. Ale to pokazuje, że ich wiara jest słaba, że całą swoją uwagę koncentrują na tym, co zewnętrzne, ludzkie i tymczasowe. I nawet jeżeli będą powtarzali w pacierzu, że wierzą w ciała zmartwychwstanie i żywot wieczny, to w momencie zetknięcia się twarzą w twarz z tą prawdą trudno im będzie ją przyjąć.
            A jednak „życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki, znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie”. I dlatego, choć może jest nam nieraz trudno to przyjąć i trudno w to uwierzyć, to jednak z całą mocą i wiarą powtarzamy:
„Requiem aeternam dona eis Domine, et lux perpetua luceat eis!” – „Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci…”
            Ja sam spotkałem się z taką sytuacją, że rodzina wierząca, a nawet głęboko wierząca, kiedy stanęła w obliczu śmierci jednego ze swoich członków, człowieka po czterdziestce, zadawała sobie bardzo wiele pytań – jak to się stało, dlaczego on odszedł tak szybko, niespodziewanie? Ale jednocześnie w rodzinie tej ścierały się różne poglądy na temat śmierci i życia wiecznego.
Jedni mówili, że trzeba się modlić, że on tam po śmierci – jeśli nie od razu, to może w niedalekiej przyszłości – będzie szczęśliwy. Ale inni pytali: „A kto to w końcu wie, jak tam jest? Był tam ktoś? A może po śmierci nic nie ma?” Jako, że dane mi było uczestniczyć w tych rozmowach i włączać się ze swoim tłumaczeniem, chociaż trudno było cokolwiek w takiej chwili tłumaczyć, to jednak myślałem sobie, że to dobrze, iż do takich rozmów dochodzi.
Kochani, w tym momencie uświadomiłem sobie, że prawdą jest to, co starsi i doświadczeni kapłani często powtarzają w kazaniach, zwłaszcza pogrzebowych, iż śmierć bliskiej osoby i pogrzeb w rodzinie to wielkie rekolekcje dla całej rodziny.
            Zobaczmy, przy okazji których rekolekcji parafialnych rodzina tak wiele rozmawia o sprawach Bożych, o sprawach wiecznych? Przy okazji których Świąt sprawy Boże zajmują tak wiele miejsca w umysłach i sercach, jak właśnie wtedy, gdy staniemy w obliczu śmierci osoby bliskiej i kochanej? I jeszcze jedno – jak wielkim sprawdzianem wiary jest takie wydarzenie!
Bo oto okazuje się, że pomimo, iż – jak było wspomniane – wielokrotnie w wyznaniu wiary powtarzamy, iż wierzymy w życie wieczne i zmartwychwstanie ciała, to jednak w takim momencie pojawiają się bardzo ostre pytania: Czy ja naprawdę w to wierzę, czy tylko mówię, że wierzę? Czy w zasadniczych momentach mojego życia, takich jak – na przykład – śmierć bliskiej osoby i pogrzeb w rodzinie nie okazuje się, że ta moja wiara kruszy się i łamie?
            Z pewnością w tej chwili ktoś mógłby mi powiedzieć, że to się łatwo mówi, ale kiedy naprawdę doświadczy się takiego ciosu, to zupełnie inaczej wszystko wygląda i z samej ludzkiej słabości człowiek się załamuje. Tak, to prawda, nikt z nas nie jest z żelaza i czymś nienaturalnym byłoby – żeby nie powiedzieć: dziwnym i niezrozumiałym – gdyby odejście bliskiej osoby nie wywołało bólu i smutku. Oznaczałoby to, iż wcale ta osoba nie była taka bliska, a i z naszym podejściem do niej jest coś nie tak, coś nie tak z tą miłością, którą może wcześniej wiele razy wyznawaliśmy i deklarowaliśmy.
Owszem, ból i smutek są czymś naturalnym, ale nienaturalną rzeczą dla chrześcijanina jest rozpacz, bo rozpacz świadczy o braku nadziei, a brak nadziei – żeby powtórzyć to, co było powiedziane wcześniej – świadczy o słabej wierze. A my dzisiaj w duchu wiary właśnie podejmujemy ten problem i w duchu wiary wypowiadamy słowa szczerej modlitwy:
„Requiem aeternam dona eis Domine, et lux perpetua luceat eis!” – „Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci…”
            Prosimy o głęboką wiarę, aby słowa te nie były tylko zwyczajowymi formułkami, które przy tej okazji wypada wyrecytować, ale szczerym wyznaniem wiary w to, że życie wiernych Bogu zmienia się, ale się nie kończy. I życie naszych Zmarłych, chociaż się zmieniło, przecież się nie skończyło. Oni żyją! Oni naprawdę żyją!
