Bo nasze lampy gasną…

B

Szczęść Boże! Pozdrawiam już z Celestynowa. Wczoraj świetnie przebrnęliśmy przez wszystkie trzy śluzy – Chłopaki spisali się dobrze. Wielka tu zasługa Krzysia Fabisiaka – Moderatora tego bloga – który na spływie spełniał rolę przewodnika po trasie i w ogóle organizował całą drogę, na przykład zatrzymywanie na postojach i wodowanie kajaków na dalsze płynięcie. I to właśnie Krzysztof tak wczoraj pokierował akcją przenoszenia kajaków, że zajęła ona niezbyt wiele czasu. Bardzo jestem Mu wdzięczny za ogromną pomoc w przeprowadzeniu całego spływu! Bardzo jestem wdzięczny Panu Sylwestrowi Biernackiemu z Żelechowa, który swoim autokarem zawiózł nas i przywiózł, przewoził nasze bagaże, a tak w ogóle – był jednym z nas. Bardzo dziękuję Panu Pawłowi Sosikowi, który czuwał nad przygotowaniem posiłków i także przyczynił się do stworzenia fantastycznej atmosfery całego wyjazdu. Dziękuję Prezesowi Służby Liturgicznej, Piotrowi Antosiewiczowi i Szefom sześciu grup, z którymi ogarniałem całość. Dziękuję trzem Mamom, które przygotowały już przed wyjazdem ciepłe posiłki dla czterdziestu osób – potem wystarczyło tylko podgrzać to, co było przygotowane.
       Ale nade wszystko dziękujemy Bogu za to, że dał nam tak dobry czas i tak piękną pogodę! O tej wdzięczności Bogu często mówiliśmy przy podsumowaniu dnia i przy posiłkach. Ja także te wszystkie podziękowania wygłosiłem wczoraj, na ostatnim spotkaniu, jeszcze w Płaskiej, starając się imiennie docenić każdą pracę i każde zaangażowanie. 
       Dlatego tak dziwnie mi się zrobiło, kiedy po wyjściu z autokaru usłyszałem słowo „dziękuję” jedynie od czterech osób, bo wszyscy się rozpierzchli, zabierając czym prędzej swoje bagaże i wyjeżdżając z rodzicami, którzy czekali w kilkunastu samochodach. Ja omal nie zostałem sam ze skrzynkami pełnymi naczyń i produktów. Prosiłem o ich zaniesienie jeszcze w autokarze i gdybym w ostatniej chwili nie nakazał tego kilku osobom, to musiałbym nosić je sam.
    Szczerze mówiąc, to już nie wiem, czy to się na świecie tak wszystko pozmieniało i te stare zasady już nie obowiązują? Naprawdę, nie wiem, czy oczekiwanie prostego „dziękuję” to za dużo? Czy może moim Dzieciakom po prostu zawsze się wszystko należy?… I czy w ogóle to do nich powinienem adresować te pytania? Bo mnie – jak pamiętam – zawsze Rodzice pytali: „A podziękowałeś?”, „A przeprosiłeś?” Ale – może teraz inne czasy… 
            Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Piątek 21
tygodnia zwykłego, rok II,
do
czytań:  1 Kor 1,17–25;  Mt 25,1–13
CZYTANIE Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN: 
Bracia:
Nie posłał mnie Chrystus, abym chrzcił, lecz abym głosił Ewangelię, i to nie w
mądrości słowa, by nie zniweczyć Chrystusowego krzyża. Nauka bowiem krzyża
głupstwem jest dla tych, co idą na zatracenie, mocą Bożą zaś dla nas, którzy dostępujemy
zbawienia.
Napisane
jest bowiem: „Wytracę mądrość mędrców, a przebiegłość przebiegłych zniweczę”.
Gdzie jest mędrzec? Gdzie uczony? Gdzie badacz tego, co doczesne? Czyż nie
uczynił Bóg głupstwem mądrości świata? 
Skoro
bowiem świat przez mądrość nie poznał Boga w mądrości Bożej, spodobało się Bogu
przez głupstwo głoszenia słowa zbawić wierzących. Tak więc gdy Żydzi żądają
znaków, a Grecy szukają mądrości, my głosimy Chrystusa ukrzyżowanego, który
jest zgorszeniem dla Żydów, a głupstwem dla pogan, dla tych zaś, którzy są
powołani, tak spośród Żydów, jak i spośród Greków, Chrystusem, mocą Bożą i
mądrością Bożą. To bowiem, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością
ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA: 
Jezus
opowiedział swoim uczniom tę przypowieść: „Podobne jest królestwo niebieskie do
