Obyś był zimny – albo gorący!

O

Szczęść Boże! W życiorysie dzisiejszego Patrona wymieniam miasta na Syberii, w których Święty Rafał przebywał. Nie znalazłem tego w swoich materiałach, ale wydaje mi się – jeżeli dobrze pamiętam, co mówił Marek – że Józef Kalinowski, a późniejszy Ojciec Rafał, był też w Tomsku. W razie czego, proszę o potwierdzenie tego, lub nie.
           Dobrego dnia! Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Wspomnienie
Św. Rafała Kalinowskiego,
do
czytań:  Ap 3,1–6.14–22;  Łk 19,1–10
CZYTANIE Z KSIĘGI APOKALIPSY ŚWIĘTEGO JANA APOSTOŁA: 
Ja,
Jan, usłyszałem Pana mówiącego do mnie: „Aniołowi Kościoła w Sardach napisz: To
mówi Ten, co ma Siedem Duchów Boga i siedem gwiazd: «Znam twoje czyny: masz
imię, które mówi, że żyjesz, a jesteś umarły. Stań się czujny i umocnij resztę,
która miała umrzeć, bo nie znalazłem twych czynów doskonałymi wobec mego Boga.
Pamiętaj więc, jak wziąłeś i usłyszałeś, strzeż się tego i nawróć się. Jeśli
więc czuwać nie będziesz, przyjdę jak złodziej, i nie poznasz, o której
godzinie przyjdę do ciebie.
Lecz
w Sardach masz kilka osób, co swoich szat nie splamiły i będą chodzić ze mną w
bieli, bo są godni. Tak szaty białe przywdzieje zwycięzca i z księgi życia
imienia jego nie wymażę. I wyznam imię jego przed moim Ojcem i Jego aniołami». 
Kto
ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów. Aniołowi Kościoła w
Laodycei napisz: To mówi Amen, Świadek wierny i prawdomówny, Początek
stworzenia Bożego: «Znam twoje czyny, że ani zimny, ani gorący nie jesteś. Obyś
był zimny albo gorący. A tak skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę
cię z mych ust wyrzucić. 
Ty
bowiem mówisz: »Jestem bogaty« i »wzbogaciłem się«, i »niczego mi nie
potrzeba«, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i
biedny, i ślepy, i nagi. Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu oczyszczonego,
abyś się wzbogacił, i białe szaty, abyś się oblókł, a nie ujawniła się haniebna
twa nagość, i balsamu do namaszczenia twych oczu, byś widział. Ja wszystkich,
których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i nawróć się. 
Oto
stoję u drzwi i kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego
i będę z nim wieczerzał, a on ze Mną. Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim
tronie, jak i Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie». Kto ma
uszy, niechaj posłyszy, co mówi Duch do Kościołów”.
SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus
wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek,
imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie
zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego
wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy
bowiem miał przechodzić.
Gdy
Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu,
zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł
więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to, szemrali:
„Do grzesznika poszedł w gościnę”. 
        Lecz Zacheusz stanął i rzekł
do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym
skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zbawienie
stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy
przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.
Nasz dzisiejszy Patron, Józef
Kalinowski, urodził się 1 września 1835 roku w Wilnie,
w rodzinie szlacheckiej.
Po ukończeniu z wyróżnieniem Instytutu Szlacheckiego w Wilnie, podjął studia w
Instytucie Agronomicznym, aby po dwóch
latach zrezygnować z nich
na rzecz Mikołajewskiej Szkoły Inżynierii
Wojskowej w Petersburgu, gdzie uzyskał tytuł inżyniera. Jednocześnie wstąpił do
wojska.
Wtedy właśnie przestał
przystępować do Sakramentów Świętych,
coraz rzadziej chodził do kościoła,
przeżywał rozterki wewnętrzne, a także kłopoty związane ze swoją narodowością,
służbą w wojsku rosyjskim i zdrowiem. Wciąż jednak stawiał sobie pytania o sens życia, szukając na nie odpowiedzi w
dziełach filozoficznych i teologicznych. Po ukończeniu szkoły w 1855 roku,
został adiunktem matematyki i mechaniki
budowlanej
oraz awansował do stopnia porucznika.
