Cały świat nie pomieściłby ksiąg…

C

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu wczorajszym, urodziny przeżywał Łukasz Sulowski (nie mylić: Szumowski!), Mąż Żanny, Ojciec Cypriana i Ignacego, dobry i życzliwy Człowiek z Lublina, mój prawie Student z czasów mojej pracy na KUL. Dziękując za nasz stały i dobry kontakt, życzę stałej otwartości na Boże natchnienia!

Imieniny natomiast przeżywały wczoraj:

Magda Malinowska, należąca w swoim czasie do jednej z młodzieżowych Wspólnot;

Magdalena Fabisiak Żona Krzysztofa, Moderatora naszego bloga.

Dzisiaj zaś rocznicę święceń kapłańskich przeżywają:

Ojciec Mateusz Fleiszerowicz, franciszkanin, Kolega ze studiów z prawa kanonicznego na KUL, Proboszcz Parafii Świętej Elżbiety Węgierskiej w Nysie;

Ksiądz Łukasz Tarasiuk, pochodzący z mojej rodzinnej Parafii, a posługujący w Diecezji warszawsko – praskiej.

A imieniny dzisiaj przeżywa Siostra Joanna Andruszczyszyna, współpracująca z Księdzem Markiem na Syberii.

Wszystkich świętujących wczoraj i dzisiaj ogarniam modlitwą i życzę wszelkiego Bożego błogosławieństwa!

Moi Drodzy, bardzo serdecznie dziękujemy Księdzu Markowi i Siostrze Teresie za cotygodniowy dyżur „słówkowy” na naszym forum. Siostrze Teresie dziękujemy za kolejne już świadectwo o wielkiej mocy Boga, który jednak w okazywaniu tej swej mocy posługuje się konkretnymi ludźmi! Opowieść Siostry Teresy jest dla nas wszystkich zachętą i mobilizacją do odważnego wychodzenia do innych ze słowem i świadectwem wiary! A Pan zawsze wtedy dopełni reszty. Dziękujemy raz jeszcze i liczymy na to, co widzimy w końcówce słowa: CDN. Niechże ten ciąg dalszy jak najszybciej nastąpi!

Księdzu Markowi zaś dziękujemy za mocny akcent, położony na jedność. Rzeczywiście, potrzeba jej w Kościele, potrzeba jej w każdej ludzkiej społeczności. My, w Polsce, po raz kolejny przekonujemy się, jak bardzo potrzeba jej w życiu publicznym, szczególnie politycznym. Ale i w naszych rodzinach – ileż wyszło napięć i ukrywanych konfliktów, kiedy byliśmy „skazani na siebie” w czasie kwarantanny! Módlmy się o jedność…

I jeszcze serdeczne gratulacje z okazji rozpoczęcia budowy. Tak się złożyło, że byłem w tych dniach w Domu rodzinnym i ten filmik oglądałem razem z Rodzicami. I przyznaję, że dużo wesołości wzbudził w nas cały rytuał:

Najpierw przemówienie. Potem – uroczyste założenie rękawiczek. A potem… aż jedna przerzucona łopata! Ale sukces odtrąbiony!

Oczywiście, to tak trochę na wesoło, jednak w głębi serca ogromnie cieszymy się wszyscy takim rozwojem sprawy i gorącą modlitwą wspieramy budowę domu parafialnego, ale przede wszystkim stałe budowanie tego duchowego domu – Kościoła w sercach ludzi. Kościoła, który będzie znakiem jedności – z Bogiem i z ludźmi.

Ja tę modlitwę miałem możliwość zanosić w Kodniu, gdzie w tych dniach byłem: zarówno przed obliczem Matki Bożej, jak i w swoich wędrówkach nad Bugiem, od dawna już wytyczonymi i wydeptanymi trasami. Odmawiając Różaniec za Różańcem, ogarniałem modlitwą dzieło Boże na Syberii, ale także dzieło Boże w Waszych, moi Drodzy, sercach!

O radości z otwarcia drzwi w Dniu Pięćdziesiątnicy napiszę jutro. Dzisiaj tylko przypominam o ostatnim dniu Nowenny do Ducha Świętego.

