Służyć Jezusowi w Jego Kościele!

S

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym imieniny i urodziny przeżywa Marek Dziak, bardzo życzliwy i dobry Człowiek z Miastkowa, Mąż mojej Koleżanki Anetty, z którą razem uczyłem w Liceum Lelewela w Żelechowie, a Ojciec dwóch Lektorów, Maćka i Bartka.

Niech Pan pobłogosławi Solenizantowi i jednocześnie Jubilatowi, by zawsze gorliwie służył Jezusowi w Jego Kościele. Więcej o tym w rozważaniu. A ja zapewniam o swojej serdecznej modlitwie.

Moi Drodzy, w związku z dzisiejszym wspomnieniem liturgicznym, raz jeszcze zachęcam do wspólnotowej modlitwy różańcowej! Jeżeli nie możemy pójść do kościoła lub kaplicy, to jednoczmy się w naszych rodzinach, albo w sąsiedztwie, albo w jakichś małych wspólnotach. Módlmy się żarliwie. Także o opanowanie tego zamieszania, jakie mamy, a szczególnie – o światło dla rządzących, żeby się nie zapędzali w absurdy!

Teraz zaś zapraszam do refleksji nad Bożym słowem, co oby nas doprowadziło do odpowiedzi na pytanie: Co Pan konkretnie dzisiaj do mnie mówi i czego ode mnie dziś oczekuje?

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Środa 27 tygodnia zwykłego, rok II,

Najświętszej Maryi Panny Różańcowej,

7 października 2020.,

do czytań: Ga 2,1–2.7–14; Łk 11,1–4

CZYTANIE Z LISTU ŚWIĘTEGO PAWŁA APOSTOŁA DO GALATÓW:

Bracia: Po czternastu latach udałem się ponownie do Jerozolimy wraz z Barnabą, zabierając ze sobą także Tytusa. Udałem się zaś w tę stronę na skutek otrzymanego objawienia. I przedstawiłem im Ewangelię, którą głoszę wśród pogan, osobno zaś tym, którzy cieszą się powagą, by stwierdzili, czy nie biegnę lub nie biegłem na próżno.

Wręcz przeciwnie, stwierdziwszy, że mnie zostało powierzone głoszenie Ewangelii wśród nieobrzezanych, podobnie jak Piotrowi wśród obrzezanych, Ten bowiem, który współdziałał z Piotrem w apostołowaniu obrzezanych, współdziałał i ze mną wśród pogan, i uznawszy daną mi łaskę, Jakub, Kefas i Jan, uważani za filary, podali mnie i Barnabie prawice na znak wspólnoty, byśmy szli do pogan, oni zaś do obrzezanych, byleśmy pamiętali o ubogich, co też gorliwie starałem się czynić.

Gdy następnie Kefas przybył do Antiochii, otwarcie mu się sprzeciwiłem, bo na to zasłużył. Zanim jeszcze nadeszli niektórzy z otoczenia Jakuba, brał udział w posiłkach z tymi, którzy pochodzili z pogaństwa. Kiedy jednak oni się zjawili, począł się usuwać i trzymać się z dala, bojąc się tych, którzy pochodzili z obrzezania. To jego nieszczere postępowanie podjęli też inni pochodzenia żydowskiego, tak że wciągnięto w to udawanie nawet Barnabę.

Gdy więc spostrzegłem, że nie idą słuszną drogą, zgodną z prawdą Ewangelii, powiedziałem Kefasowi wobec wszystkich: „Jeżeli ty, choć jesteś Żydem, żyjesz wedle obyczajów przyjętych wśród pogan, a nie wśród Żydów, jak możesz zmuszać pogan do przyjmowania zwyczajów żydowskich?”

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO ŁUKASZA:

Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: „Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów”.

A On rzekł do nich: „Kiedy się modlicie, mówcie:

«Ojcze, święć się imię Twoje,

przyjdź królestwo Twoje.

Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj

i przebacz nam nasze grzechy,

bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini;

i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie»”.

