Jakiż to syn, którego by ojciec nie karcił…

J

Szczęść Boże! Bardzo serdecznie pozdrawiam z zaśnieżonej – i ciągle „dośnieżanej” – Szklarskiej Poręby. Atmosfera w Grupie – rewelacyjna. Wczoraj byliśmy na stoku narciarskim, gdzie połowa Ekipy stawiała – pod okiem Instruktora – pierwsze kroki na nartach. Efekt? Tylko dwa złamane kręgosłupy i trzy nogi… Żartowałem! Wszystko w porządku, nastroje świetne, a nade wszystko: promieniowanie Bożego Ducha, na czym nam chyba najbardziej w tych dniach zależy.
    Moi Drodzy, każdego dnia modlę się za Was i dziękuję Bogu za Waszą bliskość, serdeczność i mądrość, którymi chcecie się dzielić z nami wszystkimi. I za modlitwę wzajemną, która nas naprawdę łączy. 
     Dzisiaj dopisałem jedną intencję do Wielkiej Księgi, a także skorygowałem intencję Roberta, zamieniając słowo „zdrowotnych” na „zawodowych”. Okazało się bowiem, że Robertowi wkradł się jakiś – tak zwany – chochlik drukarski. Dlatego nastąpiła mała korekta. Przy okazji sam przeczytałem jeszcze raz bardzo uważnie wszystkie intencje, niektóre nieco doszlifowałem stylistycznie. I uświadomiłem sobie na nowo, jak wiele Waszych spraw, dramatów i dylematów kryje się pod tymi zdaniami… 
    Proszę, abyście jak najczęściej tam zaglądali i jak najserdeczniej modlili się we wszystkich zapisanych tam sprawach. Jeżeli bowiem ktoś zwraca się z prośbą o zamieszczenie takiej intencji, to na pewno ma nadzieję, że o wiele więcej osób, niż dotychczas, będzie się za niego modliło. Nie możemy więc sprawić zawodu tym, którzy na nas liczą! Zachęcam też do zgłaszanie nowych intencji.
      A oto dzisiaj – kolejne wspomnienie Męczenników… Uczmy się od nich wiary! I odwagi!
                 Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Wspomnienie
Św. Pawła Miki i Towarzyszy,
do
czytań: Hbr
12,4–7.11–15;
Mk
6,1–6
CZYTANIE
Z LISTU DO HEBRAJCZYKÓW:
Bracia:
Jeszcze nie opieraliście się aż do przelewu krwi, walcząc przeciw
grzechowi, a zapomnieliście o upomnieniu, z jakim się zwraca do was
jako do synów: „Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj
na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo Pan miłuje, tego karze,
chłoszcze zaś każdego, którego przyjmuje za syna:.
Trwajcież
w karności. Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi. Jakiż to
bowiem syn, którego by ojciec nie karcił? Wszelkie karcenie na
razie nie wydaje się radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym,
którzy go doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości. Dlatego
opadłe ręce i osłabłe kolana wyprostujcie. Proste czyńcie ślady
nogami, aby kto chromy nie zbłądził, ale był raczej uzdrowiony.
Starajcie
się o pokój ze wszystkimi i o uświęcenie, bez którego nikt nie
zobaczy Pana. Baczcie, aby nikt nie pozbawił się łaski Bożej, aby
jakiś korzeń gorzki, który rośnie w górę, nie spowodował
zamieszania, a przez to nie skalali się inni.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:
Jezus
przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego
uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze.
A
wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd On to
ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się
przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba,
Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego
siostry?” I powątpiewali o Nim.
A
Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich
krewnych i w swoim domu, może być prorok tak lekceważony”.
I
nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych
położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich
niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.
Rozważając męczeństwo
Świętych Pawła Miki i Towarzyszy, trzeba zauważyć, iż w
połowie XVI wieku chrześcijaństwo w Japonii rozwijało się
bardzo dynamicznie.
Pierwszym misjonarzem w tym kraju był Święty
Franciszek Ksawery. Niestety, pięknie zapowiadające się dzieło
zostało prędko zatrzymane przez fanatyzm władców. Wybuchło
nagłe, bardzo krwawe prześladowanie
.
I
to właśnie na te czasy przypada bohaterska śmierć Świętego
Pawła Miki i jego dwudziestu pięciu Towarzyszy. Sam Paweł Miki
urodził się koło Kioto, w zamożnej rodzinie, w roku 1565.