Nie wiemy, czy już osiągnęli wieczne szczęście, czy może jeszcze potrzebują koniecznego oczyszczenia. Tego nie wiemy. Wiemy jednak, że Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, ale nade wszystko – miłosiernym i do tego miłosiernego Sędziego zanosimy nasze modły. Przepraszamy za grzechy, za które nie zdążyli przeprosić Boga nasi Zmarli. Dziękujemy za dobro, którego z Bożą pomocą dokonali i którego z Bożej łaskawości doświadczyli. Prosimy, aby wieczność, w której żyją, była dla nich szczęśliwa, aby oczyszczeni z wszelkiej zmazy mogli Boga chwalić na wieki.
            Jednocześnie sami również wybaczamy naszym Zmarłym wszelkie krzywdy, czy chociażby drobne niedociągnięcia z ich strony, bo mocno i głęboko ufamy, że to nasze przebaczenie pomoże im wypłacić się Bożej sprawiedliwości.
Nieraz, w obliczu czyjejś śmierci, jego najbliżsi wyznają, że mają poczucie winy, bo nie okazali należytej pomocy, bo w taki czy inny sposób zawiedli zaufanie tego Zmarłego i on odszedł, a oni nie wiedzą, jak to teraz naprawić. Czasami zdarza się, że są to zadawnione kłótnie, wzajemne oskarżanie się o to czy o tamto, czasami jest to złowrogie milczenie, panujące pomiędzy członkami najbliższej rodziny. Czasami są to jakieś niewyjaśnione pretensje, czasami także – poczucie doznanej krzywdy. I oto okazuje się, że człowiek odchodzi, pewien rozdział w życiu rodziny definitywnie się kończy, a tyle spraw pomiędzy członkami rodziny nie zostało dokończonych.
            Co w tej sytuacji zrobić? Jak naprawić krzywdę, wyrządzoną Zmarłemu za życia, której to krzywdy nie zdążyliśmy naprawić do tej pory, jak rozwiązać sprawę tak skomplikowaną, że nie wiadomo było do tej pory, jak ją rozwiązać, a teraz, po odejściu człowieka – wydaje się to już praktycznie niemożliwe. A jednak – nie jest to niemożliwe!
Można jeszcze wiele zrobić, można wiele naprawić. Tym sposobem jest – wspomniane wcześniej – przebaczenie z serca Zmarłemu tego, co się w tym sercu ma przeciwko niemu i szczera, ofiarna, gorąca modlitwa w jego intencji. Nie jest tajemnicą, Kochani, że Zmarli sami sobie pomóc nie mogą. Nie jest tajemnicą, że czas ich zasługiwania tu na ziemi kończy się w chwili śmierci. Od tego momentu oczekują już tylko naszej pomocy.
A my mamy wówczas okazję odwdzięczenia się za doznane z ich strony dobro, czego nie zdążyliśmy może uczynić za ich życia. Ale też mamy doskonałą okazję do tego, aby wynagrodzić im krzywdy lub brak miłości, którego z naszej strony doznali.
            Śmierć, wbrew pozorom, nie kończy wszystkiego. Śmierć jest przejściem, jest progiem, który oni już przekroczyli, a my przekroczymy. Nie wiemy – kiedy! Śmierć zmienia całkowicie sytuację człowieka, stawia go w obliczu Boga Sędziego. I dlatego my, dzisiaj zgromadzeni przed Jezusem, pragniemy prosić Go o szczęśliwą wieczność dla tych, których kochamy, a którym za życia nie zawsze do końca to okazaliśmy:
„Requiem aeternam dona eis Domine, et lux perpetua luceat eis!” – „Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci…”
            To wołanie wielokrotnie dzisiaj jest wypowiadane. Wielokrotnie także wypowiadane było wczoraj. Nieraz zostanie wypowiedziane w ciągu najbliższych ośmiu dni. I dobrze, jeśli to wezwanie z głębi serca będzie stale zanoszone do Boga. Ale wiemy dobrze, iż pomimo, że w ostatnich dniach tak wiele mówiło się i mówi o Zmarłych (telewizja zazwyczaj mylnie nazywa wczorajszą radosną Uroczystość Wszystkich Świętych – Świętem Zmarłych), pomimo tego wszystkiego tak wielu, którzy o tym mówią, którzy nawet nawiedzają cmentarze – wcale nie pomaga Zmarłym!
            Co z tego bowiem, że biegać będą od cmentarza do cmentarza, co z tego, że na grobach swoich bliskich położą najbardziej okazałe wieńce, co z tego, że zapalą najbardziej wymyślne znicze, jeżeli z ich ust, a zwłaszcza – z ich serca – nie popłynie choćby jedno słowo modlitwy, choćby jedno westchnienie do Boga.
