Gdzie jest Niebo?…

G

Niech
będzie pochwalony Jezus Chrystus! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym
imieniny przeżywa Marcel Kryczka, z moich czasów – Lektor w
Radoryżu Kościelnym. Niech Mu Pan udzieli swoich niebieskich darów!
Zapewniam o modlitwie.
Wspominam
o niebieskich darach dlatego, że dzisiaj kierujemy całą naszą
uwagę ku Niebu, jednocześnie podejmując intensywne starania w celu
„ściągnięcia” tegoż Nieba na ziemię. Więcej o tym w
rozważaniu.
I
tylko jedna uwaga, natury liturgicznej. Niektórzy z Was mogą
dzisiaj usłyszeć inne drugie czytanie od tego, które ja
zamieściłem. Ja bowiem odwołuję się do tego, które znajduje się
w starym Lekcjonarzu, funkcjonującym w większości naszych Parafii.
Tam jednak, gdzie Duszpasterze zdecydowali się na wprowadzenie
nowego, zawierającego odnowione (nie wiem, czy lepsze…)
tłumaczenie Pisma Świętego na język polski, tam będzie inny
fragment.
Przypominam,
że dzisiaj pierwsza niedziela miesiąca. A w Miastkowie Kościelnym
– rocznica Pierwszej Komunii Świętej.
Na
radosne przeżywanie dzisiejszej Uroczystości – niech Was
błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty.
Amen
Gaudium
et spes! Ks. Jacek

Uroczystość
Wniebowstąpienia Pańskiego, C,
w
7 Niedzielę Wielkanocy,
do
czytań: Dz 1,1–11; Ef 1,17–23; Łk 24,46–53

CZYTANIE
Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

Pierwszą
książkę napisałem, Teofilu, o wszystkim, co Jezus czynił i
nauczał od początku aż do dnia, w którym udzielił przez Ducha
Świętego poleceń Apostołom, których sobie wybrał, a potem
został wzięty do nieba. Im też po swojej męce dał wiele dowodów,
że żyje: ukazywał się im przez czterdzieści dni i mówił o
królestwie Bożym.

A
podczas wspólnego posiłku kazał im nie odchodzić z Jerozolimy,
ale oczekiwać obietnicy Ojca. Mówił:

Słyszeliście
o niej ode Mnie: Jan chrzcił wodą, ale wy wkrótce zostaniecie
ochrzczeni Duchem Świętym”.

Zapytywali
Go zebrani: „Panie, czy w tym czasie przywrócisz królestwo
Izraela?” Odpowiedział im: „Nie wasza to rzecz znać czas i
chwile, które Ojciec ustalił swoją władzą, ale gdy Duch Święty
zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w
Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi”.

Po
tych słowach uniósł się w ich obecności w górę i obłok zabrał
Go im sprzed oczu. Kiedy uporczywie wpatrywali się w Niego, jak
wstępował do nieba, przystąpili do nich dwaj mężowie w białych
szatach. I rzekli: „Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i
wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba,
przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba”.

CZYTANIE
Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO EFEZJAN:

Bracia:
Bóg Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał wam ducha
mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego samego, to
znaczy światłe oczy dla waszego serca, tak byście wiedzieli, czym
jest nadzieja waszego powołania, czym bogactwo chwały Jego
dziedzictwa wśród świętych i czym przemożny ogrom Jego mocy
względem nas wierzących na podstawie działania Jego potęgi i
siły, z jaką dokona dzieła w Chrystusie, gdy wskrzesił Go z
martwych i posadził po swojej prawicy na wyżynach niebieskich,
ponad wszelką zwierzchnością i władzą, i mocą, i panowaniem, i
ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym wieku, ale i w
przyszłym.

I
wszystko poddał pod Jego stopy, a Jego samego ustanowił nade
wszystko Głową dla Kościoła, który jest Jego Ciałem, Pełnią
tego, który napełnia wszystko na wszelki sposób.


ZAKOŃCZENIE
EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:
Jezus
powiedział do swoich uczniów: „Tak jest napisane: «Mesjasz
będzie cierpiał i trzeciego dnia zmartwychwstanie; w imię Jego
głoszone będzie nawrócenie i odpuszczenie grzechów wszystkim
narodom, począwszy od Jerozolimy». Wy jesteście świadkami tego.

