Jaki jest owoc mojej wiary?

J

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Pozdrawiam serdecznie z Syberii, z Surgutu. U nas już zima, śnieg, choć jeszcze jakby nieśmiało wchodzi w nasze progi, czasem bywa jeszcze plus, ale generalnie już aura zimowa. 

Co u nas to później a najpierw spójrzmy na dzisiejsze słowo:

(Rz 8, 1-11) 

Bracia: Teraz dla tych, którzy są w Chrystusie Jezusie, nie ma już potępienia. Albowiem prawo Ducha, które daje życie w Chrystusie Jezusie, wyzwoliło cię spod prawa grzechu i śmierci. Co bowiem było niemożliwe dla Prawa, ponieważ ciało czyniło je bezsilnym, tego dokonał Bóg. On to zesłał Syna swego w ciele podobnym do ciała grzesznego i dla usunięcia grzechu wydał w tym ciele wyrok potępiający grzech, aby to, co nakazuje Prawo, wypełniło się w nas, jeżeli postępujemy nie według ciała, ale według Ducha. Ci bowiem, którzy żyją według ciała, dążą do tego, czego chce ciało; ci zaś, którzy żyją według Ducha, do tego, czego chce Duch. Dążność bowiem ciała prowadzi do śmierci, dążność zaś Ducha do życia i pokoju. Dlatego że dążność ciała wroga jest Bogu, nie podporządkowuje się bowiem Prawu Bożemu ani nawet nie jest do tego zdolna. A ci, którzy żyją według ciała, Bogu podobać się nie mogą. Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Jeżeli natomiast Chrystus w was mieszka, ciało wprawdzie podlega śmierci ze względu na skutki grzechu, duch jednak ma życie na skutek usprawiedliwienia. A jeżeli mieszka w nas Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha.

(Łk 13, 1-9) 

W tym czasie przyszli niektórzy i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: „Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloe i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam: lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie”. I opowiedział im następującą przypowieść: „Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: „Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia?” Lecz on mu odpowiedział: „Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć”.

Niech Duch Święty da nam swoją łaskę, swoje światło byśmy usłyszeli i przyjęli Boże słowo. 

Prawo ciała i prawo Ducha… 

„Ci bowiem, którzy żyją według ciała, dążą do tego, czego chce ciało; ci zaś, którzy żyją według Ducha, do tego, czego chce Duch”.

Pięknie to brzmi, ale co to znaczy?

Kiedy nie tak dawno przeżywaliśmy rekolekcje z ojcami i braćmi franciszkanami, w Agłonie, na Łotwie, rozmyślaliśmy nad obrazem Kościoła w Dziejach Apostolskich. Tym co szczególnie zwraca uwagę w Dziejach Apostolskich, w obrazie pierwszego Kościoła, to niesamowita otwartość na Ducha Świętego. On był dla nich jakby namacalnym, jakby widocznym, jakby fizycznym. Dla nich było jasne czego chce, a czego nie chce Duch Święty. 

Często czytamy tam – „Zdecydowaliśmy, Duch Święty i my…”, „Duch Święty zabronił nam…”. Dużo tego typu wyrażeń, które pokazują, jak oni liczyli się z Duchem Świętym, jak Go słuchali, jak byli na Niego otwarci. 

Czymś przeciwnym temu jest prawo ciała – to nie tylko jakieś grzechy cielesne, ale zwykłe zamartwianie się, podejmowanie decyzji w pośpiechu i emocjach, bez pytania – a czego tutaj chce Pan Bóg? Działanie w pośpiechu i bez modlitwy, albo z modlitwą powierzchowną i pośpieszną. 

Człowiek żyjący według Ducha – rozmyśla, pyta, radzi się Pana Boga, szuka Jego woli, a na to musi być czas, musi być najlepszy czas dnia, musi być cisza. To jest właśnie rozmyślanie nad słowem Bożym, codzienna cisza w obecności Słowa.

To jest także adoracja – nabieranie sił, opalanie się w słońcu Najświętszego Sakramentu. Na plaży ludzie leżą godzinami, rozbierają się, żeby słońce dotarło wszędzie i dodało im piękna, kolorów, żeby ich rozgrzało. Także opalanie się w słońcu płynącym z monstrancji, ma nam dodać piękna, kolorów, mamy się otworzyć przed nim, aby to światło dotarło do wszystkich zakamarków naszej duszy, aby nas rozgrzewało. 

Niemożliwe jest życie według Ducha bez owego spokojnego, pokornego, cichego trwania w obecności Pana. 

To samo mówi nam Ewangelia. Ludzie przeżywali dwa wydarzenia – morderstwo jakiego dopuścił się Piłat na Galilejczykach i katastrofa budowlana gdzie zginęli ludzie. Te wydarzenia szokowały i niepokoiły wielu, o tym się mówiło. 

Wielu zaczęło mędrkować – za jakie grzechy to było. Jezus wyprowadza na podstawie tego piękną katechezę – jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie. 

