Jak przekonać do siebie Boga?…

J

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Maciej Dziak, Lektor z Miastkowa, mój były Uczeń. Życzę Mu takiej wytrwałości na modlitwie i takiej stałej bliskości Jezusa, o jakiej mowa w dzisiejszym rozważaniu. Zapewniam o modlitwie!

Moi Drodzy, dziękuję Bogu za wczorajsze spotkanie na Uczelni, szumnie nazwane wykładem. Było to – owszem – moje wystąpienie, którego cierpliwie wysłuchało grono Osób, między innymi będących Uczestnikami tak zwanego Uniwersytetu Otwartego, który jest prowadzony przy Uniwersytecie siedleckim.

Bardzo natomiast ucieszyła mnie obecność Pani Rektor, Profesor Tamary Zacharuk, oraz Pani Prorektor do spraw studiów, Profesor Anny Charuty; a także Pani Doktor Beaty Czeluścińskiej, Kierownika Rektoratu, czy też Pani Magister Ewy Nasiłowskiej, Sekretarza Rektora; a także Pani Magister Ewy Kozarskiej, Kierownika Biblioteki uniwersyteckiej.

Ciekawe pytania i dyskusja po wykładzie, czy potem jeszcze dobra rozmowa w gabinecie Pani Rektor, dopełniły całości. Pani Rektor zresztą zapowiedziała jakąś formę cykliczności tych spotkań. Będzie to jeszcze ustalone. Dla mnie osobiście było to naprawdę duże wydarzenie. Bogu niech będą dzięki!

Wcześniej natomiast, w ciągu dnia – tak, jak przedwczoraj, i jak będzie dzisiaj – razem z Księdzem Tomaszem, moim Współpracownikiem, odwiedzaliśmy Studentów na różnych wykładach, na które udało nam się dotrzeć, aby zapraszać Ich do włączenia się w Duszpasterstwo akademickie. Z ust wielu Osób, które w tym Duszpasterstwie uczestniczyły przed laty, słyszeliśmy nieraz, że jeszcze nie tak dawno to Studenci przychodzili i dopytywali o spotkania, a teraz Duszpasterze akademiccy chodzą i zapraszają, a mało kto przychodzi. Ale – cóż. Dzisiejsze słowo Boże daje w tej kwestii pewne wskazania.

Moi Drodzy, przypominam: nieustająco wspieramy Księdza Marka!

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Czwartek 27 Tygodnia zwykłego, rok I,

do czytań: Ml 3,13–20a; Łk 11,5–13

CZYTANIE Z KSIĘGI PROROKA MALACHIASZA:

Bardzo przykre stały się wasze mowy przeciwko Mnie”, mówi Pan. „Wy zaś pytacie: «Cóż takiego mówiliśmy między sobą przeciw Tobie?» Mówiliście: «Daremny to trud służyć Bogu. Bo jakiż pożytek mieliśmy z tego, żeśmy wykonywali polecenia Jego i chodzili smutni w pokucie przed Panem Zastępów? A teraz raczej zuchwałych nazywamy szczęśliwymi, bo wzbogacili się bardzo ludzie bezbożni, którzy wystawiali na próbę Boga, a zostali ocaleni»”.

Wtedy mówili między sobą ludzie bojący się Boga, a Pan uważał i to posłyszał. Zapisano to w Księdze Wspomnień przed Nim dla dobra bojących się Pana i czczących Jego imię. „Oni będą moją własnością, mówi Pan Zastępów, w dniu, w którym będę działał, a będę dla nich łaskawy, jak jest litościwy ojciec dla syna, który jest mu potrzebny. Wtedy zobaczycie różnicę między sprawiedliwym a krzywdzicielem, między tym, który służy Bogu, a tym, który Mu nie służy.

Bo oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego promieniach”.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: «Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać». Lecz tamten odpowie z wewnątrz: «Nie naprzykrzaj mi się. Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie».

Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje.

I Ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajdzie, a kołaczącemu otworzą.

Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą?”

Trudno się dziwić, że przykrymi dla Boga – jak słyszymy w dzisiejszym pierwszym czytaniu – były te mowy ludzi: Daremny to trud służyć Bogu. Bo jakiż pożytek mieliśmy z tego, żeśmy wykonywali polecenia Jego i chodzili smutni w pokucie przed Panem Zastępów? A teraz raczej zuchwałych nazywamy szczęśliwymi, bo wzbogacili się bardzo ludzie bezbożni, którzy wystawiali na próbę Boga, a zostali ocaleni.

A jednak, Bóg nie zapomniał – ani na moment – o ludziach sprawiedliwych, jak zostali tu określeni: o ludziach «bojących się Boga». Sam przecież powiedział o nich: Oni będą moją własnością, […], w dniu, w którym będę działał, a będę dla nich łaskawy, jak jest litościwy ojciec dla syna, który jest mu potrzebny. Wtedy zobaczycie różnicę między sprawiedliwym a krzywdzicielem, między tym, który służy Bogu, a tym, który Mu nie służy.

