Jakimi apostołami Jezusa jesteśmy?…

J

Szczęść Boże! Dzisiaj znowu mam radość i zaszczyt zaprosić do rozważenia „słówka” z Syberii. Szczególnie proszę i zachęcam, abyście zechcieli odpowiedzieć na pytania, które znajdziecie na końcu… I proszę też o modlitwę we wskazanej przez Księdza Marka intencji…
         Gaudium et spes!  Ks. Jacek
Dziś, 14 lutego, jeśli właściwie
spojrzałem w kalendarz. Ten dzień różnym ludziom różnie się kojarzy.
Najbardziej popularne skojarzenie to tzw. walentynki,
pochodzące rzekomo od św. Walentego. Potrudziłem się wczoraj, żeby poszukać
o nim jakichś informacji i… wygląda to dosyć ciekawie. Nawet na katolickich
portalach, w artykułach pisanych przez księży i siostry zakonne możemy
przeczytać – w jednym artykule, że jest to jeden święty, a w innym, że aż
trzech. Maleńka różnica. Bardzo mało jest danych o nim (lub o nich). Tym
stwierdzeniem nie chcę odbierać czci i chwały temu świętemu, chcę tylko
bardziej po chrześcijańsku spojrzeć na walentynki.
Tutaj w Rosji też to jest, nawet pani z telewizji przychodziła czy nie będziemy
czegoś organizować w tym dniu dla zakochanych, bo chciałaby zrobić ciekawy
materiał. Jeśli byśmy chcieli zrobić sobie tanią reklamę, to byśmy mogli, ale
przecież nie o to chodzi.
Trzeba podkreślić, że św. Walenty
to, przede wszystkim, patron ludzi chorych psychicznie, szczególnie chorujących
na różnego rodzaju nerwice i epilepsję. Tych ludzi w związku z tym wspomnieniem
otaczamy troską modlitwą i szczerym szacunkiem. To bardzo ciężkie choroby.
Jeśli ktoś jednak upiera się przy
święcie zakochanych, to pragnę pozdrowić z tej okazji wszystkich małżonków. Co
to jest zakochanie?
Pamiętam w Białej Podlaskiej, w
naszej rodzinnej parafii, występował wraz z naszym parafialnym chórem, chór
Poznańskie Słowiki. Po koncercie, czy jeszcze w trakcie (nie pamiętam) wystąpił
dyrygent – prof. Stefan Stuligrosz. Były to bodajże jego 80 urodziny (możliwe,
że coś w tych szczegółach plączę). Dobrze pamiętam jedno, choć było to dobre
kilka lat temu – mówił on o swojej niedawno zmarłej żonie. Mówił, że przeżyli
wiele lat w małżeństwie, że w ostatnich latach była już jak wrak człowieka,
zmarszczki, choroba, cierpienie… I niesamowite było to co on powiedział potem: Ale
dla mnie ona do końca była najpiękniejszą kobietą na świecie. – To jest
zakochanie!
A dziś w kalendarzu liturgicznych
obchodzimy święto innych zakochanych. Zakochanych nie w sobie, bo byli braćmi,
ale zakochanych w Kościele – Oblubienicy Chrystusa.
Swoją drogą to Kościół w polskim
języku trochę źle się nazywa. Po łacinie to Ecclesia, po rosyjsku Cerkow, te
nazwy są w rodzaju żeńskim, co bardziej ukazuje na Kościół jako na Oblubienicę
Chrystusa, ale to taki drobiazg.
Oczywiście to patronowie Europy,
wraz ze św. Benedyktem – Cyryl i Metody. Ciekawe kto z Was czytał kiedyś
Encyklikę Jana Pawła II – Slavorum Apostoli. Ja sam nie wiem, czy ją kiedyś
czytałem, ale chyba nie, nie pamiętam. Przeczytałem ją wczoraj/dzisiaj, i
bardzo ją polecam, niesamowite bogactwo treści, pokazujące głębię ich
posłannictwa.
Zwłaszcza bardzo mocno brzmi ta
encyklika, tutaj, w Rosji, gdzie bardzo mocno i boleśnie odczuwa się podział
Kościoła. Oto fragmenty 13 punktu:
„(…) Godny podziwu jest fakt, że
święci Bracia, działając w tak złożonych i niepewnych warunkach, nie usiłowali
narzucić ludom, którym głosili Ewangelię, ani niewątpliwej wyższości języka
greckiego i kultury bizantyjskiej, ani zwyczajów czy sposobu postępowania
społeczeństwa bardziej rozwiniętego, w którym wzrośli, i które siłą rzeczy
musiały być im bliskie i drogie. Kierowani ideałem zjednoczenia w Chrystusie
nowych wierzących dali językowi słowiańskiemu bogate, piękne teksty liturgii
bizantyjskiej oraz dostosowali do umysłowości i obyczajów nowych ludów subtelne
i złożone przepisy prawa grecko- rzymskiego. Wypełniając ten program jedności i