Oto
Ja ześlę na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w
mieście, aż będziecie uzbrojeni mocą z wysoka”.

Potem
wyprowadził ich ku Betanii i podniósłszy ręce pobłogosławił
ich. A kiedy ich błogosławił, rozstał się z nimi i został
uniesiony do nieba.

Oni
zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do Jerozolimy,
gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i błogosławiąc
Boga.

Dokąd
tak naprawdę odszedł dzisiaj Jezus? Powiemy: przecież to
oczywiste! Do Nieba! Czyli konkretnie dokąd? Gdzie jest
Niebo? Czym jest Niebo? Czy to jakaś – jak to niekiedy
dzieci rysują na różnych swoich dziecięcych obrazkach –
kształtna, pulchna chmurka, na której siedzi sobie jakiś
słodki i miły Dziadziuś z długą brodą, a obok Niego tańczą
aniołki?… To wizja dziecięca i dzieciom możemy taką pokazywać,
ale nie może się nią zadowolić dojrzały chrześcijanin.

Czym
zatem jest Niebo?
Gdzie jest jego lokalizacja? Gdzieś na górze?
Ponad naszymi głowami, ponad chmurami? Przecież wiemy, co jest
ponad pułapem chmur
– wystarczy jedna podróż samolotem. Czy
zatem myśląc o Niebie, mamy się tak samo wpatrywać w
przestrzeń ponad nami, jak Apostołowie wpatrywali się zaraz po
tym, jak odszedł od nich Jezus? Czy my tak samo mamy zadrzeć głowy
do góry i wpatrywać się – żeby nie powiedzieć: gapić się
– w przestworza? Chyba jednak nie o to chodzi.

Apostołów
z letargu wybudziły tajemnicze dwie postacie w białych szatach,
które rzekły: Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i
wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba,
przyjdzie tak samo, jak widzieliście Go wstępującego do nieba.


Co
ciekawe, tenże sam Łukasz Ewangelista, który jest Autorem Dziejów
Apostolskich, w dzisiejszym zakończeniu swojej Ewangelii przytacza
takie oto słowa Jezusa, skierowane do Apostołów, a wypowiedziane w
owych ostatnich momentach Jego pobytu na świecie: Oto Ja ześlę
na was obietnicę mojego Ojca. Wy zaś pozostańcie w mieście, aż
będziecie uzbrojeni mocą z wysoka.
I przedstawia
następującą reakcję Apostołów na Wniebowstąpienie ich Mistrza:
Oni zaś oddali Mu pokłon i z wielką radością wrócili do
Jerozolimy, gdzie stale przebywali w świątyni, wielbiąc i
błogosławiąc Boga.
Zobaczmy – zupełnie inna reakcja od
tej, o której mowa w pierwszym czytaniu.

Czy
zatem Łukasz już sam sobie zaprzecza, czy się pogubił w
różnych wersjach zdarzeń, które próbuje nam przekazać? I –
wracając do wcześniejszych pytań – dokąd się w końcu udał
Jezus,
skoro jednak uniósł się w górę, a my dzisiaj mówimy,
że tam, w górze, ponad chmurami, to nie jest owo miejsce, o
którym dziś rozważamy
. Co więcej, uznajemy jako
prawdę, zawartą w katolickim nauczaniu, że Niebo to tak naprawdę
w ogóle nie jest żadne miejsce, tylko stan: stan
absolutnego zjednoczenia człowieka z Bogiem na całą wieczność!

Oczywiście,
nam to trudno przyjąć, bo my jesteśmy przyzwyczajeni do czasu i
przestrzeni,
którymi wyznaczamy i określamy bieg naszego życia
na tym świecie, a Jezus, wstępując dzisiaj do Nieba, nie tyle
zmienił miejsce swego przebywania, ile nas wszystkich zaprosił,
a wręcz wezwał – do zmiany myślenia!
Do całkowitej zmiany
postrzegania rzeczywistości niebieskiej! A w tym kontekście –
także rzeczywistości ziemskiej.

A
w ten sposób – jak pisze dziś do Efezjan Święty Paweł – Bóg
Pana naszego Jezusa Chrystusa, Ojciec chwały, dał
[nam]
ducha mądrości i objawienia w głębszym poznawaniu Jego
samego, to znaczy światłe oczy dla
[naszego]
serca, tak [byśmy]
wiedzieli, czym jest nadzieja [naszego]
powołania, czym bogactwo chwały Jego dziedzictwa wśród
świętych.

