Mężczyzna złączy się ze swoją żoną – i będą jednym ciałem…

M

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Pozdrawiam w Dniu Pańskim i z wielką przyjemnością ponownie polecam słówko z Syberii, za które dziękuję Markowi. 
    Wczoraj uczestniczyłem w inauguracji roku formacyjnego i akademickiego w Wyższym Seminarium Duchownym Diecezji Warszawsko – Praskiej, gdzie na pierwszym roku jest nasz Parafianin, Sebastian Kucharski, dotychczasowy Lektor, Grupowy i Członek Oazy. A tak prywatnie – cudowny i przesympatyczny człowiek! Widziałem, z jaką dumą odbierał wczoraj z rąk Księdza Rektora studencki indeks. Wszystkie wspólnoty młodzieżowe naszej Parafii i cała Parafia – my wszyscy! – wspieramy Sebka modlitwą, bo ostatnia prymicja w Celestynowie była dwadzieścia lat temu! Naprawdę, z osobą nowego naszego Alumna wiążemy wielkie nadzieje!
    Na głębokie i religijne przeżycie Niedzieli posyłam kapłańskie błogosławieństwo: Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
            Gaudium et spes!  Ks. Jacek

27 Niedziela zwykła, B,
do czytań:  Rdz 2,18–24; 
Hbr 2,9–11; Mk 10,2–16
CZYTANIE Z KSIĘGI
RODZAJU: 
Pan Bóg rzekł: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był
sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc”.
Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta ziemne i wszelkie
ptactwo powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby się przekonać,
jaką da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało
nazwę „istota żywa”. I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom
powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale dla człowieka nie znalazł odpowiedniej
mu pomocy. 
Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w
głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił
ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A
gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział: „Ta dopiero jest
kością z moich kości i ciałem z mego ciała. Ta będzie się zwała niewiastą, bo
ta z mężczyzny została wzięta”. Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i
matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.
CZYTANIE Z LISTU DO HEBRAJCZYKÓW: 
Bracia:
Widzimy Jezusa, który mało od aniołów był pomniejszony, chwałą i czcią
ukoronowanego za cierpienia śmierci, iż z łaski Bożej za wszystkich zaznał
śmierci. Przystało bowiem Temu, dla którego wszystko i przez którego wszystko,
który wielu synów do chwały doprowadza, aby przewodnika ich zbawienia
udoskonalił przez cierpienie. Tak bowiem Chrystus, który uświęca, jak ludzie,
którzy mają być uświęceni, z jednego są wszyscy. Z tej to przyczyny nie wstydzi
się nazwać ich braćmi swymi.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG
ŚWIĘTEGO MARKA:
Faryzeusze przystąpili do Jezusa i chcąc Go wystawić
na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. Odpowiadając zapytał ich: „Co
wam nakazał Mojżesz?” Oni rzekli: „Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i
oddalić”. Wówczas Jezus rzekł do nich: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc
waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył
ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego matkę i złączy
się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz
jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek niech nie rozdziela”.
W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział
im: „Kto oddala żonę swoją, i bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej.
I jeśli żona opuści owego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo”. 
Przynosili Mu również dzieci, żeby ich dotknął; lecz
uczniowie szorstko zabraniali im tego. A Jezus widząc to oburzył się i rzekł do
nich: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do
takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Kto nie przyjmie
królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. I biorąc je w objęcia,
kładł na nie ręce i błogosławił je.
Niech
będzie pochwalony Jezus Chrystus!
             Pamiętam kiedyś taką sensacyjną wiadomość, na
pierwszym miejscu jakiegoś serwisu internetowego, że Kościół udziela ślubów,
żeby potem udzielać rozwodów. Tak nazwano instytucję sądów kościelnych
zajmującą się stwierdzaniem nieważności małżeństwa. Niektórzy określają to
