Uczę się ciebie, człowieku…

U

Szczęść Boże! Moi Drodzy, w dniu dzisiejszym urodziny przeżywa Iwona Zagubień, z którą – i z której Rodziną – miałem przyjemność współpracować w czasie mojej posługi w Celestynowie. Dziękując za wszelką życzliwość, życzę Jubilatce, aby trwała w nieustającej bliskości Jezusa! Zapewniam o modlitwie.

Moi Drodzy, dzisiaj Kościół dopuszcza wspomnienie dowolne Najświętszej Maryi Panny z Lourdes, szczególnej Patronki Chorych, w związku z czym dzisiaj przeżywamy także Światowy Dzień Chorego. Dlatego włączam w dzisiejsze rozważanie kilka słów o wydarzeniach w Lourdes. Czynię to tym chętniej, że kilka razy byłem w Lourdes i noszę głęboko w sercu świętą atmosferę tego miejsca.

W związku z tym wspomnieniem, odprawię dzisiaj, o 19:00, w Ośrodku Duszpasterstwa Akademickiego w Siedlcach, Mszę Świętą w intencji wszystkich Chorych i w swoich modlitwach będę o Nich pamiętał. Zachęcam i Was, moi Drodzy, do tej modlitwy!

A wszystkich, których Pan zaszczycił udziałem w swoim Krzyżu, serdecznie pozdrawiam i zapewniam o swojej duchowej bliskości! I proszę: ofiarujcie każdy dzień swojej choroby, swego cierpienia, w jakiejś konkretnej intencji! Naprawdę, bardzo dużo dobrego możecie w ten sposób uczynić sobie, swoim bliskim, całemu Kościołowi i światu!

A jutro, na naszym forum – zgodnie z uświęconą, wielo…miesięczną tradycją piątkową – słówko z Syberii!

Teraz zaś już zapraszam do pochylenia się nad Bożym słowem. Co Pan konkretnie dziś do mnie mówi? Duchu Święty, pomóż mi to odkryć!

Niech Was błogosławi Bóg Wszechmogący: Ojciec + i Syn, i Duch Święty. Amen

Gaudium et spes! Ks. Jacek

Czwartek 5 Tygodnia zwykłego, rok I,

Wspomnienie N.M.P. z Lourdes,

11 lutego 2021.,

do czytań: Rdz 2,18–25; Mk 7,24–30

CZYTANIE Z KSIĘGI RODZAJU:

Pan Bóg rzekł: „Nie jest dobrze, żeby mężczyzna był sam; uczynię mu zatem odpowiednią dla niego pomoc”.

Ulepiwszy z gleby wszelkie zwierzęta ziemne i wszelkie ptaki powietrzne, Pan Bóg przyprowadził je do mężczyzny, aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę „istota żywa”. I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny.

Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział:

Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała. Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta”.

Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że stają się jednym ciałem.

Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali nawzajem wstydu.

SŁOWA EWANGELII WEDŁUG ŚWIĘTEGO MARKA:

Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu.

Wnet bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, upadła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka rodem, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki.

Odrzekł jej: „Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom”.

Ona Mu odparła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci”.

On jej rzekł: „Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę”. Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku, a zły duch wyszedł.

Bóg szukał dla mężczyzny odpowiedniej pomocy – jakiegoś wsparcia, które by mu towarzyszyło w codziennym życiu. W tym celu przyprowadził do niego wszelkie zwierzęta ziemne i wszelkie ptaki powietrzne, […], aby przekonać się, jaką on da im nazwę. Każde jednak zwierzę, które określił mężczyzna, otrzymało nazwę „istota żywa”. I tak mężczyzna dał nazwy wszelkiemu bydłu, ptakom powietrznym i wszelkiemu zwierzęciu polnemu, ale nie znalazła się pomoc odpowiednia dla mężczyzny.

W taki to obrazowy sposób Autor biblijny przygotowuje nas na pojawienie się kogoś, kto będzie ową «odpowiednią pomocą» dla mężczyzny. I ta pomoc rzeczywiście się pojawia, o czym Autor Księgi Rodzaju informuje nas w sposób jeszcze bardziej obrazowy, wręcz oryginalny: Wtedy to Pan sprawił, że mężczyzna pogrążył się w głębokim śnie, i gdy spał, wyjął jedno z jego żeber, a miejsce to zapełnił ciałem. Po czym Pan Bóg z żebra, które wyjął z mężczyzny, zbudował niewiastę. A gdy ją przyprowadził do mężczyzny, mężczyzna powiedział: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała. Ta będzie się zwała niewiastą, bo ta z mężczyzny została wzięta”.