dziesięciu panien, które wzięły swoje lampy i wyszły na spotkanie oblubieńca.
Pięć z nich było nierozsądnych, a pięć roztropnych. Nierozsądne wzięły lampy,
ale nie wzięły ze sobą oliwy. Roztropne zaś razem z lampami zabrały również
oliwę w naczyniach. Gdy się oblubieniec opóźniał, zmorzone snem wszystkie zasnęły.
Lecz
o północy rozległo się wołanie: «Oblubieniec idzie, wyjdźcie mu na spotkanie!»
Wtedy powstały wszystkie owe panny i opatrzyły swe lampy. A nierozsądne rzekły
do roztropnych: «Użyczcie nam swej oliwy, bo nasze lampy gasną». Odpowiedziały
roztropne: «Mogłoby i nam, i wam nie wystarczyć. Idźcie raczej do sprzedających
i kupcie sobie». Gdy one szły kupić, nadszedł oblubieniec: te, które były
gotowe, weszły z nim na ucztę weselną i drzwi zamknięto. W końcu nadchodzą i
pozostałe panny, prosząc: «Panie, panie, otwórz nam». Lecz on odpowiedział:
«Zaprawdę powiadam wam, nie znam was». 
Czuwajcie więc, bo nie
znacie dnia ani godziny”.
Nasze lampy gasną… Dramatyczne stwierdzenie,
wypowiedziane przez nierozsądne panny, pewnie musiałoby i dzisiaj powtórzyć
wielu ludzi: moja lampa gaśnie
Brakuje mi siły, zapału, coraz bardziej mi się nie chce, nie widzę sensu…
Oczywiście, w oryginale to stwierdzenie pojawiło się w nieco innym kontekście,
ale – czy naprawdę zupełnie innym? A
może owo czuwanie z lampami pełnymi oliwy i z tymi, w których tejże oliwy
brakuje, w rzeczywistości oznacza nasze
życie
i właśnie takie sytuacje, w których człowiek się zniechęca, załamuje,
rezygnuje?…
Bo czymże jest czuwanie i
oczekiwanie na przyjście Pana – w naszym rozumieniu oczywiście – jak nie wykonywaniem swojej pracy i swoich
codziennych obowiązków w duchu wiary i na Bożą chwałę?
A w takim kontekście
stwierdzenie, że lampa gaśnie, jawi się jako stwierdzenie niezwykle
dramatyczne. Zresztą, w każdym innym także – o czym jasno mówi nam dzisiejsza
Ewangelia.
Jak zatem ustrzec się takiego stanu rzeczy? Jak uniknąć sytuacji, w której
lampy zaczną gasnąć? Oczywiście, trzeba je napełnić oliwą, trzeba po prostu być
czujnym… Trzeba trzymać się mocno Jezusa
i Jego nauki
– jak o tym mówi pierwsze czytanie – nie zważając na to, iż
jest ona przez ludzi wokół traktowana jako głupstwo, jako coś nierealnego, coś
nieistotnego… Tak było jednak i za czasów Pawła.
Jezus i Jego zasady, to dla wielu takie tam sobie głupstewko, jakieś archaiczne zapisy w
starych, pożółkłych księgach; jakieś baśnie z innej epoki i innej planety;
zasady nie na te czasy i nie na te realia, w jakich żyjemy… Tak uważa wielu,
dlatego na wzór owych Greków z pierwszego czytania, szukają oni jakiejś tam światowej mądrości, szukają różnych sposobów
na życie, różnych recept na szczęście – tyle, że po jakimś czasie takich
poszukiwań muszą z bólem stwierdzić, że ich
lampy po prostu gasną
Po prostu gasną
Bo oliwy, którą je napełniali, nie na wiele starczyło, a tak w ogóle okazała
się ona mało wartościowa. Szybko się bowiem wypaliła, dając jakiś krótki, przelotny błysk, a nie trwałe
światło.
Kochani, trzeba nam pomyśleć
głęboko w sercu, czym my napełniamy swoje lampy i jaką ma wartość oliwa, której używamy? Czy napełniamy je mądrością i
mocą Jezusa – czy przelotną mądrością tego świata?
Jakie zasady, jakie
prawa, wyznaczają kierunek naszego życia? Oby
nas Pan ustrzegł przed tym, że nasze lampy zgasną
Mając na uwadze tych kilka
refleksji, zastanówmy się w ciszy:
·       
Czy
naprawdę wewnętrznie jestem przekonany, że nauka Jezusa ma sens i warto ją
poznawać i zgłębiać?
·       
Czy
nie ciągnie mnie jednak zbyt często do tego, co promuje świat przez ekrany
swoich telewizorów?
·       
Jak
często znajduję się takiej sytuacji, w której muszę stwierdzić, że moja lampa
gaśnie?
Czuwajcie więc, bo nie znacie dnia ani
godziny.