I
to właśnie On, Bóg Ojciec – jak czytamy dalej – wskrzesił z
martwych Jezusa i posadził po swojej prawicy na wyżynach
niebieskich, ponad wszelką zwierzchnością i władzą, i mocą, i
panowaniem, i ponad wszelkim innym imieniem wzywanym nie tylko w tym
wieku, ale i w przyszłym. I wszystko poddał pod Jego stopy, a Jego
samego ustanowił nade wszystko Głową dla Kościoła, który jest
Jego Ciałem…

Można
powiedzieć, że Święty Paweł – w jakiś tajemniczy i przedziwny
sposób – zajrzał za zasłonę Nieba, aby opowiedzieć nam
o tej niezwykłej królewskiej koronacji, jakiej Bóg dokonał wobec
swego Syna. Wiemy, że Paweł nie mógł tego widzieć w
sposób fizyczny, ale do takich właśnie wniosków doprowadziło go
ogólne rozumienie tajemnicy Chrystusa, a to z kolei dzięki
temu, że Jezus swoim życiem, swoją Męką, Śmiercią i chwalebnym
Zmartwychwstaniem – a dzisiaj dodajemy, że także
Wniebowstąpieniem – po prostu przybliżył nam Niebo! Jakby
je ściągnął w pewnym sensie na ziemię. A przynajmniej –
bardzo zbliżył do ziemi…

Odchodząc
z tego świata, wydał polecenia swoim Apostołom i uczniom – czyli
tak naprawdę nam wszystkim – abyśmy kontynuowali Jego dzieło.
Wyraźnie dziś powiedział do tych, którzy – jak słyszymy w
pierwszym czytaniu – towarzyszyli Mu w owym ostatnim momencie: Gdy
Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi
świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po
krańce ziemi.
I wiemy, moi Drodzy, że tego słowa
dotrzymał. Bo kiedy zstąpił Duch Święty, młody Kościół po
prostu eksplodował potężnym entuzjazmem i huraganową wręcz
radością.

Kiedy
czytamy kolejne zdania i perykopy Księgi Dziejów Apostolskich, to
chyba możemy powiedzieć, że panowała w nim
iście
niebiańska atmosfera.

Cuda i znaki, jakie dokonywały się przez ręce Apostołów, ale
nade wszystko ten
niezwykły
duch radości i nadziei,

optymizmu i szczęścia, porażał wręcz
i
zarażał wszystkich wokół.

Młody
Kościół rozwijał się i 
pomnażał
liczbę swoich wyznawców

w tempie, które chyba nigdy już miało się nie powtórzyć w
historii.

A
to wszystko, moi Drodzy, pokazuje, że 
Niebo
naprawdę zbliżyło się do ziemi.

Bo po to właśnie Jezus do Niego wstąpił, aby je nam przybliżyć.
Ojciec Święty Benedykt XVI, w swojej fenomenalnej książce:
„Jezus
z Nazaretu”,
posługuje
się nawet takim ciekawy i oryginalnym obrazem, że Jezus, kiedy w
tej ostatniej chwili,
przed
Wniebowstąpieniem,

stanął przed swymi uczniami i wzniósł ręce to błogosławieństwa,
to tak, jakby
tymi
rękoma rozsunął nad nimi zasłonę Nieba,

aby stamtąd spłynęło na nich wszelkie błogosławieństwo i
liczne duchowe dary. Bardzo ciekawe porównanie. I bardzo celne.

Bo
Jezus po to właśnie wstąpił do Nieba, aby nam
stamtąd
dać jak najwięcej.

I gdybyśmy teraz chcieli wrócić do 
owego
pierwszego pytania, które postawiliśmy sobie na początku
rozważania, czyli
dokąd
tak naprawdę poszedł,
gdzie
jest to całe Niebo, skoro mówi się, że to nie miejsce, tylko stan
bliskości Boga; dokąd zatem Jezus odszedł – to odpowiemy,
że
to
zupełnie
nieważne!
Naprawdę nie musimy tego roztrząsać!

Jezus odszedł w postaci widzialnej, zmienił formę swojego
bytowania wśród uczniów – bo przecież
pozostał
z
nimi, jak obiecał,

tylko w inny sposób – aby tym swoim odejściem przekierować
myślenie swoich uczniów. Czyli także nasze. Abyśmy po prostu to
Niebo
zaczęli zaprowadzać w swoich sercach,
a
tym samym – także
w
swoim otoczeniu.

