Bóg nie zmusza – ani nie zostawia…

B

Szczęść Boże! I oto umowy z Syberią – wielka reaktywacja! Zapraszam do refleksji nad dzisiejszym Bożym Słowem z pomocą świetnego – jak zawsze – rozważania Księdza Marka. Tym bardziej, że dzisiaj razem z Nim i Jego nowymi Rodakami świętujemy… jak to się zwie?… Dień Zaszczytnika Otieczestwa! Uff! Z rosyjskiego to my się podciągniemy! I w kalendarzu rosyjskich prazdników też będziemy na bieżąco! No to cóż, Drogi Marku – z prazdnikom! Bo to w końcu też Twoje święto (jako mężczyzny!).
     A tak na poważnie – jeszcze raz zachęcam do zaglądania na bloga Marka, w Jego wpisie sprzed dwóch dni znajdziecie adres. Wiem, że niektórzy już tam zaglądali. I wspierajmy się nawzajem modlitwą, niedługo zaś zaproszę Was do wspólnego tworzenia Wielkiej Księgi Intencji na blogu.
            Gaudium et spes!  Ks. Jacek
A oto słowo Księdza Marka: 
Niech będzie pochwalony Jezus
Chrystus!
Pozdrawiam wszystkich bardzo
serdecznie. Dziękuję Wam, za wasze gratulacje i dobre słowa w związku z
otwarciem bloga. Można powiedzieć, że to jest po prostu rosyjskojęzyczne
przedłużenie tego bloga – bloga Jacka, naszego bloga – Gaudium et Spes.
Po prostu, rodzina ma to do
siebie, że się rozwija, pojawiają się w niej nowi ludzie, i tak nasza blogowa
rodzina także. A więc dziękuję Wam, za pomysł, za pomoc, za podtrzymanie. A
czemu tam nie umieściłem swojego zdjęcia? Specjalnie, ponieważ widzę ten blog
nie całkiem jako swój osobisty, a jako, tak na pół osobisty, na pół parafialny.
Jeśli tam ma być jako taka systematyczność, to trzeba, żeby w tym uczestniczyli
inni, i też chcę, żeby oni traktowali to jako swoje miejsce, swój blog, a nie jako
goście na moim blogu.
Dziś np. jest tam rozważanie s.
Poliny, która pierwsza tutaj podtrzymała ten pomysł i wyraziła gotowość
współpracy w jego prowadzeniu.
Jak młodzieży powiedziałem w
niedzielę o blogu i że chciałbym, żeby on ruszył już od środy popielcowej, to
się śmiali, że to nierealne. Okazało się, że ruszył dzień wcześniej, we wtorek.
Jeszcze raz Wam dziękuję i proszę
o modlitwę za ten blog i tych co go czytają.
Ja obecnie jestem w Surgucie,
prowadzę tu wielkopostne rekolekcje. Jest to najbardziej na północ wysunięta
parafia, sięgająca w tym miejscu do bieguna. Latem są tu białe noce. Trochę już
wspominałem o tym mieście, jeszcze dodam, że jest to stosunkowo nowe miasto,
może poważnie zaczęło się rozwijać jakieś 50 lat temu. Takie blokowisko, ludzie
tu przyjeżdżają do pracy i często zostają. Rozmawiając z miejscowymi katolikami
wczoraj zorientowałem się, że to są ludzie przyjezdni, wiele lat już tu
mieszkają i pracują, ale nawet bardzo często nie czują się Rosjanami, albo
bardziej Ruskimi (tu się tak to rozróżnia, że Rosjanin, to obywatel Rosji, a
Ruski, to człowiek z ruskim pochodzeniem). Wczoraj na rekolekcjach był też
jeden Polak, który w tej chwili, już od roku tu pracuje w jakiejś zagranicznej
firmie, młody mężczyzna, praktykujący katolik.
Trochę mało jest tu miejsca, bo katolicy
spotykają się w kaplicy w mieszkaniu, w bloku (4 piętro, 4 klatka, numer
mieszkania 141). Takie warunki trochę odstraszają, ale już za rok ma być
poświęcenie kościoła, który ks. Jarosław, proboszcz, bardzo intensywnie buduje,
zbierając środki na ten cel chyba po całym świecie.
A dziś w Rosji prazdnik, dzień
wolny od pracy – Dień Zaszczytnika Otieczestwa. Dzień Obrońcy Ojczyzny, tak oficjalnie