pokoju, zawsze szanowali zobowiązania swego posłannictwa, licząc się z tradycyjnymi
uprawnieniami oraz prawami kościelnymi ustalonymi przez kanony soborowe, i
chociaż przynależeli do Cesarstwa Wschodniego, a jako wierni podlegali
Patriarchatowi Konstantynopola, to jednak nie
wahali się zdawać sprawę Papieżowi
ze swojej misjonarskiej działalności
oraz przedkładać jego osądowi i aprobacie wyznawanej i głoszonej przez nich
nauki, a także ksiąg liturgicznych w języku słowiańskim i metod, jakie
stosowali w ewangelizacji tych ludów. Podejmując
swą misję z polecenia Konstantynopola, szukali w pewnym sensie jej
potwierdzenia, zwracając się do Stolicy Apostolskiej w Rzymie jako do
widzialnego ośrodka jedności Kościoła
. Budowali w ten sposób Kościół w poczuciu jego uniwersalności, jako
jeden, święty, powszechny i apostolski
. (…) Przekonanie świętych Braci
Sołuńskich, że każdy Kościół lokalny jest powołany do ubogacenia własnymi
darami katolickiej pleroma, pozostawało w doskonałej harmonii z ich
ewangeliczną intuicją, że różne warunki życia poszczególnych Kościołów chrześcijańskich
nie mogą nigdy usprawiedliwiać rozdźwięków, niezgody czy rozdarcia w wyznawaniu
jednej wiary i w praktykowaniu miłości”.
Niesamowite wyczucie Kościoła,
szerokie spojrzenie, pragnienie ewangelizacji, żeby i inni mogli znać, rozumieć
swoją wiarę, to coś co w nich fascynuje, co porywa.
Żniwo
wprawdzie wielkie, ale robotników mało, proście wiec Pana żniwa, żeby wyprawił
robotników na swoje żniwo
. Oto prawdziwi robotnicy, oni rzeczywiście
się trudzili, pracowali, bronili jedności Kościoła. Pomagali innym poznać Boga,
stworzyli nie tylko nowy język w liturgii, ale i nową kulturę i nową jakość
wiary.
Prośba, żeby Bóg wyprawił robotników, to prośba przede
wszystkim o nowe powołania kapłańskie, zakonne i misyjne, to prośba o gorliwość
apostolską dla tych już powołanych, żeby byli nie tylko kapłanami, ale
robotnikami, jak zauważał to św. Grzegorz Wielki – papież.
Prośba – żeby wyprawił robotników
na swoje żniwo – to także pytanie o apostolstwo każdego z nas. Na mocy chrztu i
bierzmowania, wszyscy jesteśmy wezwani do bycia apostołami Chrystusa, do bycia
robotnikami na Bożym żniwie. Ilu ludzi nie przychodzi do kościoła, nie słucha
kazań, ani nawet nie czyta Biblii, nie czyta rozważań na blogu, nie spotyka się
z księdzem, nie ufa księżom. Ci ludzie, to apostolskie pole, rola Boża, Boże
żniwo dla świeckich.
Tutaj, w Rosji, wielu ludzi
przychodzi do Kościoła jako dorośli, często jako jedyni ze swojej rodziny,
często przy stanowczym sprzeciwie swoich rodzin. Lubię ich potem pytać – jak ty
nas znalazłeś? Jak trafiłeś do Kościoła? I najczęściej, w tych opowiadaniach, u
początku stoi jeden skromny, cichy człowiek, świecki człowiek, który swoim
świadectwem, dobrym skromnym słowem, a zapewne i modlitwą, przyprowadził go do
Kościoła.
Za chwilę jadę do wioski – Malinowka
(za przeproszeniem dziura, trudno tam dojechać, wszystko się tam rozwala, zdaje
się, że wszyscy tam piją, tam widać potęgę światowego mocarstwa – Rosji) jakieś
200 km.
od Tomska. Chyba już Wam o tym opowiadałem. Tam spotyka się ostatnio największa
chyba wspólnota ze wszystkich w Tomskiej Obłaści. Dużo ludzi, dzieci, młodzieży
i dorosłych, zaczęło przychodzić dzięki entuzjazmowi jednej kobiety, która zbiera
ludzi, zaprasza, udostępnia pomieszczenie, i cieszy się, że tak może służyć
Bogu i Kościołowi. Jeden świecki człowiek, robotnik na Bożym żniwie.
Często ci, którzy sami tylko co
odkryli Kościół, spotkali Boga, mają w sobie ten entuzjazm wiary, Bożą iskrę,
zapał. Ciekawe co się z tym entuzjazmem dzieje później?
A jak Wam się udaje być apostołami
Jezusa?
Pozdrawiam bardzo serdecznie. Jadę
do Malinowki, jutro niedalekie od niej Kriwaszejno. Pomódlcie się za nas i za
tych ludzi z którymi dziś i jutro będziemy się spotykać. Z Bogiem.