A czemu tak się stanie? Słyszymy: Bo oto nadchodzi dzień palący jak piec, a wszyscy pyszni i wszyscy wyrządzający krzywdę będą słomą, więc spali ich ten nadchodzący dzień, mówi Pan Zastępów, tak że nie pozostawi po nich ani korzenia, ani gałązki. A dla was, czczących moje imię, wzejdzie słońce sprawiedliwości i uzdrowienie w jego promieniach.

Można zatem wrócić do początku tegoż dzisiejszego czytania i zapytać, czy rzeczywiście – daremny to trud służyć Panu? A może trzeba trochę wytrwałości?… A może trochę owego natręctwa, o którym dzisiaj Jezus mówi w Ewangelii, zachęcając: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajdzie, a kołaczącemu otworzą.

Moi Drodzy, te dwa zdania możemy chyba uznać za kluczowe i fundamentalne, jeżeli idzie o kształtowanie relacji człowieka z Bogiem. Bo i dzisiaj wielu uskarża się, że służba Bogu, bycie blisko Boga – nie ma sensu. A modlitwa nie przynosi owoców. Czemu tak się dzieje? Czy to Bóg przestał słuchać człowieka, czy może człowiek zbyt szybko się zniechęca i załamuje, nie będąc należycie wytrwałym w modlitwie i stałym w swojej służbie Bogu?

Jezus dzisiaj zachęca nas wręcz do natręctwa w dobijaniu się do bram Nieba o pomoc, o łaskę, o wsparcie… Wręcz do natręctwa! To pewnie zaskakujące, albo nawet szokujące dla niektórych, bo przecież takie postawy nie należą do kanonu postaw wzorcowych. Raczej negatywnie się kojarzą i jeśli się o nich mówi, to bardziej w kategoriach złego wychowania. Tymczasem, Jezus zachęca do bycia natrętnymi w dobijaniu się o Jego łaskę i pomoc.

A to oznacza, moi Drodzy, że nie obrazi się na nas, jeżeli tak właśnie będziemy wobec Niego postępować, jeżeli będziemy natrętni, namolni; jeżeli ciągle i ciągle będziemy Mu się ze swoimi sprawami i problemami przypominali; jeżeli ciągle będziemy Mu się przypominali z tym samym i tym samym – On się nami nie znuży, nie zmęczy, nie odrzuci nas. On na nas czeka i naprawdę chce nam pomóc.

Czy jednak my chcemy tej Jego pomocy? Czy nie rezygnujemy z niej zbyt łatwo, zbyt szybko? A może wydaje się nam, że niektórymi sprawami nie wypada Jezusowi głowy zawracać, bo są zbyt błahe?

Tymczasem, jeżeli wziąć pod uwagę przesłanie przypowieści, jaką Jezus dzisiaj się posłużył, a mówiącej o człowieku proszącym w środku nocy o chleb dla swego gościa, to mamy tu do czynienia właśnie z taką – po ludzku – mało istotną prośbą. Bo – powiedzmy sobie szczerze – ów gość mógł już sobie „odpuścić” posiłek w środku nocy i dopiero rano zjeść porządne śniadanie. Pewnie by z głodu nie umarł.

A jednak Jezus takim właśnie przykładem się posłużył, aby nam zobrazować potrzebę intensywnej modlitwy i wytrwałości na modlitwie! Mówi nam w ten sposób, że to jest właśnie naszą drogą do «przekonania» Boga do siebie: nasza wytrwałość, nasze trwanie przy Bogu zawsze i w każdej okoliczności; nasze pełne zaufanie do Boga – pomimo wszystko i wbrew wszystkiemu! Nawet wbrew zasadom ludzkiej logiki, przyzwoitości czy zewnętrznej etykiety. Zawsze trwać przy Bogu i modlić się wytrwale, cierpliwie dążyć do celu, nie poddawać się, nie rezygnować; nie dawać Bogu spokoju swoimi sprawami i problemami – po prostu: samymi sobą!

Czy stać mnie na taką postawę?… Czy mam w sobie tyle wytrwałości, determinacji?… Tyle zaufania?… Tyle odwagi?…

9 komentarzy

  • intensywność modlitwy, wytrwałość, nie dawanie Bogu spokoju swoimi sprawami i problemami …a trwanie przy Bogu, pełne zaufanie do Boga..postawy dla mnie wykluczające się (zaznaczam dla mnie),
    a skąd mam wiedzieć, że moje sprawy i problemy ,którym zawracam Bogu głowę i proszę o rozwiązanie są do rozwiązania,
    proszę przez całe życie o rozwiązanie konkretnej sprawy zgodnie z wolą Boga, a co jeśli brak rozwiązania jest właśnie wypełnianiem się woli Boga a moje modlitwy i prośby , natarczywe i długotrwale pokazują brak zaufania do planu Bożego?
    czy zaufanie i odwaga potrzebne są do proszenia Boga o zmianę dotychczasowego życia czy trwanie w takiej rzeczywistości w jakiej jestem?