się ten dzień nazywa. Nieoficjalnie to dzień mężczyzn (przy czym nie istnieje w
Rosji dzień ojca), w odróżnieniu od dnia kobiet, oczywiście 8 marca, który to
dzień także jest dniem wolnym od pracy. To dzisiejsze święto, jest dla mnie jednym
z najbardziej bezsensownych i niezrozumiałych świąt, zwłaszcza na takim poziomie
– dzień wolny od pracy.
Ale jeśli by nawet, w ramach
inkulturacji, przyjąć to święto, to liturgia słowa na dzień dzisiejszy, daje
wspaniałą podpowiedź, jaki powinien być mężczyzna.
W I czytaniu czytam – „Kładę dziś
przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc
życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując Boga swego, Pana, słuchając
Jego głosu, lgnąc do Niego…”
Z jednej strony wolność, jest
wybór, nikt cię nie zmusza. A z drugiej strony – wybierajcie życie – to
podpowiedź Boga, jak pisze to s. Polina na moim blogu: owo: wybieraj życie – to
wyraz wielkiej miłości Boga do nas.
Z jednej strony – nikt cię nie
zmusza – wolność, z drugiej strony nikt cię nie zostawia – miłość. A może nie
nikt, a lepiej powiedzieć: Bóg cię nie zmusza, Bóg cię nie zostawia.
A więc wracając do mężczyzn, cecha
prawdziwego mężczyzny to zdecydowanie. Mężczyzna to człowiek konkretny,
zdecydowany, umiejący podjąć decyzję, zaryzykować. I o takiej postawie mówi to
czytanie, mówi Bóg. Oczywiście, że to nie dotyczy tylko mężczyzn, ale
przyznacie, że mężczyzn powinno to dotyczyć szczególnie.
I jeszcze odnośnie do tego
fragmentu, co ma na myśli Bóg, mówiąc – wybierajcie życie? Co oznacza to –
życie? Przeczytajmy to jeszcze raz: „Kładę dziś przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo
i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo, miłując
Boga swego, Pana, słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego…” Miłując Boga,
słuchając Jego głosu, lgnąc do Niego… A zatem mowa o życiu duchowym, życiu z Bogiem,
w konsekwencji o życiu wiecznym. Takie życie mamy wybrać.
Mówimy czasem – życie jest
największą wartością. Czyżby? W takim razie męczennicy i sam Jezus nie
uszanowali największej wartości w sobie. Największą wartością jest, owszem, życie,
ale życie wieczne, życie z Bogiem, bo Bóg jest największą wartością. Dlatego
owo – wybierzcie życie bardzo wyraźnie wskazuje na życie z Bogiem, życie
duchowe, wieczne.
I druga męska cecha, to: zaprzeć
się samego siebie, wziąć krzyż i iść za Jezusem. Stawiać sobie wymagania, nie
bać się tego co trudne, odważnie iść drogą krzyża – to też bardzo oddaje,
powinno oddawać postawę prawdziwego mężczyzny. I znów, nie tylko mężczyzny, ale
to takie podkreślenie w ramach inkulturacji w Rosji.
A w tym wszystkim co tu dziś w
słowie znajdujemy, dla mnie ważne jest słowo – co dnia.
Niech co dnia weźmie krzyż swój…
Ciekawie to ujmuje wstęp do
dzisiejszej liturgii w Oremusie – „W drugim dniu Wielkiego Postu Pan pyta nas,
czy na serio chcemy iść za Nim. Może noc już zmieniła, albo nadwątliła, nasze
postanowienia…”
Rzeczywiście to bardzo ciekawie
pokazuje owo – co dnia. My czasem zapalamy się do jakiegoś dzieła, ale jak
przychodzi to – co dnia, to już nas męczy.
Wziąć krzyż to nie jednorazowy
wybór, to proces, to styl życia, to nieustanne wybieranie. Często jest tak, że
nam się nie chce, to czym wcześniej się zachwycaliśmy teraz nas męczy. Dlatego
szczególnie trudne w Wielkim Poście, jest to, że trwa on 40 dni, a nie 1 dzień.
Życzę wytrwałości. Modlę się za
Was, a Wy pomódlcie się za mnie. Z Bogiem. 

