Co po mnie pozostanie?…

C

Szczęść Boże! Witam i pozdrawiam Was, Kochani, u progu nowego dnia. Dzisiaj czynię to w Domu Rodzinnym.
    Chciałbym Was ponownie poprosić, abyście stale zaglądali do Wielkiej Księgi Intencji i polecali Bogu w modlitwie zapisane tam sprawy. Ja za chwilę dopiszę jeszcze jedną intencję. Proszę również, abyśmy nie zapominali o naszej łączności duchowej o godzinie 20.00, a także – o każdej innej modlitewnej łączności. Bardzo zależy mi na tym, aby nasze forum było przestrzenią wymiany myśli i refleksji, ale także – przestrzenią wzajemnej modlitwy. Moi Drodzy, wiemy wszyscy dobrze, że bez modlitwy – nie ma niczego! A na pewno – niczego dobrego.
    Odpowiadając zaś na wczorajsze pytanie Gosi przypomnę, że Ogólne Wprowadzenie do Mszału Rzymskiego dopuszcza – na zasadzie równości – dwa rozwiązania: przyjmowanie Komunii Świętej w pozycji klęczącej, lub stojącej, przy czym pozycja stojąca winna być związana z procesją komunijną, kiedy to wierni podchodzą do Ołtarza, przyklękają w momencie, kiedy Komunię przyjmuje poprzednia osoba, a następnie – sami przyjmują na stojąco. I spokojnie odchodzą. Takie przyjmowanie też ma sens, jest uporządkowane, nie ma przepychania się… 
    Natomiast w chwili, gdy podchodzi się do Ołtarza i ludzie ustawiają się obok siebie, a ksiądz chodzi z jednej strony w drugą, udzielając Komunii, wówczas powinno się klęknąć. 
     Ja tak prywatnie uważam, że nie od zewnętrznej postawy zależy owocność przyjmowania Komunii Świętej, a od nastawienia wewnętrznego, bo znam przynajmniej kilka takich Osób, które przyjmują na klęcząco i nawet rozpychają się łokciami, żeby uklęknąć, natomiast ich życie jest antyświadectwem! Dlatego ja nie upieram się przy zewnętrznej postawie, natomiast jako lepsze uważam przyklękanie – ze względu na szacunek do Eucharystii; szacunek, który w ostatnich latach wśród ludzi maleje i trzeba go mocno akcentować. 
    W tym względzie podpisuję się w stu procentach pod opinią Benedykta XVI, który w swoim czasie stwierdził, że sam przyjmował często i udzielał Komunii na stojąco i „na rękę”, ale wprowadził na czas swego Pontyfikatu Komunię na klęcząco i „do ust”, żeby podkreślić wobec dzisiejszego świata konieczność maksymalnego uszanowania Eucharystii. Podpisuję się pod tym i uważam, że korona z głowy nikomu nie spadnie, jak przyklęknie. Nie jest to jednak warunek konieczny do ważności i owocności Komunii Świętej.
     A oto dzisiaj – spróbujemy nauczyć się czegoś od Świętego Wojciecha…
          Gaudium et spes!  Ks. Jacek
Uroczystość
Świętego Wojciecha, Biskupa i Męczennika,
Głównego
Patrona Polski,
do
czytań z t. VI Lekcjonarza:
Dz 1,3–8; Flp 1,20c–30; J
12,24–26
CZYTANIE
Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:
Po
swojej męce Jezus dał Apostołom wiele dowodów, że żyje:
ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o królestwie
Bożym. A podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z
Jerozolimy, ale oczekiwać obietnicy Ojca.
Mówił:
„Słyszeliście o niej ode Mnie: Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce
zostaniecie ochrzczeni Duchem Świętym”.
Zapytywali
Go zebrani: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo
Izraela?” Odpowiedział im: „Nie wasza to rzecz znać czas i
chwilę, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty
zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w
Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”.
CZYTANIE
Z LISTU ŚWIĘTEGO
PAWŁA APOSTOŁA DO FILIPIAN:
Bracia:
Chrystus będzie uwielbiony w moim ciele: czy to przez życie, czy
przez śmierć. Dla mnie bowiem żyć to Chrystus, a umrzeć to zysk.
Jeśli bowiem żyć w ciele – to dla mnie owocna praca, co mam
wybrać? Nie umiem powiedzieć.
Z
dwóch stron doznaję nalegania: pragnę odejść i być z
Chrystusem, bo to o wiele lepsze, pozostawać zaś w ciele to
bardziej dla was konieczne. A ufny w to, wiem, że pozostanę, i to
pozostanę nadal dla was wszystkich, dla waszego postępu i radości
w wierze, aby rosła wasza duma w Chrystusie przeze mnie, przez moją
ponowną obecność u was.
Tylko
sprawujcie się w sposób godny Ewangelii Chrystusowej, abym ja, czy
to gdy przybędę i ujrzę was, czy też będąc z daleka, mógł
usłyszeć o was, że trwacie mocno w jednym duchu, jednym sercem
walcząc wspólnie o wiarę w Ewangelię, i w niczym nie dajecie się
zastraszyć przeciwnikom. To właśnie dla nich jest zapowiedzią
zagłady, a dla was zbawienia, i to przez Boga. Wam bowiem z łaski
dane jest to dla Chrystusa: nie tylko w Niego wierzyć, ale i dla
Niego cierpieć, skoro toczycie tę samą walkę, jaką u mnie
widzieliście, a o jakiej u mnie teraz słyszycie.
SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO
JANA:
Jezus
powiedział do swoich uczniów: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam
wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze,
zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity.
Ten,
kto kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na
tym świecie, zachowa je na życie wieczne.
A
kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem,
tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój
Ojciec”.
Patron
dnia dzisiejszego, Święty
Wojciech
urodził się około roku 956.

