Kto nie wyrzeka się wszystkiego…

K

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! A to niespodzianka! Słówko z Syberii – w nowej odsłonie! Dziękujemy za to podwójne autorstwo, a Księdza Pawła witamy na pokładzie! Ogarniamy modlitwą Jego posługę, a także wszystkie sprawy, o których pisał Ksiądz Marek, Bożemu zaś miłosierdziu polecamy obie Osoby zmarłe. Niech Pan da im cieszyć się Niebem, do którego tak solidnie się przygotowywały. Modlimy się o pozwolenie na budowę domu parafialnego w Surgucie i o szczęśliwy przebieg pracy remontowych w Kogałymie.

Moi Drodzy, wczoraj imieniny przeżywała Pani Regina Gromoł, do końca sierpnia – Dyrektor Liceum im. Lelewela w Żelechowie. Kilka dni temu odbyła się uroczystość podziękowania Pani Dyrektor za czterdzieści lat pracy jako Nauczyciela, w tym dwanaście – jako Dyrektora. Życzymy, aby emerytura była czasem takiej samej, jak dotąd, twórczej aktywności – dla dobra ludzi, na których Pani Dyrektor jest tak bardzo otwarta. Ze swej strony – zapewniam o modlitwie!

A ja – jak w każdą niedzielę teraz – pozdrawiam z Samogoszczy. I życzę Wszystkim pięknej niedzieli! Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

23 Niedziela zwykła, C,

do czytań: Mdr 9,13–18b; Flm 9b–10.12–17; Łk 14,25–33

CZYTANIE Z KSIĘGI MĄDROŚCI:

Któż z ludzi rozezna zamysł Boży albo któż pojmie wolę Pana? Nieśmiałe są myśli śmiertelników i przewidywania nasze zawodne, bo śmiertelne ciało przygniata duszę i ziemski przybytek obciąża lotny umysł.

Mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi, z trudem znajdujemy, co mamy pod ręką, a któż wyśledzi to, co jest na niebie? Któż poznał Twój zamysł, gdybyś nie dał Mądrości, nie zesłał z wysoka Świętego Ducha swego?

I tak ścieżki mieszkańców ziemi stały się proste, a ludzie poznali, co Tobie przyjemne, a wybawiła ich Mądrość.

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO FILEMONA:

Najdroższy: Jako stary Paweł, a teraz jeszcze więzień Chrystusa Jezusa, proszę cię za moim dzieckiem, za tym, którego zrodziłem w kajdanach, za Onezymem. Jego ci odsyłam; ty zaś jego, to jest serce moje, przyjmij do domu. Zamierzałem go trzymać przy sobie, aby zamiast ciebie oddawał mi usługi w kajdanach noszonych dla Ewangelii. Jednakże postanowiłem nie uczynić niczego bez twojej zgody, aby dobry twój czyn był nie jakby z musu, ale z dobrej woli. Może bowiem po to oddalił się od ciebie na krótki czas, abyś go odebrał na zawsze, już nie jako niewolnika, lecz więcej niż niewolnika, jako brata umiłowanego. Takim jest on zwłaszcza dla mnie, ileż bardziej dla ciebie zarówno w doczesności, jak w Panu. Jeśli więc się poczuwasz do łączności ze mną, przyjmij go jak mnie.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Wielkie tłumy szły z Jezusem. On zwrócił się i rzekł do nich: „Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem.

Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.

Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw, a nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby założył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy patrząc na to zaczęliby drwić z niego: «Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć».

Albo który król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju.

Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem”.

Wsłuchujemy się uważnie w Boże słowo, jakie zostało do nas skierowane, zawsze pamiętając, że nie jest to tylko jakiś kolejny punkt w trakcie Mszy Świętej, ale Słowo, które Bóg kieruje do nas, konkretnych ludzi, żyjących i mieszkających w tej Parafii, mających takie czy inne problemy, sprawy, codzienne zmartwienia. To właśnie do nas dzisiaj Bóg mówi. I właśnie do nas kieruje słowa, które uważnego słuchacza chyba mocno zaskoczą…

Tyle bowiem zawsze słyszymy nawoływania do miłości wzajemnej, do przebaczenia, do cierpliwego znoszenia przeciwności ze strony ludzi – przecież takie wezwania to znaki rozpoznawcze nauki Jezusa Chrystusa – a oto dzisiaj słyszymy: Jeśli kto przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. O co tu chodzi?