I przypominam: skoro tyle prosiliśmy Pana o pomoc – i nadal jeszcze prosimy – to jednak nie zapomnijmy podziękować za to Jego zmiłowanie, które tak wyraźnie nadchodzi!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Sobota 7 Tygodnia Wielkanocy,

30 maja 2020.,

do czytań: Dz 28,16–20.30–31; J 21,20–25

CZYTANIE Z DZIEJÓW APOSTOLSKICH:

Gdyśmy przybyli do Rzymu, pozwolono Pawłowi mieszkać prywatnie razem z żołnierzem, który go pilnował.

Po trzech dniach poprosił do siebie najznakomitszych Żydów. A kiedy się zeszli, mówił do nich: „Nie uczyniłem, bracia, nic przeciwko narodowi lub zwyczajom ojczystym, a jednak wydany zostałem jako więzień w ręce Rzymian, którzy po rozpatrzeniu sprawy chcieli mnie wypuścić, dlatego że nie popełniłem nic zasługującego na śmierć.

Ponieważ jednak Żydzi sprzeciwiali się temu, musiałem odwołać się do Cezara, bynajmniej nie w zamiarze oskarżenia w czymkolwiek mojego narodu. Dlatego też zaprosiłem was, aby się z wami zobaczyć i rozmówić, bo dla nadziei Izraela dźwigam te kajdany”.

Przez całe dwa lata pozostał w wynajętym przez siebie mieszkaniu i przyjmował wszystkich, którzy do niego przychodzili, głosząc królestwo Boże i nauczając o Panu Jezusie Chrystusie zupełnie swobodnie, bez przeszkód.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO JANA:

Gdy Jezus zmartwychwstały ukazał się uczniom nad jeziorem Genezaret, Piotr obróciwszy się zobaczył idącego za sobą ucznia, którego miłował Jezus, a który to w czasie uczty spoczywał na Jego piersi i powiedział: „Panie, kto jest ten, który Cię zdradzi?”

Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: „Panie, a co z tym będzie?”

Odpowiedział mu Jezus: „Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną”.

Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: „Jeśli Ja chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego?”

Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe.

Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać.

W ostatnim dniu powszednim Okresu Wielkanocnego słyszymy ostatnie słowa Księgi Dziejów Apostolskich, a więc tej Księgi, która przez cały ten czas nam towarzyszyła, a nawet – by tak rzec – prowadziła…

I oto dzisiaj kończy się ona informacją o dwuletnim domowym areszcie, nałożonym na Pawła, w trakcie którego pozostał [on] w wynajętym przez siebie mieszkaniu i przyjmował wszystkich, którzy do niego przychodzili, głosząc królestwo Boże i nauczając o Panu Jezusie Chrystusie zupełnie swobodnie, bez przeszkód. My oczywiście wiemy, jak swoje życie Paweł zakończył – była to śmierć męczeńska – ale dzisiaj otrzymujemy naprawdę pozytywną i optymistyczną wiadomość, że nie czyniono mu żadnych przeszkód w głoszeniu nauki o Jezusie Chrystusie.

A to dość ciekawa sytuacja, bo przecież wiemy, że nauka ta nie cieszyła się – mówiąc oględnie – zbyt dużym oficjalnym uznaniem, a nawet była zwalczana. Zresztą, sam sposób życia i funkcjonowania Pawła w tym momencie – a więc, co by nie mówić, stan uwięzienia jest tego potwierdzeniem. Tymczasem, właśnie jako więzień, może zapraszać, kogo chce i nauczać tego, co chce. A czego chciał nauczać i czego nauczał – to słyszymy.

Zresztą, dobrze to wiemy, bo przecież całe swoje „nawrócone” życie nie komu innemu oddał, jak tylko Jezusowi. I Jezus nigdy o nim nie zapomniał, nigdy nie zostawił go w trudnościach. A ileż to razy ratował go z opresji, nawet w sposób cudowny! Trząsł posadami więzień i otwierał najbardziej zaryglowane drzwi, każąc Pawłowi wyjść i nadal odważnie głosić Dobrą Nowinę.