Może niekiedy uśmiechamy się, słysząc ten opis, niektórzy nawet opowiadają różne anegdoty, na temat tego, od kogo to i w jaki sposób pochodzi niewiasta. Nie zatrzymując jednak całej uwagi na opisie jako takim, dochodzimy do głębokiej prawdy, która nie jest już ani anegdotyczna, ani mało istotna, że tylko człowiek jest dla drugiego człowieka «odpowiednią pomocą», bo jest równym mu w godności i w powołaniu do świętości.

Żadna z istot żywych nigdy nie będzie się równała człowiekowi, chociaż może przewyższa go w takiej, czy innej sprawności, wytrzymałości, lub przystosowaniu do życia. Na tej zasadzie, węch psa, albo szybkość wielu zwinnych zwierząt, jest dla człowieka czymś nieosiągalnym. Żadna jednak z istot żyjących nie ma rozwiniętych w sobie tylu wielorakich zdolności i możliwości, co człowiek – poczynając od zdolności myślenia.

Człowiek jest istotą rozumną, wolną, zdolną do miłości, stworzoną na Boże podobieństwo. Tylko człowiek – żadna inna istota! Dlatego muszą oburzać działania wszelkich tak zwanych ekologów – trafniej chyba jednak nazywanych ekoterrorystami – którzy wywierają brutalną i bezczelną presję na całe swoje otoczenie, przywiązując się do drzew w obronie jakiegoś robaczka, a jednocześnie domagając się bestialskiego mordowania dzieci nienarodzonych! Gdzie tu jakaś logika?! Gdzie tu jakiś podstawowy porządek spraw i zasad?!

Dlatego jeżeli ktoś dopuszcza zabijanie drugiego człowieka, a domaga się poszanowania przyrody, mówi o ekologii, lub ostrzega przed zanieczyszczeniem powietrza i innymi, niebezpiecznymi zjawiskami, to choćby wypowiadał w tej materii słuszne opinie, w rzeczy samej jest kłamcą, zwykle też będąc narzędziem w ręku innych, potężniejszych kłamców i manipulatorów, którzy nim sterują, dobrze go przy tym zwykle opłacając.

Właśnie sposób traktowania drugiego człowieka tak naprawdę odsłania nasze prawdziwe intencje i zamiary. Tylko człowiek jest równy człowiekowi – żadne zwierzę, choćby najbardziej „milusińskie” i słodkie! Na tym tle także dochodzi niejednokrotnie w wielu domach do dziwactw, kiedy piesek lub kotek przykuwa w domu większą uwagę, niż problemy pozostałych domowników. Tylko człowiek – żeby to po raz kolejny powtórzyć – zasługuje na największą uwagę i troskę, dużo większą od tej, którą otaczamy zwierzęta lub rośliny! Nie mówiąc już o rzeczach materialnych, które także stają się dla niektórych przedmiotem przywiązania, a niekiedy wręcz uwielbienia. Troska o drugiego człowieka winna być większa od naszego zainteresowania czymkolwiek innym.

Tę zasadę dzisiaj zastosował sam Jezus, kiedy z miłością spojrzał na Syrofenicjankę, proszącą o uwolnienie jej córki spod wpływu złego ducha. Początkowo, wydawało się, że prośba jej zostanie odrzucona. Jezus w dość szorstki sposób – takie przynajmniej można odnieść wrażenie – zwrócił się do niej, mówiąc: Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom. Słowa naprawdę trudne do przyjęcia, jeśli się zważy, że pies był – według Prawa Mojżeszowego – zwierzęciem nieczystym.

My dzisiaj już wiemy, że Jezus w ten sposób bronił tak zwanej «tajemnicy mesjańskiej», polegającej na tym, że swoją ziemską działalność bezpośrednio adresował do narodu wybranego, a ten potem miał ogłosić Dobrą Nowinę całemu światu. Ale nawet pomimo, że o tym wiemy, to i tak ostrość wypowiedzi Jezusa może dziwić, a nawet szokować.