Pochodził z możnego rodu Sławników. W
roku 983 został biskupem Pragi.

Z powodu waśni rodowych musiał dwukrotnie
opuszczać swoją stolicę.

W Rzymie wstąpił do opactwa benedyktyńskiego. Następnie
był
misjonarzem na Węgrzech i w Polsce. Z Polski wyruszył do Prus,
gdzie zginął
z ręki pogan 23 kwietnia 997 roku.

Kanonizował
go Papież Sylwester II przed rokiem 999. Relikwie Świętego
Wojciecha
spoczywają w katedrze gnieźnieńskiej.

Zaprawdę,
zaprawdę, powiadam wam: Jeżeli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię
nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon
obfity.
Ten, kto
kocha swoje życie, traci je, a kto nienawidzi swego życia na tym
świecie, zachowa je na życie wieczne.
A
kto by chciał Mi służyć, niech idzie za Mną, a gdzie Ja jestem,
tam będzie i mój sługa. A jeśli ktoś Mi służy, uczci go mój
Ojciec

Słuchając
krótkiej noty biograficznej dzisiejszego Patrona oraz równie
krótkiego fragmentu Ewangelii Świętego Jana – fragmentu
przeznaczonego na dzisiejszy dzień w Liturgii Kościoła – możemy
właściwie stwierdzić, że usłyszeliśmy
dwa razy o tym samym.

Oto
bowiem życie Świętego Wojciecha to Ewangelia
przełożona na konkret biskupiej i misjonarskiej posługi.

Bardzo był w tej posłudze nasz Patron osamotniony,
dwukrotnie musiał uciekać ze swojej diecezji. A jednocześnie,
poprzez skrajne ubóstwo, w jakim żył, oddając wszystko biednym i
potrzebującym, tracił
swoje życie na tym świecie.

do tego momentu, kiedy stracił
je całkowicie

w okolicach dzisiejszego Elbląga. Poniósł śmierć męczeńską,
oddał życie – ale
zyskał życie. Wieczne życie.
Jego
piękna
postawa sprawiła, że zarówno przez tę bohaterską śmierć, jak i
poprzez swoje pełne poświęcenia życie uwielbiał
on Pana

– jak to pięknie ujął, pisząc
o swoim życiu,
Paweł Apostoł w Liście do Filipian. I
także wiele takich
rozterek, jak te, opisane przez Apostoła, przeżywał
Biskup Wojciech, kiedy
to nie
umiał sobie poradzić z oporem ze strony swoich diecezjan…

Ratował
się wówczas
odejściem
od nich, po czym ponownie tę posługę podejmował…
Trudne
było to jego życie. Ale piękne. I odważne. Swoją postawą
potwierdził, że postępuje – żeby znowu
użyć
określenia z dzisiejszego drugiego czytania – w
sposób godny
Ewangelii Chrystusowej. I w niczym nie dał się zastraszyć
przeciwnikom. Bez względu na wszystko żył Ewangelią, głosił
Ewangelię, świadczył o niej.

Niczego nie zmienił, ani nie złagodził, pomimo oporu słuchaczy.
Aż oddał życie.
Zdał
się w pełni na Jezusa i
nie martwił się na zapas,
jak
martwili się Apostołowie w chwili pożegnania z Jezusem, gdy
wstępował do Nieba. Słyszeliśmy o tym w pierwszym czytaniu. Jezus
musiał im wreszcie powiedzieć, że
to nie ich sprawa znać czas i chwile, ustalone przez Ojca – oni
mają zająć się głoszeniem Słowa. Tu i teraz.
I
tak też swoją posługę pojmował Święty Wojciech. Nie
dbał o siebie, nie dbał o swoje sprawy i swoje utrzymanie, zupełnie
nie dbał o względy ludzkie i pochwały,

a jedynie o to, aby głosić
ludziom Słowo Boże i nieść światu nadzieję.