W 1859 roku opuścił Akademię i podjął pracę przy budowie kolei żelaznej Odessa – Kijów – Kursk. Po roku
przeniósł się na własną prośbę do Brześcia Kujawskiego, gdzie pracował jako kapitan sztabu przy rozbudowie twierdzy.
Czując, że zbliża się Powstanie, podał się do dymisji, aby móc służyć rodakom swoją
wiedzą wojskową i umiejętnościami. Został członkiem Rządu Narodowego i objął
stanowisko ministra wojny w rejonie
Wilna.
W końcu zdecydował się na wyjazd do Warszawy, gdzie chciał podjąć
leczenie i miał nadzieję znaleźć jakąś pracę.
Z powodów zdrowotnych otrzymał zwolnienie z wojska w maju 1863 roku.
Jednocześnie, wspierany modlitwami matki i rodzeństwa, przeżył nawrócenie religijne. Pod wpływem – między innymi – lektury „Wyznań” Świętego
Augustyna nie tylko wrócił do praktyk
religijnych, ale przejawiał w nich szczególną gorliwość.
Przyłączył się do Powstania Styczniowego, jednak sprzeciwiał się niepotrzebnemu
rozprzestrzenianiu się walk.
W liście do brata pisał: „Nie krwi, której do
zbytku przelało się na niwach Polski, ale potu ona potrzebuje”. Po upadku Powstania
powrócił do Wilna, gdzie 24 marca 1864
roku został aresztowany.
W wyniku procesu skazano go na karę śmierci. W
więzieniu otaczała go atmosfera świętości.
Wskutek interwencji krewnych i przyjaciół, a także z obawy, że po
śmierci Polacy mogą uważać go za męczennika i świętego, władze carskie zamieniły mu wyrok na dziesięcioletnią katorgę na
Syberii.
Przez pewien czas przebywał w Nerczyńsku, potem w Usolu, następnie
w Irkucku i Smoleńsku.
Podczas pobytu na Syberii oddziaływał na współtowarzyszy swoją głęboką religijnością, zadziwiał niezwykłą
wprost mocą ducha, ujmował cierpliwością i delikatnością, wspierał dobrym
słowem i modlitwą, czuwał przy chorych, pocieszał i podtrzymywał nadzieję.
Dzielił
się z potrzebującymi nie tylko skromnymi dobrami materialnymi, ale również bogactwem
duchowym. Bolał go fakt, że wielu zesłańców nie posiadało żadnej wiedzy religijnej.
Szczególnie chętnie katechizował dzieci i młodzież.
Po ciężkich robotach Józef Kalinowski powrócił do kraju w 1874 roku.
Uzyskał paszport i wyjechał na Zachód, gdzie był wychowawcą młodego księcia Augusta Czartoryskiego, beatyfikowanego
przez Jana Pawła II w 2003 roku. Opiekował się nim przez trzy lata.
W lipcu 1877 roku, w wieku
lat czterdziestu dwóch, Józef Kalinowski wstąpił do nowicjatu karmelitów
w
Grazu, w Austria, przybierając zakonne imię Rafał od Świętego Józefa. Po
studiach filozoficznych i teologicznych na Węgrzech, złożył śluby zakonne i otrzymał święcenia kapłańskie w dniu 15 stycznia
1882 roku.
W kilka miesięcy później został przeorem klasztoru w Czernej.
Urząd ten pełnił przez dziewięć lat.
Przyczynił się w znacznej mierze do odnowy Karmelu w Galicji. Z jego inicjatywy powstało kilka
nowych klasztorów. A on sam wiele godzin spędzał w konfesjonale – tak, że nawet
nazywano go „ofiarą konfesjonału”. Miał przy tym niezwykły dar jednania grzeszników z Bogiem i przywracania spokoju
sumienia
ludziom dręczonym przez lęk i niepewność. Ponieważ zaś w młodości przeżył
kryzys wiary, nie przystępując przez ponad dziesięć lat do Sakramentów, przeto dobrze rozumiał błądzących i zbuntowanych
przeciwko Bogu.