Pewnym wyjaśnieniem są zapewne słowa kończące Ewangelię: Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem. A zatem, nie chodzi tu o nienawiść w znaczeniu, w jakim my ją pojmujemy, ale o nienawiść, rozumianą jako wyrzeczenie się przemijających dóbr tego świata.

Musimy bowiem stale pamiętać, że Ewangelia pisana była w narodzie i kulturze żydowskiej, tak bardzo różnej od naszej kultury. A więc sposób wyrażania się Autorów biblijnych, także samego Jezusa, jest dla nas dzisiaj nieraz mocno zaskakujący, ale jest on takim, jakim posługiwali się wówczas pisarze i nauczyciele. Czasami są tam bardzo mocne stwierdzenia – może się nam wręcz wydawać, że przesadzone – ale w taki właśnie sposób się tam wówczas wyrażano.

Stąd też słowo „nienawiść” zdaniu, wypowiedzianym przez Jezusa, nabiera innego znaczenia. Mówiąc naszym dzisiejszym językiem, pewnie lepiej byłoby powiedzieć: «Jeśli ktoś tak się przywiązuje do ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, że stawia ich ponad Mnie, czy też przede Mną, ten nie jest Mnie godzien».

Owszem, każdy jest zobowiązany do miłości wobec swoich rodziców, wobec najbliższych, ale miłość ta musi współgrać z naszym nastawieniem do samego Boga. Nie może być tak, że zatroskanie o najbliższych powoduje, iż zapominamy o Bogu. Nie da się wówczas mówić o prawdziwej miłości. A poza tym, nie udźwigniemy wszystkich naszych codziennych problemów, gdyż zwyczajnie zostaniemy wówczas sami na „polu walki”.

Inaczej jest, kiedy nasze przywiązanie do najbliższych wiąże się z miłością do Boga, z niej wypływa i do niej prowadzi. Kiedy miłość do Boga wyraża się w miłości do człowieka. Wtedy wszystko jest na swoimi miejscu i we właściwej kolejności. Takiej postawy domaga się od nas zwykła ludzka roztropność i życiowa mądrość, którą ukazuje nam Jezus, mówiący do nas w dzisiejszej Ewangelii.

Ta roztropność i ta mądrość każe chrześcijaninowi zaufać Bogu, a nie sobie. Przykład budowniczego wieży, który podjął się wielkiego dzieła, a nie zdołał go wykończyć, lub też przykład króla, który nie jest w stanie podjąć walki, gdyż ma za małe siły, powinien być dla nas zachętą do polegania wyłącznie na Bogu, a nie na naszych własnych zdolnościach, majątku, również – na naszej codziennej pracy i codziennym zabieganiu.

Tak wiele krzątaniny podejmujemy na co dzień, tyle spraw wypada nam załatwić, tyle rozwiązać problemów i może się zdarzyć, że tak zabiegani, wpatrzeni ciągle w ziemię i sprawy tej ziemi – zapomnimy w końcu spojrzeć w górę, gdzie jest Niebo, gdzie jest Bóg… Trzeba nam wszystkim odważyć się oderwać wzrok od ziemi, od tych codziennych szarych problemów, aby zobaczyć nowe światło nadziei, jakie sam Bóg nam daje.

To On nadaje sens naszemu zabieganiu, naszej codziennej krzątaninie. Od nas oczekuje, że będziemy pamiętali, iż – jak słyszeliśmy w pierwszym czytaniu – nieśmiałe są myśli śmiertelników i przewidywania nasze zawodne, bo śmiertelne ciało przygniata duszę i ziemski przybytek obciąża lotny umysł. Mozolnie odkrywamy rzeczy tej ziemi, z trudem znajdujemy, co mamy pod ręką, a któż wyśledzi to, co jest na niebie?

A w Psalmie śpiewaliśmy: Obracasz w proch człowieka i mówisz: „Wracajcie synowie ludzcy”. Bo tysiąc lat w Twoich oczach jest jak wczorajszy dzień, który minął, albo straż nocna. Porywasz ich, stają się niby sen poranny, jak trawa, która rośnie: rankiem zielona i kwitnąca, wieczorem więdnie i usycha.

