Panie, co ja Ci mogę ofiarować?…

P

Szczęść Boże! Ależ trzęsienie ziemi pod wczorajszym wpisem. Niestety, za chwilę muszę wyjechać na kilka godzin, ale jak wrócę – zaraz siadam do czytania… I do refleksji. Tymczasem zamieszczam dzisiejsze słówko, przypominając, Kochani, że jest piątek, a więc możliwość uczestnictwa w Drodze Krzyżowej. O innych sprawach mówię w rozważaniu.
        Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Piątek 2
tygodnia Wielkiego Postu,
do czytań:  Rdz 37,3–4.12–13a.17b–28;  Mt 21,33–43.45–46
W końcu posłał do nich
swego syna, tak sobie myśląc: „Uszanują mojego syna”
– usłyszeliśmy w
dzisiejszej przypowieści Jezusa. Tak właśnie myślał właściciel winnicy i – niestety – pomylił się. Tak też myślał Izrael i – niestety – również się pomylił,
chociaż niebezpieczeństwo przyszło na jego umiłowanego syna Józefa ze strony
innych jego synów. A Jezus Chrystus, którego oba te wydarzenia zapowiadają,
także jest umiłowanym Synem swego Ojca, aczkolwiek
tenże Ojciec – Bóg Ojciec – nie spodziewał się, że inne Jego dzieci uszanują
tegoż umiłowanego Syna, ale wydał Go na pewną śmierć dla naszego zbawienia.
I co było dalej? Józef nie poniósł śmierci, ale jego
ofiara i cierpienie przyniosły wiele lat później wybawienie i ratunek całej rodzinie
w obliczu klęski głodu, która dotknęła Naród Wybrany. Syn właściciela winnicy poniósł śmierć, a ta jego śmierć została –
jeśli tak można powiedzieć – pomszczona śmiercią wszystkich owych złoczyńców,
którzy dopuścili się zbrodni. Jezus Chrystus
także poniósł śmierć, a ta Jego Ofiara owocuje naszym zbawieniem.
Widzimy zatem pewne podobieństwa, ale i różnice obu wydarzeń
zapowiadających dzieło zbawcze Jezusa – z samym owym dziełem. A właściwie, to
można chyba powiedzieć, że dopiero oba
te wydarzenia razem wzięte w całości zapowiadają to wszystko, co Jezus przeżył
i nam ofiarował.
Oto bowiem Jezus, jakkolwiek
poniósł śmierć, to jednak żyje! A
Jego ofiara, jakkolwiek jest ratunkiem i wybawieniem, to jednak jest nią dla tych, którzy chcą ów ratunek
przyjąć.
Dla wielu – niestety – nie będzie miała ona żadnego znaczenia i
tych w trakcie Sądu Ostatecznego spotka taki los, jaki spotkał zbuntowanych pracowników
winnicy, o czym Jezus wyraził się w twardych słowach: Nędzników marnie wytraci, a winnicę
odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we
właściwej porze
. I dalej jeszcze Jezus dopowiedział: Dlatego
powiadam wam:
Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane
narodowi, który wyda jego owoce
.
Kochani! Trzeba nam
wszystkim mocno uświadomić sobie raz jeszcze, właśnie w trakcie tego Wielkiego
Postu – kolejnego w naszym życiu – że to
dzisiejsze pouczenie skierowane jest także do nas!
Bo arcykapłani i faryzeusze
– jak słyszeliśmy w Ewangelii – szybko zrozumieli, że to do nich. Tyle, że ich reakcją był gniew i szatańskie pragnienie
zemsty,
chęć odrzucenia, całkowitego zlekceważenia sobie słów Jezusowej
przestrogi. Czyżbyśmy i my mieli
zareagować podobnie?
Z pewnością, nikt z nas nie
powie, że odrzuca Jezusa i lekceważy sobie Jego słowa, Jego napomnienia; że je wprost przekreśla – nie! Tego na
pewno nikt nie powie.
Ale czyż fakt, że moje chrześcijaństwo nie przynosi konkretnych owoców – nie jest
takim odrzuceniem,
swoistym zlekceważeniem słów Jezusa? Czyż to, że jeszcze
nie podjąłem wielkopostnego postanowienia,
a jeżeli je nawet podjąłem, to go nie realizuję – czyż to nie jest takim
brakiem owoców, przed jakim przestrzega Jezus?
Ostrzeżenie to jest naprawdę
bardzo potrzebne, jeśli się zważy, jak
bardzo nieprzygotowane i pobieżne są nasze Spowiedzi, co oznacza, że my sami
nie zdajemy sobie sprawy z problemu.
Kochani, ja mam świadomość, że w ciągu
ostatnich dni i tygodni poruszam już po
raz któryś z kolei temat Spowiedzi i jej bylejakości,
ale zapewniam Was, że
to nie wynika z moich zaników pamięci, spowodowanych wiekiem, ale z absolutnej
konieczności.
Bo problem jest naprawdę poważny: my „zaliczamy” nasze Spowiedzi,
nie robimy porządnego rachunku sumienia, mówimy jakieś dwa maleńkie grzeszki po
trzech miesiącach od ostatniej Spowiedzi – i uważamy, że wszystko jest w porządku!
I uspokajamy sumienie
fałszywym przekonaniem o własnej doskonałości, a grzechy – jak choroba nowotworowa
najspokojniej się rozwijają! I w końcu
nas zabiją!
Bo na końcu czasów usłyszymy – ku swojemu największemu zdziwieniu
że zostaliśmy zaliczeni do owych
nędzników, których koniec będzie marny.
Kochani, to nie jest jakieś
straszenie „piekiełkiem”, jak się straszy niegrzeczne dzieci potworem z bajki. To jest prawda naszej wiary, to są jasne i
konkretne słowa Jezusa, to jest Jego bardzo wyraźne ostrzeżenie!
Bo wielu z
naszych bliskich już nie było dane doczekać tego Wielkiego Postu. Wielu naszym
bliskim w ogóle nie był dany dar wiary w takim stopniu, jak nam, gdyż na tym
odcinku spotkało ich o wiele więcej przeciwności. A może też inne wzorce
otrzymali w domu…
My zostaliśmy zaproszeni do winnicy Pańskiej, otrzymaliśmy ten Wielki
Post, mamy szansę często uczestniczyć we Mszy Świętej, mamy możliwość częstego
spowiadania się, mamy Rekolekcje, mamy doświadczenie wiary tak swoich Rodziców,
jak i swoje własne – tak dużo mamy, tak
dużo otrzymaliśmy.
A teraz Jezus pyta – Ciebie i mnie, bez wyjątku, indywidualnie
i po imieniu – pyta: I co z tego wynika?
Jakie przynosisz owoce? Co możesz Mi ofiarować? Tak konkretnie… 

