Powstał Eliasz, Prorok jak ogień!

P
Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym przesyłam serdeczne życzenia urodzinowe mojemu znajomemu Lektorowi z Parafii w Żelechowie – za moich czasów Prezesowi Służby Liturgicznej – Wojciechowi Wałachowskiemu. Życzę Mu, aby każdego dnia odkrywał coraz bardziej wolę Bożą w swoim życiu i wytrwale ją wypełniał. Zapewniam o mojej modlitwie.
        Moi Drodzy, trwa Adwent, trwają rekolekcje i trwa również – mam nadzieję – nasza adwentowa praca nad sobą, realizacja dobrych postanowień. Wspierajmy się w tym dziele nawzajem modlitwą.
             Życzę Wszystkim błogosławionego dnia!
                                       Gaudium et spes!  Ks. Jacek

Sobota
2 Tygodnia Adwentu,
do
czytań: Syr 48,1–4.9–11; Mt 17,10–13

CZYTANIE
Z MĄDROŚCI SYRACHA:
Powstał
Eliasz, prorok jak ogień,
a
słowo jego płonęło jak pochodnia.
On
głód na nich sprowadził,
a
swoją gorliwością zmniejszył ich liczbę.
Słowem
Pańskim zamknął niebo,
z
niego również trzy razy sprowadził ogień.
Jakże
wsławiony jesteś, Eliaszu, przez swoje cuda
i
któż się może pochwalić, że tobie jest równy?
Ty,
który zostałeś wzięty w skłębionym płomieniu,
na
wozie o koniach ognistych.
O
tobie napisano, żeś zachowany na czasy stosowne,
by
uśmierzyć gniew przed pomstą,
by
zwrócić serce ojca do syna
i
pokolenia Jakuba odnowić.
Szczęśliwi,
którzy cię widzieli,
i
ci, którzy w miłości posnęli,
albowiem
i my na pewno żyć będziemy.

SŁOWA
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MATEUSZA:
Kiedy
schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa: „Czemu
uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?” On
odparł: „Eliasz istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz
powiadam wam: Eliasz już przyszedł, a nie poznali go i postąpili z
nim tak, jak chcieli. Tak i Syn Człowieczy będzie
od nich cierpiał”.
Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu.

Dość
niezwykły i oryginalny sposób, w jaki Prorok Eliasz sprawował
swoje posłannictwo spowodował, że jego życie, dokonania, a już
szczególnie jego odejście otoczone zostało aurą swoistej
tajemniczości.
W Starym Testamencie znajdujemy plastyczny opis
jego przejścia z tego świata do wieczności.
Pamiętamy,
że Eliasz – tak, jak stał – został zabrany z ziemi na
rydwanie o koniach ognistych.
Wypatrujący za nim jego uczeń i
następca, Elizeusz, otrzymał jeszcze od niego na pożegnanie znak,
potwierdzający, iż będzie obdarzony
przynajmniej w jakimś stopniu jego duchem.
I
chociaż w rozlicznych komentarzach możemy znaleźć zastrzeżenie,
że ów „odjazd” Eliasza na rydwanie mógł być tylko obrazem,
swoistą biblijną metaforą,
a w rzeczywistości mógł Eliasz
po prostu umrzeć w okolicznościach tajemniczych i dla większości
zakrytych, to jednak nic nie zmienia faktu, że był to Prorok o
bardzo silnej osobowości, działający bardzo zdecydowanie,

nauczający z największym przekonaniem i pozostający z Bogiem w
szczególnego rodzaju duchowej więzi.
I
to właśnie dzięki owej więzi Prorok ten – mocą Bożą
oczywiście – dokonywał bardzo niezwykłych znaków i
podejmował działania niezwykle odważne, jak chociażby
pokonanie czterystu pięćdziesięciu „proroków” Baala, i wiele
jeszcze innych działań… Można o nich wszystkich przeczytać w
Pierwszej Księdze Królewskiej.
Wszystko
to spowodowało, że w prorockiej tradycji późniejszych wieków
pojawiło się przekonanie, iż Eliasz – pomimo że odszedł –
jeszcze pojawi się przed końcem świata.
I oto dzisiaj Jezus,
zapytany właśnie o ten ewentualny powrót Proroka, odpowiada swoim
uczniom: Eliasz
istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już
przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak
i Syn Człowieczy
będzie
od nich cierpi
ał.
Odpowiedź
to nieco zaskakująca, ale z drugiej strony – jeśli wziąć pod
uwagę sposób wyrażania się Jezusa – dość logiczna. Bo w
planach i działaniach Bożych nie
jest najważniejsze, czy ten
prorok,
czy inny,
będzie
głosił Boże słowo. Ważne jest, aby słowo to było rzeczywiście
głoszone, aby było głoszone zbawienie.
Sam
Eliasz, o którym tyle dziś mowy, działał
mocą Boża, nie swoją.

On był naprawdę Prorokiem,
a więc tym, który mówił i działał w imieniu Boga.