Nikogo nie potępiał, ale starał się pomagać. Zawsze skupiony,
zjednoczony z Bogiem i posłuszny regułom zakonnym, był człowiekiem modlitwy, gotowym do wyrzeczeń, postów i umartwień.
Za życia i po śmierci cieszył się wielką sławą świętości. Bez reszty oddany Bogu, umiał miłować Go w drugim człowieku. Potrafił
zachować szacunek dla człowieka i jego godności nawet tam, gdzie panowała
pogarda.
Zmarł 15 listopada 1907 roku w Wadowicach, w opinii świętości. Beatyfikował go Jan Paweł II w 1983 roku w
Krakowie, a kanonizował go w Rzymie w roku 1991.
A my, słuchając z uwagą Bożego Słowa, przeznaczonego na dzisiejszy
dzień w liturgii Kościoła, w napomnieniu skierowanym do pasterzy dwóch wspólnot
chrześcijańskich odnajdujemy wskazania, którymi powinniśmy się również głęboko przejąć. Do pasterza Kościoła w
Sardach skierowane zostały słowa: Znam twoje czyny: masz imię, które mówi, że żyjesz,
a jesteś umarły. Stań się czujny i umocnij resztę, która miała umrzeć, bo nie
znalazłem twych czynów doskonałymi wobec mego Boga. Pamiętaj więc, jak wziąłeś
i usłyszałeś, strzeż się tego i nawróć się. Jeśli więc czuwać nie będziesz,
przyjdę jak złodziej, i nie poznasz, o której godzinie przyjdę do ciebie
.
A do pasterza
Kościoła w Laodycei Pan wypowiedział taką oto przestrogę: Znam twoje czyny, że ani zimny,
ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący. A tak skoro jesteś letni i
ani gorący, ani zimny, chcę cię z mych ust wyrzucić
A
zaraz potem: Ja wszystkich, których kocham, karcę i ćwiczę. Bądź więc gorliwy i
nawróć się. Oto stoję u drzwi i
kołaczę: jeśli kto posłyszy mój głos i drzwi otworzy, wejdę do niego i będę z
nim wieczerzał, a on ze Mną. Zwycięzcy dam zasiąść ze Mną na moim tronie, jak i
Ja zwyciężyłem i zasiadłem z mym Ojcem na Jego tronie
.
Ewangeliczny
Zacheusz jest przykładem dokładnego zrealizowania tych Jezusowych przestróg. On
zimny i cyniczny poborca podatków
– na widok Jezusa stał się w jednej chwili gorącym
Jego wyznawcą, czego konkretnym
wyrazem było postanowienie o naprawieniu
niesprawiedliwości
wszystkim, których okradł lub jakkolwiek inaczej skrzywdził.
A Józef
Kalinowski także przejął się wezwaniem do czujności i nie bał się nawet w tak
późnym – po ludzku rzecz biorąc – wieku zmienić
zupełnie styl swego życia,
zmieniając przy tym imię z chrzcielnego na
zakonne. Zresztą, tych zmian w jego życiu było kilka i właściwie każda z nich to było takie swoiste
trzęsienie ziemi, każda z nich to taki ostry życiowy zakręt.
Wszystko to
jednak doprowadziło go do pełnej jedności z Bogiem.
A nas te dwa
przykłady ludzkich postaw i wskazania Jezusa, zawarte w usłyszanym przed chwilą
Słowie, niech skłonią do głębokiej refleksji i odpowiedzi na takie oto pytania:
·       
Czy nie boję się czegoś w swoim życiu wyraźnie zmienić, jeżeli
dzięki temu Jezus byłby ze mnie bardziej zadowolony?
·       
Czy w każdej sprawie zdaję się zupełnie na wolę Bożą, czy tylko
tak trochę, a trochę – na własną wolę?
·       
Czy nie ma we mnie takiej myśli, że jest już za późno na to, by
cokolwiek zmieniać w życiu?