Nasi Zmarli, gdyby mogli – jak sądzę – nieraz krzyczeliby spod tej sterty kwiatów, którymi „zawalono” ich groby: „Pomódlcie się za nas! Pomóżcie nam w sposób, który naprawdę może nam pomóc! Zabierzcie sobie te kwiaty i znicze, a zacznijcie się modlić!” Tak myślę, że gdyby mogli, to z pewnością nasi Zmarli przypomnieliby o sobie tym, którzy stoją tak blisko – tym, którzy na cmentarz przecież nie po co innego przyszli, jak tylko po to, by im pomóc, a tymczasem zostawiają ich bez pomocy.
            Nasi Zmarli nieraz powiedzieliby: „Zabierzcie tę stertę kwiatów, zabierzcie te swoje najwymyślniejsze znicze, zabierzcie okazałe marmury z pomników, a dajcie swoją modlitwę, złóżcie dar serc! Przestańcie dogadzać sobie i na siebie zwracać uwagę naszym kosztem!” Tak bowiem nieraz może się okazać, że przez wystawny pomnik na grobie kogoś bliskiego, ktoś dogadza własnej próżności, sam się chce przed innymi pokazać, bo przecież dobrze wiadomo, że pomnik taki, czy inny – nic Zmarłemu nie pomoże, nie przyspieszy jego czyśćcowego oczyszczenia. A modlitwa – owszem!
            Naturalnie – wyjaśniam – że nie chodzi mi tu o całkowite zaniedbanie cmentarza i grobów najbliższych. Niczym złym nie jest piękna wiązanka czy znicz na grobie. Ale to ma być wyrazem naszej modlitwy za tych, na grobie których rzeczy te zostawiamy, a nie modlitwę tę zastępować. Jeżeli znicz staje na grobie i osoba, która go postawiła bez słowa odchodzi, to znaczy, że postawienie tego znicza nie miało sensu! Po co jeszcze zaśmiecać pomnik? Co oznacza palący się znicz, jeżeli nie wyraża modlitwy i pragnienia nieba, owej światłości wiecznej? Zwykły, kopcący się knotek i naczyńko, którego potem nie ma kto wyrzucić do kosza.
            Myślę, że gdyby te wszystkie znicze i wiązanki, które w tych dniach pojawiły się na grobach, zamieniono na jakieś konkretne modlitwy, to byłaby to wielka ulga dla Zmarłych. A tak można odnieść wrażenie, że czasami wręcz nasi Zmarli „duszą się” pod stertą wiązanek i kwiatów, nierzadko sztucznych, a o modlitwie za nich nie bardzo się pamięta.
            I dlatego taka Uroczystość, jak dzisiaj, abyśmy zjednoczyli się przede wszystkim w modlitwie, a wszystkie inne gesty były temu podporządkowane. Aby nasi Zmarli doczekali się od nas Mszy Świętej w swojej intencji, aby doczekali się Różańca za nich ofiarowanego, aby doczekali się podejmowania w ich intencji jakichś dobrowolnych modlitw i wyrzeczeń oraz dobrych uczynków. Aby doczekali się prawdziwej pomocy, której tak pragną, a nie tylko zewnętrznego splendoru, który im nic nie daje.
„Requiem aeternam dona eis Domine, et lux perpetua luceat eis!” – „Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci…”
            Panie Jezu! Niech Twoja światłość jaśnieje nad tymi, których ci codziennie polecamy, których tak często wymienia się w intencjach mszalnych, ale też prosimy dzisiaj o światłość wiekuistą dla tych, o których zapomnieli najbliżsi, a za których Kościół modli się w czasie każdej Mszy Świętej. Daj im wszystkim wieczny odpoczynek, Panie!
A nam pozwól sobie jasno uświadomić, że my też staniemy przed Trybunałem Bożym, że my też kiedyś takiej pomocy może będziemy potrzebowali. Pozwól nam w dniu dzisiejszym, czy w dniach najbliższych, podjąć taką głęboką refleksję nad sensem życia i śmierci, abyśmy stając przed grobem bliskiej osoby, mogli z tego spotkania wyciągnąć wnioski na wszystkie dni swego doczesnego życia.
Naszym zaś Zmarłym: kochanym, bliskim i tym, których nie znamy – pozwól spełnić nadzieje, zawarte w Słowie Bożym, czytanym dzisiaj. Obdarz ich Zmartwychwstaniem do życia wiecznego.
„Requiem aeternam dona eis Domine, et lux perpetua luceat eis!” – „Wieczny odpoczynek racz im dać, Panie, a światłość wiekuista niechaj im świeci”.
„Requiescant in pace!” – „Niech odpoczywają w pokoju!”
                                                                                                  Amen