Nie zaszokowała jednak matki, proszącej o ratunek dla swego dziecka. Wprost przeciwnie, jeszcze bardziej ją zmobilizowała do jeszcze pokorniejszego i jeszcze bardziej usilnego błagania. W ten sposób potwierdziła swoją ogromną wiarę, a Jezus mógł odejść od swojej, wspomnianej przed chwilą zasady, i z wielką radością okazać miłosierdzie osobie spoza swego narodu. I udowodnić, że zasady, które zachowuje, nie są ponad człowiekiem. Wprost przeciwnie, troska o prawdziwe dobro człowieka staje się najważniejszą zasadą. Tego uczy nas dzisiaj Jezus.

Musimy przyznać, moi Drodzy, że na tym odcinku mamy chyba jeszcze trochę do zrobienia… A może nawet nie trochę, a całkiem sporo… Ciągle musimy uczyć się właściwego odniesienia do innych ludzi – szczególnie tych, których na co dzień mamy wokół siebie… Uczyć się właściwego odniesienie do człowieka – po prostu: uczyć się człowieka… Jak to świetnie ujął Jerzy Liebert:

Uczę się ciebie człowieku.

Powoli się uczę, powoli.

Od tego uczenia trudnego

Raduje się serce i boli.

O świcie nadzieją zakwita,

Pod wieczór niczemu nie wierzy,

Czy wątpi, czy ufa – jednako –

Do ciebie, człowieku, należy.

Uczę się ciebie i uczę

I wciąż cię jeszcze nie umiem –

Ale twe ranne wesele,

Twą troskę wieczorną rozumiem.

Wydaje się, że lepiej nie można było opisać tego naprawdę trudnego procesu poznawania drugiego człowieka, odkrywania drugiego człowieka – jego wielkości, jego indywidualności, jego historii, całego bogactwa jego serca…

Jezus, który przecież wszystkich nas dobrze zna, od razu rozpoznał dobre nastawienie Syrofenicjanki, odczytał jej najlepsze, wewnętrzne intencje, odkrył szczerość jej serca. A – nade wszystko – jej wielką wiarę! Dlatego okazał swoje miłosierdzie, uwalniając jej córkę z mocy złego ducha.

Jezus jednak nie musi uczyć się człowieka, bo – jak wspomnieliśmy – każdą i każdego z nas zna po imieniu i wie, co nosimy w sercu. Przed nami jednak stoi zawsze to zadanie, abyśmy coraz bardziej starali się na drugiego otwierać, rozumieć go, wysłuchać, a w razie potrzeby – pomóc… Bo dla każdego człowieka jedyną i «odpowiednią» pomocą może być tylko drugi człowiek…

Mówimy o tym wyraźnie właśnie dzisiaj, kiedy wspominamy w liturgii Najświętszą Maryję Pannę z Lourdes, nawiązując do historii Objawień, jakie się tam dokonały, a jednocześnie – otaczając modlitwą Wszystkich chorych, cierpiących i w jakikolwiek sposób życiowo doświadczonych. Co wiemy na temat wspomnianych Objawień?

Otóż, w 1858 roku, w cztery lata po ogłoszeniu przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu, Matka Boża zjawiła się ubogiej pasterce, Świętej Bernadecie Soubirous, właśnie tam: w Grocie Massabielskiej, w Lourdes, we Francji. W ten sposób – jeśli tak można powiedzieć – Niebo potwierdziło prawdę, którą Kościół odkrył i ogłosił pod natchnieniem Ducha Świętego. Podczas osiemnastu zjawień, dokonujących się w okresie od 11 lutego do 16 lipca 1858 roku, Maryja wzywała do modlitwy i pokuty.

11 lutego, Bernadetta Soubirous wraz z siostrą i przyjaciółką udała się w pobliże Starej Skały – Massabielle – w poszukiwaniu suchych gałęzi, aby rozpalić ogień w domu. Gdy została sama, usłyszała dziwny dźwięk, podobny do szumu wiatru i zobaczyła światłość, z której wyłoniła się postać „Pięknej Pani” z różańcem w ręku. Odtąd Objawienia powtarzały się.

Bernadetta opowiedziała o tym wydarzeniu koleżankom, te rozpowiedziały o tym sąsiadom. Rodzice skrzyczeli Bernadettę, że rozpowiada plotki i zakazali jej chodzić do groty, w której miała jej się ukazać Matka Boża. Cofnęli jednak zakaz, gdy zobaczyli, że dziecko gaśnie im dosłownie w oczach z powodu jakiejś wewnętrznej udręki.