Trzeba uczciwie przyznać, że nie jest to zbyt radosny i optymistyczny obraz, prawda? Ciągle tu mowa o przemijaniu, o bezsensowności ludzkich zamierzeń. Tak jednak nie jest! Autorzy biblijni, wskazując rzeczywiście marność ludzkich zabiegów, wskazują jednocześnie, że działania te nabiorą sensu, gdy będziemy je podejmowali w łączności z Bogiem i na Jego chwałę. Gdy będziemy przyzywali Jego Mądrości, gdy o tę Mądrość będziemy prosili, gdy w tę Mądrość będziemy się wsłuchiwali.

Autor biblijny mówi: Któż poznał Twój zamysł, gdybyś nie dał Mądrości, nie zesłał z wysoka Świętego Ducha swego? I tak ścieżki mieszkańców ziemi stały się proste […] a wybawiła ich Mądrość. Nasza życiowa mądrość również na tyle będzie prawdziwa, na ile opierać się będzie na Bożej mądrości, na ile będziemy do tej Bożej mądrości się odwoływali. I może warto zapytać, na ile już teraz odwołujemy się do Bożej mądrości, na ile potrafimy – albo też: mamy odwagę – rezygnować z własnych przyzwyczajeń, z przekonania o własnej mądrości.

Dlatego właśnie tutaj jest miejsce na pytanie o naszą modlitwę, w trakcie której Bóg do nas mówi. On naprawdę mówi słowami Modlitwy, której sam nas nauczył, czy też słowami Pozdrowienia Anielskiego, lub kiedy przypomina nam treść naszej wiary w Składzie Apostolskim, albo kiedy przypomina nam swoją wolę w Dziesięciu Przykazaniach, lub też kiedy przemawia do naszych serc słowami innych modlitw… Ale także, kiedy rozmawiamy z Nim „swoimi słowami”, czy trwamy przed Nim w ciszy serca… Jak więc wygląda nasza modlitwa?

Czy w codziennym pacierzu odwołujemy się do Bożej mądrości? Czy odwołujemy się do niej w czasie Mszy Świętej, poprzez słuchanie Bożego Słowa, poprzez głębokie przeżywanie całej Liturgii, poprzez przyjęcie samego Chrystusa do serca w Komunii Świętej? Przecież to są źródła prawdziwej Mądrości!

I wreszcie – na ile potrafimy poszukiwać Bożej mądrości w codziennym, wspólnym rozwiązywaniu problemów rodzinnych, które przecież ciągle się pojawiają – i będą się pojawiały! Czy potrafimy je rozwiązywać po Bożemu? Czy wspólnie poszukujemy takich rozwiązań, które są zgodne z zasadami chrześcijańskimi, czy nie uciekamy się do kłótni, niezgody, a może nawet – do rękoczynów? Nic takie rozwiązania nie mają wspólnego z Bożą mądrością.

Dlatego trzeba nam ciągle pokonywać w sobie egoizm i to wszystko, co powoduje, iż jesteśmy zapatrzeni w siebie, ufni tylko we własną mądrość.

Właśnie do takiej rezygnacji z siebie, a konkretnie: do rezygnacji z praw, które przysługiwały każdemu właścicielowi niewolników, zachęca Święty Paweł Filemona. Słyszymy o tym w dzisiejszym drugim czytaniu. Onezym – niewolnik, należący do Filemona – ucieka z jego majątku. Chroni się u Świętego Pawła. Święty Paweł waha się, co w tej sytuacji zrobić, ale ostatecznie decyduje się odesłać go do jego pana – zważywszy na to, że zarówno Onezym, niewolnik, jak i jego pan, Filemon, są już chrześcijanami.

Święty Paweł – tego nie usłyszeliśmy dzisiaj w czytaniu, ale jest to w dalszej części Listu do Filemona – odwołuje się do jakiegoś wydarzenia, jakiegoś uczynku, za który Filemon powinien być Pawłowi wdzięczny. Nie wiemy, o co chodzi, ale właśnie tę wdzięczność ma Filemon wyrazić poprzez darowanie Onezymowi kary za ucieczkę. W czytaniu dzisiejszym usłyszeliśmy tylko: Jeśli więc poczuwasz się do łączności ze mną, przyjmij go jak mnie.

Wielkim autorytetem dla Filemona musiał być Święty Paweł, skoro – w imię Chrystusa – domagał się od niego tak wiele. I bardzo zdrowego ducha musiał zaszczepić Filemonowi, ducha chrześcijańskiego, skoro tak śmiało domagał się od niego naprawdę trudnej – jak na owe czasy – rzeczy, czyli podarowania kary niewolnikowi, uciekinierowi.