13 komentarzy

  • Prawdziwa wiara, to wychodzenie ku drugiemu człowiekowi.Posłanie to nic innego, jak automatyczna konsekwencja zawierzenia, i uwierzenia. Przytulenie się do Boga prowadzi do przytulenia do człowieka. Jeśli zauważymy, że Bogu zależy na nas, to nam zacznie zależeć na bliźnich.
    Każdy z nas, człowiek wierzący staje się , napiszę więcej, jest zapalonym światłem. Są ludzie którzy to zauważają, i nie mogą przejść obojętnie. Gdy się spotyka na swojej drodze śwadka wiary, wtedy pojawia się w sercu radość, zakasuje się rękawy, pragnie się dmuchać w ten ogień, aby w nas rozgorzał na nowo. Bo nie da się zgasić zapalonego światła, nawet pod warstwami popiołu, zawsze drzemie zarzewie wiary.

    Próbuję odpowiedzieć na pytanie, zadane przez x Marka
    hmmm, nie chcę być posądzona o brak skromności..

    Ilekroć leżę na szpitalnym łózku, zawsze znajduję osobę, która szuka wsparcia, pomocy.
    Nieważne, czy to starsza osoba leżąca na sali pooperacyjnej, o której zapomniała rodzina, czy młoda kobieta przeżywająca dramat w rodzinnym domu, czy kobieta którą paraliżuje strach, na sam widok strzykawki. Oczywiście podałam bardzo ogólne przykłady.
    Nie zliczę ile razy zostałam nazwana '' aniołem''

    To samo mogę napisać, o zyciu pozaszpitalnym.
    W miejscowości w której żyję, staram się pomagać innym.Właściwie to już dawno temu wyszło poza granice Górnego Śląska. Odnajduję ludzi, albo sami do mnie ''pukają'' z całej Polski.
    Dostaję listy, maile, sms, czy nawet wpisy na blogu ,/ no tak, blog to już historia, ale piszą do mnie ludzie, i proszą bym powróciła do pisania./ z '' podziękowaniami dla aniołka ''
    Oddałam w ręce kapłanów sporą grupę ludzi.
    Dzięki nocnym rozmowom, uratowałam niejedno życie.
    Uratowałam rodzinę sąsiadów od śmierci
    Codzienne życie, obowiązki,td…
    Mozna wymieniać wiele…

    Czy urosły mi od tego skrzydła ?
    czy uderzyła mi woda sodowa do głowy ?

    Nie ….

    Pytasz x Marku ''jak się nam udaje być apostołami Jezusa ''

    Nie trzeba być człowiekiem światowym, bogatym, sławnym.
    Wystarczy tylko, a może aż, żyć tak, by się nie wstydzić własnego odbicia w lustrze.
    Tak właśnie staram się, żyć każdego dnia.
    / nie piszę, że mi się to zawsze udaje/

    Czy jestem ''apostołem Jezusa'' ?

    Jesli tylko Chrystus chce, kogoś takiego nazwać swoim apostołem…..

    Pozdrawiam

  • "I niesamowite było to co on powiedział potem: Ale dla mnie ona do końca była najpiękniejszą kobietą na świecie. – To jest zakochanie! " – piękny przykład.

    Jeśli chodzi o walentynki, to nie przepadam za tym "świętem". Jestem z chłopakiem 5 lat i nie potrzebujemy święta by się spotkać, miło spędzić czas.

    Tu przypomina mi się jak kiedyś koleżanka zapytała Księdza – po co ona ma co tydzień "udowadniać" Bogu (poprzez chodzenie do Kościoła), że Go kocha,? Jej wystarczy jak pójdzie raz na pół roku, albo jak potrzebuje. Bo Bóg wie, że ona Go kocha. Wtedy Ksiądz zapytał po co ona codziennie pisze z chłopakiem, spotyka się z nim kilka razy w tygodniu. Również wystarczyłoby jakby napisała do niego raz w miesiącu. Chłopak wie, że ona go kocha, a jednak pisze do niego codziennie…tak mniej więcej to było. Ja nie potrzebuję walentynek, by powiedzieć chłopakowi, że Go kocham. To tak jakbym chodziła do Kościoła tylko w święta, o Piśmie Św. nie wspomnę…