Dnia 14 lutego dziewczęta udały się najpierw do kościoła i wzięły ze sobą wodę święconą. Gdy przybyły do groty, było już po południu. Kiedy w czasie odmawiania Różańca ponownie ukazała się Matka Boża, Bernadetta – idąc za poradą towarzyszek – pokropiła Ją i wypowiedziała słowa: „Jeśli przychodzisz od Boga, zbliż się! Jeśli od szatana, idź precz!”. Pani, uśmiechając się, zbliżyła się aż do wylotu groty – i odmawiała Różaniec.

18 lutego Bernadetta udała się w pobliże groty z dwiema znajomymi rodziny Soubirous. Te przekonane, że może to jakaś dusza czyśćcowa, poradziły Bernadecie, aby poprosiła Zjawę o napisanie życzenia na kartce papieru, którą ze sobą przyniosły. Pani odpowiedziała: „Pisanie tego, co ci chcę powiedzieć, jest niepotrzebne”. Jednocześnie poleciła dziewczynce, aby przychodziła przez kolejnych piętnaście dni.

Wiadomość rozeszła się lotem błyskawicy po całym miasteczku. 21 lutego, w niedzielę, zjawiło się przy grocie skał massabielskich kilka tysięcy ludzi. Pełna smutku Matka Boża zachęcała Bernadettę, aby modliła się za grzeszników. Tegoż dnia, gdy Bernadetta wychodziła po południu z kościoła z Nieszporów, została zatrzymana przez komendanta miejscowej policji i poddana śledztwu. Kiedy następnego dnia udała się do szkoły, uczące ją siostry zaczęły ją karcić, że wprowadziła tyle zamieszania swoimi przywidzeniami.

23 lutego Matka Boża ukazała się Bernadecie ponownie i poleciła jej, aby udała się do miejscowego proboszcza z prośbą, by w miejscu Objawień wystawiono ku Jej czci kaplicę. Roztropny proboszcz, a równocześnie także dziekan, po pilnym przeegzaminowaniu czternastoletniej dziewczynki, rzekł do niej: „Mówiłaś mi, że u stóp tej Pani w miejscu, gdzie zwykła stawać, jest krzak dzikiej róży. Poproś Ją, aby kazała tej gałęzi rozkwitnąć”. Przy najbliższym zjawieniu się Matki Bożej Bernadetta powtórzyła słowa proboszcza. Pani odpowiedziała uśmiechem, a potem ze smutkiem wypowiedziała słowa: „Pokuty… pokuty… pokuty…”.

25 lutego, w czasie ekstazy, Bernadetta usłyszałą polecenie: „A teraz idź do źródła, napij się z niego i obmyj się w nim”. Dziewczynka skierowała swoje kroki do pobliskiej rzeki, ale usłyszała głos: „Nie w tę stronę! Nie mówiłam ci przecież, abyś piła wodę z rzeki, ale ze źródła. Ono jest tu”. Bernadetta na kolanach podążyła ku wskazanemu w pobliżu groty miejscu. Gdy zaczęła grzebać, pokazała się woda. Na oczach tłumu śledzącego wszystko uważnie ukazało się źródło, którego dotąd nie było. Woda biła z niego coraz obficiej i szerokim strumieniem płynęła do rzeki.

Okazało się rychło, że woda ta przynosiła uzdrowienie. Następnego bowiem dnia posłał do źródła po wodę swoją córkę miejscowy kamieniarz, rzeźbiarz nagrobków. Stracił prawe oko przy rozsadzaniu dynamitem bloków kamiennych. Także na lewe oko widział coraz słabiej. Po gorącej modlitwie, począł przemywać sobie ową wodą oczy i natychmiast odzyskał wzrok. Cud ten zapoczątkował cały szereg innych znaków i cudów.

27 lutego Matka Boża ponowiła życzenie, aby na tym miejscu powstała kaplica. 1 marca 1858 roku poleciła Bernadecie, aby modliła się nadal na różańcu. 2 marca z kolei poprosiła, aby do groty urządzano procesje. Zawiadomiony o tym proboszcz odpowiedział, że będzie to mógł uczynić dopiero za pozwoleniem swojego biskupa.

Tymczasem, 4 marca, na oczach około dwudziestu tysięcy ludzi został cudownie uleczony przy źródle miejscowy restaurator. Miał on na wierzchu dłoni wielką narośl. Lekarze orzekli, że jest to złośliwy rak i trzeba rękę amputować. Kiedy modlił się gorąco i polecał wstawiennictwu Bernadetty, zanurzył rękę i wyciągnął ją zupełnie zdrową, bez ropiejącej narośli. A poprzedniego dnia, pewna matka doznała łaski nagłego uzdrowienia swojego dziecka, zanurzając je całe w zimnej wodzie źródła – i to w sytuacji, w której lekarze orzekli, że dni dziecka są już policzone.