Po raz kolejny przekonujemy się, że Kościół, jakiego jesteśmy cząstką, jest własnością Pana. Nie poszczególnych Apostołów i ich następców, nie poszczególnych księży czy osób zakonnych, nie poszczególnych wiernych, czy całych grup i wspólnot, tworzonych przez wiernych – nie! Kościół jest własnością Pana, On jest jego Głową i pierwszym Pasterzem, natomiast – rzeczywiście – Kościół składa się tych różnych grup, wspólnot i osób, które tu sobie wymieniliśmy.

Ale nie jest ich własnością i to nie oni wyznaczają kierunek nauczania i działania w Kościele. Nawet Papież nie jest właścicielem Kościoła i nie może w nim podejmować działań, sprzecznych z linią Jezusa. Przekonał się o tym dość mocno dzisiaj pierwszy Papież, surowo upomniany – i to publicznie! – przez Apostoła Pawła. Można wręcz powiedzieć, że podwładny publicznie upomniał przełożonego! Rzecz w wielu współczesnych – i nie tylko współczesnych – nie do pomyślenia!

Jak podwładny ma w ogóle czelność podnosić publicznie jakieś zastrzeżenia i przy wszystkich upominać szefa! A przecież Paweł dokładnie to uczynił, co też dziś szczegółowo nam relacjonuje. Dlaczego się na to odważył?

Z pewnością dlatego, że takie pomiędzy Apostołami panowały relacje – oni miłość wzajemną rozumieli na sposób ewangeliczny, na sposób Jezusowy, a więc jako jedem z jej wyrazów i przejawów widzieli braterskie upomnienie. Nade wszystko zaś – prawdę! Świadczenie o prawdzie i obronę prawdy! Nie umizgiwanie się do siebie nawzajem, ale jasne stawanie w obronie prawdy!

A tą prawdą w tym przypadku było przekonanie, że Piotr jest opoką Kościoła, jest znakiem jego jedności i siły, jest pierwszym spośród Apostołów, dlatego nie może się chwiać, nie może udawać ani grać przed ludźmi, nie może wprowadzać w błąd albo przynajmniej w dezorientację w sprawach wiary, ale ma w wierze wszystkich umacniać! I skoro Paweł zauważył, że tego nie czyni – po prostu go upomniał.

I na tym zapewne sprawa się zakończyła, bo temat został wyjaśniony, a zagrożenie rozbicia jedności Kościoła – zażegnane. Ale stało się tak dlatego, że Paweł nie widział w Piotrze dostojnika kościelnego, którego „nie wypada” upominać, tylko brata w wierze – brata, któremu zlecona została większa odpowiedzialność. Postanowił więc podejść do sprawy po bratersku.

Pamiętając także i tym, że obaj są na służbie jedynego Pana, któremu i Piotr, i Paweł, i wszyscy członkowie Kościoła winni są posłuszeństwo! Gdyby Kościół był własnością Piotra, wówczas Paweł nie miałby argumentu za tym, żeby go upominać, bo usłyszałby od Piotra, że Kościół jest jego, więc może w nim robić, co chce. Tymczasem, Kościół jest Chrystusowy, dlatego i Piotr i Paweł, i wszyscy inni – mają czynić to, co chce Jezus!

I wszystkie działania, podejmowane przez Piotra, Pawła, Barnabę i innych Apostołów, o których to działaniach słyszeliśmy w pierwszej części czytania, nakierowane były na dobro Kościoła! Tak, tego Kościoła Chrystusowego. Dlatego Apostołowie, dokonując swoistego podziału kompetencji i planując swoje działania, tym przede wszystkim się kierowali, aby pomnażać chwałę Bożą i dobro duchowe wszystkich wierzących. Aby skutecznie docierać z Ewangelią Jezusa Chrystusa na krańce świata! Nie szukać siebie i swojego zadowolenia, swojego spełnienia, ale pomnażać chwałę Bożą! Służyć Jezusowi w Jego Kościele!

Żeby zaś ta służba mogła być skuteczna i owocna, trzeba ciągle czerpać siły z jedynego Źródła. Dlatego potrzeba modlitwy! Dobrze to zrozumieli uczniowie Jezusa, skoro – jak słyszeliśmy w Ewangelii – sami poprosili Jezusa, aby nauczył ich się modlić. I Jezus spełnił tę prośbę, ukazując im ten wzorzec chrześcijańskiej modlitwy, jaką jest Modlitwa Pańska.

