O życiowej stabilizacji…

O

Szczęść Boże! Kochani, już ruszyła Wielka Księga Intencji. Wczoraj ją zapowiedziałem, chociaż nie ruszyła ona rano, a po południu, stąd niektórzy nie mogli się jej początkowo dopatrzeć. Już jest, zamieściłem tam kilka pierwszych intencji, a Was proszę, abyście przysyłali następne, które będę zamieszczał. W razie małych opóźnień – proszę o cierpliwość!
    Póki co, proszę o modlitwę w intencji Rekolekcji, prowadzonych przez mojego Brata. Jakiś wyjazd, który musi dzisiaj znowu zrealizować, spowodował, że nie miał możliwości napisania dziś rozważania – i dlatego musicie jakoś strawić moje… Życzę głębokich refleksji – i owoców duchowej pracy wielkopostnej, którą koniecznie trzeba zacząć już od… wczoraj! A nawet przedwczoraj!
           Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Sobota po
Popielcu,
do czytań:  Iz 58,9b–14; 
Łk 5,27–32
Celnik Lewi, którego
utożsamiamy z Mateuszem, miał swoje ustabilizowane
życie.
Było mu jakoś tam dobrze, chociaż zapewne nie sprawiały mu radości
ani satysfakcji głosy, jakie zewsząd słyszał
na swój temat.
Wysługując się bowiem rzymskiemu okupantowi, w rzeczy samej nie zaskarbiał sympatii swych rodaków.
Ale on się tym ostatecznie nie musiał przejmować, tak jak dzisiaj wielu wysoko
postawionych nie przejmuje się tym, co ludzie
mówią i jak ludzie wokół żyją,
bo oni mają władzę i pieniądze, więc mogą na
wszystkich i na wszystko patrzeć z góry i tylko śmiać się cynicznie.
Oczywiście, to ich
beztroskie i znakomite – ich zdaniem – położenie może się w jednej chwili zmienić, a wtedy także z całą pewnością zmieni
się ich punkt widzenia.
Ale, póki co, mogą oni zażywać pełni szczęścia i
powodzenia. Lewiemu tak się szczęśliwie przydarzyło, że nie doświadczył ani potężnego krachu swojej życiowej pozycji, ani nie
przeżył pokazowego rozpadu swojej fortuny, jak to się staje udziałem wielu wielkich
tego świata. Do jego komory po cichu
podszedł Jezus
… I powiedział tylko jedno zdanie: Pójdź za Mną!
Czy Lewi musiał pójść?
Absolutnie nie! Przecież mógł zapytać: A
dokąd? A po co? A cóż to – źle mi tutaj? Mam swoją komorę, jakąś tam życiową
stabilizację – po co to wszystko burzyć?
A że ludzie gadają? Niech gadają…
Pogadają, pogadają i przestaną! Po co to wszystko, co się już ma jakoś
poustawiane, teraz zmieniać?… A jednak Lewi – jak usłyszeliśmy w Ewangelii – wstał
i poszedł
. Za Jezusem. Bez
słowa. Ot, tak – po prostu. Wstał i poszedł.
I wygrał! Wygrał życie, wygrał wszystko! Jego życie całkowicie się
zmieniło. Spełniło się w nim bowiem to, co Bóg zapowiada dzisiaj przez Proroka
Izajasza, że kiedy człowiek zrezygnuje z ustawiania na siłę swoich porządków, zrezygnuje ze swojego doczesnego, przyziemnego
stylu bycia i życia,
a zacznie postępować sprawiedliwie według zasad Bożych, wówczas w jego
życiu zapanuje prawdziwy pokój, porządek i trwała harmonia…
Dzisiejsze pierwsze
czytanie – jak słyszymy – jest ciągiem dalszym wczorajszego, traktującego o właściwym i niewłaściwym poście. To,
co zapanuje w sercu człowieka sprawiedliwego, a o czym dzisiaj słyszymy, jest owocem tego postu właściwie rozumianego i
realizowanego,
a więc postu nie będącego tylko zewnętrzną praktyką, ale
postu rozumianego jako radykalna zmiana
myślenia, zmiana swojego osobistego odniesienia do Boga, do drugiego człowieka,
do całego świata i wreszcie – do samego siebie.
Wbrew pozorom, Kochani, to
wcale nie jest takie proste. Sami tego z pewnością doświadczamy! Nam jest dobrze w naszych komorach celnych.
I to nic, że ludzie gadają. Więcej! – to
nic, że i Bogu nie zawsze podoba się to, co robimy!
Nawet, jeżeli przychodzimy
często do kościółka i paciorki codziennie odmawiamy, i Różaniec, i Koronkę… To wszystko może się okazać taką jedną wielką
komorą celną, w której tkwimy i z której oszukujemy ludzi i próbujemy oszukiwać
Boga
Bo jeżeli spełniamy
wszystkie te pobożne praktyki, a – wedle słów Izajasza – nie przestaniemy grozić palcem i mówić przewrotnie, nie podamy
chleba zgłodniałemu i w ogóle nie powstrzymamy się przed przekraczaniem Prawa
Bożego, wówczas nasza komora celna nas przytłoczy, zacznie nas dusić, zacznie
nam być w niej ciasno, a to, co nazywamy
życiową stabilizacją, zacznie nas po prostu nużyć
Zatem, prawdziwa duchowa i
życiowa stabilizacja może mieć miejsce tylko wtedy, kiedy człowiek zaprowadzi w swoim sercu, w swoim umyśle, w
swoim życiu – Boży porządek,
jak o tym mówi Proroctwo Izajasza. I także
wtedy, kiedy człowiek słysząc słowa Jezusa: Pójdź za Mną! – po prostu
wstanie i pójdzie. Bez zbędnych słów,
pytań i dyskusji.
I właśnie Wielki Post jest doskonałą okazją do zrobienia takiego
kroku.
W tym kontekście zastanówmy
się:
·       
Jakie
postanowienie udało mi się podjąć na Wielki Post i jak je realizuję?
·       
Czy
i jak moje pobożne praktyki religijne wpływają na moją postawę?
·       
Czy
mam odwagę coś w swojej postawie zmienić, czy uważam, że dobrze jest jak jest –
i tak już dotrwam do śmierci?
Nie potrzebują lekarza zdrowi, ale ci, którzy się
źle mają. Nie przyszedłem wezwać do nawrócenia sprawiedliwych, ale grzeszników