My dziś dzięki telewizji, mediom, internetowi, takich informacji mamy mnóstwo, i najczęściej są to tragiczne wypadki, sytuacje szokujące – to bardziej lubią media, to się czyta, tego się słucha. Jeśli każdy taki przypadek wziąć jako wezwanie nas do nawrócenia? Jako przypomnienie – jeśli się nie nawrócicie, wy też tak zginiecie…

Końcówka Ewangelii – dobry ogrodnik broni zapuszczonego drzewa figowego, drzewa, które nie przynosi owocu. Pan Jezus w Swoim miłosierdziu daje nam jeszcze szanse – jeszcze żyjemy. Ci którzy umarli, stoją już na sądzie Bożym i nie mają możliwości przynoszenia owoców. My jeszcze żyjemy i jeszcze możemy przynosić owoce wiary i nawrócenia. 

W naszej wierze ważne jest nie tylko, byśmy się modlili, ale byśmy przynosili owoce naszej wiary – życie wiarą. Czy to co robię, można nazwać owocem mojej wiary? 

Czy moje dzieła, to co robię, to owoc wiary, owoc działania łaski i mojej współpracy z nią, czy raczej owoc mojego egoizmu, pośpiechu i nerwów? 

Spróbujmy określić – co dziś jest, może być w moim życiu owocem wiary, owocem życia wiarą, owocem mojej przyjaźni z Jezusem i mojej współpracy z Nim? 

Przynieśmy dziś Bogu, w czasie wieczornej modlitwy, owoce wiary – godny owoc nawrócenia. 

A co na Syberii?

Dziękuję Panu Bogu za piękny czas rekolekcji w Agłonie, raz jeszcze dziękuję za wszystkie modlitwy. Dziękuję Panu Bogu za czas pobytu na Łotwie, a potem pięknych kilka dni w Polsce, pobyt krótki, ale intensywny i piękny. 

Trzeba było wracać, bo tutaj wiele spraw, które potrzebują obecności. 

Wczoraj, a w zasadzie to i dzisiaj, wróciliśmy z trzydniowego wyjazdu do Uraju i Chanty-Mansyjska. Uraj leży jedyne 730 km. od Surgutu. Pojechaliśmy tam w środę. Dobrze się jechało, jednak ostatnie 200 km. pogoda się popsuła i zaczął sypać śnieg, tak że z trudem można było widzieć drogę. Jednak spotkanie z wspólnotą urajską wynagrodziło wszystkie trudy drogi. Ludzie niesamowicie otwarci, czekający na Mszę Św., na kapłana, otwarci, szczerzy. Choć i niewielka wspólnota, to jednak czujemy się u nich jak w rodzinie, czujemy, że im to wszystko jest potrzebne, że im się chce. Szkoda, że taka wspólnota jest tak daleko, przez to trudno do nich często jeździć. Ciekawe, że wspólnota w Uraju spotyka się w niedziele na wspólnej modlitwie i niemal wszyscy oglądają internetową transmisję Mszy Św. z Surgutu. Oni dobrze pamiętali i kazania i ogłoszenia. Myślę, że takiej gorliwości możemy się wszyscy od nich uczyć. 

W piątek wczesnym rankiem ruszyliśmy do Chanty-Mansyjska, żeby zdążyć podać dokumenty i wyrobić zaproszenie na kolejną wizę ks. Pawła. Wieczorem spotkaliśmy się ze wspólnotą w Chanty-Mansyjsku. Wspólnota młoda, świeża, jeszcze mało kto przystępuje do sakramentów. Problemem Chanty-Mansyjska jest to, że tam nie mamy kościoła ani kaplicy, a miasto i wspólnota bardzo tego potrzebuje. Spotykamy się tam u parafian w domu, ale jeśli okazuje się, że oni nie mogą, trzeba zmienić termin Mszy Św. w tym mieście. 

Po Mszy Św. i spotkaniu z ludźmi, ruszyliśmy do domu. Przed 2 w nocy byliśmy na miejscu. Przez te niecałe trzy dni zrobiliśmy 1,5 tysiąca km., aby dotrzeć do naszych parafian. 

Jutro niedziela, Msza Św., ale też kolejny koncert muzyki organowej. Okazuje się, jak to już kiedyś wspominałem, że jest to świetny sposób apostolstwa. Dużo ludzi zupełnie nie mających związku z katolicyzmem, przychodzi do kościoła, żeby posłuchać muzyki organowej. Trzeba się za tych ludzi pomodlić. Więcej ludzi widzimy na koncertach niż na Mszy Św. Mam nadzieję, że kiedyś także i ci, którzy teraz przychodzą na koncerty, też będą przychodzić na Msze Św. 

Proszę Was o modlitwę za mnie i za naszą parafię. 

Niedługo Uroczystość Wszystkich Świętych. Życzę wam i sobie – świętości.   

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen. 

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.