15 komentarzy

  • Witam
    Prosze Ksiedza,nawiazujac do Ksiedza slow z rozwazania,ze nauki Jezusa sa nierealne i wielu traktuje je jako glupstwo.Mysle ze dzieje sie tak dlatego ze wlasnie Ci ktorzy tak mowia nie czytaja tego co tam jest napisane,a tam jest cala wiedza wlasnie ta dotyczaca kazdego aspektu naszego zycia tego wspolczesnego. Wystarczy w skupieniu przeczytac i pomyslec.Fakt ze slowa nierzadko sa bolesne ale nie mozna im odmowic realizmu ,sa ponadczasowe po prostu.
    Szkoda ze wielu karmi sie papka z telewizji i wedlug tego postrzega swiat,tak naprawde zupelnie inny i duzo ciekawszy niz tylko ten z pudelka.

  • Nie było nawet "dzięki" lub "thanks" ? Oczywiscie żartuję ale przykre staje się to, że można coraz bardziej parafrazować słowa Kuno Lichtensteina z "Krzyżaków" w takiej postaci: "Chamski to swiat, chamskie obyczaje" ;). Pytania powinny trafic wprost do rodziców, sprawa jasna :). Jak to ktos kiedys powiedział: "pies rodzi się psem, kot rodzi się kotem, człowiek rodzi się człowiekiem ale ludzkim się staje" – a jak się staje? A to już w naszych, rodzicielskich rękach .

  • Cóż: dorzucone przeze mnie "trzy grosze" nie będzie nastrajać optymistycznie. Doskonale rozumiem Księdza Jacka i przyznaję z bólem, że jeżdżąc i wędrując z dziecmi czy młodzieżą ocieram się o podobne zjawisko. kiedy wracamy każdy łapie bagaz i "do samochodu" i to tak szybko, że ledwie się człowiek obejrzy a juz zostaje na placu zupełnie sam (a dokładniej jedynie w towarzystwie kierowcy i autobusu, którym przyszło odbyć wyprawę). Trochę mnie to dziwi, bo i w moim domowym słowniku z dzieciństwa słowo "dziękuję" zajmowało bardzo ważne miejsce i często rodzice o nim przypominali. Dziś odnoszę takie wrażenie, że wielu rodziców wyrzuciło to słowo z procesu wychowania przyjmując zasadę, że dziecko musi dostawać to i owo, bo mu się to poprostu należy… I cóż z tego mamy? Właśnie takie sytuacje o jakich wspomina Ksiądz Jacek. Problem w tym, że te same dzieci uważają, że należy im się także mnóstwo innych rzeczy (z dobrymi ocenami w szkole włącznie) i zdaje się, że to zjawisko przybiera niebezpieczny obrót: zabija nierzadko chęć pracy, uczciwego starania, dążenia z pasją do celu… ale też zamyka oczy na drugiego człowieka, jego potrzeby i uczucia. A może przybliżając się wielkimi krokami do początku roku szkolnego powinniśmy sobie postanowić, że wprowadzimy to słowo na naszego codziennego słownika i będziemy uczyć używania go nasze latorośle? Pozdrawiam serdecznie. J.B