Dzisiaj, po tysiącu lat, jego świadectwo nadal mocno przemawia do
serc i umysłów ludzi, szczególnie w
naszej Ojczyźnie, której jest Patronem.

Wpatrując
się w jego życie i śmierć, w jego bohaterską odwagę, połączoną
z ogromną pokorą; jego oddanie
się Bogu i oddanie się ludziom

– w kontekście Niedzieli Dobrego Pasterza i w tygodniu, który
ukazuje nam Jezusa właśnie jako Dobrego Pasterza –
zastanawiam się, co
jest rysem szczególnym mojego życia i mojego działania?

Po czym dzisiaj – i po czym kiedyś w przyszłości – będzie
można rozpoznać moją postawę?

Co ją już dzisiaj tak
szczególnie charakteryzuje:

troska o innych, czy przede wszystkim o siebie? Wsłuchiwanie się w
wolę Bożą w stosunku do siebie, czy
naginanie Bożej woli i Bożej nauki do siebie?

Pracowitość, aktywność, nieprzeciętność i odwaga – czy
bierna i mierna egzystencja z dnia na dzień?…

Co jest rysem charakterystycznym mojej postawy?
I
– jeśli można wybiec nieco do przodu – co
pozostanie po mnie, kiedy już z tego świata odejdę?…

Właśnie
uświadomiłem sobie, że nigdy
jeszcze tak otwarcie nie postawiłem takiego pytania

w żadnym rozważaniu ani homilii… A może jednak warto i takie
pytanie postawić?… Wcześniej czy później stanie się ono
aktualne, ale odpowiedź na nie będzie zależała od tego, jak
żyję dzisiaj: dla kogo, w jaki sposób i dla jakich wartości?…

No
cóż, zrobiło się nieco podniośle i patetycznie… Ale w końcu
przeżywamy Uroczystość Świętego, którego świadectwo przemawia
do nas, Polaków, niezmiennie od tysiąca lat! I
wciąż jest aktualne!

Dlatego
jest to dobra okazja, aby zastanowić się nad swoim świadectwem
życia, nad swoim dążeniem do świętości – i
nad swoim duchowym dorobkiem:

czy będę miał co przekazać swoim następcom, czy wszystko, co
moje, zakopią kiedyś w ziemi? Czy
moje życie – to takie ziarno, które wyda plon stokrotny, czy
zostanie tylko samo: samo dla siebie?…

Świadectwo
życia Wojciecha jest dla nas bardzo mocnym i konkretnym wskazaniem…

15 komentarzy

  • Gdy się spotka Chrystusa, nie da się nie iść dalej, przekazywać orędzie ,a najlepszym sposobem jest pantoflowa poczta. Opowieść snuta każdego dnia. Opowieść życiem codziennym pisana, życiem, które widziane jest przez sąsiadów. Zaproszenie do wyjścia to kontynuacja bycia z Nim, naturalna kolej rzeczy. Dzieje się to nieustannie, bo Bóg w swym miłosierdziu posyła ludzi na krańce ziemi. Wiemy dobrze, że wszędzie może być taki kraniec, obok nas.. w nas.Każdy z nas powinien być dowodem osobowym.
    Głoszący zna konieczny proces obumierania, bez którego do niczego konkretnego i dobrego nie dojdzie. Owo obumieranie dotykać ma czegoś tak pięknego jak spotkanie z Panem. To dotyczy własnego obumierania, oczyszczania motywacji, myśli,świata decyzji. To także uporządkowywanie systemu wartości i ważności. Trochę jak przygotowanie zagonu pod zasiew. Kochać mamy Boga, a nie życie.
    Każdego z nas droga na ziemi jest drogą służby. Początek w pójściu za Chrystusem. Gdy to nastąpi to uczeń żyje pewnością, że gdzie sługa tam i Pan. Wszystko, cokolwiek czynicie słowem lub działaniem czyńcie na chwałę Boga, tak jak to czynił Syn Człowieczy, Ukrzyżowany i Zmartwychwstały

  • Duchu Święty, Boże, który kierujesz Kościołem, bądź stale z Ojcem Świętym, papieżem Franciszkiem. Kieruj jego zamiarami, błogosław jego słowom, wspomagaj siły i podtrzymuj w nim ogień miłości do Kościoła i do wszystkich ludzi. Amen

    Ps. Dzielę się modlitwą za papieża z mojego modlitewnika, bo dziś w liturgiczne wspomnienie św. Jerzego, przypadają imieniny Jorge Mario (Jerzego Mariusza) Bergoglio – naszego papieża Franciszka.

