Byśmy się nie udusili pośród tysiąca spraw…

B

Szczęść Boże! Kochani, już raz zrobiłem taki zabieg, że zamieściłem w całości katechezę Benedykta XVI z ostatniej Audiencji generalnej w środę. Dzisiaj zrobię to samo, bo – po pierwsze – uważam, że powinniśmy być wszyscy na bieżąco z nauczaniem naszego Papieża, a po drugie – temat, jaki został podjęty, bardzo mnie poruszył. A czuję, że i wielu z Was, Kochani, poruszy, bo jest naprawdę bardzo ważny. I na czasie! Nie chodzi zatem o to, że nie chciało mi się przygotować rozważania na dzisiaj, tylko słowo Benedykta uważam za o wiele ważniejsze i cenniejsze. I pozostające w związku także z dzisiejszym Bożym Słowem… Zatem, wsłuchajmy się w papieskie nauczanie!
                 Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Benedykt XVI,
Katecheza na Audiencji
generalnej 25 kwietnia 2012.
Drodzy bracia i
siostry
Jak widzieliśmy w ostatniej katechezie, Kościół od początku swojej
wędrówki stawał w obliczu nieoczekiwanych sytuacji, w obliczu nowych problemów
i zagrożeń, na które starał się odpowiedzieć w świetle wiary, pozwalając
prowadzić się Duchowi Świętemu.
Dzisiaj chciałbym zatrzymać się w moim
rozważaniu na jednej z tych sytuacji, nad poważnym problemem, z którym pierwsza
wspólnota chrześcijańska w Jerozolimie musiała się zmierzyć i który musiała
rozwiązać – jak o tym opowiada nam Święty Łukasz w szóstym rozdziale Dziejów
Apostolskich – z posługą miłości wobec ludzi samotnych oraz potrzebujących
opieki i pomocy. Nie była to kwestia drugorzędna. Groziła ona tworzeniem podziałów
w łonie Kościoła. Liczba chrześcijan faktycznie rosła, ale ci, którzy mówili po
grecku, zaczęli narzekać na posługujących się językiem hebrajskim, ponieważ ich
wdowy były zaniedbywane w codziennym rozdawaniu jałmużny (por. Dz 6,1).
W obliczu tak naglącej potrzeby, która
dotyczyła podstawowego aspektu życia wspólnoty, czyli miłości wobec słabych, ubogich
i bezbronnych, Apostołowie powołują stałą grupę uczniów. W tym momencie nagłej
potrzeby duszpasterskiej Apostołowie dokonują rozeznania. Stają wobec podstawowej
konieczności głoszenia Słowa Bożego, zgodnie z poleceniem Pana Jezusa, ale
biorą równie poważnie obowiązek pomagania wdowom, wychodzenia naprzeciw z
miłością sytuacjom, w jakich znaleźli się bracia i siostry, aby odpowiedzieć na
przykazanie Jezusa: miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem (por. J
15,12.17). Ich rozumowanie jest bardzo jasne: Nie jest rzeczą słuszną, abyśmy
zaniedbywali słowo Boże, a obsługiwali stoły. Upatrzcież zatem, bracia, siedmiu
mężów spośród siebie, cieszących się dobrą sławą, pełnych Ducha i mądrości
!
Im zlecimy to zadanie. My zaś oddamy się
wyłącznie modlitwie i posłudze słowa
(Dz 6,2–4).
Apostołowie podchodzą więc do tej
sytuacji bardzo odpowiedzialnie. Podejmują decyzję: wybierzemy siedmiu mężczyzn
cieszących się dobrą opinią. Następnie modlą się, prosząc o moc Ducha Świętego,
a następnie nakładają na nich ręce, aby oddali się w sposób szczególny posłudze
miłości (miłosierdzia). Tak więc, w życiu Kościoła, w pierwszych stawianych
przez niego krokach, odzwierciedla się w pewien sposób to, co miało miejsce w
czasie publicznego życia Jezusa, w domu Marty i Marii z Betanii. Marta była
całkowicie pochłonięta przez posługę gościnności świadczoną Jezusowi i Jego
uczniom, Maria natomiast oddawała się słuchaniu słowa Pana (por. Łk 10,38–42).
W obu przypadkach, nie dochodzi do
przeciwstawiania chwil modlitwy czy słuchania Boga z codziennymi obowiązkami,
posługą miłości (bliźniego). Jednakże wezwanie Jezusa: Marto, Marto, troszczysz się i
niepokoisz o wiele, ale jedna rzecz jest tylko potrzebna, Maria obrała
najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona
(Łk 10,41–42 ), a także
postanowienie Apostołów: My… oddamy się wyłącznie modlitwie i
posłudze słowa
(Dz 6,4), wskazują na priorytet, jaki powinniśmy dać
Bogu, relacjom z Nim w modlitwie, zarówno osobistej, jak i wspólnotowej. Bez umiejętności zatrzymania się na
słuchaniu Pana, na rozmowie z Nim, istnieje ryzyko niepotrzebnego niepokoju i
martwienia się problemami, trudnościami, potrzebami, także kościelnymi i
duszpasterskimi.
Święty Ambroży, komentując epizod Marii
i Magdaleny, tak oto wzywa swoich wiernych a także i nas: „Spróbujmy więc także
i my mieć to, co nie może zostać odebrane, opierając na Słowie Pana naszą
uwagę, nie rozpraszając jej: zdarza się również i tak, że ziarna Słowa
niebieskiego są rozproszone, jeśli zostały zasiane wzdłuż drogi. Chciej także