    • Nikt nie zabrania nam prosić Boga o to, co dla nas ważne. Nawet, jeżeli wola Boża jest inna, to niczego złego nie robimy, prosząc o to, co my w danym momencie za ważne uważamy. Liczy się tutaj dobra wola i szczera intencja. Po prostu, ja nie wiem, jakie Bóg ma wobec mnie zamiary, dlatego proszę o to, czy o tamto, ale też mogę prosić Boga, aby mnie oświecił i jasno pokazał, że akurat to, o co proszę, nie będzie dla mnie dobre. Przynajmniej w tym momencie. Krótko mówiąc: jeżeli ja w dobrej wierze i w zaufaniu – jak dziecko do swoich rodziców – zwracam się do Boga z tym, co noszę w sercu, to na pewno nie robię niczego złego i nie obrażam Boga. A oddając się w Jego ręce, powierzając się Jego opiece i prosząc o rozwiązanie moich spraw – właśnie wyrażam wobec Niego zaufanie!
      xJ

      • coraz częściej mam wrażenie, że wszelkie moje prośby skierowane do Boga a dotyczące teraźniejszości wynikają z mojego egoizmu, wygody i strachu przed zmianami

        chciałabym bezproblemowego, szczęśliwego życia dla siebie i rodziny..i obecności Jezusa w codzienności..którego można spotkać pod krzyżem…i życia wiecznego z Nim, do którego można dojść tylko przez „śmierć ” (nie tylko tą dosłowną)

        nie mam takiej łatwości w wypowiadaniu próśb do Boga, tak jakby każda z nich była moją wolą i moim planem na moje życie a nie Boga

        a wypowiadając słowa ,żeby działa się Jego wola zawsze mam w głowie, że Jego patrzenie jest inne i pojawia się pytanie, czy faktycznie jestem świadoma tego ,co mówię i o co proszę..

        zazdroszczę Księdzu modlitwy prośby bez dylematów

        • Tu nie chodzi o dylematy, lub ich brak. Owszem, dylematy mogą się pojawić, ale najważniejsza jest ufność dziecka do Ojca. Czy – w takich zwykłych, ludzkich relacjach – rodzic obrazi się na dziecko, które zwróci się do niego z pytaniem lub prośbą może nieporadną, a może nawet niestosowną, ale szczerą, płynącą z serca? Jeżeli już, to po prostu wytłumaczy, na czym polega błąd, ale jestem pewny, że będzie zachęcał dziecko do takiej samej szczerości na przyszłość – nawet, jeżeli jeszcze nieraz zdarzy się taka niestosowność, czy nieporadność…
          xJ

  • Ależ z Ciebie pracuś księże Jacku. Tyle odpowiedzi na nasze komentarze. Miałam co czytać. Bardzo mnie to cieszy, mimo, że zajęło mi to sporo czasu, a więc i Tobie też.
    Cieszę się, że nie zrażacie się małą frekwencją studentów. Jest ich mniej, ale to chyba wszędzie tak jest. U nas zauważyłam zaproszenie dla studentów z Rosji i Ukrainy na kurs Alfa, oczywiście po rosyjsku. Obecność młodych zza wschodniej granicy jest widoczna na codzień. Nie można przechodzić obok tego faktu obojętnie i zaproszenie ich na msze i katechezy jest jak najbardziej wskazane.
    Moje wnuczki mają w klasie też po kilka osób z Rosji lub Ukrainy, a w bloku sąsiadów też się spotyka.
    Takie czasy.
    Pozdrawiam i życzę wytrwałości w działaniu. To Duch Św. prowadzi, niech więc niech działa przez Wasze osoby.
    Wiesia,

    • Też wczoraj przeczytałam wszystkie odpowiedzi ks. Jacka z 2 miesięcy z hakiem :-). Cieszę się z każdego komentarza niewieściego, gdyż nie czuję się sama pośród mężczyzn. Pozdrawiam Ciebie Wiesiu i Anię.

      • Powinienem odpisywać na bieżąco, codziennie – i będę się o to starał – ale nieraz trudno jest ze znalezieniem spokojnego czasu, a ja właśnie potrzebuję ciszy i spokoju, żeby wczytać się w wiadomość i coś konkretnego odpowiedzieć. Dlatego tak to wygląda.
        Dziękuję za cierpliwość i wyrozumiałość.
        xJ

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.