Miał zaledwie pięć lat, kiedy otrzymał Chrzest. A w ówczesnej
Japonii niezwykle rzadko zdarzało się przyjęcie Chrztu w tak
młodym wieku. Kształcił się u jezuitów, do których wstąpił
w wieku dwudziestu dwóch lat.
Będąc klerykiem, pomagał
misjonarzom jako katechista.
Po
nowicjacie i studiach przemierzył niemal całą Japonię, głosząc
naukę Chrystusa.
Kiedy miał już otrzymać święcenia
kapłańskie, w 1597 roku wybuchło prześladowanie.
Aresztowano go i poddano torturom, aby wyrzekł się wiary. W
więzieniu spotkał się z dwudziestu trzema Towarzyszami.
Po
dotkliwych torturach obwożono ich po mieście z wypisanym wyrokiem
śmierci. Paweł wykorzystał tę okazję, by zebranym tłumom
głosić Chrystusa.
Więźniów
umieszczono w więzieniu w pobliżu miasta Nagasaki. Dołączono do
nich jeszcze dwóch chrześcijan, których aresztowano za to, że
usiłowali nieść pomoc więźniom. Na naleganie prowincjała władze
zgodziły się dopuścić do skazanych kapłana z 
Sakramentami.
Tę okazję wykorzystali dwaj nowicjusze, by na jego ręce złożyć
śluby zakonne.
Poza
miastem ustawiono dwadzieścia sześć krzyży, na których
zawieszono aresztowanych chrześcijan.
Paweł Miki jeszcze z
krzyża głosił zebranym poganom Chrystusa, dając wyraz swojej
radości z tego, że ginie tak zaszczytną dla siebie śmiercią.

Zachęcał do wytrwania także swoich Towarzyszy. Męczennicy
przeszyci lancami żołnierzy dopełnili ofiary z życia dnia 5
lutego 1597 roku.
Są to pierwsi męczennicy Dalekiego Wschodu. W
1862 roku kanonizował ich Papież Pius IX,
który później
jeszcze beatyfikował dwustu pięciu innych Męczenników japońskich,
zabitych w wieku XVII.
A
oto jak męczeństwo dzisiejszych naszych Patronów relacjonuje
współczesnym im Autor: „Kiedy ustawiono krzyże, wszyscy
okazali podziwu godne męstwo,
do którego wzywali zarówno
ojciec Pazjusz, jak i ojciec Rodriguez. Ojciec Komisarz trwał
nieporuszony z oczyma zwróconymi ku niebu. Brat Marcin dziękując
Bogu za dobroć śpiewał psalmy, do których dodawał słowa: „W
ręce Twoje, Panie”.
Brat Franciszek również głośno
dziękował Bogu. Brat Gonzalez podniesionym głosem odmawiał
Modlitwę Pańską i Pozdrowienie Anielskie.
Nasz
brat, Paweł Miki, skoro zobaczył, że zajmuje miejsce
najzaszczytniejsze ze wszystkich, na jakie kiedykolwiek wstępował,

oświadczył najpierw zebranym, iż jest Japończykiem należącym do
Towarzystwa Jezusowego, że umiera z powodu głoszenia Ewangelii i
że dziękuje Bogu za tak wspaniałe Jego dobrodziejstwo.