Ty, jak Maria, mieć pragnienie poznania: i to jest właśnie największe i najbardziej
doskonałe dzieło”. Dodaje także: „troska o posłannictwo nie odbiega od poznania
Słowa niebieskiego”, i od modlitwy. (Expositio Evangelii secundum Lucam, VII,
85: PL 15, 1720)
Święci doświadczali głębokiej jedności życia między modlitwą a czynem,
między całkowitą miłością do Boga i miłością do braci.
Święty Bernard,
który jest przykładem harmonii między kontemplacją a działaniem, w książce De
consideratione, zaadresowanej do Papieża Innocnetego II, przedstawił niektóre
refleksje o jego posłudze, kładąc główne nacisk na znaczenie wewnętrznego skupienia,
na modlitwę, która będzie bronić od niebezpieczeństw nadmiernej działalności,
jakiekolwiek byłyby warunki, w których się znajduje i zadania jakie ma do
wypełnienia. Święty Bernard potwierdza, że zbytnie niepokoje, gwałtowne życie
często kończą się zatwardziałością serca i udręką ducha (cfr II, 3).
Dzisiaj to bardzo cenne wezwanie dla
nas, przyzwyczajonych do oceniania wszystkiego według kryteriów produktywności
i efektywności. Fragment Dziejów Apostolskich przypomina nam o znaczeniu pracy,
o zaangażowaniu w codzienne czynności, które są wykonywane z odpowiedzialnością
i poświęceniem, ale także z naszą potrzebą Boga, jego opieki, jego światła,
które daje nam siłę i nadzieję. Bez codziennej
modlitwy przeżywanej w ufnością i wiernością, nasze działanie staje się puste,
traci głębię i duszę, redukuje się do prostej czynności, która ostatecznie
pozostawia nas nieusatysfakcjonowanymi.
Istnieje jeszcze w tradycji
chrześcijańskiej przepiękna inwokacja, którą odmawia się przed każdą pracą,
która tak oto brzmi: „Wspieraj Panie
nasze działania, i otaczaj Twoją opieką, aby wszystko, co czynimy, zawsze w
Tobie miało swój początek i w Tobie znajdowało swoje wypełnienie”.
Każdy
krok naszego życia, każde działanie, także w Kościele, powinno odbywać się
przed Bogiem, w modlitwie i w blasku jego Słowa.
W poprzedniej katechezie podkreślałem
jednomyślność w modlitwie pierwotnej wspólnoty chrześcijańskiej w obliczu
próby. Właściwą modlitwą jest medytacja nad Pismem Świętym – ona przyczyniła
się do zrozumienia zaistniałych wydarzeń. Kiedy modlitwa jest karmiona Słowem Bożym,
to wówczas rzeczywistość dostrzega się nowymi oczyma, oczyma wiary i Pan, który
przemawia do rozumu i serca, obdarza nowym światłem na drodze w każdym momencie
i w każdej sytuacji. My wierzymy w moc Słowa Boga i modlitwy.
Dlatego też trudność, przed którą stanął
młody Kościół, została przezwyciężona dzięki modlitwie, w świetle Ducha Świętego.
Oto Apostołowie nie ograniczają się do zatwierdzenia wyboru Szczepana i innych
ludzi przedstawionych do służby stołu, ale modląc się położyli na nich ręce (Dz
6,6).
Z tym gestem włożenia rąk, Apostołowie
nadają szczególną misję siedmiu mężczyznom, aby odpowiadała dana im łaska. Podkreślanie
modlitwy – po modlitwie – jest ważne, ponieważ uwydatnia własny wymiar
duchowy gestu. Nie traktuje się tego jedynie jako powierzenia zadania – jak
bywa w organizacji społecznej – ale staje się to wydarzeniem kościelnym, w
którym Duch Święty umacnia siedmiu mężczyzn wybranych przez Kościół, konsekruje
ich w Prawdzie, którą jest Jezus Chrystus: jest On cichym protagonistą, obecnym
w nałożeniu rąk, aby wybrani zostali przemienieni jego mocą i uświęceni w tym
celu, aby stawić czoło wszelkim wysiłkom duszpasterskim. Ponadto podkreślanie
modlitwy przypomina nam, że tylko dzięki kultywowaniu intymnej relacji z Bogiem
każdego dnia narodzi się odpowiedź na wybór Pana i zostanie powierzone każde posłannictwo
w Kościele.
Drodzy
bracia i siostry, problem pastoralny, który pobudził Apostołów do wyboru i
nałożenia rąk na siedmiu mężczyzn powołanych do służby w miłości, aby sami
mogli poświęcić się modlitwie i głoszeniu Słowa, każe tak nam dać pierwszeństwo
modlitwie i Słowu Boga w naszym życiu. Dla Pasterzy jest to pierwsza i najcenniejsza
forma służby powierzonej im trzodzie. Jeśli płuca modlitwy i Słowa Boga nie
będą oddychały powietrzem naszego życia duchowego, ryzykujemy uduszeniem się pośród tysiąca rzeczy każdego dnia. Modlitwa
jest powietrzem duszy i życia
: w relacjach z Bogiem, w słuchaniu Jego Słowa,
w dialogu z Nim, kiedy znajdujemy się w ciszy kościoła albo naszego pokoju, wówczas
jesteśmy zjednoczeni w Panu z licznymi braćmi i siostrami w wierze, którzy w
swojej indywidualności wznoszą się do Boga jako wielka symfonia wstawiennictwa,
wdzięczności i chwały.