On nie promował siebie, nie „lansował” się w oczach opinii
publicznej – on
dokładnie
wypełniał posłannictwo,

zlecone mu przez Boga.
A
to posłannictwo
nieraz go dużo kosztowało, stąd
też
były i
takie chwile, kiedy naprawdę miał już dość i chciał
zrezygnować. Wzmacniany
jednak i na nowo motywowany przez Boga

– podejmował kolejne działania. Bo cała sprawa na Bogu była
oparta. Tak
zresztą zawsze jest w
odniesieniu do proroka – jakiegokolwiek.
Prorok
spełnia posłannictwo samego Boga. Dlatego Jezus bez chwili wahania
utożsamia
Eliasza z Janem Chrzcicielem,
a
posłannictwo jednego i drugiego wprost
porównuje
do swojego posłannictwa. Bo jest to jedno
posłannictwo

– różni są
natomiast
głosiciele w różnym czasie.
Ważne
to, moi Drodzy, wskazanie dla nas – także w tym czasie naszej
adwentowej pracy: mamy
słuchać Kościoła,
słuchać
Ojca Świętego, swego Biskupa, swego Proboszcza i innych
duszpasterzy. Ci duszpasterze zmieniają się, zmieniają się
biskupi i papieże.
Ale wszyscy
oni głoszą jedno i to samo przesłanie Boże!

Wszyscy oni są sługami Boga i realizatorami Jego dzieła.
I
nawet, jeżeli jedni
czynią to lepiej, a drudzy gorzej;
jedni
mówią jaśniej, a inni bardziej zawile; jedni są przekonującymi
świadkami, a inni może nawet swoim życiem zaprzeczają temu, co
nauczają – to w każdej wątpliwej sytuacji powinniśmy się
odnosić
bezpośrednio do Boga

jako Tego,
w imię którego każdy z nich naucza i pracuje. I nie
odrzucać nauki Bożej

dlatego, że nauczyciel się „nie sprawdza”…
Co
więcej, nie wolno nam bezczynnie
czekać na to, że to inni będą nas nauczać i wobec nas świadczyć
– a my ich co najwyżej później
ocenimy…
My
także powinniśmy włączyć się w to dzieło Boże!
My
także powinniśmy
się stać sługami tego dzieła! A to konkretnie oznacza, że każdy
z nas – w tej sytuacji, w jakiej się na co dzień znajduje i w
taki sposób, w jaki potrafi – ma
być dla innych świadkiem Jezusa i Jego Ewangelii.
Każdy
z nas ma do tego zaangażować swoje zdolności, swój czas, swoją
dobrą wolę i szczere chęci.
A
choć każdy
będzie to robił inaczej – to
jednak
wszyscy
mamy służyć jednemu i temu samemu dziełu.
Bo
my, chrześcijanie; my, przyjaciele Jezusa – zarówno duchowni, jak
i świeccy – w sprawach związanych z naszą wiarą, a dokładnie:
z dawaniem o niej świadectwa, powinniśmy być dla siebie nie
konkurentami, a współpracownikami.
W
tym kontekście zastanówmy się:
– Czy
każdego swojego duszpasterza – bez względu na jego sposób
mówienia i zdolności – słucham jako przedstawiciela Boga?

Czy
nie zazdroszczę drugiemu jego talentów, zdolności, pracowitości?…

– Czy
moje zachowanie i moje słowa są dla innych świadectwem o Jezusie?

Jakże
wsławiony jesteś, Eliaszu, przez swoje cuda i któż się może
pochwalić, że 
tobie jest równy? […]
Szczęśliwi, którzy cię widzieli, i ci, którzy w miłości
posnęli, albowiem i my na pewno żyć będziemy…

6 komentarzy

  • Jutro w niedziele moja parafia rozpoczyna rekolekcje. Mamy więc dwa powody do radości, z samej niedzieli zwanej Gaudete i z mocy Słowa Ojca rekolekcjonisty, który poruszy nasze serca, byśmy wszyscy odnowili swe przymierze z Bogiem. Duchu Święty mów do nas przez usta Kapłanów.

    • Ja też bardzo lubię rekolekcje – i to właściwie każde: i te parafialne, i te kapłańskie, i te, w których uczestniczę, i te, które prowadzę… To jest zawsze bardzo wyjątkowy czas. Pozdrawiam! Ks. Jacek

  • "– Czy każdego swojego duszpasterza – bez względu na jego sposób mówienia i zdolności – słucham jako przedstawiciela Boga?" – w kwestiach wiary, tak. Mie spotkałem księdza, który interpretując Słowo Boże namawaiłby do zła :). W innych kwestiach z różnych powodów różnie bywa….

    • "W innych kwestiach z różnych powodów różnie bywa…." ??? Czyli nie zawsze się zgadzasz?

      Odpowiem na to samo pytanie co Robert 🙂

      Również się nie spotkałam, żeby jakikolwiek ksiądz namawiał do zła interpretując Słowo Boże, ale zdarzyło mi się mieć inne zdanie, wątpliwości i pamiętam, że pisałam o tym na blogu, bo to też było podczas rekolekcji.
      Pozdrawiam
      Gosia

    • Ja w swym pytaniu dokładnie to miałem na myśli: kwestie wiary i moralności chrześcijańskiej, wynikającej wprost z Ewangelii. Nie chodziło mi natomiast o żadne inne kwestie, w których ksiądz – jak każdy inny – może mieć swoje zdanie, ale z którym to zdaniem można się zgadzać lub nie zgadzać. Pozdrawiam! Ks. Jacek

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.