Czy nam się opłaca kochać?…

C

Szczęść Boże! Dziękując za wczorajsze wypowiedzi, jednocześnie podpisuję się pod wszystkimi stwierdzeniami, jakie pojawiły się pod pytaniem Rafała. Tak naprawdę bowiem, to od nas zależy, co i jak napiszemy. Tak, jak zaznaczył Robert, skrót CMB ma swoje znaczenie, podobnie jak skrót KMB. Można zatem stosować jeden i drugi. Zwykle datę piszemy po literach, ale jeżeli napiszemy litery w środku daty, też będzie dobrze. 
      Natomiast zdecydowanie należałoby pisać te oznaczenia po zewnętrznej stronie drzwi, bo to jest dla całego świata znakiem tego, że w tym domu mieszkają ludzie wierzący. Dlatego absolutnie napis ten należy zachować przez cały rok. Natomiast nic nie stoi na przeszkodzie, aby w ten sposób oznaczyć wewnętrzne drzwi w domu, na przykład – drzwi do poszczególnych pokojów…
    Módlmy się o zdrowie dla Brata Karoliny – zaraz dopiszę intencję do Wielkiej Księgi. Czy zaglądacie tam czasami, aby polecać Bogu zamieszczone tam sprawy?
    A co do najbliższej niedzieli, to podzielam przewidywania Roberta. Póki co, polecam dwa świetne artykuły z najnowszego numeru „W sieci” – na stronie 5 oraz na stronach 66 i 67. Świetnie oddają fałsz całej tej bezsensownej akcji!
      Zapraszam do refleksji nad Bożym Słowem!
                Gaudium et spes!  Ks. Jacek

8
stycznia 2013., wtorek,
do
czytań: 1 J 4,7–10; Mk 6,34–44
CZYTANIE
Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO JANA APOSTOŁA: 
Umiłowani,
miłujmy się wzajemnie, ponieważ miłość jest z Boga, a każdy,
kto miłuje, narodził się z Boga i zna Boga. Kto nie miłuje, nie
zna Boga, bo Bóg jest miłością.
W
tym objawiła się miłość Boga ku nam, że zesłał Syna swego
Jednorodzonego na świat, abyśmy życie mieli dzięki Niemu. W tym
przejawia się miłość, że nie my umiłowaliśmy Boga, ale że On
sam nas umiłował i posłał Syna swojego jako ofiarę przebłagalną
za nasze grzechy.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA: 
Gdy
Jezus ujrzał wielki tłum, ogarnęła Go litość nad nimi; byli
bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.
A
gdy pora była już późna, przystąpili do Niego uczniowie i
rzekli: „Miejsce jest puste, a pora już późna. Odpraw ich. Niech
idą do okolicznych osiedli i wsi, a kupią sobie coś do jedzenia”.
Lecz On im odpowiedział: „Wy dajcie im jeść”. Rzekli Mu: „Mamy
pójść i za dwieście denarów kupić chleba, żeby im dać jeść?”
On ich spytał: „Ile macie chlebów? Idźcie, zobaczcie!”
Gdy
się upewnili, rzekli: „Pięć i dwie ryby”. Wtedy polecił im
wszystkim usiąść gromadami na zielonej trawie. I rozłożyli się
gromada przy gromadzie, po stu i po pięćdziesięciu. 
A
wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił
błogosławieństwo, połamał chleby i dawał uczniom, by kładli
przed nimi. Także dwie ryby rozdzielił między wszystkich. Jedli
wszyscy do sytości i zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów
ułomków i ostatki z ryb. A tych, którzy jedli chleby, było pięć
tysięcy mężczyzn.
W tym objawiła się
miłość Boga, że zesłał On swego Syna, abyśmy dzięki
Niemu mieli życie. I w tym objawiła się miłość Jezusa do każdej
i każdego z nas, że swoją Śmiercią i Zmartwychwstaniem
życie to nam przywrócił.
A wcześniej jeszcze – nauczał,
uzdrawiał, wskrzeszał, a nawet zadbał o tak prozaiczne sprawy,
jak pokarm
dla tych, którzy Go słuchali. Tego pokarmu było tak
wiele, że wszyscy zebrani jedli do sytości i jeszcze tyle koszów
ułomków zostało…
I
to właściwie pokazuje cały sposób życia Jezusa – życia
dla nas – a także cały sposób działania Jezusa. I –
jeśli tak można stwierdzić – cały sposób kochania Jezusa:
Jezus swoją miłość i dobroć okazuje wręcz w nadmiarze! On
jest w tej swojej miłości dosłownie rozrzutny!
On
się nie przejmuje, że zostało tyle resztek z chleba, który
rozmnożył. A przecież mógł się zdenerwować, czemu nie
zjedli wszystkiego, czemu nie uszanowali Jego darów, a skoro tak, to
przecież mógł mniej rozmnożyć, mógł mniej podarować…
Nie, Jezus tak nie postępuje, Jezus nikomu niczego nie żałuje,
nie wylicza, nie skąpi. Niczego – a już na pewno miłości!