19 komentarzy

  • "Mówimy czasem – życie jest największą wartością. Czyżby? W takim razie męczennicy i sam Jezus nie uszanowali największej wartości w sobie. Największą wartością jest, owszem, życie, ale życie wieczne, życie z Bogiem, bo Bóg jest największą wartością" – tu trochę ks. Marek dorzucił pożywki dla aborcjonistów ;). Moje przemyślenia prowadzą mnie w kierunku takich pytań i odpowiedzi: czy życie nie jest darem Boga? Największym doczesnym darem jaki otrzymaliśmy? Jesli tak, to ma największą wartośc samą w sobie, bo jest dziełem Najwyższej Wartości – Boga. Jezus oddał życie w akcie Największego Poświęcenia – i dlatego miało ono sens, bo było oddaniem w cierpieniu największej wartości doczesnej jaką posiada człowiek. Męczennicy natomiast są ofiarami – sami sobie śmierci nie zadali i nie zadają – pokazali natomiast, że istotna jest postawa jaką w życiu przyjmujemy względem Boga oraz innych spraw istotnych. Że czasami trzeba oddac coś najcenniejszego. No i oczywiście, tego najpiękniejszego daru nie można marnowac poprzez odwrócenie się od Jezusa, niechlujne przetrwanie, mierną egzystencję z dala od podstawowych prawd i braku pojednania się z Bogiem do samego końca. A przecież to poprzez ten nie zmarnowany dar – życie doczesne – możemy osiągnąc to co jest celem: życie wieczne :).
    To tak o życiu doczesnym "obiektywnie" :), bo subiektywnie, to chyba każdy rodzic wie(no, może znaczna częśc) jak niewiele może ono znaczyc w obliczu groźby utraty życia dziecka. Czyje życie wówczas jest "najcenniejsze".
    Życzę ks. Markowi owocnych rekolekcji przy biegunie :), będę się i o to modlił.
    Szczęśc Boże!
    Robert

    • Tak a pro po "aborcjonistów". Większość tych kobiet decydujących się na aborcję uważa, że wybiera "zło konieczne" – czyli w ich rozumieniu "mniejsze zło". Próbując się w ten sposób usprawiedliwiać, najczęściej przed sobą. Każdy katolik wie, że są dwie fundamentalne zasady w życiu człowieka: życie dobre i życie złe.

      Za równo te kobiety, jak i alkoholicy niszczący życie rodzinne – nieraz również zabijając….są…brak mi słów! Niby daje życie, ale truje je od pierwszych dni . Nie tłumaczę ich, ale do tragedii doprowadza ich sytuacja życiowa. Tylko, że, to nie jest wyjście!

      Życie jest darem od Boga, bez żadnych zasług. Dostajemy je za darmo. Może tu tkwi problem. Może właśnie dlatego, tak trudno nam ten dar pielęgnować. Niektórzy uważają, że łatwiej jest popełnić samobójstwo, niż walczyć z przeciwnościami losu. Inni wręcz przeciwnie.

      Pozdrawiam

  • Gdyby życie było najwyższą wartością to nie byłoby kompromisu aborcyjnego ze strony katolików. A może ci katolicy tylko chcą by ich tak nazywano i by mieli wpływ na nich decydując co jest słuszne?
    Zapominając o duszy człowiek jest tylko konkurencją dla drugiego człowieka. A widać to we wszystkich wojnach na świecie jak i w rodzinach. Doszło do tego, że dziecko nienarodzone zagraża bytowi matki. Matka staje się zagrożeniem dla innego małżeństwa. Powodzenie i dobrobyt jakiejś grupy społecznej przyczynia się do ubóstwa innej.
    Życie staje się najwyższą wartością, ale dla tych którzy są w jego posiadaniu i o nim decydują. Będą robić wszystko by go nie stracić, a nawet nie być zagrożonym w swym dobrobycie.
    Trzeba naprawdę męskiej decyzji wśród polityków i wśród duchownych by prosić o boże błogosławieństwo opowiadając się za życiem.