mianem rozwodu kościelnego, jest to bardzo zła i krzywdząca ocena – Kościół
nigdy nie udziela rozwodów. Niektórzy mówią tu o unieważnieniu małżeństwa, i to
jest też niewłaściwa nazwa, bowiem unieważnić można to co było, jest ważne.
Tymczasem to, co się dokonuje w sądach kościelnych, to stwierdzenie nieważności
małżeństwa, czyli stwierdzenie, że w chwili ślubu zaistniały okoliczności,
wcześniej nie znane, które sprawiły, iż mimo, że ceremonia się odbyła, to ślub
nie zaistniał. I niektórzy, jak owe sensacyjne media pytają: po co? Dlaczego?
Czy to nie jest traktowane jak rozwód?
            I
tu niezwykle ważne są słowa Jezusa, bardzo pokrzepiające i pokazujące, że Kościół,
jego wyznawcy rozumuje słusznie: Przez zatwardziałość serc waszych tak napisał,
lecz na początku stworzenia, Bóg stworzył mężczyznę i kobietę, dlatego opuści
człowiek ojca i matkę i złączy się ze swoją żoną i będą dwoje jednym ciałem. Co
Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela.
            I
tak instytucja sądów kościelnych, instytucja stwierdzenia nieważności, to taka
właśnie odpowiedź na zatwardziałość serc, to pomoc, człowiekowi, który owej
zatwardziałości uległ. Zatwardziałości, że może zbyt pochopnie, wyłącznie pod
wpływem emocji, bez rozumu, bez przemyślenia wstąpił w związek małżeński, a
potem dopiero okazuje się, że są przeszkody są problemy.
            Jednak
takich sytuacji nie można uznać za normalne, to zawsze i tylko pomoc, ratowanie
człowieka, a od początku tak nie było. I dziś Jezus w Ewangelii i w ogóle słowo
Boże, mówi nam, przypomina nam co jest normą.
            I
trzeba nam jasno tę normę sobie przypomnieć i do niej zawsze wracać. Ewangelia
to nasz punkt odniesienia. Normą jest nierozerwalne małżeństwo. Jeden mąż i
jedna żona, którzy zawarli związek małżeński, żyją ze sobą w miłości do końca
życia. To jest norma. I jeszcze jedno o czym Jezus przypomina, tuż po słowach o
nierozerwalności małżeństwa jeszcze zdanie, myśl o dzieciach. Pozwólcie
dzieciom przychodzić do mnie.
            Ale
wróćmy do myśli o nierozerwalności małżeństwa. Statystyki dotyczące rozwodów są
tragiczne, jednak nie jest dobrym rozwiązaniem uznać to za normalne, tym
bardziej za dobre. Normą jest nierozerwalne małżeństwo, żyjące w miłości, które
jest początkiem rodziny.
            I
zapewne rodzi się w nas teraz pytanie co robić? To pięknie, że taka norma jest,
ale życie często jest bardziej brutalne i bezwzględne. Co robić?
            Na
pewno podstawą jest dobre przygotowanie do małżeństwa, dojrzałe przygotowanie
do małżeństwa. A zatem nigdy nie wolno decyzji o małżeństwie podejmować pod
wpływem samych tylko uczuć. Kiedy młodzi ludzie są zauroczeni, świata poza sobą
nie widzą, niczym gołąbki gruchające do siebie patrzą w oczy i nic ich więcej
nie obchodzi, to jeszcze zbyt wcześniej na decyzję o małżeństwie. Czasem w
rozmowie z narzeczonymi pytałem ich jakie wady ma twój narzeczony, twoja
narzeczona? I zdarzało się słyszeć odpowiedź – moja narzeczona nie ma żadnych
wad, same tylko zalety, sama tylko piękność i ciała i duszy. To jeszcze nie
jest dojrzała relacja, to jeszcze nie czas na ślub. I problem jest gdy tacy
ludzie zaczną żyć jak małżonkowie, i problem jest gdy rodzice chrześcijańscy to
popierają. Pamiętam kiedyś wypowiedź jednej pani, matki Polki: mój syn mieszka
z dziewczyną, ale to dobrze, muszą się poznać, takie czasy… to jest odpowiedź
chrześcijańskiej matki?
            Kiedyś
słyszałem w radio (bynajmniej nie katolickim) sensacyjne odkrycie, sensacyjne
statystyki. Osoby które mieszkały ze sobą przed ślubem, znacznie częściej się
rozwodzą. Nie pamiętam teraz konkretnych liczb, ale różnica była znaczna. I
wielkie dyskusje, jak to, dlaczego, i wypowiedzi psychologów, dlaczego tak się
dzieje i wielkie odkrycie, i wielkie zdziwienie. Naukowcy odkryli, badania
pokazały, że to co Kościół od zawsze głosił, to prawda.
            Ale
problem jest nie tylko w przygotowaniu do małżeństwa, problem jest również
często w jego przeżywaniu. Jak często zaskakiwały nas doniesienia medialne, że
jakiś znany człowiek zostawił rodzinę, żonę, dzieci i znalazł inną towarzyszkę
życia. A nie tylko znani ludzie, o nich po prostu głośno, ale i mniej znani, z
naszego podwórka. Dlaczego tak się dzieje? bo często miłość nie jest