Wiemy bowiem, że taka ucieczka była wówczas surowo, a wręcz okrutnie karana: na czole sprawcy – rozgrzanym do czerwoności metalem – wypalano literę: „F”, jako pierwszą literę łacińskiego słowa: fugitivus”, czyli: „uciekinier”; posyłano go odtąd do najcięższych prac, a na szyję nakładano mu obrożę, którą miał nosić do końca życia. O ile w ogóle ten właśnie koniec życia nie był jego pierwszą i jednocześnie ostatnią karą, bo przecież niewolnik – w hierarchii osób i rzeczy swego właściciela – zajmował pierwsze miejsce wśród rzeczy: pan mógł z nim zrobić dokładnie to, co chciał! Tam nie było mowy o jakichś ludzkich prawach!

I właśnie to wszystko mając na uwadze, Paweł jednak decyduje się odesłać Onezyma do swego pana. Podkreślmy jeszcze raz: jeden jest panem, drugi niewolnikiem, a obaj są chrześcijanami… Bardzo ciekawa sytuacja, prawda? Zważywszy, że mówimy o pierwszych chrześcijanach, czyli o tych bardzo żarliwych i totalnie oddanych swej wierze, a nie takich „półsennych”, jak my dzisiaj…

Jak ostatecznie skończyła się cała sprawa – nie wiemy. Należy jednak sądzić – możemy chyba mieć taką nadzieję – że prośba Świętego Pawła została spełniona i Filemon zdobył się na to, aby zrezygnować ze swego prawa do wymierzenia kary, a także – zapewne – ze swych ludzkich przyzwyczajeń. I jednak przyjął z powrotem Onezyma, ale już nie tyle jako niewolnika – choć ten, w sensie formalnym, zapewne nim pozostał – ale jako brata w jednej wierze!

I do nas także, jak do Filemona, Święty Paweł kieruję swą odważną zachętę do rezygnacji z naszych przyzwyczajeń, do rezygnacji z samych siebie i tego, co jest w nas z egoizmu i z ludzkiej mądrości. Razem ze Świętym Pawłem wsłuchujemy się uważnie w słowa Chrystusa: Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem.

Usłyszmy do dobrze: Wszystkiego co posiada! A zatem, nie tylko tego, co posiadamy w tym wymiarze materialnym, a bardziej tego, co jest naszym złym bogactwem, balastem, w sensie duchowym, to znaczy: naszych wad, przyzwyczajeń, egoizmu, naszego uporu, przekonania o swojej racji, naszej kłótliwości i czepiania się o wszystko… A w tej materii – powiedzmy to szczerze – każdy z nas naprawdę sporo posiada…

Da się z tego zrezygnować? A w ogóle – chcemy z tego rezygnować? Warto w ogóle z tego rezygnować? To już każdy sam musi sobie – i Jezusowi – szczerze odpowiedzieć. Ale jeżeli tak – to radykalnie, całkowicie! I od razu, czyli od dzisiaj!

2 komentarze

  • Byłam na odpuście u Kamedułów , z okazji Narodzenia Najświętszej Maryi Panny, na Eucharystii z Nieszporami, pod gołym niebem więc słyszałam inną Ewangelię o Nawiedzeniu Św. Elżbiety, ale do południa przeczytałam dzisiejsze Słowa Boże na blogu.
    Zauważyłam jednak ,że Maryja łączyła w swoim życiu zadania ucznia i nauczyciela. Była pilną uczennicą Boga Ojca, gdy nie rozumiała, to pytała i realizowała wolę Ojca. U Elżbiety była nauczycielką i głosicielką Bożej Prawdy. A słowa dzisiejsze wypowiedziane przez Jezusa dotyczyły również Jej. „Kto nie nosi swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.” Ona była pierwszą , która bez szemrania wzięła swój ludzki krzyż i niosła wytrwale przez całe życie. To Ona dziewczyna z Nazaretu, wybranka Boga, wyrzekła się grzechu, ludzkich przywiązań i zjednoczyła się z Miłością odwieczną, Duchem Świętym i stała się Rodzicielką Syna Bożego. Wyrzekła się wszystkiego, by posiąść wszystko co Bóg jej zaoferował. Spełniła swym życiem słowa Jezusa „Tak więc nikt z was, kto nie wyrzeka się wszystkiego, co posiada, nie może być moim uczniem” To Ona Matka pilnie słuchała i rozważała co mówił do Niej Jej Syn.

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.