    • Dziś będę uczestniczyć w Mszy Świętej odpustowej u "św. Wojciech", z intencją by papież Franciszek, również odważnie i z mocą głosił Słowo Boże jak św. Wojciech i Jego Patron św. Jerzy.

  • Kilka lat temu mieliśmy w szkole, gdzie pracuję bardzo ciekawą mini-sesję naukową poświęconą patronce szkoły św. Królowej Jadwidze. Choć była to konferencja dla dzieci udało się na nią zaprosic też poważnego naukowca – profesora Kul-u. Mottem swojego wykładu uczynił słowa: "Zyj tak, aby ślady Twoich stóp przetrwały Cię". Przyznaję szczerze, że bardzo zapadło mi ono w pamięci i często do niego wracam. Myślę, że warto to motto uczynić odpowiedzią na postawione przez księdza Jacka pytanie: "co po mnie zostanie". Pięknie byłoby gdybysmy mogli zostawić po sobie takie dobre ślady, które zobaczą także Ci, którzy będą żyć "po nas" i zdaje się, że to nie koniecznie muszą być wielkie dzieła sztuki czy opasłe tomy rozpraw naukowych, ale w wielu wypadkach na dobry początek wystarczą "małe życzliwości" względem tych, którzy żyją obok nas. Okazuje się, że czasami dwa zdania zamienione z babcią-sąsiadką z ostatniego piętra czy przyjazny uśmiech do wiecznie niezadowolonego sąsiada dużo bardziej zapadają ludziom w pamięci niż wielkie patetyczne gesty… Pozdrawiam serdecznie. J.B.

  • W odniesieniu do dzisiejszego Patrona przypomniały mi się slowa piosenki pielgrzymkowej:
    Nie warto na drogę tę
    Sandałów i płaszcza zabierać.
    Nie trzeba nam srebra brać,
    O dach nad głową zabiegać.

  • A ja mam pytanie, czy mogę formalnie zmienić parafię? W innym, aniżeli obecnie z racji miejsca zamieszkania, kościele załatwiać wszelkie formalności, uczęszczać na nabożeństwa, itd.? Czy istnieje możliwość oficjalnej, drogą formalną, zmiany parafii?
    Pozdrawiam!

    • Nie ma takiej możliwości, bo przynależność do Parafii wiąże się z miejscem faktycznego zamieszkania. Podkreślam: zamieszkania, a nie zameldowania! Bo często w kancelarii dochodzi do nieporozumień, kiedy to niektórzy proszą o zaświadczenie upoważniające do podjęcia funkcji chrzestnego, bo w tej Parafii był ochrzczony, albo tu mieszkają rodzice. To nie ma już zasadniczego znaczenia, jeżeli faktycznie mieszka się w innym miejscu. Tam, gdzie się faktycznie mieszka, tam ma się swoją Parafię. Oczywiście, na Mszę Świętą lub do Spowiedzi można spokojnie chodzić gdzie indziej, ale już sprawy wszelkich zaświadczeń, czy Pierwszej Komunii, czy Bierzmowania, czy pogrzebu – trzeba załatwiać w swojej Parafii. I po kolędzie przyjdzie Ksiądz z tej właśnie Parafii. I nie można go wówczas nie przyjąć, bo się go – na przykład – nie lubi. Będzie to swoiste antyświadectwo na odcinku wiary. Tak to właśnie wygląda… Ks. Jacek

  • Szczęść Boże!Jeśli można to też się przyłączę do życzeń z okazji Uroczystości Świętego Wojciecha, Biskupa i Męczennika,Głównego Patrona Polski!

    Pozdrawiam z całego serca.

  • W wypowiedzi Domownika znajdujemy zdanie: "Kochać mamy Boga, a nie życie". O jakie życie chodzi?
    Co do wypowiedzi J.B. – pełna zgoda.
    Wszystkim serdecznie dziękuję! Ks. Jacek

    • Piszę o życiu w którym tak często zapominamy co jest tak naprawdę w nim najważniejsze, od Kogo otrzymaliśmy dar życia.
      Podobno jeśli kocha się Boga, to wszystko jest na swoim miejscu.
      Piszę o życiu tu i teraz w kategorii ' być, mieć, posiadać''
      Dopiąć celu nawet po przysłowiowych trupach.
      Życie które zmienia się z życia dla kogoś w życie dla czegoś.
      Życie które zapomina słów proszę dziękuję przepraszam.

      Pozdrawiam

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.