    Mam w swoim życiu 3 takie osoby, które rzadko chodzą do Kościoła. W sumie już 2 – trzecia wyprowadziła się z Warszawy(kontakt został). Chodzą tylko wtedy jak idą ze mną. W przeciwnym razie nie idą w ogóle, bo brak czasu, bo zawsze coś…To są bliskie mi osoby i bardzo często się widujemy. Nie zawsze jest szansa zgrać się z czasem. Jak jednak się udaję, to łatwo jest ich "wziąć" ze sobą do Kościoła. Tylko co z tego? Co z tego , skoro nie potrafię w nich "obudzić" tej CHĘCI, POTRZEBY, PRAGNIENIA pójścia do Kościoła. To samo jest ze spowiedzią. Nie wiem, może mało jest we mnie odwagi? Zdecydowania? Wiary? Nie wiem w czym tkwi problem. Staram się, ale widocznie za mało. Wydaje mi się, że Jezus oczekuje więcej od "swojego" apostoła.

    Świadectwo Domownika A…Hm…? Pozazdrościć 🙂
    Mogę tylko zapytać o radę?

    Staram się pamiętać w modlitwie, o tych którzy proszą.

    Pozdrawiam 🙂

    • Co do sprawy, poruszonej przez GoSzia, to powiedziałbym krótko: Spokojnie! Potrzeba modlitwy, dobrego przykładu, dobrego słowa z uśmiechem (nie w nerwach) i cierpliwości. Nic więcej. Jestem przekonany, że Jezus od swojego apostoła tylko tyle – i aż tyle – oczekuje. Ks. Jacek

  • Witam po dłuższej przerwie:). Ja pamiętam ten koncert o którym mówi ks. Marek. Śpiewałem wtedy ze Słowikami na Mszy, później Słowiki miały "swój" koncert. Mało kto wie, że w chwili gdy żona prof. Stuligrosza chorowała i była bliska śmierci, sam dyrygent napisał piękny Maryjny utwór, dedykowany swojej żonie.
    Osobiście bardzo lubię Walentynki, ale chciałbym, myślę, że nie tylko ja, aby te Walentynki trwały w małżeństwie przez cały rok, nie tylko 14 lutego. Wczoraj, przy kolacji, podsumowywaliśmy z Żoną czas swojego małżeństwa (w maju upłynie 3 lata), narzeczeństwa itp. I powiem/napiszę to, co już kiedyś na forum pisałem. Szczęście w małżeństwie zawdzięczamy: wspólnej modlitwie, wspólnej rozmowie i wzajemnym poszanowaniu siebie. Tego nie może zabraknąć. Bez tego nie byłoby tak, jak jest. Tak jak wiara martwa jest bez uczynków, tak i miłość, próżna jest bez czynienia dobra, szacunku, itd. Dla mnie, choć mam jeszcze młodą Żonę, jest Ona najpiękniejsza na świecie. Ale temat kobiet zostawimy może na 8 marca…;).
    Serdecznie pozdrawiam!
    Dawid (Biała Podlaska)

    • Dawidzie

      '' temat kobiet zostawimy może na 8 marca…;). ''
      Kobieta = piękno, dobro, itd…
      Nie mógł Bóg stworzyć nic piękniejszego :)))))
      O pięknie, dobru można zawsze mówić/ pisać.
      Napiszę, że to jest wręcz wskazane : ))))))

      a troszkę poważniej

      Podoba mi się jak napisałeś o swojej Żonie.
      '' Dla mnie, choć mam jeszcze młodą Żonę, jest Ona najpiękniejsza na świecie''
      Życzę Ci, byś mógł to samo powiedzieć / napisać, za pięć, dziesięć, dwadzieścia , czterdzieści lat…

      '' Wczoraj, przy kolacji, podsumowywaliśmy z Żoną czas swojego małżeństwa (w maju upłynie 3 lata)''

      Ja z Mężem w maju będziemy obchodzić ( o ile dożyję 😉 ) 21 rocznicę, odkąd wspólnie jesteśmy.
      Ależ się poczułam staro…:)
      Ale spojrzałam w lustro, jeszcze się poznaję, to chyba nie jest jeszcze tak żle ze mną :))

      Nigdy z Mężem hucznie nie obchodziliśmy Walentynek.
      Dla nas Walentynki są każdego dnia.
      Nie piszę o kwiatach, i romantycznych wyznaniach.
      Piszę o codziennym życiu, o wspólnym pokonywaniu trudności, o wsparciu, potrzebie kochania, i bycia kochaną/ym.
      Lizak w kształcie serca podarowany raz do roku, nie ma prawdziwej wartości, jeśli przez pozostałe dni w roku serce jest zimne, obojętne….

      Pozdrawiam 🙂

  • Świetnie, Kochani, że tak to ujmujecie! Walentynki powinny trwać cały rok! Tak samo, jak imieniny i życzenia składane przy ich okazji nic nie znaczą, jeżeli cały rok nie okazuje się temu drugiemu życzliwości. Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.