pielęgnowana. P. dr Półtawska w swojej książce, wspomnieniach o Janie Pawle II
pisze, wspomina, jak ks. Karol Wojtyła zorganizował rekolekcje, dla małżeństw
przeżywających kryzys i powiedział myśl prostą, ale jakże ważną. Dopóki
będziecie mówić twoja wina, twoja wina, nigdy z kryzysu nie wyjdziecie. Trzeba
abyście nawzajem przed sobą klęknęli i żeby każde z was uderzyło się w piersi i
powiedziało: moja wina, i zmianę zaczęło od siebie, wtedy jest możliwa zmiana w
rodzinie i wyjście z kryzysu.
            Jakże
ważne jest w rodzinach mieć cierpliwość, uznać, że ten drugi człowiek jest
dobry, jakże ważne jest aby żona życzliwie przywitała męża, który wróci z
pracy, nie krzyczała na niego od pierwszej chwili, nie dawała mu od razu listy
zajęć, ale podała obiad, zapytała jak było w pracy. Jakże ważne jest aby mąż
przyniósł żonie kwiatka, powiedział miłe słowo, tak sam z siebie i bez okazji,
aby żonę czasem w czymś wyręczył, w zwykłych codziennych zajęciach. Drobne, a
jak ważne.
Kochani!
Troska o rodzinę, o zdrową, chrześcijańską, dobrą
rodzinę, opartą na nierozerwalnym, kochającym się związku małżeńskim, to
zadanie, to można powiedzieć podstawowa troska dla każdego z nas. To troska
zwłaszcza dla samych małżonków, samych rodzin, ktoś kto żyje w rodzinie ma
szczególne zadanie kształtowania, formowania tej rodziny, ale też i ci, którzy
w niej nie żyją, osoby samotne, mogą dobrą radą, służbą pomóc jakiejś rodzinie.
A przede wszystkim najwięcej doba możemy zrobić modlitwą za rodziny. Niech
każdy z nas, dziś, lub w tym tygodniu zrobi coś dobrego, dla jednej rodziny,
albo swojej, albo sobie bliskiej, jakaś pomoc, jakaś służba, jakaś dobra rada,
pomoc w pojednaniu, w rozwiązaniu jakiegoś problemu. Jeśli w jakimś małżeństwie
jest konflikt, kłótnia, napięcia, urazy, drodzy małżonkowie, zechciejcie
skorzystać z rady Jana Pawła II, ks. Karola Wojtyły – klęknijcie przed sobą i
poproście drugą stronę o wybaczenie, a potem, albo i przedtem poproście o
wybaczenie Pana Boga w sakramencie pokuty. Niech każdy, zanim zacznie zmieniać
drugiego, popracuje nad sobą, uzna swoją winę.
            Październik,
miesiąc różańca. Dziś święto różańca – Matki Bożej Różańcowej – w Tomsku odpust
parafialny. Dlatego do tej modlitwy szczególnie zachęcam. Może od dziś, ale na
pewno chociaż dziś niech każde małżeństwo wspólnie odmówi dziesiątek różańca za
swoją rodzinę i za inne rodziny, potrzebujące modlitwy. A ci którzy w
małżeństwie nie są odmówią ten dziesiątek sami. Dziś niech popłynie wielka
modlitwa różańcowa za rodziny, do tego wzywa nas dziś Jezus Chrystus, gdy mówi
o nierozerwalności, o świętości małżeństwa i rodziny. Troszczmy się, walczmy o
piękno rodziny.  
Na koniec
Jan Paweł II o modlitwie rodziny i za rodziny:
„Jako modlitwa o pokój,
różaniec był też zawsze modlitwą rodziny i za rodzinę. Niegdyś modlitwa ta była
szczególnie droga rodzinom chrześcijańskim i niewątpliwie sprzyjała ich
jedności. Należy zadbać, by nie roztrwonić tego cennego dziedzictwa. Trzeba
powrócić do modlitwy w rodzinie i do modlitwy za rodziny, wykorzystując nadal
tę formę modlitwy.
Rodzina, która modli się
zjednoczona, zjednoczona pozostaje.
Różaniec święty zgodnie z dawną tradycją jest
modlitwą, która szczególnie sprzyja gromadzeniu się rodziny. Kierując wzrok na
Jezusa, poszczególni jej członkowie odzyskują na nowo również zdolność
patrzenia sobie w oczy, by porozumiewać się, okazywać solidarność, wzajemnie
sobie przebaczać, by żyć z przymierzem miłości odnowionym przez Ducha Bożego.
Liczne problemy
współczesnych rodzin, zwłaszcza w społeczeństwach ekonomicznie rozwiniętych,
wynikają stąd, że coraz trudniej jest się porozumiewać. Ludzie nie potrafią ze
sobą przebywać, a być może nieliczne momenty, kiedy można być razem, zostają pochłonięte
przez telewizję. Podjąć na nowo odmawianie różańca w rodzinie znaczy wprowadzić
do codziennego życia całkiem inne obrazy, ukazujące misterium, które zbawia:
obraz Odkupiciela, obraz Jego Najświętszej Matki. Rodzina, która odmawia razem
różaniec, odtwarza poniekąd klimat domu w Nazarecie: Jezusa stawia się w
centrum, dzieli się z Nim radości i cierpienia, w Jego ręce składa się potrzeby
i projekty, od Niego czerpie się nadzieję i siłę na drogę”. (RVM 41)