  • Mysle ze to slowo o ktorym mowimy jest obecne w wielu domach ale wewnetrznie.Wychodzac z domu mlodziez ale rowniez dorosli przybieramy wielokrotnie maski,nie chcemy byc frajerami ktorzy musza dziekowac,przepraszac.Chcemy zwyciezac i miec.Presja tego swiata jest ogromna.Bycie outsiderem nie jest modne.
    Tylko Bog w swojej wielkosci i prawdziwej milosci jest nas w stanie uchronic przed zupelna degrengolada.I cala nadzieja w nim.

    • Trochę trudno się z tymi stwierdzeniami zgodzić:
      1. Gdyby faktycznie słowa "dziękuję-proszę-przepraszam" były obecne w domu (albo jak to powiedział mój przedmówca 'wewnętrznie" – cokolwiek miałoby to oznaczać) to pewnie by się jednak zakorzeniły w sercach i umysłach na tyle, że "samoczynnie" by się wyrywały, kiedy trzeba. To trochę tak jak z jazdą samochodem – po kilku latach systematycznego zasiadania za kierownicą nie mysli się bardzo na przykład o tym jakiego biegu potrzebuje w tym momencie nasze auto ale przekłada się je trochę mechanicznie.
      2. Jeśli rzeczywiście ktoś jest zdania, że proszą i dziękują jedynie "frajerzy" to stąd właśnie zaczyna się pole do popisu dla tych, którzy owego "ktosia" wychowują a jeśli tak uważają dorośli to im także trzeba natychmiast wytłumaczyć jaka jest różnica między "frajerstwem" a elementarnymi zasadami dobrergo wychowania. Słowa proszę, dziękuję i przepraszam to poprostu słowa kulturalnych ludzi
      3. Raczej trudno przypuszczać, że ktoś kto nie dziękuje ludziom i nie umie ich przeprosić, potrafi podziękować Panu Bogu czy Go za coś przeprosić… bo tę umiejętność albo się ma albo się jej nie ma
      Spokojnego wieczoru. J.B.

  • Moja lampa…
    Moja lampa,
    to moja wiara, nadzieja, miłość,
    to moja modlitwa, poranna i wieczorna,
    to moja praca zawodowa,
    to moje obowiązki jako męża,
    to mój trud i troska o dom,
    to moje starania o ciepło, o radość, o pokój w rodzinie,
    to moje marzenia, tęsknoty, pragnienia,
    to słowa wykrzyczane i niewypowiedziane,
    to walka o dobro, o piękno,
    to nieustanne spoglądanie w niebo,
    to każda minuta mojego życia.
    Moja lampa to całe moje życie. Oby nie zgasło na wieki.