Dzisiaj słyszymy, że nie tyle otworzył mu bramy więzienia, co… nie pozwolił ich domknąć. Paweł pozostawał we względnej swobodzie – w takiej, by móc pełnić swoją misję. A to było dla niego z pewnością najważniejsze. Innych komfortów nie potrzebował. Wykorzystał skrzętnie wszystkie okoliczności – takie, jakimi one były – aby dalej „robić swoje”.

Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że wykorzystał „luki w systemie”, swoiste „szczeliny w kordonie ochronnym”, by nadal realizować powierzone sobie zadanie. Owszem, nie musiał się specjalnie mobilizować i wyszukiwać jakichś nadzwyczajnym sposobów zaradzenia sytuacji – takie akurat warunki miał i w takich warunkach się odnalazł.

Ale przecież mógł się przestraszyć, mógł skrupulatnie podporządkować się rygorom, a nawet uprzedzić zamiary władz i zupełnie się zamknąć na świat. Tak na wszelki wypadek. Mógł się wykazać jeszcze większą „gorliwością” w wykonywaniu zarządzeń władzy, niż nawet nakazywała to sama władza. Tak, dla własnego bezpieczeństwa. Skądś nam chyba takie postawy i takie zachowania są ostatnio znane, prawda?…

Przecież nikt by do niego nie miał o to pretensji – wszyscy zrozumieliby, że to w końcu więzienie, że ograniczenia, restrykcje, obostrzenia… Mógł się więc modlić w mieszkaniu, w którym przebywał, mógł się duchowo łączyć ze wspólnotą Kościoła, mógł może napisać jakiś nowy list, albo jakieś pobożne rozważanie. Nie miał telewizji i internetu, więc tą drogą nie mógł, ale inne sposoby z pewnością by znalazł…

On tymczasem – ile tylko mógł – zapraszał do siebie kolejne osoby i rozprawiał z nimi, albo nauczał o Jezusie Chrystusie. Żeby to jeszcze raz powtórzyć: sytuację, w jakiej się znalazł, wykorzystał maksymalnie. A mówiąc kolokwialnie: „wydusił” z niej tyle, ile się tylko dało!

Zresztą, także jego wypowiedź, jaką słyszymy w dzisiejszym czytaniu, to też opowieść o tym, jak sobie radził w innych, trudnych sytuacjach, jakie działania podejmował – i dlaczego właśnie takie, a nie inne… W ocenie niektórych, może to działania – jak to dzisiaj zwykło się mówić – kontrowersyjne, bo do takich na pewno trzeba zaliczyć odwołanie się do sądu cezara. Ale wszystko to po to, by Dobra Nowina mogła być bez przeszkód głoszona, a dzieło Boże się rozwijało.

Oto bowiem okazuje się – także ze słów Jezusa z dzisiejszej Ewangelii – że w tych sprawach zasadniczo trudno mówić o jakimś jednym i jedynym sposobie działania, o jakimś schemacie, czy szablonie. Już samo działanie Pawła było ze wszech miar nieszablonowe. Począwszy od jego wejścia na drogę apostolską…

Podobnie było z drogą Piotra i Jana: każdy miał swoją, indywidualną, niepowtarzalną; każdy miał swoją osobistą i jedyną w swoim rodzaju – relację z Jezusem. Sam Jezus, w dość – przyznajmy to – mocnych słowach uświadomił to Piotrowi. Kiedy ten bowiem dopytywał, jaka będzie w przyszłości droga Apostoła Jana, usłyszał w odpowiedzi: Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną.

Z tego stwierdzenia – jak się dowiadujemy – wynikło nawet pewne nieporozumienie. Oto bowiem, rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: „Jeśli Ja chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego?”

I to właśnie ten uczeń, w podsumowaniu swojej Ewangelii, tak dzisiaj stwierdza: Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać. Mocne stwierdzenie, bardzo obrazowe: przed naszymi oczami pojawia się w tej chwili zapewne cała przestrzeń wokół nas, zarzucona – dokąd okiem sięgnąć, aż po horyzont – księgami, zapisanymi relacjami o działaniach Jezusa.