10 komentarzy

  • Małżonkowie, więcej, narzeczeni, już przed ślubem powinni dużo rozmawiać ze sobą!!! To jest jedna z kluczowych recept na udane małżeństwo. Rozmowa!!! Dyskusja, pytania, odpowiedzi. Co bym zrobił(-a) gdyby to czy tamto. Dużo, dużo rozmawiać. Tzw. randki powinny być dla rozmów, a nie wspólnego oglądania TV czy "buszowania" w internecie. I co ważne, nie unikać trudnych tematów, może czasem błahych, ale ważnych. Żeby się później nie okazało, że żonie przeszkadza to, że mąż trzyma skarpetki pod łóżkiem czy coś.
    Pozdrawiam!
    Dawid

  • Małżeństwo
    Relacja międzyosobowa, tego wózka nie da się ciągnać w pojedynkę.
    Małżeństwo
    Boży plan u podstaw zaakceptowany przez stawiających budowlę. W małżeństwie Bóg jest architektem, w Jego sercu i głowie mieści się plan. Nie może być tak, by na placu budowy każdy decydował i przemieniał do woli architektoniczny plan budowy. Taka samowolka prowadzi do chaosu.

    Małżeństwo to wzięcie na barki odpowiedzialności za drugiego, a oznacza to na pewno szczerą rozmowę, do której, jak wiadomo potrzebne są dwie strony. Do dialogu nikogo się nie zmusi. Czasami w imię odpowiedzialności trzeba wylać kubeł zimnej wody na głowę. Czaaem tylko tyle możemy zrobić. W małzeństwie powinne być określone role tej odpowiedzialności.
    Warto się zastanowić dlaczego jedne małżeństwa są szczęśliwe, a inne nie.
    Kiedy tak naprawdę kończy się miłość i zaczyna się obojętność.
    Na jakiej zasadzie podziw przemienia się w pogardę. Jak i kiedy następuje to pęknięcie , że życzliwość przemienia się niechęć. Gdy zakochani zaczynają mówić o sobie on – ona , gdzie już nie ma bezinteresowności, ale ciągłe wyliczanie dosłownie wszystkiego, ile ja tobie, ile ty mnie … uśmiechów, pomocy, czasu, a moze i nawet czasem pieniędzy, rzeczy..I w taki sposób kończy się małżeństwo.
    Często dochodzi wtedy do rozwodów. Na rozprawach słyszy się tłumaczenie, że powodem rozejścia się , sa różnice charakterów, usposobienia, niedobrania się .
    A przecież tak naprawdę to wszyscy mają prawie takie same szanse.
    Wszyscy mamy wady, chwile słabości, pokusy.
    A naprawdę małżeństwo uda się, jeżeli Chrystus jest nie tylko na jego początku, ale gdy pozostaje z małżonkami na zawsze.
    Małżeństwo się uda, jeśli każde z współmażonków stara się być dla drugiego tak otwarte, bezinteresowne, wyrozumiałe, i chyba przede wszystkim przebaczające… jak On