Następnie dodał takie słowa: „Myślę, że skoro doszedłem do
tej chwili, nikt z was nie będzie mnie podejrzewał o chęć
przemilczenia prawdy.
Dlatego oświadczam wam, że nie ma
innej drogi zbawienia poza tą, którą podążają chrześcijanie.
Ponieważ ona uczy mnie wybaczać wrogom oraz wszystkim, co mnie
skrzywdzili, dlatego z serca przebaczam królowi, a także
wszystkim, którzy zadali mi śmierć, i proszę ich, aby zechcieli
przyjąć Chrzest”.
Potem
się zwrócił ku swoim Towarzyszom, toczącym ostatni bój, aby
im dodać otuchy.
Na twarzach wszystkich jaśniała radość,
zwłaszcza na twarzy Ludwika. Kiedy pewien chrześcijanin zawołał
do niego, iż wkrótce będzie w raju, on radosną postawą całego
ciała zwrócił na siebie oczy wszystkich patrzących.
Antoni,
który zajmował miejsce obok Ludwika, podniósłszy oczy ku niebu i
wezwawszy Najświętsze Imiona Jezusa i Maryi, zaintonował psalm:
„Chwalcie, słudzy Pańscy”, którego nauczył się na
katechezie w Nagasaki. Wiele tam bowiem dokładano starań, aby
wyuczyć dzieci na pamięć niektórych psalmów. Inni z radosnym
obliczem powtarzali: „Jezus, Maryja”. Niektórzy zachęcali
obecnych do prowadzenia życia godnego chrześcijan. W ten czy inny
sposób okazywali gotowość umierania.
W
pewnym momencie czterech katów wyciągnęło miecze używane w
Japonii i na ten straszny widok zebrani tam wierni wykrzyknęli:
„Jezus, Maryja!”,
a przejmujące to wołanie podniosło
się aż ku niebiosom.
Kaci zaś jednym lub dwoma ciosami
odebrali im życie.” Tyle z historii bohaterskiego męczeństwa
Pawła Miki i jego Towarzyszy.
Skąd
On to ma
? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie
cuda dzieją się przez Jego ręce
mówili
ze zdziwieniem mieszkańcy Nazaretu, patrząc na działalność swego
Rodaka. Zapewne takie same słowa – aczkolwiek z zupełnie
innym nastawieniem

wypowiadali mieszkańcy Nagasaki, wpatrujący się w dwadzieścia
sześć krzyży, na których umierali ich bliscy. W przeciwieństwie
do mieszkańców Nazaretu, ci wyrażali swą miłość,
podziw i współczucie

Ofiara ich Świętych Rodaków stała się zasiewem wiary w ich
sercach.
I
możemy jedynie zapytać, dlaczego aż tak wielkiego
poświęcenia i ofiary trzeba było,

aby dać świadectwo wiary? A może odpowiedzią na tak postawione
pytania są słowa z Listu do Hebrajczyków, usłyszane przez nas
przed chwilą w pierwszym czytaniu? Synu mój, nie
lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza.
Bo kogo Pan miłuje, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego
przyjmuje za syna.
Trwajcież w karności. Bóg obchodzi się
z wami jak z dziećmi. Jakiż to bowiem syn, którego by ojciec nie
karcił
? Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się radosne,
ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go doświadczyli,
błogi plon sprawiedliwości
.
Trudno
mówić o karceniu w sensie ścisłym w odniesieniu do dzisiejszych
Patronów, bo oni trwali
przy Bogu i nie potrzebowali napominania, karcenia… Natomiast
cierpienia, którym zostali poddani, z pewnością ich
ukształtowały i pozwoliły osiągnąć Niebo.
Przykład
tych niezwykłych ludzi przekonuje nas, że warto nawet bardzo
wiele znieść, aby żyć w przyjaźni z Bogiem i osiągnąć
zbawienie.
Bo tylko drogą
wyrzeczeń osiąga się cokolwiek, a już tym bardziej – jakieś
wielkie dary i wartości. Dlatego nie można bać się wyrzeczeń,
nie można uciekać od wysokich wymagań,
nie można źle patrzeć na tych, którzy wymagają, upominają,
karcą – może nawet czasami ostro.
Może nawet – jak nam się wydaje – za ostro.
Ale jeżeli powodowani są troską o nasze dobro i zależy nam na
nas, to ich karcenie winniśmy przyjąć jako wielki dar. Nawet,
jeżeli początkowo nas ono zaboli, dotknie…
I
nawet, jeśli będą to nasi najbliżsi: nasi rodzice,
rodzeństwo, współmałżonkowie