I
właśnie takiej miłości my winniśmy się uczyć od Jezusa – i w
taki właśnie sposób miłować się wzajemnie: w sposób
szczery, bezpretensjonalny, ofiarny,
bezinteresowny, totalny!
Niech nam się przypomni w tym momencie to przepiękne stwierdzenie,
że miarą miłości jest… miłość bez miary.
Trzeba
to sobie, Kochani, ciągle przypominać – zwłaszcza dzisiaj, kiedy
wszyscy nauczyliśmy się dokładnie liczyć i wyliczać.
Wyliczać innym – co nam się od nich należy. I wyliczać
sobie
– jak to ciągle mamy za mało i jak jesteśmy przez
wszystkich wokół pokrzywdzeni. Dlatego też wielokrotnie dobro,
które czynimy, przeliczamy na korzyści, jakie z tego będziemy
mieli.
A jeśli
już ewentualnie coś
tam dobrego zrobimy, to tylko wówczas, gdy przekonamy się, że nam
się takie lub inne dobro opłaca
Jezus
nie patrzył na to! Jezusowi – tak po ludzku – zupełnie się
nie opłacało.
Bo namnożył chleba, a tu zostały resztki.
Bo tyle słów powiedział nauczając o Królestwie, a tak wiele
słuchacze puścili „mimo uszu”
… Tak wiele znaków uczynił,
aby ukazać ludziom swoją chwałę i udowodnić swą bezgraniczną
miłość, a oni chcieli Go obwołać królem, żeby dalej czerpać
osobiste korzyści z Jego Boskiej mocy.
I wreszcie – oddał
życie po niezwykle bolesnych cierpieniach, a dla wielu całe to
Jego poświęcenie pozostało czystą abstrakcją
i czymś w
ogóle niewartym uwagi.
No, może tylko piękną, baśniową
opowieścią…
A
pomimo tego wszystkiego – Jezus nie przestał kochać! I nadal
nie przestaje!
Chociaż Mu się to – tak po ludzku patrząc –
zupełnie nie opłaca. On dalej kocha. I nie pozwala iść kupować
chleba, ale daje go z miłości. Cały czas kocha…
Czy
zatem ja ze swoją miłością do Niego i miłością do drugiego
człowieka będę czekać, aż mi się to zacznie opłacać?

6 komentarzy

  • W dzisiejszym świecie na pierwszym miejscu ludzie potrzebują słowa, a nie chleba, potrzebują uporządkowania wobec chaosu i zalewu relatywizmu, potrzebują przygarnięcia jako gestu miłości i akceptacji ( oczywiście, nie chodzi o zgodę na wszystko) . Bóg naucza ludzkość od początku do końca, bo wie, że człowiek potrzebuje tego światła. To od nas samych zalezy czy pójdziemy do szkoły Chrystusa i czy będziemy stowowali w życiu Jego słowa.
    Chrystus nie poprzestaje na słowie.
    Ze słowa rodzi się dzieło.
    To człowiek człowiekowi ma dać jeść. Wy dajcie im jeść. Nie da się inaczej. Zróbcie to, co jest w zasięgu możliwości, nie oglądajcie się na innych. Właśnie tego uczy Chrystus. Dostrzec swój potencjał " Idźcie i zobaczcie, ile macie chlebów? Odkryć to, co się ma ( pięć chlebów i dwie ryvy) i nie oceniać zasobów. Tu znajduje się punkt wyjścia. Bóg nie każe nam mieć nieskończonych możliwości. Oto lekcja pokory, bez której nigdy nie będzie cudów rozmnożenia.
    W życiu każdego z nas przychodzi trudny moment, bo owo nic nie nalezy połamać, uwolnić serce od przywiązania, od nieuporządkowania, od lęku, że i mi innym nie wystarczy. Te chleby i ryby muszą zostać podzielone. I dane jako dar.
    Ziemia jest w stanie wyżywić całą ludzkość. Chodzi o dobrą dystrybucję. O odwagę dzielenia się bez oglądania na zyski i straty. To ryzyko, w które wchodzimy albo i nie. Ale to nie pokerowa zagrywka. To pewna inwestycja, bo okazuje się , że po wszystkim , zebrali jeszcze dwanaście pełnych koszów ułomków i ostatków z ryb. Powoli da się ogarnąć nawet wielotysięczny tłum.