Oczywiście, że to przerysowanie, pewna metafora, ale ona także potwierdza dokładnie to, o czym tu sobie rozważamy: to mianowicie, że tyle jest sposobów ułożenia relacji człowieka z Bogiem, ilu jest ludzi! I tyle jest sposobów apostołowania i głoszenia Dobrej Nowiny, ilu jest głosicieli. I tyle jest możliwości i okoliczności, w jakich można i należy to czynić, ile jest naszych życiowych sytuacji, w jakich się na co dzień znajdujemy. Tak naprawdę, w każdej z nich można znaleźć sposób na to, by głosić innym Jezusa, lub świadczyć o Nim swoją postawą.

Warto więc wziąć sobie do serca konkretne wskazania, jakie niesie nam dzisiejsza liturgia Słowa, aby dzieło Boże mogło być bez przeszkód prowadzone, a Boże słowo – głoszone. Jakie to konkretne wskazania?

Podsumujmy: Nie zrażać się trudnościami i przeszkodami! Każdą z nich potraktować jako okazję i wezwanie do jeszcze większej mobilizacji, starając się dostrzec – nawet w takiej sytuacji – jakieś dobre strony. W każdej z nich znaleźć „szczeliny” i sposoby obejścia przeszkód – chociażby tak, jak niedawno Paweł Apostoł, jednym zdaniem, sprytnie spowodował skłócenie między sobą swoich prześladowców, poruszając kwestię zmartwychwstania.

A wreszcie: nigdy nie porównywać się z innymi, ani swojej drogi z drogą innych osób, bo ta droga – nawet, jeśli jest miejscami podobna – zawsze jednak jest inna, indywidualna. Raczej skoncentrować się na zbudowaniu swojej osobistej więzi i indywidualnej relacji z Jezusem, zawsze pytając Go, czego jeszcze oczekuje od nas i co moglibyśmy zrobić lepiej i więcej.

Podsumowując zatem, musimy jasno stwierdzić, że tak naprawdę nie ma takich sytuacji i takich okoliczności, w których Dobra Nowina nie mogłaby być głoszona, a dzieło Boże – prowadzone. Nie ma takich okoliczności! W każdej da się to robić.

Pozostaje zaś kwestią otwartą, jak to robić najlepiej… I jak daną sytuację – do tego właśnie dzieła – najpełniej wykorzystać… Jest o czym pomyśleć, prawda?…

3 komentarze

  • „Niech nas uświęca Twój Duch, Panie”. Dziś wieczorem szczególnie będziemy, my jako Wspólnota, uwielbiać Boga w Jego Duchu. Prosić będziemy Ducha Świętego, aby odnowił, odrodził nasze serca, tchnął w nas na nowo swe dary, obdarzył charyzmatami. Za świętym Janem Pawłem II będziemy wołać, aby przemienił oblicze tej ziemi, polskiej ziemi, by Boże Królestwo owładnęło mieszkańcami całej ziemi. Będziemy adorować Jezusa w Najświętszym Sakramencie i wielbić i śpiewać , błogosławić, dziękować i prosić w wielu sprawach osobistych, społecznych i narodowych.
    Duchu Święty już teraz proszę Cię, pomóż nam być żywym Kościołem, ku chwale Boga w Trójcy Jedynego. Amen.

    • Mało było „wiernych” na mszy wieczornej a jeszcze mniej na Adoracji. Człowiek współczesny nie potrzebuje Boga, nie potrzebuje Ducha Świętego. Często mówi; co ma być to będzie, Bóg nie wysłuchuje naszych próśb, odizolowanie zrobiło swoje, po co iść do kościoła jak w domu można „posłuchać”. Gdzie jest nasza wiara? Jaką ja mam wiarę? Czy ktoś się nią buduje, czy wręcz przeciwnie, sieję zgorszenie…
      Radość wymieszana z goryczą, ze smutkiem…

    • Godne powitanie Ducha Świętego – to o pierwszej wiadomości. A co do drugiej… No, cóż… Myślę, że z tego typu problemami będziemy mieli teraz do czynienia częściej. Wirusa zwalczymy (Bóg go zwalczy), ale o wiele dłużej będziemy leczyli urazy duchowe i psychiczne.
      xJ

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.