4 komentarze

  • '' Byśmy się nie udusili pośród tysiąca spraw… ''

    Cóż mogę dziś napisać….
    Duszę się pośród tysiąca ważnych spraw….
    Coraz trudniej złapać kolejny oddech – nadzieję, na lepsze jutro.

    Pozdrawiam
    Przepraszam, że tak pesymistycznie dzisiaj

  • "Doświadczanie głębokiej jedność życia między modlitwą, a czynem, między całkowitą miłością do Boga i miłością do braci"
    Piękne, bardzo trudne do osiągnięcia, ale możliwe w obecnych czasach. Bł.Papież Jan Paweł II powiedział, że każdy człowiek może być święty. Potrzeba tylko tego bardzo pragnąć.
    Celina

  • "Święty Bernard potwierdza, że zbytnie niepokoje, gwałtowne życie często kończą się zatwardziałością serca i udręką ducha".
    Ostatnio uświadomiłem sobie, że bardzo często trafiam na homilie, konferencje duszpasterskie, wywiady księży, w których poruszany jest temat, który aktualnie bardzo plącze moje życie. Nie inaczej jest w tym wypadku. Ww cytat, chciałoby się powiedzieć "bingo" – dwa tygodnie wyjęte z życia przez ciągły niepokój, rozterki, obawę. A powód…na pozór poważny. Bo Św Bernard uświadamia mi,że infantylny. Bardzo piękna ta cała audiencja Benedykta.

  • Ja w ogóle myślę, że nasz Papież Benedykt XVI trafniej, niż nam się wydaje, odczytuje znaki czasu i potrzeby Kościoła. Ten – jak się sam określił – cichy i skromny Pracownik Winnicy Pańskiej bez wielkich fajerwerków, ale w ciszy swojej kaplicy i swego gabinetu co tydzień przygotowuje nam duchową strawę, która jest nam bardzo potrzebna. A kiedy wczytujemy się w treść tego, co nam chce podarować, przekonujemy się, jak On dużo widzi i jak trzeźwo myśli. To nie jest odrealniony naukowiec, ale prawdziwy Ojciec i Pasterz. Wspierajmy Go modlitwą! I korzystajmy z darów duchowych, które nam daje. Postarajmy się, by być "na bieżąco" z Jego nauczaniem! Ks. Jacek

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.