Czy da się żyć tylko dla siebie?…

C

Szczęść Boże! Moi Drodzy, serdecznie dziękujemy Księdzu Markowi za wczorajsze słówko z Syberii. Nie zapowiedziałem go, bo ustalenia zostały poczynione dzień wcześniej, cieszę się jednak, że zaraz po powrocie z wyjazdu Ksiądz Marek mógł się z nami podzielić refleksją nad Bożym słowem – i relacją z życia swojej Parafii. To znaczy, z Parafii to była jedynie relacja z walki ze śniegiem i zaproszenie na Syberię „pełną atrakcji”, za które to zaproszenie bardzo dziękujemy!

Natomiast naprawdę podnosi na duchu relacja ze Spotkania Rodzin. I chyba nie przeszkodziło nam to, że musieliśmy na nią prawie cały dzień poczekać. Bogu niech będą dzięki za to, że tak wspaniałe rzeczy dzieją się właśnie tam – że tak mocno promuje się tam rodzinę i Kościół tak bardzo zabiega o rodzinę! Niech to przyniesie błogosławione owoce! Moi Drodzy, wspierajmy modlitwą te wszelkie dobre działania na Syberii! Wspierajmy posługę Księdza Marka i Jego Ekipy!

A w tych dniach – wspierajmy także naszych Zmarłych, nie zaniedbując zyskiwania odpustu zupełnego za nawiedzenie cmentarza i modlitwę za Zmarłych. Pamiętajmy tylko, że możemy zyskać jeden odpust zupełny w ciągu dnia i że z jednym odpustem zupełnym wiąże się konieczność przyjęcia jednej Komunii Świętej – nawet niekoniecznie tego samego dnia. Ale jest to warunek konieczny – oprócz innych.

Jeżeli natomiast nie spełnimy warunków zyskania odpustu zupełnego, zwykle wtedy zyskujemy odpust cząstkowy (i to nawet kilka w ciągu dnia), a to też jest pomocą dla naszych Zmarłych. Nie zapominajmy jednak, aby w sposób świadomy te odpusty za nich ofiarować.

I módlmy się jak najczęściej o ich wieczne zbawienie. Jedno zdanie modlitwy: „Wieczny odpoczynek…” nic nas nie kosztuje, a dla nich to bardzo, bardzo wiele. Trwajmy w łączności z nimi!

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Czwartek 31 Tygodnia zwykłego, rok I,

do czytań: Rz 14,7–12; Łk 15,1–10

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO RZYMIAN:

Bracia: Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie; jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana.

Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi.

Dlaczego więc ty potępiasz swego brata? Albo dlaczego gardzisz swoim bratem? Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga.

Napisane jest bowiem: „Na moje życie, mówi Pan, przede Mną klęknie wszelkie kolano, a każdy język wielbić będzie Boga”. Tak więc każdy z nas o sobie samym zda sprawę Bogu.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać.

Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”.

Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: „Któż z was, gdy ma sto owiec, a zgubi jedną z nich, nie zostawia dziewięćdziesięciu dziewięciu na pustyni i nie idzie za zgubioną, aż ją znajdzie?

A gdy ją znajdzie, bierze z radością na ramiona i wraca do domu; sprasza przyjaciół i sąsiadów i mówi im: «Cieszcie się ze mną, bo znalazłem owcę, która mi zginęła».

Powiadam wam: Tak samo w niebie większa będzie radość z jednego grzesznika, który się nawraca, niż z dziewięćdziesięciu dziewięciu sprawiedliwych, którzy nie potrzebują nawrócenia.

Albo jeśli jakaś kobieta mając dziesięć drachm zgubi jedną drachmę, czyż nie zapala światła, nie wymiata domu i nie szuka starannie, aż ją znajdzie?

A znalazłszy ją, sprasza przyjaciółki i sąsiadki i mówi: «Cieszcie się ze mną, bo znalazłam drachmę, którą zgubiłam».

Tak samo, powiadam wam, radość powstaje u aniołów Bożych z jednego grzesznika, który się nawraca”.

Jak ważny dla Boga jest każdy człowiek – pojedynczy człowiek. Każdy z nas. Ty i ja. O każdego człowieka Bóg troszczy się, zabiega – wręcz walczy. Szuka go i sprowadza z krętych dróg, po których ten błądzi gdzieś daleko… Taki właśnie obraz rysuje przed nami dzisiejsza Ewangelia.