  • Jakie to niełatwe – uznać, że nie wszystko mogę i że sam sobie nie wystarczę… I może właśnie uznanie tego jest początkiem prawdziwej miłości… Ks. Jacek

  • Poemat Boga-Człowieka, Maria Valtorta

    «Dobrze. Połóżcie to wszystko tutaj i każcie tłumowi usiąść, zachowując porządek, w regularnych rzędach, jak to tylko możliwe.»

    Kiedy to robią, Jezus podnosi chleby i ryby, ofiarowuje je, modli się, błogosławi. Uczony w Piśmie nie spuszcza Jezusa z oczu. Potem Jezus łamie pięć chlebów na osiemnaście części i także obie ryby – na osiemnaście części. Wkłada kawałek ryby, bardzo mały kawałek, do każdego koszyka i dzieli na osiemnaście kęsów chleb. A każdy kawałek chleba dzieli na [jeszcze] mniejsze. Jest ich dość dużo, [może] dwadzieścia, ale nie więcej. Każdy kawałek umieszcza w koszu, po podzieleniu go, razem z rybą.

    «A teraz weźcie i rozdajcie, do nasycenia głodu. Idźcie. Idź, Margcjamie, daj jeść twoim towarzyszom.»

    «O! Jakie to ciężkie!» – mówi Margcjam podnosząc swój kosz i idzie zaraz ku swoim małym przyjaciołom. Kroczy [z takim trudem], jakby niósł ciężkie brzemię.

    Apostołowie, uczniowie, Manaen, uczony patrzą, jak dziecko odchodzi. Nie wiedzą, co o tym myśleć… Potem biorą kosze, potrząsają głowami i mówią do siebie:

    «Chłopiec żartuje! To nie jest cięższe niż było wcześniej.»

    Uczony zagląda też do środka [kosza] i wkłada rękę, żeby dotknąć jego dna, gdyż nie ma wiele światła tam w [cieniu drzew], gdzie znajduje się Jezus. Dalej zaś, na polanie, jest jeszcze dość jasno. Jednak pomimo tego stwierdzenia, idą ku ludziom i zaczynają rozdzielać. Dają, dają, dają. I od czasu do czasu, z coraz większej odległości, odwracają się zdumieni ku Jezusowi. On zaś – ze skrzyżowanymi ramionami, oparty o drzewo – uśmiecha się lekko widząc ich zaskoczenie.

    Rozdzielanie [jedzenia] jest długie i hojne… Jedynym, który nie okazuje zdziwienia, jest Margcjam. Śmieje się, szczęśliwy, że może napełnić ręce tak wielu biednych dzieci chlebem i rybą. On też pierwszy powraca do Jezusa, mówiąc: «Tak dużo dałem, tak dużo, tak dużo!… Bo ja wiem, co to jest głód…»

    I podnosi twarz, która nie jest tak wychudła, jak w jego minionym już wspomnieniu. Blednie i otwiera szeroko oczy… Jezus głaszcze go, więc na jego dziecięcą twarz powraca promienny uśmiech. Ufnie tuli się do Jezusa, swego Nauczyciela i Obrońcy.

    Powoli wracają apostołowie i uczniowie, oniemiali ze zdziwienia. Ostatni [powraca] uczony w Piśmie, nic nie mówiąc. Jednak wykonuje gest, który jest czymś więcej niż przemową: klęka i całuje frędzel szaty Jezusa.

    «Weźcie waszą część i dajcie Mnie nieco. Jedzmy Boży pokarm.»

    Jedzą chleb i rybę, każdy do syta… W tym czasie ludzie, nasyceni, dzielą się swoimi uwagami. Ci, którzy są wokół Jezusa, ośmielają się przemówić, spoglądając na Margcjama, który po zjedzeniu ryby bawi się z innymi dziećmi.

    «Nauczycielu – pyta uczony w Piśmie – dlaczego chłopiec od razu poczuł ciężar [kosza], a my – nie? Ja nawet sprawdzałem w środku. Było tam wciąż tych kilka kęsów chleba i jeden kawałek ryby. Zacząłem odczuwać ciężar dopiero wtedy, gdy szedłem w kierunku tłumu. Gdyby jednak to miało wagę tego, co rozdałem, trzeba by pary mułów, żeby to przetransportować… nie kosza, lecz całego wozu napełnionego żywnością. Na początku rozdawałem powoli… potem zacząłem rozdzielać, rozdzielać i żeby nie być niesprawiedliwym, powróciłem do pierwszych, rozdzielając raz jeszcze, gdyż pierwszym dałem niewiele. A jednak było tego dosyć.»

