Jest w tobie radość?

J

Христос Воскрес!

Witam Was bardzo serdecznie i pozdrawiam z Syberii, z Surgutu. 

Ostatnio mamy upalne dni (dziś już trochę chłodniej) około +28, co jest absolutnie anomalne w tym czasie i w tym miejscu. Piszą, że od 1947 r. takiego ciepła w tym czasie nie było (nie wiem czy wcześniej nie mierzyli, czy wtedy było tak ciepło).

Zapraszam Was do wspólnego przeżycia spotkania z Bogiem w Jego Słowie. Niech Duch Święty nas oświeca, prowadzi, pomaga. 

Święto św. Macieja, Apostoła

(Dz 1,15-17.20-26) 

Piotr w obecności braci, a zebrało się razem około stu dwudziestu osób, tak przemówił: „Bracia, musiało się wypełnić słowo Pisma, które Duch Święty zapowiedział przez usta Dawida o Judaszu. On to wskazał drogę tym, którzy pojmali Jezusa, bo on zaliczał się do nas i miał udział w naszym posługiwaniu. Napisano bowiem w Księdze Psalmów: „Niech opustoszeje dom jego i niech nikt w nim nie mieszka. A urząd jego niech inny obejmie”. Trzeba więc, aby jeden z tych którzy towarzyszyli nam przez cały czas, kiedy Pan Jezus przebywał z nami, począwszy od chrztu Janowego aż do dnia, w którym został wzięty od nas do nieba, stał się razem z nami świadkiem Jego zmartwychwstania”. Postawiono dwóch: Józefa, zwanego Barsabą, z przydomkiem Justus, i Macieja. I tak się pomodlili: „Ty, Panie, znasz serca wszystkich, wskaż z tych dwóch jednego, którego wybrałeś, by zajął miejsce w tym posługiwaniu i w apostolstwie, któremu sprzeniewierzył się Judasz, aby pójść swoją drogą”. I dali im losy, a los padł na Macieja. I został dołączony do jedenastu apostołów.

(J 15,9-17) 

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej. Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości. To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna. To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy kto życie swoje oddaje za przyjaciół swoich. Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego. Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał, aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go poprosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”.

Drogi Bracie, droga Siostro, kiedy czytasz te słowa – czujesz się radosnym? Jest w Tobie radość? Czy może odwrotnie, smutek, lęk, przeżywanie… 

Zatrzymaj się chwilę i pomyśl – jest radość?

Owszem radość może być różna, np. chce mi się teraz coś, taka po prostu zachcianka, np. posłuchać muzyki, wypić kawę, coś sobie kupić, coś obejrzeć, zwyczajnie chce mi się jakiejś przyjemności. Czasem nawet w tej przyjemności nic złego nie ma, czasem może trochę i jest… Natychmiast dążę do zaspokojenia tego pragnienia i czuję radość. Jednak taka forma radości trwa tyle ile – słyszę muzykę, czuję smak kawy, rzecz, którą kupiłem jest nowa i się nie znudziła, dopóki trwa film, program, który sobie włączyłem itd. 

Jest inna forma radości – radości, że coś osiągnąłem, wielkim trudem, samozaparciem, wytrwałą pracą połączoną z modlitwą. Coś osiągnąłem i się cieszę. Ta radość najpierw wymagała trudu, ale potem jest radością bardziej trwałą. Nie ginie tak szybko. 

Dziś Jezus daje nam radość: „aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna”. 

O jakiej radości Jezus mówi? – o Jego radości, o pełnej radości. Mówi o radości doskonałej, trwałej, najgłębszej i najpełniejszej.

Czy chcesz mieć w sobie taką radość? Czy chcesz czuć w sobie taką radość? 

Głupie pytanie, kto by nie chciał. 

Jezus mówi nam, co trzeba robić, aby taką radość mieć.

„Trwajcie w miłości mojej. Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości”.

Zachowywać przykazania Boga, przykazania Jezusa – to jest wyrazem miłości i to daje radość.

Pomyślmy – jakie przykazanie ostatnio nie całkiem zachowałem? To w czym nie posłuchałem się Jezusa, nawet jeśli obiektywnie nie jest jakimś ciężkim grzechem, ale jednak nie posłuchałem się Jezusa, On wyraźnie chciał inaczej, to odbiera mi radość, to przeszkadza mi cieszyć się doskonałą radością. 

I może nie czuję wielkich wyrzutów, że coś strasznego zrobiłem, ale jednak nie mam w sobie doskonałej radości. 

I dalej Jezus mówi konkretniej, o jakie przykazanie szczególnie Mu chodzi. 

„To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”.

