Człowieku, uwierz wreszcie Bogu!

C

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Kochani, już dzisiaj nad ranem, dokładnie o 1.00, dojechaliśmy do Celestynowa. Bogu dziękujemy za to wielkie dobro, jakie stało się naszym udziałem w ciągu minionego tygodnia.
   Zaraz po Bogu ja osobiście dziękuję Uczestnikom rekolekcyjnego wyjazdu – za atmosferę radości i nadziei, modlitwy i skupienia, odpoczynku duchowego i fizycznego. Dziękuję też wspaniałym Państwu Halinie i Karolowi Orłowskim – za rodzinne przyjęcie. Panu Andrzejowi Sikorze, naszemu Kierowcy – za pewną rękę i rozważne prowadzenie autokaru, ale i za wejście w atmosferę naszej Grupy. 
    I wreszcie Wam, Kochani – za łączność duchową w modlitwie i za dobre słowa, które do nas docierały także przez to forum. Dziękuję Rodzicom Młodzieży – za umożliwienie swym Pociechom tego wyjazdu, a Rodzicom obecnym z nami – za pomoc. 
        Moi Drodzy, wiele dobra się dokonało. Bogu niech będą dzięki! Teraz – niech nam Pan da obfite owoce podjętych refleksji i postanowień!
     Na radosne i głębokie przeżywanie Dnia Pańskiego przesyłam kapłańskie błogosławieństwo: Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen
            Gaudium et spes!  Ks. Jacek

5
Niedziela zwykła, C,
do
czytań:
Iz
6,1–2a.3–8
;
1
Kor 15,1–11;

Łk
5,1–11

CZYTANIE
Z KSIĘGI PROROKA IZAJASZA:
W
roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana, siedzącego na wysokim i
wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię.
Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł.
I wołał jeden do drugiego: „Święty, Święty, Święty jest Pan
Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały”. Od głosu tego,
który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła
się dymem.
I
powiedziałem: „Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o
nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a
oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!” Wówczas przyleciał
do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który
kleszczami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: „Oto
dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój
grzech”. I usłyszałem głos Pana mówiącego: „Kogo mam posłać?
Kto by nam poszedł?” Odpowiedziałem: „Oto ja, poślij mnie!”
CZYTANIE
Z PIERWSZEGO LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO KORYNTIAN:
Przypominam,
bracia, Ewangelię, którą wam głosiłem, którą przyjęliście i
w której też trwacie. Przez nią również będziecie zbawieni,
jeżeli ją zachowacie tak, jak wam rozkazałem, chyba żebyście
uwierzyli na próżno.
Przekazałem
wam na początku to, co przejąłem; że Chrystus umarł za nasze
grzechy zgodnie z Pismem, że został pogrzebany, że zmartwychwstał
trzeciego dnia zgodnie z Pismem: i że ukazał się Kefasowi, a potem
Dwunastu, później zjawił się więcej niż pięciuset braciom
równocześnie; większość z nich żyje dotąd, niektórzy zaś
pomarli. Potem ukazał się Jakubowi, później wszystkim apostołom.
W końcu, już po wszystkich, ukazał się także i mnie jako
poronionemu płodowi. Jestem bowiem najmniejszy ze wszystkich
apostołów i niegodzien zwać się apostołem, bo prześladowałem
Kościół Boży. Lecz za łaską Boga jestem tym, czym jestem, a
dana mi łaska Jego nie okazała się daremna; przeciwnie, pracowałem
więcej od nich wszystkich, nie ja, co prawda, lecz łaska Boża ze
mną.
Tak
więc czy to ja, czy inni, tak nauczamy i tak wyście uwierzyli.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Zdarzyło
się raz, gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa
Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret, że zobaczył dwie
łodzie, stojące przy brzegu, rybacy zaś wyszli z nich i płukali
sieci. Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona,
poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi
nauczał tłumy.
Gdy
przestał mówić, rzekł do Szymona: „Wypłyń na głębię i
zarzućcie sieci na połów”. A Szymon odpowiedział: „Mistrzu,
przez całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje
słowo zarzucę sieci”. Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie
mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać. Skinęli więc na
wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci
podpłynęli i napełnili obie łodzie, tak że się prawie
zanurzały.
Widząc
to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: „Odejdź ode
mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny”. I jego bowiem, i
wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego
dokonali; jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy
byli wspólnikami Szymona.
Lecz
Jezus rzekł do Szymona: „Nie bój się, odtąd ludzi będziesz
łowił”. I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko
i poszli za Nim.
Czy łatwo jest, będąc
dobrym w jakiejś dziedzinie, tak po postu posłuchać kogoś, kto –
jak gdyby nigdy nic – zaczyna udzielać porad i to jeszcze takich,
które wprost przeczą dotychczasowemu doświadczeniu?
Przecież
takiego instruktora, takiego nauczyciela, natychmiast by wyśmiano i
odsunięto na bok, o ile jeszcze przy okazji nie usłyszałby paru
mało przyjaznych słów
… A oto dzisiaj właśnie w takiej
sytuacji znalazł się Szymon Piotr.
On,
bardzo doświadczony rybak z wieloletnim stażem, wiedzący o
arkanach łowienia wszystko, albo prawie wszystko, po całej męczącej
nocy, w trakcie której nic nie udało się złowić – dlatego
zapewne też zmęczony, zdenerwowany i zniechęcony – słyszy,
że ma zarzucić sieć z zupełnie z innej strony!
Polecenie to,
według opinii znawców tematu, było bezsensowne, wręcz absurdalne,
bo tam akurat nie powinno być ryb. Gdyby bowiem były – to czy
Szymon sam by na to pierwszy nie wpadł?
W ciągu całej, długiej
nocy, nie domyśliłby się, że to tak właśnie trzeba zrobić?
A
jednak posłuchał Pana: Na Twoje słowo… Bardzo
piękna, a jednocześnie – bardzo trudna decyzja. Bardzo piękna,
bo znamionująca bezgraniczne zaufanie do Pana. Bardzo trudna,
bo wymagająca nagięcia karku i przekreślenia wręcz całego
życiowego doświadczenia,
tyle lat zdobywanego fachu, niemałej
wiedzy w tej dziedzinie – to wszystko w tym jednym momencie miało
się okazać mało istotne, bo oto przychodzi ktoś, kto każe zrobić
coś dokładnie odwrotnego.
Jak
zauważyliśmy, Piotr na tej decyzji wygrał… Posłuchał Jezusa
– i wygrał!
Poświęcił całe swoje doświadczenie życiowe,
ale zyskał dużo więcej. Ile trzeba pokory, ile zaufania do Pana,
żeby tak postąpić?… A cóż my powinniśmy zrobić, żeby się
takiej postawy od Piotra nauczyć?…
Wiemy,
że sam Piotr nie zawsze tak postępował. Pamiętamy, jak bardzo
zawiodła go jego nadmierna pewność siebie: jak zapewniał,
że odda życie za Jezusa, a potem – tak po prostu się Go
zaparł.
I tak było za każdym razem: ilekroć polegał na sobie
i ufał sobie, tylekroć przegrywał. Co trzeba zrobić, aby
doświadczenie Piotra nauczyło i nas właściwej postawy?