    Dasiek

  • "Gdyby życie było najwyższą wartością to nie byłoby kompromisu aborcyjnego ze strony katolików." – nie rozumiem tego zdania. Jestem katolikiem i nie ma we mnie kompromisu aborcyjnego. Życie uważam za dar i wartośc, na tym łez padole bezcenną, od momentu poczęcia aż po śmierc. A potem będzie o wiele fajniej, jeśli żyło się mądrze :).
    "Życie staje się najwyższą wartością, ale dla tych którzy są w jego posiadaniu i o nim decydują" – a są tacy, bo ja nie znam ;)?

  • "A dziś w Rosji prazdnik, dzień wolny od pracy – Dień Zaszczytnika Otieczestwa. Dzień Obrońcy Ojczyzny, tak oficjalnie się ten dzień nazywa" – nasuwa mi się taka myśl: jakże zawiłe i pokrętne są ludzkie losy, losy narodów. Ci bohaterowie strzelali do naszych bohaterów, dla których ci drudzy byli bandytami, buntowszczykami, z kolei dla których ci pierwsi byli najeźdźcami, ciemiężycielami :).

  • Trudno mi się w słowie Marka dopatrzeć pożywki dla aborcjonistów. Nie pomyślałem w ogóle o takim wariancie rozumienia tych słów. Myślę, że wiemy, o co chodzi: życie jest niezaprzeczalną wartością, aczkolwiek są wartości, dla których można to życie poświęcić. I nie dlatego, że je sami sobie odbierzemy, ale dlatego, że zostaniemy w takiej sytuacji postawieni – i wtedy mamy okazję wykazać się heroizmem. Aczkolwiek – i to też ważne – heroizmu od nikogo nie można wymagać… Pozdrawiam! Ks. Jacek

    • Wydaje mi się, że Robertowi chodziło o to, że ,aborcjoniści (ponieważ wszędzie doszukują się usprawiedliwienia) zgodzą się, że życie wieczne jest ważniejsze od tego na ziemi – żeby sumienie mniej gryzło. Zapominają jednak, że na to wieczne życie trzeba zasłużyć tu i teraz. Tak samo Pan Bóg oddał życie, dając im dowód, że życie nie jest ważne..W rzeczywistości oddał życie za nas .Ja tak rozumiem tok myślenia tych ludzi.

    • Zaszczytnik Otiecziestwa jak najbardziej powinien taki być, ale mocno wzięłam te słowa do siebie. Bo cały czas, gdy je czytałam, przypominała mi się Maryja – przecież była taka – wypisz wymaluj: zdecydowana, zaryzykowała, wybierała życie i szła za Jezusem co dnia 🙂
      Pozdrawiam gorąco z Karaczi 🙂 Asia

    • GoSzia22 – :), o to mi chodziło :), podkreśkę, że dodałem "emotka" z mrugniętym okiem, co sugeruje żartobliwą formę :). Ale serio, to pomny sprawy Benedykta XVI i "kwestii prezerwatyw" oraz wielu licznych przykładów "dorabiania gęby" nauce Kościoła, to jestem przekonany, że znalazłby się ktoś, kto rzuciłby hasło: "Katolicy nie uważają życia za wartośc największą, to czego gęby drą w/s aborcji i eutanazji!!!" 🙂

  • Ponieważ obecnie komentarze można wpisywać pod każdym wpisem, dlatego ich kolejność może się okazać nielogiczna, kiedy czytamy jeden za drugim. Dlatego sprawdzajmy daty. Mój wpis, figurujący nad tym, napisany był zanim Robert, GoSzia i Asia dopisali swoje wypowiedzi, jakkolwiek po ich dopisaniu mógłbym stwierdzić to samo: zgadzam się z takim tokiem myślenia. Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.