Wtedy też nastąpiła dłuższa przerwa w objawieniach. Dopiero 25 marca, w uroczystość Zwiastowania, Bernadetta ponownie zobaczyła Matkę Bożą. Kiedy Ją zapytała o imię, otrzymała odpowiedź: „Jam jest Niepokalane Poczęcie”.

Były to moment bardzo ważny w historii Objawień, ponieważ mijały zaledwie cztery lata od ogłoszenia przez Papieża Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi, a przecież wówczas środki komunikacji społecznej nie były tak rozwinięte, jak dzisiaj, dlatego informacje nie rozchodziły się po świecie zbyt szybko i nie docierały tak sprawnie, jak obecnie, do świadomości ludzi – szczególnie tak prostych, jak Bernadetta. Dlatego ten dzień można określić jako swoisty przełom w uwiarygodnianiu informacji o objawianiu się Matki Bożej.

Po kolejnej dłuższej przerwie, 7 kwietnia, w środę po Wielkanocy, ponownie Matka Boża objawiła się Bernadecie. Po rozejściu się tłumów policja pod pozorem bezpieczeństwa publicznego i konieczności przeprowadzenia badań wody, zamknęła dostęp do źródła i groty. Zabrano także do komisariatu liczne już złożone wota. Jednak Bernadetta uczęszczała tam nadal i klękając opodal, modliła się.

16 lipca, w uroczystość Szkaplerza Świętego, Matka Boża pojawiła się po raz ostatni. 18 stycznia 1862 roku, komisja powołana przez miejscowego biskupa – po wielu badaniach – ogłosiła dekret, że „można dać wiarę” zjawiskom, jakie się przydarzyły w Lourdes. W roku 1875 arcybiskup Paryża poświęcił uroczyście świątynię, wybudowaną na miejscu objawień. W uroczystości tej wzięło udział trzydziestu pięciu arcybiskupów i biskupów, trzy tysiące kapłanów i sto tysięcy wiernych.

W roku 1891, Leon XIII ustanowił Święto Objawienia się Matki Bożej w Lourdes, które Święty Pius X w 1907 roku rozciągnął na cały Kościół. W roku 1933 Bernadetta Soubirous została kanonizowana.

Lourdes natomiast stało się słynnym miejscem pielgrzymkowym – prawdziwym Sanktuarium Chorych i Cierpiących do którego przybywają tysiące ludzi, by czcić Matkę Bożą i prosić o uzdrowienie ze swych dolegliwości oraz o umocnienie w dźwiganiu krzyża cierpienia.

A oto jak sama Bernadetta opisała, w roku 1861 – w jednym z listów – wydarzenia, w których uczestniczyła:

Pewnego dnia, kiedy wraz z dwiema dziewczynkami udałam się nad rzekę Gave, aby nazbierać chrustu, usłyszałam jakby szelest wiatru. Obróciłam się ku łące, ale zobaczyłam, iż gałązki drzew nie poruszają się wcale. Uniosłam wtedy głowę i spojrzałam w kierunku groty. Zobaczyłam Panią odzianą w białe szaty. Miała na sobie białą suknię, przepasana była niebieską wstęgą, na każdej z Jej stóp spoczywała złocista róża. Taki sam kolor miały ziarenka Jej różańca.

Kiedy Ją zobaczyłam, przetarłam oczy sądząc, iż mi się przywidziało. Zaraz też włożyłam rękę do kieszonki i znalazłam swój różaniec. Chciałam przeżegnać się, ale nie mogłam unieść opadającej ręki. Dopiero kiedy Pani uczyniła znak krzyża, wtedy i ja drżącą ręką spróbowałam, i udało się. Równocześnie zaczęłam odmawiać Różaniec. Także Pani przesuwała ziarenka różańca, ale nie poruszała wargami. Kiedy skończyłam odmawianie, widzenie ustało natychmiast.

Zapytałam więc obydwie dziewczynki, czy czegoś nie widziały. Odpowiedziały, że nie. Spytały natomiast, co takiego mam im do opowiedzenia. Wtedy oznajmiłam im, że widziałam Panią w bieli i że nie wiem, kim Ona mogłaby być. Upomniałam je jednak, aby nie mówiły o tym nikomu. One znowu namawiały mnie, żebym nie wracała na to miejsce, ale ja się na to nie zgodziłam. Wróciłam więc na to samo miejsce w niedzielę, czując wewnętrznie, że coś mnie tam woła.