Wzajemna miłość. Jednak znów, podobnie jak z radością, bardzo różnie można pojmować słowo miłość. Niedawno będąc w mieszkaniu wyjrzałem przez okno. Na ławce przed blokiem siedziała para młodych ludzi, nawet bardzo młodych, chłopak i dziewczyna. Było im ze sobą dobrze, po godzinie znów spojrzałem, dalej siedzieli, ale już w objęciach, po dwóch godzinach dalej siedzieli, ale już z pocałunkami. Wyglądali na bardzo szczęśliwych, jednak podejrzewam, że szczęście takich ludzi trwa dokładnie tyle ile siedzą na ławce przed blokiem. Owszem jest to jakiś obraz miłości, ale czy to jest miłość? 

Jezus mówiąc o miłości, dając przykazanie miłości, mówi: „abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”. Tu jest klucz zrozumienia prawdziwej miłości – jak Ja was umiłowałem. 

A jak nas Jezus umiłował? Oddał za nas życie, wziął na Siebie nasze grzechy… Miłość Jezusa to miłość przebaczająca, miłość bezwarunkowa, miłość ofiarna. 

Trudno mówić o wielkich emocjach, uczuciach, kiedy Jezusa biczowali, opluwali, wyśmiewali, czy kiedy wisiał na krzyżu. To nie uczucia, ale ofiara z siebie dla drugich, jest dowodem i wyrazem miłości. 

Kiedy tak kochamy, wtedy owa miłość daje nam radość. 

Kiedy kochamy tak jak kochał Jezus, ale też kochamy dlatego że kochał Jezus i kochamy razem z Jezusem, jednoczymy się z Nim przez modlitwę i sakramenty – to jest źródło prawdziwej, najgłębszej miłości. 

Spójrzmy na ludzi wokół siebie, swoich bliskich, najbliższych, a potem dalej… Spójrzmy na ludzi, których Pan Bóg jakoś stawia w naszym życiu. Kocham ich tak? Z czegoś zrezygnowałem ze względu na nich? Coś poświęciłem, żeby im było lepiej? Zrezygnowałem z siebie, ze swojego ja, ze względu na nich? 

Jeśli będę rezygnował z siebie, składał siebie, swoje ja, swoje życie w ofierze ze względu na drugiego człowieka, wtedy kocham tak jak Jezus i wtedy mam w sobie radość. 

A zatem – chcesz być człowiekiem radosnym? Kochaj tak jak kochał Jezus. 

Ważne jest też wielokrotnie powtarzane przez Jezusa słowo „Trwać”.

Cechą prawdziwej miłości jest trwanie w niej. Można raz zrobić akcję dobroczynną, nie przespać nocy, żeby pomóc człowiekowi. I potem być z siebie dumnym – proszę, jak ja się poświęcam, jak ja rezygnuję z siebie… Raz, no może dwa. 

Jezus mówi o trwaniu w miłości. 

Kiedyś jedna kobieta pokazała mi jakiś film, nagrany przez znajomych, gdzie jej mąż mówił o tym, jak bardzo ją kocha. Niestety potem się rozeszli i wiele przykrości od niego doświadczyła. I pyta mnie – jak po czymś takim można wierzyć ludziom? Czy prawdziwa, trwała miłość, jest w ogóle możliwa? 

No właśnie. Jest czy nie jest? 

Trudno jest trwać w ofiarnej miłości. Znów szczególny ukłon w stronę rodzin, w stronę małżonków – codziennie, jak to św. Paweł mówi – znosić siebie nawzajem w miłości. 

Całować się na ławce w euforii zauroczenia i zakochania, mając po naście lat, to nie jest trudne, ale potem, po kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu latach, sprzątać, gotować, prać, znosić złe humory, słuchać ciągle to samo, wąchać przepocone ubranie, słuchać chrapanie i ciągle trwać w miłości, nie poddawać się, nie zniechęcać, nie ulegać chwilowym kryzysom… To jest miłość jaką pokazał, ofiarował nam Jezus. „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”.

I to daje radość. 

Chcesz być radosnym? Chcesz mieć i czuć radość? Zachowuj przykazania Jezusa: „To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem”.

Wybrali Macieja, los padł na Macieja. Jaki zaszczyt, jaki musiał być szczęśliwy, ciekawe co czuł ten drugi… 

Jednak potem, jako apostoł, Maciej oddał życie za Jezusa, został zamęczony na śmierć, zabity. Ta radość i zaszczyt wybrania była też powołaniem do męczeństwa, do oddania, ofiarowania życia za Jezusa. 

Jeszcze słowa, wobec których dziś nie można przejść obojętnie. Bardzo ważne słowa Jezusa: 

„ Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał”.

To nie my wybraliśmy Jezusa, to On wybrał nas. To nie Maciej wybrał powołanie apostolskie, ale Jezus wybrał Jego. 

To nie ja wybrałem powołanie kapłańskie, ale Jezus wybrał mnie do tej służby. To nie ja wybrałem sobie, że przyjadę na Syberię, ale Jezus wybrał mnie do tej służby. I wezwał mnie bym przynosił owoc i to owoc trwały. I ja mam trwać w tym powołaniu nawet jeśli jest trudno, i mam kochać innych, których Pan Bóg mi daje, nawet jeśli nie jest to zawsze miłe, mam przynosić owoc miłości, owoc trwały, dbać, by ten owoc trwał także i w tych, którym służę. 