  • A co się dzieje,jeżeli mimo protestów rodziców,dziecko i tak postawiło na swoim i zamieszkało przed ślubem ze swoim partnerem? Zrozpaczona.

    • Moja mama powtarza zawsze taką sentencję zasłyszaną od babci (a ta pewnie posłyszała ją od swojej mamy): "ile grzechów w narzeczeństwie, tyle krzyży w małżeństwie"… i chyba jest w tym sporo prawdy… Może warto tę prawdę uświadamiać młodemu pokoleniu… Podejrzewam, że "dorosłemu" dziecku raczej trudno będzie wyperswadować to, że popełnia błąd, ale to wcale nie znaczy, że należy opuścić ręce i pokornie zgodzić się na taką sytuację za cenę tak zwanego "świętego spokoju", albo pozwolić sobie na rozpacz, bo ona sama problemu nie rozwiązuje i do niczego nie prowadzi. Najprościej rzecz ujmując – protestować w takich sprawach trzeba nieustannie, choc formy protestu trzeba też mądrze wybierać… A trochę szerzej i wnikliwiej: Wydaje mi się, że zadaniem rodziców jest pokazywanie dzieciom, nieustannie (niezależnie od tego ile mają one lat), że zło jest złem (zawsze , niezależnie od okoliczności), że nie dają przyzwolenia złu, nie popierają go i są przeciwni moralnie złemu postępowaniu dzieci , nawet jeśli dziecko kolejny raz powie, że te rodzicielskie poglądy to przeżytek i "nieżyciowe" spojrzenie… (właściwie ta zasada dotyczy każdego złego postępowania niezależnie od tego w jakim wymiarze to zło się dokonuje – na zło nigdy nie wolno nam zamykać oczu, trzeba je napiętnować, choc przy okazji nie wolno zapomnieć, że nie mamy prawa potępiać człowieka, a jedynie popełniane przez niego zło ). Nawet pozornie "nieżyciowe rodzicielskie spojrzenia" jeśli są zgodne z normą etyczną, z prawem Bożym są dobre. Inaczej mówiąc warto "mówić do znudzenia, że zło jest złem" i mieć nadzieję, że kiedyś to do naszych "pociech" dotrze… A wraz z tym trzeba też wytrwale oddawać sprawę w "Boże ręce". Pan Bóg ma swoje sposoby na najtwardsze ludzkie serca i najbardziej skomplikowane ludzkie sprawy, warto Mu w tym względzie zaufać. Pozdrawiam serdecznie. J.B.

    • Dzieci często się buntują rodzicom. Nie rozumieją, że rodzice nie robią tego złośliwie, tylko dla ich dobra . Zresztą o tym dziecko się przekonuje z czasem, po latach, albo po fakcie czy złych skutkach swego wyboru. Przekonuje się, że rodzice chcieli dobrze, no i że mieli racje. Zarówno w tych najmniejszych jak i tych większych sprawach. Czasem opamiętają się w porę, ale nie zawsze.
      Pozdrawiam

  • `A co z małżeństwami, które są ze sobą tylko dla tego, że mają dziecko? I zostają razem, bo każde z nich boi się wychowywać dziecko (samemu), albo robią , to dla dziecka. By dziecko miało tatę i mamę. Tylko czy dziecko chce dorastać w domu w którym są ciągłe kłótnie i awantury? Myślę, że nie. Często małżonkowie postanawiają nie rozstawać się tylko ze względu na dziecko i planują żyć w zgodzie ( a to czasami jest bardzo trudne). Myślę, że takie małżeństwo prędzej czy później zacznie się kłócić (tu wielką wagę ma powód ich rozstania). Powinni przede wszystkim myśleć o dziecku, bo ono jest najważniejsze.