W swojej codzienności. Bo to jest jedyna droga do tego, byśmy się
w nim znaleźli na całą wieczność.

A
wtedy naprawdę
nie
będziemy musieli martwić się,

gdzie to Niebo jest i jakie ono jest. Bo to naprawdę nie ma
znaczeni
a!
Istotne znaczenie ma to,
ile
tego Nieba jest w naszych sercach,

ile go jest w naszej codzienności. I na ile ta nasza codzienność
jest
przedsionkiem
Nieba,

a na ile – aż strach to wypowiedzieć – przedsionkiem piekła.

Jezusowi
bardzo zależy na tym, abyśmy codziennie coraz bardziej
przemieniali
naszą rzeczywistość,
w
której żyjemy, w rzeczywistość niebieską. W sposób jak
najbardziej realny i skuteczny. Czyli żebyśmy nie wpatrywali się w
niebo, jak na tym dzisiaj zostali „przyłapani” uczniowie Jezusa,
to znaczy: byśmy
nie
pozostali tylko 
w
sferze

marzeń,

tanich obietnic, wielkich słów, szumnych deklaracji,
ale
wzięli
się
solidnie
do pracy. Nade wszystko –
do
pracy nad sobą
i
nad swoją osobistą relacją z Bogiem.

A
chodzi, moi Drodzy, o wypracowanie takiej relacji, o której będziemy
mogli powiedzieć, że naprawdę
zbliża
nas ona do 
Jezusa
i czyni z naszej rzeczywistości, w której żyjemy, przedsionek
Nieba. Chodzi tu zatem konkretnie o taką moją bliskość z Jezusem,
że
ja
jestem z Nim zawsze, że ja o Nim często myślę,

ciągle z Nim rozmawiam – spontanicznie, za pomocą aktów
strzelistych, czy 
też
krótkich, pojedynczych zdań, wypowiadanych w ciszy swego serca w
ciągu dnia, w trakcie codziennych zajęć,
kiedy
tylko jest taka potrzeba…


Przy
czym nie chodzi o to, aby nic nie robić, zawiesić wszelką
codzienną działalność, a 
całymi
dniami odmawiać pacierze,
jeździć
na wszystkie możliwe pielgrzymki i spotkania modlitewne, zaniedb
ując
codzienne obowiązki –
to
nie w tym rzecz!

Chodzi o to, aby te swoje codzienne obowiązki i całą
rzeczywistość, w jakiej żyjemy,
uświęcić
obecnością Jezusa.

Aby Mu ją oddać, ofiarować. Aby z Nim
stale
rozmawiać, o wszystkim Mu mówić.
Prosić
Go o pomoc w każdej, nawet najdrobniejszej sprawie. Ale też
dziękować
Mu za to, co daje, i 
przepraszać
za to, co nam się nie udaje… A jednocześnie, starać się z tego,
co złe, ciągle poprawiać.

Nade
wszystko zaś, utrzymywać
stały
stan łaski uświęcającej,

spowiadając się nie rzadziej, jak co miesiąc – i 
stale
przyjmując Komunię Świętą.

Także –
czytać
Boże słowo

i starać się wprowadzać je w życie. I w świetle tego Słowa
podejmować swoje codzienne, życiowe decyzje, i dokonywać wszelkich
moralnych wyborów. O tym, moi Drodzy, mówimy.

W
ten sposób
Niebo
realnie zbliży się do ziemi

– do tej naszej ziemi, po której stąpamy i którą staramy się
przemieniać swoją pracą i swoim zaangażowaniem. Możemy –
i
powinniśmy –

czynić
to
razem
z Jezusem.

I nie chodzi o to – jeszcze raz to podkreślmy – abyśmy do
naszego domu i do naszego życia
wprowadzili
atmosferę zakonu o ścisłej regule milczenia

i innych surowych wymogach – nic z tych rzeczy!

Chodzi
o to, abyśmy ciągle pamiętali, że 
Jezus
jest z 
nami
tu i teraz.
Że
jest On teraz przy mnie. I dobrze

wie, co ja
w
tej chwili
robię,
co myślę i mówię, co ja przeżywam w sercu. On to wie.
I
On bardzo chce mi pomóc.