Jakiego rozżarzonego węgla potrzeba, aby wypalił to wszystko, co
ludzkie, co przyziemne, co złe – nie tylko na ustach, ale i w
sercach każdego z nas, byśmy mogli żyć jak chrześcijanie?
Jak
bardzo zapewne zabolałoby nas takie wypalanie – nas, którzy
znamy się na życiu, znamy się na ludziach, znamy się na
wszystkim!
Tak przynajmniej uważamy i tak mówimy. I co nam tu
będzie mówił taki Jezus, czy ktokolwiek inny – co nas tu będzie
ktoś pouczał? I niby dlaczego mielibyśmy zmieniać coś ze
swego stylu życia?
Tyle lat przeżyliśmy, tyle zdobyliśmy
doświadczenia, a tu nagle ktoś przychodzi i nam mówi to, lub
owo?… Jakim prawem?!
Jakże
inaczej wygląda na tym tle dzisiejsze zachowanie Piotra, który
odważył się jednak przyjąć pouczenie, wskazanie wręcz
nieprawdopodobne
– i dokładnie je spełnić. Jakże inaczej na
tym tle wygląda także świadectwo Apostoła Pawła, który pisząc
do Koryntian – już mając pewne doświadczenie i pewne dokonania
apostolskie – określa się mianem poronionego płodu.
Bardzo
mocne słowa i bardzo wielka pokora, ale też – ogromne zaufanie do
Pana, w którym Paweł widział swoją ostoję i swoją siłę.
Pamiętając o swoich – nazwijmy je tak – „dokonaniach” z czasu
przed nawróceniem, teraz może z największym przekonaniem
powiedzieć tylko: Jestem
bowiem najmniejszy ze wszystkich apostołów i niegodzien zwać się
apostołem, bo prześladowałem Kościół Boży. Lecz za łaską
Boga jestem tym, czym jestem, a dana mi łaska Jego nie okazała się
daremna; przeciwnie, pracowałem więcej od nich wszystkich, nie ja,
co prawda, lecz łaska Boża ze mną
.
Otóż
właśnie! Jak w moim życiu wygląda to zestawienie: moja siła –
a moc
Boża? Moje doświadczenie – a wiedza Boga? Moje
przekonanie – a prawda Ewangelii? Moja
wielkość – a Boża wielkość? Która jest większa?