    Dawid

  • Mądrość i głupota. Jakże podobne do siebie. Ruchy, które wykonują są jakby synchronizowane. Wzięły swoje lapmy i wyszły na spotkanie pana młodego. Tak naprawdę to każdy z nas bierze to, co ma, bo niczego innego wziąć ze sobą nie może Są blisko siebie, ale nie mam pewności, czy bliskie sobie.
    Jaka jest rozbieżność pomiędzy mądrością a głupotą ? Na pewno w zdolności przewidywania.Nie tylko w sprawach ważnych, ale w sprawach, których zaniedbanie prowadzi do oddalania się od celu. I głupota i mądrość wie, że wyjść należy. Obie doskonale zdają sobie sprawę, iż jest noc i zapalone lapmy ułatwiają wędrówkę i jednocześnie będą znakiem dla pana młodego. Ale tylko mądrość przewidziała, że istnieje możliwość opóźnienia tego spotkania. Głupota zaś biorąc lampy nie wzięła ze soba oliwy do nich. A przecież wiadomo, że lampa sama z siebie świecić nie będzie. Nie dostarczywszy paliwa wiemy, że zgaśnie. Tak więc głupota prędzej czy później kończy się ogarniającą wszystko ciemnościom.
    Na ucztę wchodzą tylko ci, którzy są na to gotowi. Czy śpią, czy czuwają, czy świętują, czy pracują, zawsze jest w nich gotowość pozostawienia wszystkiego, wzięcia w ręce przygotowanej lampy i naczyń z oliwą. To na pewno nie objaw samolubstwa, ale mądrości i roztropności.
    Pracujmy tak, byśmy nie mieli się czego wstydzić. Drobnostki dobra to krople oliwy, które zbieramy w naczyniu do tego przeznaczonym. Nie chodzi o niekończące się złoża, czy tysiące cystern. Bóg rozpoznaje te, jakże nikłe i drżące na wietrze światła i nie pozwoli by zgasły. On nam dał rozum, byśmy dolewali oliwy do lampy. On daje siły, by tej oliwy nie zabrakło…

    A co do – proszę, dziękuję, przepraszam.
    Zawsze powtarzam, ze przykład idzie z góry.
    Trudno wymagać od dzieci, młodzieży by posługiwały się tymi zwrotami, kiedy niejednokrotnie ludzie dorośli – rodzice nie znają znaczenia tych słów.

    • "Pracujmy tak, byśmy nie mieli się czego wstydzić. Drobnostki dobra to krople oliwy, które zbieramy w naczyniu do tego przeznaczonym." Otóż właśnie! Dzięki! Ks. Jacek

  • "Brakuje mi siły, zapału, coraz bardziej mi się nie chce, nie widzę sensu… " Uczucia na pewno znane każdemu. Czasem z błahego powodu się zniechęcamy. Chcielibyśmy aby wszystko było idealne i tak jak my chcemy – nawet w tych najdrobniejszych sprawach, które wbrew pozorom nie powinny nas zniechęcać. Jak coś idzie nie po mojej myśli, to staram się myśleć "tak miało być" , "tak ma być" i staram się dojrzeć pozytywną stronę, bo ona często naprawdę jest. Za równo w najdrobniejszych sprawach jak i w tych poważnych tok wydarzeń ma sens. Ta świadomość pomaga.

    A wracając do proszę, dziękuję i przepraszam , a tym samym do nie dawno omawianego tematu – zgadzam się z tymi którzy uważają, że to właśnie z domu się "wynosi" słownictwo.

    "Gdyby faktycznie słowa "dziękuję-proszę-przepraszam" były obecne w domu (albo jak to powiedział mój przedmówca 'wewnętrznie" – cokolwiek miałoby to oznaczać) to pewnie by się jednak zakorzeniły w sercach i umysłach na tyle, że "samoczynnie" by się wyrywały, kiedy trzeba". – Dokładnie !

    "Wewnętrznie" – czyli domownicy używają tylko w domu i względem rodziny? Albo dzieci względem rodziców (udają grzecznych) – to już musiałoby być wyrachowanie…

    Dobrego dnia
    Pozdrawiam

  • Zgadzam się z tym, że jeżeli "wewnętrznie", czyli w domu używa się tych słów, to nie ma siły, żeby ich nie używać też "na zewnątrz"… Ks. Jacek

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.