8 komentarzy

  • "O innych sprawach mówię w rozważaniu." Zapewne m.in. o spowiedzi? I bardzo dobrze. Tyle się mówi o tym Sakramencie, a i tak jest kryzys. Myślę, że to przez płytkie przeżywanie, a co za tym idzie, to zewnętrzny rytuał z okazji świąt i nie tylko. Problemem jest również jak już kiedyś Ks. Jacek wspomniał, to systematyczna spowiedź, schematyczny rachunek sumienia, a w konsekwencji i grzechy mówimy schematycznie, wciąż te same. Poprzez te schematy za mało uwagi zwracamy na powagę grzechu, albo jakiegoś nie zauważamy.

    Historyjka :
    W Chinach znana jest historia o kobiecie, która robiła posiłek, podczas gdy reszta wioski pracowała na polach ryżowych w dolinie. Jej dom położony był tak wysoko, że z okna widziała ocean. Jakież było jej zdumienie, kiedy po krótkim trzęsieniu ziemi zobaczyła, że ocean cofnął się po horyzont. Wiedziała, co to oznacza – zaraz ocean powróci z potężną falą, która zmyje wszystko w dolinie. Wiedziała, że już nie zdąży zejść dość nisko, aby rolnicy w dolinie usłyszeli jej wołanie. W swoim domu miała wysuszony już ryż zebrany ze swego pola. Bez wahania wyjęła żagiew z paleniska i podpaliła swój drewniany dom ze wszystkim co było w środku. Ludzie w dolinie zobaczyli dym i ogień. Popędzili w górę, aby gasić pożar. Jeszcze dobrze nie dobiegli do tego domu, a kiedy wysoka na dziesiątki metrów fala przetoczyła się przez dolinę porywając wszystko co było na jej drodze. Nikt by się nie ostał. Mieszkańcy tej wioski wznieśli monument, który mówi: "Oto poświęciła dla nas wszystko, co miała, a uczyniła to chętnie." – pokazuje poświęcenie tej kobiety, dla innych…Nie oczekiwała niczego w zamian.