I
która prawda jest prawdziwa? Bo często to dwie zupełnie różne
prawdy…
Oczywiście,
że prawda
tylko wtedy jest prawdą, kiedy jest prawdziwa.
To
taka oczywista oczywistość. Ale co zrobić, kiedy komuś wydaje
się, że jego prawda jest jedyna – i nie ma innej?… Nawet
tej Bożej?

Co zrobić w takiej sytuacji? Jak dotrzeć do człowieka, zakochanego
w sobie samym – ze wzajemnością?

Jak przekonać człowieka, że często to, co on za prawdę uważa,
prawdą nie jest? I że jego – wydawałoby się – ogromne życiowe
doświadczenie nie
wystarcza, by zaradzić tylu życiowym sytuacjom i problemom?

Co powiedzieć takiemu człowiekowi?
Może
tylko jedno: CZŁOWIEKU,
UWIERZ WRESZCIE BOGU!

8 komentarzy

  • Szczęść Boże Księże Jacku i Tobie cała Blogowa rodzinko.
    Pod wpływem słów dzisiejszej Ewangelii, postanowiłam i ja zaufać Panu. Cały czas bardzo boli rozstanie przed siedmiu laty z moim mężem. Duch Święty namawia mnie, abym dała jeszcze szansę odbudowania naszego małżeństwa. Dlatego, między innymi, postanowiłam na Wielki Post spróbować wspólnego życia z Krzyśkiem. Wbrew wszelkim obawom mam zamiar zaprosić go na świąteczny obiad. Proszę jednak Jezusa o wsparcie i pomoc w dotrzymaniu tego postanowienia. Was również proszę o jeszcze większą modlitwę w tej intencji.
    Życzę wszystkim błogosławionej niedzieli w gronie rodzinnym.

    • Dla Boga nie ma rzeczy niemożliwych. W Waszym związku pobłogosławionym przez Boga Wasza miłość może być nawet piękniejsza, dojrzalsza niż była. Jeden z kapłanów radzi by małżonkowie w trudnych sytuacjach wspólnie chodzili na adorację. Pan Jezus wtedy będzie leczył ich zranienia.
      Przeszłość trzeba oddać Panu Bogu i do tego co było bolesne już wspólnie nie wracać.
      Inny kapłan radzi:
      "Do czego zatem warto odwoływać się z naszej przeszłości? Do tego co budziło i nadal przyczynia się do budzenia we mnie wiary; do tego co radowało i nadal raduje; kiedyś dawało i teraz daje nadzieję".
      Bóg wybacza nam straszne grzechy i ma moc uzdolnić nas do przebaczenia nieraz bardzo bolesnych przewinień naszych, które popełniliśmy innym czy nam popełnionych przez bliskie osoby.
      Będę wspierała Was swoją modlitwa. Pozdrawiam.
      Celina

  • "Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały."
    Nie zatrzymać daru dla siebie…umieć się dzielić. Dzielić się nie tylko z nadmiaru ale również w niedostatku. Dzielić się dobrym słowem, miłością, dobrym uczynkiem. W każdym człowieku widzieć Chrystusa, starać się przypodobać Jezusowi. Ocierać Jego udręczone Oblicze, pomóc dźwigać krzyż, opatrzeć Jego święte Rany w drugim człowieku. Również pozwolić sobie pomóc przez Cyrenejczyka, którego Bóg przymusza niekiedy i stawia na naszej drodze… to dzisiejsze refleksje…

  • Ważna jest umiejętność dzielenia się. Aczkolwiek w tym przypadku mamy do czynienia z sytuacją, w której nie ma innego wyjścia, jak tylko podzielić się, bo tych darów jest tak dużo, że jeden człowiek tego nie udźwignie… Taki jest właśnie Bóg w swojej hojności… Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.