Wyjdź, duchu nieczysty!

W

Szczęść Boże! Moi Drodzy, wczoraj wymieniłem całą listę Osób zakonnych, bliskich mi z różnych względów, za które sprawowałem o 20:00, w Kaplicy naszego Ośrodka Duszpasterstwa akademickiego, Mszę Świętą.

Przeglądając jednak w ciągu całego dnia różne moje zapiski, uświadomiłem sobie, że nie wymieniłem jeszcze kilka znaczących Person! Co prawda, wysłałem im smsem życzenia, ale chciałbym i tutaj Ich wymienić, poszerzając wczorajszą Litanię Świątobliwości zakonnych o następujące Osoby:

Siostry Służki: Danuta Marczykowska i Wiesława Rypina, które posługiwały w Miastkowie, a obecnie są na innych placówkach;

Siostra Michaela Stępniak, Karmelitanka z Kodnia, którą przed laty, jeszcze jako Joannę, uczyłem religii w Technikum w Radoryżu Smolanym;

Ojcowie Franciszkanie konwentualni Tomasz Kowalski i Janusz Siwicki – Przewodnicy po Ziemi Świętej, z którymi jeździłem wraz ze swymi Grupami;

Ojciec Bogusław Nędza, Kapucyn, który mnie uczył religii w liceum, kiedy był Gwardianem klasztoru w Białej Podlaskiej, a potem przez lata posługiwał na Łotwie, teraz zaś jest w Lublinie;

Ojciec Józef Czernecki, Oblat, niegdyś Ekonom wspólnoty kodeńskiej, teraz Ekonom całej polskiej Prowincji Oblatów;

Siostra Iwona Jagiełka, Siostra od Aniołów, która posługiwała na Syberii, a teraz pracuje w Polsce.

Wszystkie te Osoby zaistniały w moim życiu na którymś jego etapie, z wieloma z Nich mam stały kontakt, wszystkie Je zatem powierzałem Bogu w modlitwie wczoraj – i będę to czynił stale.

Tymczasem, pozdrawiam z Siedlec, ale zaraz ruszam do Białej Podlaskiej, na spotkanie Księży naszej Diecezji z Biskupem Kazimierzem. Jest to takie okresowe spotkanie, w celu omówienia bieżących spraw diecezjalnych.

Życzę Wszystkim błogosławionego dnia!

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Poniedziałek 4 Tygodnia zwykłego, rok II,

do czytań: 2 Sm 15,13–14.30;16,5–13a; Mk 5,1–20

CZYTANIE Z DRUGIEJ KSIĘGI SAMUELA:

Przybył ktoś, kto doniósł Dawidowi: „Serca ludzi z Izraela zwróciły się do Absaloma”. Wtedy Dawid dał rozkaz wszystkim swym sługom przebywającym wraz z nim w Jerozolimie: „Wstańcie! Uchodźmy, gdyż nie znajdziemy ocalenia przed Absalomem. Spiesznie uciekajcie, ażeby nas nie napadł znienacka, nie sprowadził na nas niedoli i ostrzem miecza nie wygładził mieszkańców miasta”.

Dawid wstępował na Górę Oliwną. Wchodził na nią płacząc i mając głowę zasłoniętą. Szedł boso. Również wszyscy ludzie, którzy mu towarzyszyli, zasłonili swe głowy i wstępując na górę płakali.

Król Dawid przybył do Bachurim. A oto wyszedł stamtąd pewien człowiek. Był on z rodziny należącej do domu Saula. Nazywał się Szimei, syn Gery. Posuwając się naprzód, przeklinał i obrzucał kamieniami Dawida oraz wszystkich sług króla Dawida, chociaż był z nim po prawej i po lewej stronie cały lud i wszyscy bohaterowie.

Szimei przeklinając, wołał w ten sposób: „Precz, precz, krwawy człowieku i niegodziwcze. Na ciebie Pan skierował wszystką krew rodziny Saula, któremu zagarnąłeś panowanie. Królestwo twoje oddał Pan w ręce Absaloma, twojego syna. Teraz ty sam jesteś w utrapieniu, bo jesteś człowiekiem krwawym”.

Odezwał się do króla Abiszaj, syn Serui: „Dlaczego ten zdechły pies przeklina pana mego, króla? Pozwól, że podejdę i utnę mu głowę”.