To nie Ty wybrałeś, wybrałaś powołanie małżeńskie, rodzinne, rodzicielskie, ale Jezus tak wybrał i powołał. To nie Ty wybrałeś sobie męża, żonę (mam nadzieję nie Ty), ale Jezus wybrał. 

A nawet – to nie Ty wybrałeś życie w samotności, i nie Ty wybrałeś życie jako wdowa, czy wdowiec (to o czym siostry ostatnio pisały – umarł młody mężczyzna, zostaje dwudziesto kilku letnia wdowa z dzieckiem, niedawno z nią rozmawiałem, trudne doświadczenie, ale…), ale Jezus tak zadecydował, On Cię prowadzi, On ma dla Ciebie zadanie w tym życiu, żebyś kochał, kochała, żebyś oddawał(a) swoje życie w służbie Jemu i drugiemu człowiekowi. Jezus Cię powołuje, abyś szedł (szła) i przynosił owoc obfity, i by ten owoc trwał. 

Jezu, do czego mnie dziś powołujesz, do czego mnie wzywasz? Jak mogę dziś kochać? Jak mogę dziś ofiarowywać swoje życie w służbie Tobie i w miłości do drugiego człowieka? Co mogę dziś konkretnie zrobić, żeby mieć radość w sobie, Twoją radość? 

Dziś jesteśmy wezwani do wspólnej modlitwy, razem z wyznawcami innych religii, do modlitwy, postu i uczynków miłosierdzia z intencją – o Boże Miłosierdzie i wybawienie świata od pandemii. 

A więc robimy to, do czego wzywa nas dziś Słowo Boże, tylko z intencją konkretną. 

A więc robimy to do czego wzywała nas Maryja wczoraj, a raczej już wcześniej, w Fatimie – modlimy się na różańcu i ofiarujemy różne cierpienia, umartwienia, problemy, jakie niesie życie codzienne, o nawrócenie grzeszników. A więc prosimy o Miłosierdzie Boże dla świata, dla nas. 

Niech na to wszystko błogosławi nam Pan Bóg. 

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący, Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen.  

A jeszcze – cieszę się Waszą radością, że możecie już swobodniej do kościoła chodzić, że już od (jak to było wczoraj powiedziane) niedzieli 18 maja (choć niedziela będzie 17) może już być więcej ludzi w kościele. Bogu dzięki. 

U nas wszystko jest później, później przyszło doświadczenie pandemii i później zapewne będą luzować. Na razie trwamy na transmisjach, rozmyślaniach, filmikach. Nawet pokazali mnie przez chwilę w ostatnim programie „Okiem wiary”, gdzie właśnie o tych transmisjach i rozmyślaniach mówiłem. Z dłuższej wypowiedzi wzięli kilka sekund, ale w zasadzie to co najważniejsze – Boże Słowo. 

Raz jeszcze pozdrawiam i proszę Was o modlitwę za mnie, za nas, za naszą parafię, za kościół na Syberii. 

Z Bogiem!

6 komentarzy

  • Jezus wybrał i powołał… Nie do końca zgadzam się z tym, bo przecież mamy wolną wolę i to my decydujemy, czy przykładowo chcemy iść przez życie sami, z tym czy tamtym człowiekiem. To my dokonujemy wyborów i okazują się one potem słuszne lub przeciwnie. Wierzę w przeznaczenie, ale nie można powiedzieć, że na wszystko, co spotyka mnie w życiu nie mam wpływu, bo Jezus tak chce i to On wybiera mi zdrowie, rodzinę, szkołę czy pracę.

    • A ja nie wierzę w przeznaczenie. I nie wszystko jest zaplanowane z góry. I to nie tak, że na nic nie mamy wpływu. Jesteśmy wolni. Wolność to wielki dar Boga. Mówimy tu o powołaniu a nie o przeznaczeniu. Pan Bóg nam proponuje pewną drogę, ponieważ w całości Jego planu świata i każdego człowieka, właśnie jeśli pójdziemy tą drogą, będziemy najbardziej szczęśliwi. Jednak nie jesteśmy do niej zmuszeni. Dlatego napisałem w rozważaniu:
      „To nie Ty wybrałeś sobie męża, żonę (mam nadzieję nie Ty), ale Jezus wybrał”.
      Właśnie dlatego jest nawias. Można wybrać samemu, ale najmądrzejszym dla nas będzie dać wybrać Jezusowi. Pozdrawiam. ks. Marek

  • Dziękuję Ci Boże, że mnie wybrałeś i prowadzisz. Ty Jezu jesteś zawsze przy mnie i mnie prowadzisz, przeznaczasz moje odejścia od Ciebie, zawsze mnie przyjmujesz z otwartymi ramionami i oddałeś swoje życie za mnie. Jesteś mi wierny. A ja? Dziękuję za rozważanie.
    Wiesia.

Ks. Marek Autor: Ks. Marek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.