    «Ja też odczułem, że kosz stawał się coraz cięższy, gdy szedłem naprzód, i zaraz zacząłem rozdzielać wiele, bo zrozumiałem, że dokonałeś cudu» – odzywa się Jan.

    «Ja zaś – mówi Manaen – zatrzymałem się i usiadłem. Wysypałem na płaszcz zawartość [kosza] i ujrzałem wiele chlebów… Wtedy poszedłem do nich…»

    Bartłomiej mówi:

    «Ja nawet je przeliczyłem, żeby głupio nie wyglądać. Było pięćdziesiąt małych chlebów. Powiedziałem do siebie: “Dam je pięćdziesięciu osobom, a potem powrócę.” I liczyłem. Po dojściu do pięćdziesiątej [osoby], ciężar [kosza] był wciąż taki sam. Spojrzałem do środka. Było tego wciąż wiele. Poszedłem naprzód i dawałem setkom [osób]. A zawartość wcale się nie zmniejszała…»

  • Tomasz wyznaje:

    «Ja, przyznaję się, nie wierzyłem w to. Wziąłem do rąk kawałki chleba i ten mały kawałek ryby, spojrzałem i powiedziałem sobie: “Na co to się przyda? Jezus chciał Sobie zażartować!…” I patrzyłem na to, patrzyłem… Ukryłem się za drzewem i miałem nadzieję, że ujrzę, jak się zwiększają. Jednak było tego wciąż tyle samo. Już miałem powrócić, kiedy przechodzący obok Mateusz powiedział do mnie: “Widziałeś, jakie są piękne?” “Co?” – zapytałem. “Ależ chleby i ryby!…” “Szalony jesteś? Ja widzę ciągle te kawałki chleba.” “Idź je rozdzielić z wiarą, a zobaczysz”. Wrzuciłem z powrotem do kosza tych kilka kawałków i poszedłem z niechęcią… A potem… Przebacz mi, Jezu, jestem grzesznikiem!»

    [Jezus odpowiada Tomaszowi:] «Nie, ty jesteś duchem świata. Ty rozumujesz, jak ludzie tego świata.»

    «A zatem ja też, Panie – mówi Iskariota. – Do tego stopnia, że zamierzałem z kawałkiem chleba dać monetę, myśląc: “Zjedzą gdzie indziej”. Miałem nadzieję pomóc Ci w zachowaniu twarzy. Kim więc ja jestem? Takim jak Tomasz czy kimś więcej?»

    «Więcej niż Tomasz: ty jesteś “światem”.»

    «A jednak zamierzałem dać jałmużnę, żeby być Niebem! To były moje własne denary…»

    «Jałmużna dla siebie i dla własnej pychy, ale nie dla Boga… On tego nie potrzebuje, a jałmużna dla twej pychy to grzech, a nie zasługa.»

    Judasz spuszcza głowę i milknie.

    «Ja zaś – odzywa się Szymon Zelota – sądziłem, że ten kawałek ryby i kawałki chleba powinienem był podzielić na mniejsze, żeby wystarczyły. Jednak nie wątpiłem, że ich ilość i wartość odżywcza będzie wystarczająca. Kropla wody dana przez Ciebie może być bardziej pożywna niż uczta.»

    «A wy, co wy myślicie?» – pyta Piotr kuzynów Jezusa.

    «My przypomnieliśmy sobie Kanę… i nie wątpiliśmy» – mówi poważnie Juda.

    «A ty, Jakubie, Mój bracie, ty nie myślałeś tylko o tym?» [– dopytuje się Jezus.]

    «Nie. Ja myślałem, że to był sakrament. Jak mi o tym mówiłeś… Czy to tak, czy się mylę?»

    Jezus uśmiecha się: «I tak, i nie. Do prawdy o mocy odżywczej kropli wody – o czym powiedział Szymon – trzeba dodać twoją myśl o odległym symbolu. Ale to jeszcze nie jest sakrament.»

    Uczony zachowuje skórkę w rękach.

    «Co z tym zrobisz?»

    «[Zachowam]… na pamiątkę.»

    «Ja też to zatrzymam. Włożę do woreczka, który Margcjam nosi na szyi» – mówi Piotr.

    «Ja zaniosę kawałek naszej matce» – stwierdza Jan.

    «A my? Wszystko zjedliśmy…» – mówią inni, strapieni.

    Dasiek

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.