W dwóch przypowieściach, które mogą wręcz razić przesadą i przerysowaniem, Jezus wyraźnie daje do zrozumienia, że bardzo, ale to bardzo zależy Mu na każdym bez wyjątku człowieku. Nawet – takie możemy odnieść wrażenie – za cenę odsunięcia na bok całego otoczenia.

Bo jeżeli pasterz rzeczywiście miałby zostawić dziewięćdziesiąt dziewięć owiec na pastwę losu, a iść szukać jednej, zgubionej, to naprawdę samo wręcz powstaje pytanie o sensowność takiego działania i o zdrowy rozsądek takiego pasterza! Albo o zdrowy rozsądek gospodyni domowej, która znalazłszy małą drachmę, robi z tego wielki szum – zwołuje sąsiadki, organizuje przyjęcie, które kosztuje ją o wiele więcej, niż wynosi wartość owej odnalezionej drachmy.

Jednak nie o drachmę i nie o owcę tu chodzi. Tu naprawdę chodzi o człowieka – o każdego, konkretnego człowieka! Jezus każdemu daje szansę. Nikogo nie przekreśla. A skoro tak, to Apostoł pyta dziś retorycznie w pierwszym czytaniu: Dlaczego więc ty potępiasz swego brata? Albo dlaczego gardzisz swoim bratem? Wszyscy przecież staniemy przed trybunałem Boga.

Właśnie! Jeżeli dla Jezusa każdy człowiek jest na tyle ważny, by o niego zabiegać i szukać go, to co tak naprawdę może usprawiedliwić wzajemną pogardę i niechęć ludzi wobec siebie? Jakie prawo ma człowiek, by potępić drugiego? Przy czym – uwaga! Nie mówimy o upomnieniu bliźniego, zwróceniu uwagi na zło, które czyni. Do tego akurat jesteśmy wręcz zobowiązani. Mówimy o potępieniu człowieka jako człowieka! Tego nie możemy czynić, skoro sam Jezus tego nie czynił.

To On właśnie uczy nas, że grzech należy potępić bardzo surowo, ale samego człowieka – szukać bardzo sumiennie. Pomyśleć o dobru drugiego człowieka – nie myśleć tylko o sobie. Wszak Apostoł stwierdza dziś jednoznacznie: Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie; jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi.

Często słowa te możemy usłyszeć na pogrzebie, są one bowiem zaproponowane jako jedno z czytań do wyboru w formularzu pogrzebowym. Bo właśnie wtedy, kiedy przychodzi nam pożegnać człowieka, odchodzącego z tego świata, to w kontekście jego zakończonego życia ziemskiego – ale też nierozerwalnie: w kontekście naszego życia, które nie wiadomo, jak długo jeszcze potrwa – rozważamy prawdę o tym, że w istocie nie żyjemy dla samych siebie. Albo inaczej: nie powinniśmy żyć dla samych siebie.

Takie bowiem życie jest… właśnie, jakie? Smutne. Niespełnione. A może nawet wręcz przegrane! Jeżeli człowiek żyje tylko dla siebie, a ani trochę dla Boga i ani trochę dla drugiego człowieka, to ostatecznie to życie przegrywa… Smutna perspektywa. Wręcz straszna!

Ale to właśnie wtedy tak łatwo potępić drugiego człowieka, wtedy człowiek nie ma żadnej motywacji, żeby się o drugiego zatroszczyć, by dać mu szansę, poczekać na jego nawrócenie, przemianę… Pomóc mu w tej przemianie… Po co, skoro myśli tylko o sobie i tylko dla siebie żyje, mając na uwadze jedynie swoją wygodę, swój komfort psychiczny i tak zwany „święty spokój”?… Po co mu się wówczas przejmować drugim?…

Tylko – czy tak da się żyć? Żeby to jeszcze raz powtórzyć: czy takie życie nie jest smutne, szare, ciasne?… Czy człowiek w końcu nie zadusi się w tej… stęchliźnie samego siebie?…

Jaki więc wniosek wyciągnę dla siebie dzisiaj – ale tak konkretnie – z tych właśnie słów: Nikt z nas nie żyje dla siebie i nikt nie umiera dla siebie; jeżeli bowiem żyjemy, żyjemy dla Pana; jeżeli zaś umieramy, umieramy dla Pana. I w życiu więc, i w śmierci należymy do Pana. Po to bowiem Chrystus umarł i powrócił do życia, by zapanować tak nad umarłymi, jak nad żywymi?…

2 komentarze

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.