A może nawet – własne
dzieci… Nie traktujmy ich
tak, jak mieszkańcy
Nazaretu potraktowali Jezusa, iż skoro to jeden z nich, to
nie będą Go słuchać
… My
pokażmy większą klasę, wyższy poziom i dostrzeżmy w
upominającej nas bliskiej osobie samego Boga, który kogo
[…] miłuje, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego
przyjmuje za syna.
[…] Jakiż to bowiem syn, którego by
ojciec nie karcił
? Wszelkie karcenie na razie nie wydaje się
radosne, ale smutne, potem jednak przynosi tym, którzy go
doświadczyli, błogi plon sprawiedliwości…

6 komentarzy

  • Wróciłam z filmu "Niemożliwe",który opowiada o prawdziwych wydarzeniach z 2004 roku, kiedy to fala tsunami zalała Azję. Watts i McGregor grają małżeństwo, które przyjeżdża wraz z trójką synów na wakacje do Tajlandii. Rankiem 26 grudnia ich wymarzony urlop zamienia się w koszmar….
    Jeszcze nie ochłonęłam z wrażeń filmowych a u Księdza czytam… "Efekt? Tylko dwa złamane kręgosłupy i trzy nogi…" zanim wzrok dobiegł do słowa "Żartowałem" emocje ożyły…
    ale te wydarzenia z przeszłości, które przypomniał film, próbowałam odczytać w świetle dzisiejszego fragmentu z Listu do Hebrajczyków „Synu mój, nie lekceważ karania Pana, nie upadaj na duchu, gdy On cię doświadcza. Bo kogo Pan miłuje, tego karze, chłoszcze zaś każdego, którego przyjmuje za syna:Trwajcież w karności. Bóg obchodzi się z wami jak z dziećmi…."

    Moja refleksja: trwać w karności i bojaźni Bożej, być gotowym zawsze na spotkanie z Panem.
    Ps 1. Intencje spisane na tym blogu ( bez codziennego czytania) dołączam do innych internetowych, za które się codziennie modlę. Zaś, jutro w pierwszy czwartek miesiąca, pełne uczestnictwo w Mszy Świętej ofiarowuję w intencji "adoptowanych" księży i wszystkich kapłanów, którzy w jakikolwiek sposób "stanęli mi na drodze" 🙂
    Ps 2. A pączki jutrzejsze, będą tylko dla najbliższych :).

  • Co do tego mojego żartu, to celowo go zamieściłem, dedykując zwłaszcza Rodzicom,którzy przesadnie drżą o swoje Pociechy, czyniąc z nich – przepraszam za wyrażenie – "sierotki życiowe"… Sami tak nie byli rozpieszczani, a o swoje Dzieci drżą, jakby miało ich spotkać zaraz jakieś nieszczęście…
    A jeśli idzie o dwa punkty w drugiej części wpisu, to:
    Ad. 1: Dziękuję!
    Ad. 2: Szkoda!

    Ks. Jacek

  • Ad2. Rozumiem, że Ksiądz lubi pączki. W południe skończyłam pieczenie, wyszło mi po 9 szt dla każdego, czyli łącznie 45szt ( z 1kg mąki i 10 żółtek.). Będą "na wynos" i na jutro. Po 2szt; ja i mąż zjedliśmy po obiedzie, aby spróbować. Wyszły bardzo dobre, nadziewałam wiśniami drążonymi i marmoladą śliwkową, przeze mnie robioną. Wieczorem przyjdą córki i zięć z tartą grzybową, będzie więc uczta :-). Wam na świeżym, prawie górskim powietrzu, apetyty dopisują, więc taka ilość byłaby nie wystarczająca :). Pozdrawiam z Wielkopolski.

  • Rozpusta??? Raczej nazwałabym to grzechem łakomstwa…ale bacząc na to, dawkowałam sobie tę przyjemność :);2szt jak pisałam po obiedzie, 3 szt do kawy popołudniowej i dziś 1 szt do południa i 1szt zjem po południu w towarzystwie 2 koleżanek. Usprawiedliwiając swój apetyt, powiem, że pączki piekę raz w roku i że były to pączki średnie ( nie takie mutanty, które można spotkać w sklepie. No i powiem jeszcze, że lubię zarówno obfitować ale i pościć…

  • Czyli jak z liczby dziewięciu pączków zejdzie się do – powiedzmy – siedmiu, to już można mówić o poście – czyż nie?… Raz jeszcze pozdrawiam i… podziwiam apetyt! I raz jeszcze – smacznego! Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.