Pani przemówiła do mnie dopiero za trzecim razem. Zapytała, czy nie zechciałabym przychodzić tu do Niej przez dni piętnaście. Odpowiedziałam, że chcę. Pani powiedziała jeszcze, że mam powiedzieć kapłanom, aby postarali się o wybudowanie na tym miejscu kaplicy. Następnie poleciła mi napić się wody ze źródła. Ponieważ nie widziałam tam żadnego źródła, zwróciłam się w stronę rzeki Gave. Ale Pani dała mi znak, że nie tam, i palcem pokazała na źródło.

Kiedy podeszłam bliżej, znalazłam zaledwie odrobinę błotnistej wody. Nadstawiłam dłoń, ale nic nie mogłam pochwycić. Zaczęłam więc drążyć ziemię w tym miejscu i dopiero wówczas mogłam zaczerpnąć nieco wody. Odrzuciłam trzy razy, za czwartym razem wypiłam. Widzenie znikło, a ja powróciłam do domu.

Przez piętnaście dni powracałam na to miejsce, a Pani ukazywała mi się za każdym razem, z wyjątkiem jednego wtorku i piątku. Polecała na nowo, abym zachęciła kapłanów do wybudowania kaplicy, zachęciła także, abym się obmyła w źródle i abym się modliła o nawrócenie grzeszników. Wielokrotnie zapytywałam, kim jest, ale Ona uśmiechała się tylko łagodnie. W końcu, trzymając ręce uniesione i kierując wzrok ku niebu powiedziała, że jest Niepokalanym Poczęciem.Tyle ze wspomnień samej Bernadetty.

Wsłuchani w całą tę niezwykłą historię, ale także zasłuchani w Boże słowo dzisiejszej liturgii, zastanówmy się raz jeszcze, ile konkretnej miłości i szczerej troski okazujemy na co dzień drugiemu człowiekowi – szczególnie temu, którego mamy przy sobie? Ile życzliwego zainteresowania? Jak uczymy się drugiego człowieka?…

9 komentarzy

  • tak, Zieloni pod przykrywką przyrody pozwalają sobie na wszystko. Biedny ptaszek, biedna żabka, a z drugiej strony aborcja i eutanazja.

  • Bardzo zaskakująca jest dzisiejsza rozmowa Jezusa z kobietą, nie zaproszonym, nie oczekiwanym gościem. Ja jako kobieta i matka rozumiem doskonale przyczynę wtargnięcia jej i upadnięcia przed Jezusem, o którym zapewne słyszała, że tak wielu uzdrawia. Pragnęła dobra dla swojego dziecka i to miłość dała jej siłę, hart ducha, by odważnie i uporczywie prosić Jezusa o uwolnienie od złego ducha. Nie zraziła się początkowo nieprzychylnym słowem Jezusa a jej pewność i wiara, że tylko On może to uczynić, ujęła serce Jezusa, który swoim „małym”, jak okruch zdaniem sprawił , że zły musiał ustąpić.
    Każdy z nas ma dostęp do Jezusa ale czy każdy z nas ma taką wiarę jak ta poganka…
    Ps. Rozpoczęłam komentarz wczoraj i zaniechałam wypowiedzi a dziś otwierając komputer, widzę, że otworzyła się strona właśnie na moim niedokończonym wpisie więc cóż miałam począć… dokończyłam i wysyłam.

Ks. Jacek Autor: Ks. Jacek

Archiwum wpisów

Ks. Jacek Jaśkowski

Witam serdecznie! Kłania się Ks. Jacek Jaśkowski. Nie jestem ani kimś ważnym, ani kimś znanym. Jestem księdzem, który po prostu chce rozmawiać. Codzienna kapłańska posługa pokazuje mi, że tematów do rozmów z księdzem jest coraz więcej i dzisiaj żaden ksiądz nie może od nich uciekać, ale – wprost przeciwnie – podejmować nowe wyzwania. To przekonanie skłoniło mnie do próby otwarcia tegoż bloga, chociaż okazji do rozmów na co dzień – w konfesjonale i poza nim – na szczęście nie brakuje. Myślę jednak, że ten blog będzie jeszcze jednym sposobem i przestrzenią nawiązania kontaktu z ludźmi dobrej woli, otwartymi na dialog.