6 komentarzy

  • Po przeczytaniu dzisiejszych rozważań, poczułam się trochę jak celnik Mateusz. Po rozstaniu i bardzo bolesnym rozwodzie z moim mężem, żyję sama na pozór szczęśliwie. Otacza mnie grono przyjaciół i ludzi życzliwych. Wszyscy oni uważają, że nie powinnam niczego w swoim życiu zmieniać. Jednak głos sumienia nie pozwala mi spokojnie żyć i zamykać oczu na losy mojego małżonka. Wiem, że kobieta dla której mnie opuścił, porzuciła go. W tej chwili żyje on bardzo biednie. Ma niską rentę. Operacja na sercu uniemożliwia mu podjęcie pracy. Kiedy przysięgałam mu bycie razem w zdrowiu i chorobie, nie wiedziałam jak Bóg pokieruje losami naszego małżeństwa. Wczoraj, zupełnie przypadkiem, przeczytałam w ostatnim numerze Miłujcie się artykuł pisany przez kobietę, której losy były podobne do moich. Ona wbrew wszystkiemu, postanowiła zawalczyć o swoją rodzinę. Pod natchnieniem jej dziejów, ja również spróbuję zawalczyć o swoje szczęście. Wierzę, że Bóg obdarzy mnie mądrością i pozwoli mi zrealizować postne postanowienia. Was również proszę o modlitwę o godz 20. A Księdza Jacka, który doskonale zna tę sytuację, proszę o wpisanie tej intencji do Wielkiej Księgi. Szczęść Boże na cały Wielki Post moja blogowa rodzinko.

  • Mirko, jesli czujesz, że tak trzeba – walcz! Wsparcie w modlitwie masz :).

    "Ale on się tym ostatecznie nie musiał przejmować, tak jak dzisiaj wielu wysoko postawionych nie przejmuje się tym, co ludzie mówią i jak ludzie wokół żyją, bo oni mają władzę i pieniądze, więc mogą na wszystkich i na wszystko patrzeć z góry i tylko śmiać się cynicznie. " – po przeczytaniu tej mysli ks. Jacka przeleciał mi przez głowę taki flesz, że np. Kadafi też się nie za bardzo przejmował i….

  • Stabilizacja życiowa – pewne jutro…
    Jest nie stała, albo nie ma jej w ogóle. Stabilność kojarzy nam się z dorosłością, małżeństwem, dziećmi, dobrym zdrowiem, mieszkaniem, pracą… Tak naprawdę życie może się zmienić w każdej chwili, poprzez rezygnację – celnik Lewi, jak i stratę/śmierć bliskiej osoby.

    Dobrze jest nie przywiązywać się do rzeczy materialnych. Bardzo dużo uczą nas doświadczenia w naszym żuciu. Mieszkam blisko Wisły. W moim życiu już dwa razy było zagrożenie wylania rzeki. Dlatego staram nie przywiązywać się do rzeczy materialnych.

    Czy potrafilibyśmy zostawić najbliższych i pójść za Jezusem?

    „Jezu, spraw, byśmy w ciasnej komorze swego wnętrza, tak jak Mateusz, usłyszeli Twoje wyzwalające słowa: «Pójdź za Mną», i im zaufali!”

    Pozdrawiam

  • Ja myślę, że owa stabilizacja, to nie tylko status materialny, ale – na przykład – odnalezienie swego miejsca w życiu, swego powołania… No, niestety, czasami są to też kostyczne schematy w myśleniu… Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.