Król odpowiedział: „Co ja mam z wami zrobić, synowie Serui? Jeżeli on przeklina, to dlatego, że Pan mu pozwolił: «Przeklinaj Dawida». Któż w takim razie może mówić: «Czemu to robisz?»” Potem zwrócił się Dawid do Abiszaja i do wszystkich swoich sług: „Mój własny syn, który wyszedł z wnętrzności moich, nastaje na moje życie. Cóż dopiero ten Beniaminita? Pozostawcie go w spokoju, niech przeklina, gdyż Pan mu na to pozwolił. Może wejrzy Pan na moje utrapienie i odpłaci mi dobrem za to dzisiejsze przekleństwo”.

I tak Dawid posuwał się naprzód wraz ze swymi ludźmi.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Jezus i uczniowie Jego przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Ledwie wysiadł z łodzi, zaraz wybiegł Mu naprzeciw z grobów człowiek opętany przez ducha nieczystego. Mieszkał on stale w grobach i nawet łańcuchem nie mógł go już nikt związać. Często bowiem wiązano go w pęta i łańcuchy, ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą krzyczał, tłukł się kamieniami w grobach i po górach.

Skoro z daleka ujrzał Jezusa, przybiegł, oddał Mu pokłon i krzyczał wniebogłosy: „Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie”. Powiedział mu bowiem: „Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka”. I zapytał go: „Jak ci na imię?” Odpowiedział Mu: „Na imię mi legion, bo nas jest wielu”. I prosił Go na wszystko, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy.

A pasła się tam na górze wielka trzoda świń. Prosili Go więc: „Poślij nas w świnie, żebyśmy w nie wejść mogli”. I pozwolił im. Tak duchy nieczyste wyszły i weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora. I potonęły w jeziorze.

Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach, a ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie legion, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic.

Gdy wsiadł do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł zostać przy Nim. Ale nie zgodził się na to, tylko rzekł do niego: „Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą”. Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z nim uczynił, a wszyscy się dziwili.

Zapewne głęboka świadomość popełnionych grzechów powodowała, że Dawid dzisiaj postępuje tak, iż naprawdę wszyscy możemy się tym zadziwić. Owszem, znamy go jako człowieka oddanego Bogu, ale to uniżenie, jakiego dzisiaj kilka razy dał dowód, każe spojrzeć na niego naprawdę z dużym uznaniem.

Najpierw ucieczka przed swoim własnym synem. Czyż musiał to robić? Zapewne, prawdziwym okazało się zdanie, które ktoś do niego wypowiedział, iż serca ludzi z Izraela zwróciły się do Absaloma i zapewne Absalom dysponował rzeczywiście dużą siłą militarną, skoro Dawid postanowił: Wstańcie! Uchodźmy, gdyż nie znajdziemy ocalenia przed Absalomem. Spiesznie uciekajcie, ażeby nas nie napadł znienacka, nie sprowadził na nas niedoli i ostrzem miecza nie wygładził mieszkańców miasta.

Swoją drogą, to pokazuje jeden z trudniejszych aspektów sprawowania władzy: można mieć posłuch u ludzi i odbierać znaki i gesty wielkiego szacunku, aż tu nagle, w jednym momencie, wskutek jakiegoś zawirowania, nagle przekonać się, że się zostało z niczym, bo ci ludzie, którzy tak otwarcie demonstrowali uległość, teraz nagle się po prostu odwrócili! Bo kiedy ich panu zdarzyło się jakieś niepowodzenie, to oni od razu zwrócili się do drugiego. Ot, taka niemiła niespodzianka… Ale to tak na marginesie.

Natomiast, trzeba tu z uznaniem pomyśleć o Dawidzie, iż nie chciał – jak zapewne uczyniłoby to wielu władców, będąc w jego sytuacji – doprowadzić do otwartej konfrontacji ze zbuntowanym synem i jego zwolennikami. Podkreślmy jeszcze raz: mógłby! I może nawet – po ludzku rzecz biorąc – powinien! To on, Dawid, był w końcu prawowitym władcą, a Absalom był buntownikiem. Jednak król – ze względu na miłość do Boga i miłość do swego syna, ale też ze względu na świadomość popełnionych przez siebie samego grzechów – zachowuje się niezwykle pokornie i po prostu ustępuje pola. Całą sprawę oddaje w ręce Boga.