    A My? Jesteśmy gotowi na taką ofiarę? Co My możemy ofiarować Bogu? Innym?
    Myślę, że możemy, dużo : modlitwę, dobre uczynki, a nawet życie…itd. Tylko czy coś robimy w tym kierunku?

    Nawet podczas Eucharystii prosimy o przyjęcie ofiary. Czasem przeżywamy Msze św. w zamyśleniu, i nie zwracamy uwagi na słowa Ks. 
    "Módlcie się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg Ojciec Wszechmogący". Ofiara wewnętrzna.

    Pozdrawiam
    Dobrego weekendu 🙂

    • Łatwo zwalić wszystko na innych myśląc, że powinny zająć się tym przeznaczone do tego osoby. Czyż obojętność nie zabija?

      Dasiek

    • Daśku, nie rozumiem Cię. Tą obojętność wywnioskowałeś z tego co napisałam?
      Czy stwierdziłeś, że ja zwalam wszystko na innych?
      Pozdrawiam

    • Dlaczego bierzesz to do siebie?
      Brak obojętności uratował tych ludzi.
      Gdy były zbierane podpisy w obronie życia wielu katolików stwierdziło, ze ich to nie dotyczy. Gdy JP II sprzeciwiał się agresji na Irak nasz "głuchy" rząd wysłał tam polskich żołnierzy, a społeczeństwo nie protestowało itd.
      Tak więc obojętność ma na kącie wiele istnień ludzkich. Obojętność i apatia zabijają ducha naszego narodu.
      W swoich wywodach tym się różnimy, że ciebie ujęła postawa kobiety, a ja skupiłem się na ludziach.
      Jeśli w pierwszych słowach wyraziłem się niejasno to przepraszam.

      Dasiek

    • Wzięłam to do siebie, bo tak jak napisałeś mnie ujęła postawa kobiety, przez co nie zauważyłam obojętności ludzi. I nie wiedziałam skąd wywnioskowałeś tą obojętność. Teraz już widzę.

      Dziękuję za wyjaśnienie:)

  • Dziękuję za tę opowieść. Mocna. Daje do myślenia – co mogę i chcę ofiarować Bogu? A innym? Czy zawsze tylko sobie?… Pozdrawiam! Ks. Jacek

  • Dziękuję Ks. Jacku za przypominanie o Spowiedzi. Myślę, że tak naprawdę to my nie jesteśmy świadomi jak ważny to Sakrament.
    Przytoczę słowa Jezusa, które powiedział do św. Małgorzaty Marii Alacoque na temat spowiedzi. Dotyczą również każdego z nas.

    "Kiedy przygotowywałam się do mojej rocznej spowiedzi i popadłam w wielki niepokój, czy potrafię dokładnie wyznać moje grzechy, powiedział do mnie mój Boski Mistrz:
    – Dlaczego tak się dręczysz? Czyń, co w twojej mocy, gdyby na końcu jeszcze czegoś brakowało, ja to uzupełnię. W sakramencie tym oczekuję jedynie skruszone i pokorne serce, które ma szczerą wolę nieobrażania Mnie więcej, a oskarża się bez ukrywania czegokolwiek. W takim przypadku udzielam przebaczenia i dusza staje się czysta."
    "Pamiętnik duchowy" str.103

    Celina

  • Dziękuję za ten cytat. Bo przypomina bardzo ważną rzecz: Pan rzeczywiście pomoże i uzna za dobrą taką Spowiedź, którą człowiek potraktuje poważnie i do której się solidnie przygotuje. Wtedy nawet jeżeli wszystkiego nie wyzna z powodu zapomnienia, nie ma problemu. Problem zaczyna się wtedy, gdy człowiek zlekceważy sobie Spowiedź i potraktuje ją na zasadzie zaliczenia formalności. Całe sedno tego tematu stanowią wspomniane słowa Jezusa: "Czyń, co w twojej mocy"… O to właśnie chodzi! Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.