4 komentarze

  • Drugi Listopad, do dzień szczególny. To dzień modlitwy za zmarłych.
    Za tych, co odeszli, nagle, młodo, ale również i za tych, co o śmierć prosili, gdy leżeli schorowani, starzy, zapomniani przez drugiego Człowieka. To dzień modlitwy za tych któych kochaliśmy, i za tych których omijaliśmy z pewnych względów wielkim łukiem. Za kogo się pomodlić za wroga, czy za przyjaciela ?
    Czy w ogóle warto ?
    Od razu nasuwają się pytania, które ks. Jacek wymienił w dzisiejszym wpisie.
    Dzisiejszy dzień, jest dla wielu z nas dniem pytań zasadniczych, pytań o sens.
    Pierwsze pytania jakie się nasuwają, to pewnie dlaczego umieramy. Dlaczego przeżywamy ból po utracie bliskich nam osób. Dlaczego nasze ciała po śmierci rozsypują się w proch.
    Skąd mamy pewność, że nieśmiertelność jest autentyczna. Czy ktokolwiek może nam powiedzieć jak wygląda zycie, do którego z każdą minutą się przybliżamy ?

    Znamy odpowiedzi ….

    Wczoraj zapamiętałam tylko jedno zdanie z kazania

    '' Jak żyć, by pięknie umierać''

    Domownik – A

  • W te pierwsze dni listopadowe nachodzą mnie refleksje i zastanawiam się, co ja pozostawię po sobie we wspomnieniach moich najbliższych? Odwiedzanie grobów organizuję wspólnie z moimi dorosłymi już synami. Robiłam tak od początku mojej rodziny. Pragnęłam wpoić im zasadę szacunku dla osób starszych i aby po śmierci dziadka lub babci znaleźli czas na odwiedzenie ich grobu i na krótką chociaż modlitwę. Wiem, że dzieci chowa się nie tylko słowem ale również przykładem swojego życia. Mam nadzieję, że oni będą pamiętali o wszystkich z rodziny, którzy poprzedzili ich w marszu do Domu Ojca.
    O śmierci myślę dość często. W dzisiejszym, zagonionym świecie dokładnie widać kruchość ludzkiego życia. Nie boję się jej jednak zupełnie, bo wierzę w lepszy świat "po drugiej stronie u boku Ojca Niebieskiego". Tam nie ma już cierpienia, bólu, zdrady, nędzy człowieka. Mam jedną zasadę, którą nie pamiętam kto wypowiedział: "żyj tak, jakby dzień dzisiejszy był ostatnim, który przeżywasz tu na ziemi".
    Wieczny odpoczynek racz im dać Panie,
    a światłość wiekuista niechaj im świeci. Niech odpoczywają w pokoju wiecznym. Amen.

  • Dzień Zaduszny- dzień, który skłania do zadumy, co nas czeka po tamtej stronie i przywołuje wspomnienia o naszych najbliższych.
    Taki spokój, cisza na cmentarzu i nasze myśli, że Oni nie odeszli zupełnie.Są w naszej pamięci, wspomnieniach,sercach, ale Ich tak jakoś bardzo brakuje.
    Modlitwa na cmentarzu przy grobach odrywa nas chociaż na chwilę od tego szaleńczego świata i tak bardzo przypomina o celu naszego życia. To po tamtej stronie objawi się cała prawda o nas. A Oni już tam są i ciągle potrzebują naszego modlitewnego wsparcia.

    Urszula

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.