No, dobrze, powiedzmy, że w tym przypadku naprzeciw niego wyszła duża siła, zgromadzona przy Absalomie i król nie chciał doprowadzać do rozlewu krwi swojego ludu. Ale w drugiej, opisanej dziś sytuacji, rzecz dotyczyła jednego człowieka, niejakiego Szimejego, który tak otwarcie i bezczelnie znieważał króla. Tego typu zachowanie winno być – w myśl Prawa Mojżeszowego – karane natychmiastową śmiercią! Dawid jednak rozstrzygnął inaczej.

Jak wielka była pokora króla, jak wielka świadomość własnej słabości i grzechów, którymi on sam sprzeciwił się Bogu, skoro tak cierpliwie znosił to, iż jemu sprzeciwił się własny syn i wielu poddanych. Na pewno, było to znakiem jego pokuty, ale też najgłębszego zaufania do Boga, iż to właśnie On, Bóg sprawiedliwy, wszystko widzi i wszystko rozsądza, dlatego w Jego ręce oddaje całą sprawę.

A Bóg nie tylko z legionem zbuntowanych żołnierzy może sobie poradzić, ale nawet z legionem złych duchów! Jasno pokazuje to wydarzenie, opisane w dzisiejszej Ewangelii. Spektakularne uwolnienie opętanego dowodzi niczym nie ograniczonej mocy Jezusa. Skoro legion rzymski liczył około sześciu tysięcy żołnierzy, a złych duchów też był cały legion, to znaczy, że wypowiadane nieraz przez nas porzekadło „siła złego na jednego” w tym przypadku rzeczywiście miało zastosowanie. Siła złego! Na szczęście, większa była siła Dobrego, siła Świętego – po prostu: siła Jezusa! Jego władza i moc!

Moi Drodzy, warto zestawić treści obu dzisiejszych czytań i odnieść je do swojego życia. I kiedy stwierdzimy, że spadła na nas „siła złego”, to może najpierw warto pomyśleć, że mamy okazję odpokutować za swoje grzechy, dlatego zanim zaczniemy biadolić i uskarżać się przed całym światem, jak to zły los nas prześladuje, to wcześniej przypomnimy sobie te sytuacje, kiedy to my innym fundowaliśmy zło i przyjmiemy tę formę pokuty… Zawsze jednak jest to także – a może przede wszystkim – okazją do największego zaufania wobec Boga, który wszystko widzi i w którego rękach wszystkie „rachunki krzywd” się wyrównują.

Jak wygląda to moje zaufanie do Boga w takich właśnie trudnych dla mnie chwilach? I czy mam zawsze wtedy świadomość swoich grzechów i tego, że i ja nie zawsze byłem w porządku wobec Boga i wobec innych ludzi? Jakie wnioski na przyszłość wyciągam z takich trudnych doświadczeń?…

4 komentarze

  • Bardzo smutne są słowa wypowiedziane do Jezusa przez ludzi , aby sobie odszedł z ich krainy, po tym co dobrego Jezus uczynił człowiekowi.
    Ludzie nie poszli za dobrem , opowiedzieli się za zniewoleniem, nie przemówił do nich cud uzdrowienia, wyzwolenia z pod władzy szatana swojego rodaka, wolą tkwić w tym co było, żyć bez Jezusa, żyć w upodleniu, pod władzą szatana, im szkoda świń a może świńskiego życia… Na myśl mi przychodzi życie marnotrawnego syna, który też upadł bardzo nisko aż do koryta świń.
    Nam również ciągle trzeba wybierać miedzy złym życiem moralnym, które oferuje nam świat, a pięknym człowieczeństwem, które proponuje nam Jezus. Czy wybrać świńskie życie czy wybrać Jezusa , bo jak mówi Jezus „Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi.”

    Panie Jezu, ja wybrałam Ciebie. Proszę Cię więc, nie odchodź ode mnie, aby Zły nie wzbudzał we mnie lęku. Ty jesteś moim Zbawicielem, przy Tobie niczego się nie boję. Amen.

    • Ja w prośbie tych ludzi widzę postawę, którą i dziś można zobaczyć u wielu wierzących, a mianowicie strach przed tym, że coś trzeba stracić i poświęcić, żeby zyskać dobro dużo wartościowsze.
      xJ

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.