Zauważmy jednak, że swoją prośbę uczniowie skierowali do Jezusa, kiedy Ten skończył się modlić! Być może, właśnie widok modlącego się Mistrza skłonił ich, aby poprosić Go, by i ich tego nauczył. Zatem, modlitwa Jezusa stała się wzorem dla uczniów, ale też natchnieniem dla samego Jezusa. On potrzebował tego stałego kontaktu z Ojcem, dlatego każdą wolną chwilę na ten kontakt przeznaczał – często w nocy.

I to właśnie Ten, który trwał ciągle na modlitwie, mógł potem wyjść do swoich uczniów, aby i ich modlitwy nauczyć. Był w tym z całą pewnością bardzo przekonujący. Pokazał nam w ten sposób, jak – podejmując codzienne działania tu, na ziemi – utrzymywać stały kontakt z Niebem. Jeżeli chcemy służyć Jezusowi w Jego Kościele, to musimy po prostu mieć z Nim stały kontakt. Stały kontakt z Niebem. Poprzez modlitwę. Przede wszystkim – poprzez Modlitwę Pańską. I inne modlitwy, tworzone na jej wzór.

Także poprzez modlitwę różańcową, o której mówimy dziś dlatego, że mamy październik, czyli miesiąc codziennej, wspólnej modlitwy różańcowej, ale dzisiaj też przeżywamy liturgiczne wspomnienie Matki Bożej, jako Królowej Różańca Świętego.

Wspomnienie to zostało ustanowione na pamiątkę zwycięstwa floty chrześcijańskiej nad wojskami tureckimi, odniesionego pod Lepanto, nad Zatoką Koryncką, w dniu 7 października 1571 roku. Sułtan turecki Selim II pragnął podbić całą Europę i zaprowadzić w niej wiarę muzułmańską.

Ówczesny Papież – Święty Pius V, gorący czciciel Matki Bożej – usłyszawszy o zbliżającej się wojnie, ze łzami w oczach zaczął zanosić żarliwe modlitwy do Maryi, powierzając Jej swą troskę podczas odmawiania Różańca. I oto doznał wizji: zdawało mu się, że znalazł się na miejscu bitwy pod Lepanto. Zobaczył ogromne floty, przygotowujące się do starcia, nad nimi zaś ujrzał Maryję, która patrzyła na niego spokojnym wzrokiem. I rzeczywiście: nieoczekiwana zmiana wiatru uniemożliwiła manewry muzułmanom, a sprzyjała flocie chrześcijańskiej. Udało się powstrzymać inwazję Turków na Europę.

Zwycięstwo było ogromne. Po zaledwie czterech godzinach walki zatopiono sześćdziesiąt galer wroga, zdobyto połowę okrętów tureckich, uwolniono dwanaście tysięcy chrześcijańskich galerników.

Papież Pius V – świadom, komu zawdzięcza cudowne ocalenie Europy – uczynił dzień 7 października Świętem Matki Bożej Różańcowej i zezwolił na jego obchodzenie w wybranych kościołach. Jednak Papież Klemens XI, w podzięce za kolejne zwycięstwo nad Turkami, odniesione pod Belgradem, w 1716 roku, rozszerzył to święto na cały Kościół. A w roku 1883, Leon XIII wprowadził do Litanii Loretańskiej wezwanie: „Królowo Różańca Świętego – módl się za nami”, zalecając, by w kościołach odmawiano Różaniec przez cały październik.

Odmawiamy zatem tę piękną modlitwę – w październiku i nie tylko w październiku – z tą także intencją, aby w ten sposób coraz lepiej służyć Jezusowi w Jego Kościele. I Bożej chwały szukać, a nie swojej własnej. I Boże plany realizować, a nie swoje prywatne ambicje. I Bożą naukę wprowadzać w życie, a nie swoje osobiste, wydumane mądrości.

Czy zawsze pamiętam o tym, że jestem cząstką Kościoła, który należy do Pana? I czy staram się – szczególnie poprzez modlitwę – o utrzymanie stałego z Nim kontaktu, a wręcz o jak najmocniejszą, osobistą, duchową więź z Jezusem?…

Dodaj komentarz

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.