Kto ma uszy, niechaj posłyszy, co mówi
Duch do Kościołów

2 komentarze

  • Szczęść Boże
    Tak, oczywiście, św. Rafał był w Tomsku. Proszę sobie o tym przeczytać:
    „Z Permu za Ural wyruszono w kibitkach, trzyosobowych wózkach konnych. Zatrzymywano się na stacjach etapowych lub w chłopskich chatach dla noclegu i zmiany koni. Przez Kungar i Tiumen trasa wiodła do Tobolska. Po przebyciu promem wzburzonych wód Irtyszu, w Tobolsku oczekiwał Józef z niepokojem ostatecznej decyzji co do dalszych losów. Brał pod uwagę dwie możliwości: skazanie na dziesięć lat pobytu w twierdzach Sybiru i skierowanie do Omska, albo wysłanie dalej na wschód do zwyczajnych ciężkich robót. Opatrzność wybrała dla niego tę drugą. Po kilku dniach wszystkich zesłańców wysłano z Tobolska do odległego o półtora tysiąca kilometrów Tomska. Ominęło ich niebezpieczeństwo robót fortecznych.
    Przed Tomskiem z powodu kry na rzece Ob, zatrzymano się na kilka tygodni we wsi Dubrowna. Józef zamieszkał w wiejskiej chacie nad brzegiem rzeki. Pisał stąd do rodziny: "W chwilach, kiedy osobliwie doznaję miłych wrażeń pociechy ziemskiej, kiedy list od Was odbiorę, stawię sobie w myśli położenie moje (…) Świat wszystkiego mię może pozbawić, ale zostanie zawsze (…) modlitwa" (2).
    Do Tomska dojechano po prawie półrocznej podróży, 14 grudnia 1864 roku. Tutaj zesłańcy mogli uczestniczyć we Mszy św. i przystąpić do świętych sakramentów. W drodze z Tobolska Józef zaprzyjaźnił się z Kazimierzem Laudynem z Inflant, pochodzącym ze spolszczonej rodziny irlandzkiej. Wspólnota przekonań, pogłębione życie religijne pozwalało im wzajemnie się umacniać duchowo, a w czasie drogi trwać w skupieniu i modlitwie. Pisał do rodziny:
    "Wielu często mnie martwi swoją obojętnością w rzeczach wiary; pocieszam siebie tym, że sam byłem nie lepszym, bodaj nawet gorszym, nie tylko więc oni mnie tym nie odstręczają, ale nawet pociągają. Jeżeliby mnie odepchnięto – czym byłbym obecnie?".
    "Ta obojętność w sprawie religii smutno oddziaływa na mnie przypomnieniem mojej przeszłości. Rad bym przelać moje przekonania teraźniejsze i podzielić się skarbem przez wiarę nabytym, ale łaska Boska więcej pomoże, aniżeli moje niedołężne starania".
    W Tomsku pozostał Kalinowski dwa miesiące pielęgnując chorego zesłańca. Dopiero w końcu stycznia 1865 roku, z nową grupą zesłańców, wyruszył do Krasnojarska nad Jenisejem, początkowo saniami pocztowymi, później – gdy oddał je chorym i słabym towarzyszom – pieszo wraz z innymi. Stamtąd odbył długą drogę do Irkucka nad Angarą, blisko Bajkału. Przybył tam przed Wielkanocą 1865 roku”.
    Fragmenty listów z zesłania
    Rafał Kalinowski
    List 60: do rodziny, Tomsk, 12/24.XI.1864
    Modlitwy Wasze szczególniej oddziałują na moje usposobienie: związek mój z Wami staje się coraz bardziej duchownym, jakby już żadne nicie ziemskie nas ze sobą nie wiązały. W chwilach, kiedy osobliwie doznaję miłych wrażeń pociechy ziemskiej, kiedy list od Was odbiorę, stawię sobie w myśli położenie moje: jeżeli bym wszystko, a wszystko na ziemi utracił i stał się istotnym nędzarzem – dziwne, że na tę myśl nic we mnie nie zadrga. – Świat wszystkiego mnie może pozbawić, ale zostanie zawsze jedna kryjówka dla niego niedostępna: modlitwa, w niej się da streścić przeszłość, teraźniejszość i przyszłość w postaci nadziei. – Boże, jakim skarbem obdarzasz tych, co w Tobie ufność swą całą pokładają!
    Źródło: http://www.karmel.pl/hagiografia/kalinowski/baza.php?id=04
    Pozdrawiam serdecznie.
    xMJ

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.