Ale jeżeli ja ciągle próbuję sobie radzić sam, to On na pewno
nie będzie mnie na siłę uszczęśliwiał.

Odważmy
się zatem, moi Drodzy, wejść z Jezusem w taką bliską relację.
To
naprawdę jest możliwe!
I
to nam nie zakłóci naszego programu dnia, nie będzie kolejnym
obowiązkiem, dodanym do tych wielu, które już mamy. Wprost
przeciwnie, to nam
pomoże
nasze codzienne obowiązki sumiennie spełniać.

I nie stracić motywacji do tego, by je w ogóle chcieć spełniać,
by codziennie rano wstawać i zabierać się znowu za to samo, co
robiliśmy wczoraj i przedwczoraj, i jeszcze wcześniej –
widząc
w tym wszystkim sens i cel.
To
jest możliwe!

Szybko
przekonamy się, że 
takie
życi
e
ma sens, że jest piękne i daje radość,
a
Jezus może wręcz namacalnie i w sposób cudowny działać. I wtedy
nie będzie problemu z przyjściem na Mszę Świętą w niedzielę,
czy
nawet w zwykły dzień, czy na nabożeństwo majowe, czy czerwcowe,
bo ja nie będę na to patrzył
jak
na przykry obowiązek,

tylko jako na 
wielką
szansę i ogromną radość,

że mogę spotkać się z tym, którego tak bardzo kocham – i który
mnie
bezgranicznie kocha.


A
wtedy – jeszcze raz to podkreślmy – prawdziwe cuda będą się
działy w naszym życiu. I nawet największe trudności nie będą
dla nas „początkiem końca świata”,
tylko
sprawą,
z
którą się trzeba zmierzyć i którą trzeba rozwiązać

– którą się przede wszystkim da rozwiązać – bo Jezus będzie
ją rozwiązywał razem z nami. Właśnie ta codzienna, taka –
powiedzielibyśmy z jednej strony –
intensywna
więź z Jezusem,

a z drugie
j
strony powiemy:
taka
zwyczajna,

normalna więź – to jest ten prze
dsionek
Nieba w naszej codzienności, o którym tu sobie dzisiaj tyle mówimy.

I
najlepiej byłoby teraz, moi Drodzy, żebyście słuchając tego, co
tu nieudolnie próbuję sobie i Wam powiedzieć,
nie
wierzyli mi na słowo,

ale spróbowali o taką więź z Jezusem zawalczyć, taką
wprowadzić, żeby się
zorientować,
czy to ma w ogóle sens…

Ja jestem przekonany, że ma. Ale – przekonajcie się sami!

4 komentarze

  • Niestety nie pamiętam drugiego Czytania w mojej parafii, ale wychwyciłam błąd lektora czytającego pierwsze Czytanie, gdy przeczytał, że Jezus ukazywał się nie przez czterdzieści dni a przez trzydzieści dni. Nie wiem czy się przejęzyczył czy miał źle napisane, bo czytał z kartki.
    Odnośnie Ewangelii, to my Jezu, ludzie XXI wieku wciąż potrzebujemy Bożej pomocy, " mocy z wysoka" i wciąż pamiętamy wołanie Twojego Namiestnika, Jana Pawła II,pamiętamy choć dziś minęło 40 lat i prosimy wraz naszym Rodakiem "Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!. Amen."

  • Gdzie jest niebo? Byłam na mszy dla dzieci i br. Wojciech w nauce inscenizowal scenkę Wniebowstąpienia. Mianowicie do balonika przywiązał obrazek Pana Jezusa i powoli balonik unosił
    się w górę. Następnie wytłumaczył, że zbliżamy się do Pana Jezusa przez spowiedź, czytanie Pisma Świętego, modlitwę, dobre uczynki itd. Za każdy taki gest Pan Jezus zbliżał się do nas czyli opuszczał balonik niżej. Faktycznie zbiżając się do nieba, to Pan Jezus zbliża się do nas, wszak my jesteśmy ciàgle na ziemi.
    Jedno z dzieci rozbawiło uczestników Eucharystii bo powiedziało, że Pan Jezus uciekł do nieba. Faktycznie jeśli by balonik został wypuszczony do góry to by uciekł razem z Panem Jezusem.
    Pozdrawiam. Wiesia.

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.