    "Małżeństwo się uda, jeśli każde z współmałżonków stara się być dla drugiego tak otwarte, bezinteresowne, wyrozumiałe, i chyba przede wszystkim przebaczające… jak On" – myślę, że umiejętność przebaczania przede wszystkim w rodzinie jest bardzo ważna.

    Pozdrawiam:)

  • Słyszę wiele beznadziejnych recept na udane małżeństwo, które pomijają czystość małżonków. Warto się wsłuchać w te słowa:

    Maria Valtorta, Poemat Boga-Człowieka

    "Czystość małżonków! Anna i Joachim ją posiadali. Nie trzeba bowiem dziewictwa, aby być czystym. Czyste małżeństwa mają za stróżów aniołów. [Z małżeństw takich] wychodzą dobre dzieci, które za wzór dla swego życia przyjmują cnotę rodziców.

    Gdzież teraz to wszystko? Obecnie nie pragnie się dzieci ani nie chce się też czystości. Dlatego właśnie mówię, że miłość i łoże małżeńskie jest profanowane."

    I nie myślcie, że moje życie jest bez problemów, ale czasami patrzę na otoczenie i widzę jak wszelkie tragedie powstają na własne życzenie. Czyż nie jest tak, że Pan Bóg pozwala byśmy doświadczyli konsekwencji naszych wszystkich złych uczynków?

    Dasiek

  • Podpisuję się pod opinią J.B i Gosi, dodając tylko, że owo świadectwo, dawane dzieciom, nie może być ponure, kategoryczne, krzykliwe… O wiele bardziej przemawia świadectwo pogodne, radosne, spokojne… Ja wiem, że to jest trudne, że o tym się dobrze mówi, a o wiele trudniej wykonać. Jednak warto próbować, tym bardziej, że im więcej krzyków, łajania, wypominania, wyrzutów – tym bardziej skutek tego jest odwrotny. Zawsze ważna jest w tym wszystkim modlitwa, jak pisze J.B. I jeszcze jedno, chociaż tym zdaniem pewnie nie przysporzę sobie sympatii: zawsze w takiej sytuacji trzeba zastanowić się nad tym, jaki wzór dziecko wyniosło z domu i jak się dbało o rozwój jego wiary w dzieciństwie?… To tylko pytania, ale patrząc dzisiaj na postawy niektórych rodziców, także wierzących, myślę sobie, że będą jeszcze płakać z powodu swoich pociech, kiedy te zaczną sie usamodzielniać… Ks. Jacek

    • "zawsze w takiej sytuacji trzeba zastanowić się nad tym, jaki wzór dziecko wyniosło z domu i jak się dbało o rozwój jego wiary w dzieciństwie?…" Oj, tak, jest tak rzeczywiście. I to w każdej dziedzinie życia. Dzieci naśladują rodziców, a potem jeszcze otoczenie robi swoje.

      To znam taki przykład gdzie (para nastolatków) dziewczyna całe życie była uczona, że cotygodniowa obecność na Eucharystii jest obowiązkowa i rodzice pokazywali, to własnym przykładem, a rodzice chłopaka chodzili do Kościoła "od święta" . Jednak gdy po długiej znajomości zostali parą, chłopak zaczął chodzić co tydzień do Kościoła.

      To może taki pozytywny przykład, niż wspólne mieszkanie. Jeśli dziecko chce być "dorosłe" i na "topie" , to pod wpływem otoczenia czy partnera i tak się wyprowadzi.

      Pozdrawiam

  • Dzięki za to dopowiedzenie. Ja wiem, że to wszystko nie jest takie proste i różnie może być w życiu, ale – co jeszcze raz chcę podkreślić – niektórzy naprawdę popełniają w wychowaniu i odniesieniu do swoich pociech takie wręcz szkolne błędy: bezkrytycyzm, brak konsekwencji, relacje na zasadzie "kumpel – kumpel", a nie "rodzic – dziecko"… A potem wielkie zdziwienie, że to kochane dzieciątko nagle pokazuje różki… I co potem? Pretensje do Pana Boga i do całego świata… Ks. Jacek

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.